Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 kwietnia 2016

Jorn Lier Horst "Ślepy trop"



Brakuje mi czasu na czytanie... Oj brakuje bardzo! Dlatego, kiedy sięgam po książkę to już raczej po sprawdzonych autorów, co do których wiem, że się nie rozczaruję. Tęsknię za czasami, kiedy pochłaniałam kilka książek miesięcznie, niestety teraz, moja zmęczona głowa przyjmuje tylko pozycje wciągające, dające jakieś wytchnienie, lekkie, łatwe i przyjemne. I taki jest właśnie "Ślepy trop".
Napisać dobry wciągający kryminał to sztuka! Sztuka, która Horstowi z książki na książkę wychodzi, mam wrażenie, coraz lepiej.
Główny bohater William Wisting nie jest połączeniem Superboga i Supermana, a człowiekiem kończącym pięćdziesiąt pięć lat, któremu niebawem urodzi się wnuczka. Człowiek z zasadami, których twardo się trzyma, mimo że często przysparzają mu sporo wrogów, nawet wśród kolegów po fachu. W momencie rozpoczęcia lektury trwa śledztwo dotyczące zaginięcia taksówkarza. A w zasadzie tkwi w miejscu... Pół roku wcześniej zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, jakby zapadł się pod ziemię. Wisting jest zmęczony, wątpi w swoje umiejętności, jednak jak to zwykle bywa, pojawiają się nowe okoliczności i śledztwo leniwie rusza do przodu. Okazuje się, że sprawa zaginięcia łączy się z morderstwem popełnionym w zupełnie innym miejscu, gdzie sprawca został ujęty i oczekuje na proces. Wisting musi podążyć zupełnie nowym torem, rozwiązać inną sprawę, aby znaleźć odpowiedź na pytania dotyczące zaginięcia taksówkarza.
Śledzimy też oczywiście życie prywatne bohaterów, ale o tym nie będę się rozpisywać...

Horst w sposób mistrzowski buduje napięcie. Wydaje nam się, że nic się nie dzieje, że sprawa leniwie biegnie do przodu, aż przychodzi moment kulminacyjny, gdzie odczuwamy napięcie i strach przed tym co się wydarzy. Zakończenie zaskakuje, nie sposób odgadnąć co się wydarzy. Mam wrażenie, że z powieści na powieść autor jest coraz lepszy. Z niecierpliwością oczekiwać będę kolejnych powieści

Polecam gorąco!

niedziela, 25 października 2015

Katarzyna Bonda "Tylko martwi nie kłamią"




Cierpię z powodu braku czasu na czytanie książek. Ostatnio bardzo rzadko zdarzają się momenty, kiedy mogę usiąść z kubkiem herbaty i dać się ponieść lekturze. Przykro mi, że blog, którego tyle lat prowadziłam, który pozwalał mi się rozwijać, dzięki któremu poznałam wielu świetnych ludzi, po prostu umiera. Jedna opinia na kilka miesięcy, to jedynie podrygi umarlaka... Odkryłam jednak, że gdzieś tak między godziną 2 a 4 w nocy, kiedy wszyscy śpią, mogę w końcu sięgnąć po książkę, na spokojnie, bez obaw, że ktoś mi przerwie. Tak więc wykorzystuję ten mój czas dla siebie do spodu, pozbawiając się odrobiny snu, na rzecz magii słowa pisanego.

I tym sposobem, udało mi się, w końcu, po ponad pół roku, przeczytać książkę Katarzyny Bondy "Tylko martwi nie kłamią". Bardzo podobał mi się "Pochłaniacz" tejże autorki, z wielką więc ciekawością sięgnęłam po wcześniejszą książkę Bondy, pisarki okrzykniętej mianem "królowej polskiego kryminału".

Jako, że czasu na czytanie mam niewiele, to szkoda mi go marnować. A gdzieś do połowy tej książki miałam wrażenie, że właśnie to robię. Nie zachwyciło mnie w niej nic, irytował Hubert Meyer, dialogi wydawały się jakieś sztuczne... Generalnie miałam ochotę porzucić lekturę. Jednak gdzieś po przeczytaniu dwustu stron akcja zaczęła mnie wciągać, coraz bardziej ciekawiło, co też i przede wszystkim kto doprowadził do zbrodni.
Bo oczywiście o zbrodnię głównie w tej książce chodzi. Znany profiler, wraz z komisarzem Szerszeniem i prokurator Rudy rozwiązują zagadkę śmierci śmieciowego barona, właściciela świetnie prosperującej firmy, który wrogów miał niezliczoną ilość. Więc i podejrzanych jest co nie miara. Nie będę się rozpisywać, streszczać fabuły itd, bo zagadka jest naprawdę ciekawa, a jej rozwiązanie zaskakujące. Nie mam w tej częsci autorce nic do zarzucenia. Za to uczepię się dialogów i jakichś wewntętrznych przemyśleń bohaterów, które wydawały mi się miejscami wręcz groteskowe. Trochę czuć je bylo jakąś sztucznością. Sam wątek żony Mayera pozostawia wiele do życzenia... Nie czytałam poprzedniej części, nie wiem co się tam działo, ale tajemnicza choroba, prowadząca do powolnej śmierci i niewzruszony przy tym mąż, który ostatecznie stwierdza, że chyba jednak przestał kochać małżonkę... No cóż... Nie podoba mi się ta część historii po prostu.

A podsumowując... Czytałam lepsze kryminaly, gorsze też. Po Katarzynie Bondzie spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego, a ta książka jest chyba po prostu przeciętna i poprawna. Czyta się szybko, akcja wciąga, finał zaskakuje, ale czegoś po prostu zabrakło.

Do kupienia tu -> KLIK

niedziela, 15 lutego 2015

Olga Rudnicka "Do trzech razy Natalie"


Kiedy pojawia się dziecko, zmienia się wszystko! Musi minąć trochę czasu, zanim oswoimy się z nową wersją codzienności. Brakuje na wszystko czasu... Nawet takie czynności jak umycie zębów, czy wypicie ciepłej kawy wydają się skomplikowane. Tym bardziej więc brakuje czasu na książki! W trakcie ciąży włączyła mi się jakaś niechęć do czytania i nie wykorzystałam czasu jaki miałam na nadrabianie czytelniczych zaległości. Teraz mam wielki głód i ciągnie mnie do książek, brakuje z kolei czasu. Dlatego jestem szczęśliwa, że w końcu trafiła się pozycja, od której po prostu nie mogłam się oderwać i po prawie dwóch miesiącach nowego roku, mogę się pochwalić zakończoną lekturą!

"Do trzech razy Natalie" to nie tylko pierwsza przeczytana w tym roku książka, ale też pierwsza kupiona od bardzo dawna! Jednak kolejnego spotkania z siostrami Sucharskimi po prostu nie mogłam się doczekać... Po raz trzeci Olga Rudnicka wciąga nas w zwariowany świat pięciu sióstr, na każdej niemal stronie bawiąc do łez.

Tym razem Natalie postanawiają zrobić sobie wspólne wakacje... Oczywiście jak na nie przystało, robią to niekonwencjonalnie. Decyzję podejmują w jednej chwili, zostawiając swoich partnerów bez słowa wyjaśnienia. Za cel podróży obierają Międzyzdroje, gdzie Nata ma spotkanie autorskie. Oczywiście pojawienie się w jednym miejscu Natalii, Anny, Naty, Magdy i Natki może oznaczać tylko jedno... Kłopoty! Szybko pojawiają się zwłoki... Jak się pewnie domyślacie, siostry nie potrafią się trzymać z daleka od sprawy i zostawić jej rozwiązanie policji. Rozpoczynają swoje prywatne dochodzenie...

Pierwsza część - "Natalii 5" zaskoczyła mnie, przywołując skojarzenia z moją ukochaną Chmielewską i wywołując salwy śmiechu. W kolejnej części "Drugi przekręt Natalii" już wiedziałam czego się po siostrach spodziewać, a mimo to niemal płakałam ze śmiechu. Trzeciej części się bałam. Bo w końcu czym jeszcze siostry mogą mnie zaskoczyć?! Jednak mimo obaw, po raz kolejny, co chwilę śmiałam się pod nosem. Siłą tych książek są przede wszystkim dialogi. Zabawne, cięte i sarkastyczne poczucie humoru nie może się nie podobać. Sióstr nie da się nie polubić! Odczułam wielki żal docierając do ostatniej strony, zwłaszcza że autorka informuje, że to już ostatnie spotkanie z Nataliami. Daje jednak nadzieję, rozważając możliwość napisania o potomkach sióstr, bodź też o nich samych, tyle że dużo starszych i być może dojrzalszych...

Myślałam, że nikt, nigdy nie dorówna królowej polskich kryminałów - Joannie Chmielewskiej, ale Olga Rudnicka ma predyspozycje, aby królową kiedyś zdetronizować. Kibicuję i czekam na kolejne tytuły!

piątek, 26 września 2014

Katchy Reichs "Kości są wieczne"

Pewnie większość z Was zna serial emitowany przez telewizję Polsat pod tytułem "Kości". Ja uwielbiam! Za dobre poczucie humoru, świetnie wykreowanych bohaterów i ciekawe sprawy kryminalne, a przede wszystkim za  Temperance Brennan i Seeley'a Booth'a! O tak, ta para to chyba jedna z moich ulubionych "telewizyjnych". Długo zwlekłam z sięgnięciem po książki producentki serialu Kathy Reichs, na podstawie których owa produkcja powstała. Bałam się przede wszystkim rozczarowania...
"Kości są wieczne" to druga pozycja autorki po którą sięgam, wcześniej czytałam "Zabójczą podróż", o której ostatecznie na blogu z lenistwa nie napisałam. Pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa? Co ta książka ma w ogóle wspólnego z serialem?! Oprócz imienia i nazwiska głównej bohaterki oraz wykonywanego przez nią zawodu... Nic! Poczułam się więc przez chwilę rozczarowana. Kiedy jednak postanowiłam zapomnieć o serialowym obrazie, lektura okazała się niezwykle wciągająca i dobra!

Tym razem Tempe bada zwłoki trzech noworodków i angażuje się w poszukiwania ich matki. Kobieta zgłosiła się z krwotokiem poporodowym do szpitala, jednak zanim lekarze zorientowali się w sytuacji zniknęła, pozostawiając jedynie adres, pod którym policjanci dokonują makabrycznego odkrycia... Udając się śladami Amy Roberts, która co rusz zmienia tożsamość, antropolożka wraz z policjantem Ryanem dokonują kolejnego przykrego odkrycia. Trafiają jednocześnie na porachunki narkotykowe, a ślady wiodą ich do kopalni diamentów. Czy matka rzeczywiście zabijała swoje dzieci? I jakie znaczenie w całej historii mają diamenty i narkotyki?

Kathy Reichs w swoich książkach serwuje nam mnóstwo szczegółów związanych z różnymi sposobami badania zwłok, co nie dziwne, w końcu jest antropologiem klinicznym. Robi to jednak w sposób nieprzytłaczający i niezwykle ciekawy, co jest dodatkowym atutem jej książek. Zagadki tworzy zawiłe, doprowadzając czasami do tego, że czytelnik gubi się wśród bohaterów. Nie sposób jednak odgadnąć przedwcześnie finału danej historii.

Reichs wrzucam na półkę z autorami, po których zawsze chętnie sięgnę, gdyż trzymają poziom i nie zawodzą.

Książka dostępna jest na stronie empik.com
Polecam!

poniedziałek, 15 września 2014

Kate Atkinson "Zagadki przeszłości"



Można chyba śmiało powiedzieć, że wciągam ostatnio kryminały jak szalona... Jest to ten gatunek, który przyswajam teraz z niezwykłą łatwością i przyjemnością, odstresowując się. Tym razem wybór padł na Kate Atkinson, brytyjską autorkę, która już zdobyła uznanie swoimi powieściami. W moje ręce książka jej autorstwa trafiła po raz pierwszy i spodziewałam się po niej naprawdę wiele... Czy sprostała oczekiwaniom?

Śledzimy po kolei kilka historii z przeszłości... 

Pierwsza dotyczy tajemniczego zaginięcia kilkuletniej Oliwii, która znika bez śladu spod domu, a rodzina przez lata próbuje dociec co też się z nią stało. 

Następnie przenosimy się w czasie i śledzimy losy Theo, prawnika, który w swojej kancelarii zatrudnia ukochaną córkę Laurę. Dziwnym splotem wydarzeń, dziewczyna pada ofiarą zabójstwa, dokonanego w tejże kancelarii przez człowieka w żółtym swetrze. Theo przez lata gromadzi wszystkie materiały dotyczące śledztwa w tej sprawie i nie potrafi pogodzić się z odejściem córki....

Ostatnia retrospekcja, to obraz Michelle, która codziennie nastawia budzik na pięć minut wcześniej, aby podołać obowiązkom przy mężu i córce. Nie potrafi poradzić sobie z depresją i dążeniem do doskonałości. Jej historia kończy się w momencie, kiedy siekiera ląduje w głowie małżonka...

Trzy zupełnie różne historie, różne miejsca i czasy... Połączy je w 2004 roku osoba prywatnego detektywa Jacksona.

Czytelnik ma wrażenie, że historie znajdą wspólny mianownik, jednak nic bardziej mylnego! Jedyne co je  łączy to Jackson. Śledzimy więc trzy odrębne historie, bogate w specyficznych i ciekawych bohaterów. I to właśnie Ci bohaterowie są siłą napędową tej książki! Zagadki jakie serwuje autorka niekoniecznie są trudne do odgadnięcia. Mam nawet wrażenie, że Atkinson za szybko pozwala domyślić się czytelnikowi prawdy. Jednak przy sile charakterów poszczególnych postaci, nie jest to aż tak wielką wadą tej pozycji. Bo książkę czyta się świetnie. Na początku może ciężko jest przeskakiwać z historii do historii, jednak kiedy pojawia się detektyw, który zaczyna zajmować się śledztwami, akcja nabiera rozpędu i nie sposób oderwać się od lektury.

Jest to zupełnie inny rodzaj kryminału, niż czytany przeze mnie ostatnio "Jaskiniowiec", więcej tu momentów, gdzie możemy się zaśmiać, ale też sporo tych mrocznych i poruszających, całość wypada jednak mimo wszystko blado przy skandynawskiej pozycji...
Mimo to polecam!

sobota, 6 września 2014

Jorn Lier Horst "Jaskiniowiec"


Tę książkę mogłabym podsumować jednym zdaniem - "tego mi było trzeba". Potrzebowałam lektury, która wciągnie mnie niemal od pierwszej strony i nie pozwoli się porzucić do momentu, kiedy wszystko nie zostanie wyjaśnione. Zagwarantował mi to Jorn Lier Horst "Jaskiniowcem"
Początkowo zostałam zmylona przez wydawnictwo i byłam przekonana, że zamawiam nową książkę Jo Nesbo, gdyż cała kampania reklamowa tej pozycji sprowadza się do porównań z najpopularniejszym autorem norweskich kryminałów.  Ja podobieństw nie zauważyłam...Co nie oznacza, że "Jaskiniowcowi" czegoś brakuje. Wręcz przeciwnie!
Od samego początku obserwujemy dwa śledztwa. Pierwsze prowadzi policjant William Wisting, drugie, dziennikarskie, jego córka Line. Dziewczyna postanawia napisać artykuł o śmierci Viggo Hansena, którego zwłoki zostają odnalezione dopiero po czterech miesiącach od zgonu. Martwy mężczyzna spędził długi czas przed włączonym telewizorem i nikt w tym czasie nie zainteresował się jego losem. Policja uznaje śmierć za naturalną i szybko zamyka sprawę. Line w swoim artykule chce przedstawić sylwetkę samotnego mężczyzny i braku społecznego zainteresowania jego osobą. Zaczyna więc drążyć w przeszłości denata, który stronił od ludzi i o którym mało kto dobrze mówi...

Ojciec kobiety prowadzi z kolei śledztwo dotyczące tajemniczych zwłok znalezionych pod choinką (sic!)   Ciało mężczyzny leżało prawie cztery miesiące, nim zostało przypadkowo odnalezione. Odciski palców zidentyfikowane na ulotce, którą zmarły miał w kieszeni prowadzą aż za ocean, do seryjnego zabójcy młodych kobiet. W śledztwo od razu angażuje się FBI, a cała komenda postawiona zostaje na nogi. Śledczy depczą przestępcy po piętach, jednak za każdym razem, kiedy wydaje im się, że są już blisko, okazuje się, że brakuje jeszcze jednego elementu układanki...

Szybko okazuje się też, że śledztwa ojca i córki łączą się...

Podobnie jak śledczym, mnie również wielokrotnie wydawało się, że już wiem jaki będzie finał historii i za każdym razem okazywało się, że to niestety tylko złudzenie. Autor w znakomity sposób buduje napięcie, nie pozwalając nam na oderwanie się od lektury, bez wiedzy kim jest jaskiniowiec. 
W książce porusza też ciekawy dla współczesnych czasów problem samotności i braku zainteresowania. W gonitwie i pędzie ku karierze i dobrobycie zapominamy o otaczających nas ludziach, którzy szybko stają się anonimowymi jednostkami bez znaczenia.

Polecam "Jaskiniowca". Świetna, wciągająca i trzymająca w niepewności do samego końca lektura!

czwartek, 31 lipca 2014

Katarzyna Bonda "Pochłaniacz"


Na nazwisko Katarzyny Bondy natykam się od kilku miesięcy i to w kontekście samych pozytywnych opinii. Byłam ciekawa jej twórczości, lecz jakoś nie było mi po drodze z książkami. Dopiero któraś z kolei rekomendacja, tym razem zdaje się Ani Dziewit-Meller spowodowała, że w końcu zabrałam się za czytanie. "Pochłaniacz" ma 671 stron. Przeczytałam je w ciągu jednego dnia. I mogłyby te dwa zdania wystarczyć za całą opinię o tym kryminale...

Akcja zaczyna się zimą 1993 roku. Poznajemy rodzinę Staroniów powiązaną z mafią trzęsącą trójmiastem. Mechanika, jego żonę, oraz bliźniaków Marcina i Wojtka. Marcin upatruje sobie za uczuciowy cel Monikę, siostrę swojego kumpla Przemka. Chcąc jej zaimponować zaczyna się niebezpiecznie mieszać w mafijne sprawy. W końcu w tajemniczych okolicznościach ginie zarówno dziewczyna jak i jej brat...

Dwadzieścia lat później, do Polski po kilku latach pobytu  w Huddersfield ,wraca wraz z córeczką profilerka Sasza Załuska. Już kilka dni po przyjeździe otrzymuje tajemnicze zlecenie. Szybko okazuje się, że zleceniodawca wcale nie jest tym za kogo się podaje, a w miejscu, gdzie Sasza miała zbierać informacje, popularnym klubie muzycznym, ktoś morduje współwłaściciela i ciężko rani menadżerkę. Sprawa wydaje się prosta, gdyż ranna wskazuje winną, jednak czy aby pamięć nie płata jej figla?
Jak pewnie nietrudno się domyślić, przeszłość będzie miała wielki wpływ na wydarzenia teraźniejsze i bez zagłębienia się w stare sprawy była policjantka i jej dawni koledzy nie rozwiążą zagadki...

"Na miejscu zbrodni pozostał tylko zapach" - hasło, które znajdujemy na okładce uważam za trochę naciągane i nieprawdziwe. Zapach był kluczowym elementem, pozwalającym rozwiązać sprawę, ale nie jedynym. Miejsce zbrodni bogate było w inne ślady, i nie tylko węszący owczarek niemiecki musiał się napracować. Ale to tyle marudzenia.

Bonda stworzyła wciągający, wielowątkowy kryminał, który mimo ogromu stron i postaci nie przytłacza, nie powoduje, że w czasie lektury gubimy się wśród bohaterów. Wszystko jest spójne i dopracowane. Każda osoba występująca w książce jest starannie zarysowana, a główni bohaterzy, których spotkamy jeszcze w trzech kolejnych częśćiach, budzą skrajne emocje, od sympatii po jakieś ciemne odczucia. Historię Saszy Załuskiej poznajemy już nieco w pierwszej części, lecz podejrzewam, że kobieta nas jeszcze nieraz zaskoczy. Nie jest superwomen, tylko człowiekiem, który popełnia błędy, ulega słabościom i ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Z niecierpliwością oczekiwać będę kolejnych z nią spotkań.

Jak pisałam wcześniej "Pochłaniacza" pochłonęłam i gorąco polecam. Mało jest dobrych polskich kryminałów. Ten bije na głowę wiele pozycji w swoim gatunku!




poniedziałek, 19 maja 2014

Jacek Getner "Pan Przypadek i celebryci"


Z wielkim ociąganiem zabierałam się za pisanie o kolejnej części przygód detektywa-amatora Jacka Przypadka. O ile przy okazji lektury "Pana Przypadka i trzynastki", gorąco polecałam książkę, o tyle przy tej części mam zgoła odmienne odczucia. Tym razem czułam się trochę jak na rollercoasterze. Raz na dole, raz u góry...

Książką, tak jak poprzednia część przygód, to około dwustu stron, na które składają trzy historie. Wszystkie mają wspólny mianownik - celebrytów. Tak więc pierwsza zagadka, to śmierć na planie serialu "Miłość i medycyna". Znany aktor zmarł po wypiciu zatrutego alkoholu, akurat kiedy grana była scena, w której leżał w trumnie i czekał na pochówek. Jacek, oczywiście dzięki swojej inteligencji i błyskotliwości dość szybko rozwiązuje sprawę... A tuż po tej czeka go kolejna. Tym razem chodzi o gwiazdę telewizji Bolko Szołtysika, który niegdyś namówił ukochaną Przypadka na wyjazd w Himalaje, z którego ta już nie wróciła. Bolko poszukuje małej czerwonej książeczki - Manifestu komunistycznego, gdzie na marginesie poczynił szczególne notatki, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. I tym razem Jacek bez trudu radzi sobie z zagadką, a jej rozwiązanie jest naprawdę zaskakujące. Ostatnie śledztwo, to zaginięcie celebryty Mikela. Dość interesująca sprawa, jednak kończy się zdecydowanie za szybko...
W trakcie kolejnych śledztw, Jacek Przypadek przebranżawia się lekko i zostaje... Jasnowidzem! Ma na to wpływ niemożność uprawiania legalnie zawodu detektywa, gdyż jak wiadomo, podkomisarz Łoś i inspektor Zasada uznają Przypadka za utrudnienie.

Wracając do sedna... W poprzedniej części bardzo spodobali mi się bohaterowie, którzy w kolejnej odsłonie swoich przygód zaczęli mnie po prostu irytować. Jacek ze swoim sarkazmem, ciętym językiem, i specyficznym poczuciem humoru mógł się podobać, jednak teraz miałam wrażenie, jakby uległ całkowitej przemianie. Dialogi już mnie tak nie bawiły, zachowania irytowały... Za mało Przypadka w przypadku, a to była siła napędowa tych historii. Nasz główny bohater zrobił się arogancki, bardzo pewny siebie, a jego stwierdzenie powtarzane po kilka razy dziennie "Ludzie są banalnie przewidywalni" przyprawiało o mdłości. Nie inaczej jest z innymi bohaterami. Mieli być zabawni, zresztą  jak i cała konwencja tych kryminałów, a zaczynają drażnić czytelnika.

Autor nie pozwala nam za wcześnie rozwiązać zagadki przez siebie skonstruowanej. To plus. Kolejnym niech będzie o wiele ładniejsze wydanie w stosunku do poprzedniej części oraz niższa cena. I tyle.

Z pewnością dam jeszcze szansę kolejnym częściom, licząc na poprawę i powrót do tego co było na początku. Tę część uznaję za wypadek przy pracy. 

piątek, 17 stycznia 2014

Camilla Lackberg "Fabrykantka aniołków"


"Fabrykantka aniołków" to zdaje się ósma część sagi kryminalnej, opisującej losy bohaterów z Fjallbacki. Szczerze mówiąc straciłam już rachubę, a i niektóre wątki zaczynają mi umykać z powodu dłuższych przerw w lekturze, niemniej w dalszym ciągu mam wielką radość ze śledzenia losów Eriki i Patrika. Zagadki kryminalne są niełatwe do odgadnięcia, do samego końca mamy swoje domysły, a w finale rozwiązanie i tak okazuje się zupełnie inne niż nam się wydawało.


Tym razem policja próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczego zniknięcia, które miało miejsce na wyspie Valo w 1974 roku. Funkcjonariusze otrzymali wtedy tajemnicze zgłoszenie, a po przybyciu na miejsce zastali otwarty dom z nakrytym napoczętymi potrawami świątecznym stołem i roczną dziewczynkę Ebbę. Pozostałych pięć osób zniknęło bez śladu. Śledztwo przez lata nie przyniosło wyjaśnienia, aż w końcu je zamknięto. Dlaczego więc wraca się do niego po latach? Na wyspę przybywa dorosła już Ebba wraz z mężem. Mają plan odnowienia i ponownego otwarcia ośrodka kolonijnego. Jednak już w pierwszych dniach pobytu ktoś podkłada ogień, w którym omal nie giną. Przeszłość wiąże się z teraźniejszością, ale aby rozwikłać tajemnicę trzeba się cofnąć niemal cały wiek wstecz...

Po raz kolejny wątek kryminalny przeplatany jest ciekawym tłem obyczajowym. Śledzimy losy bohaterów, denerwując się ich naiwnością i zachowaniami nieadekwatnymi do wieku. Lackberg można by wiele zarzucić, jednak misterne zagadki konstruuje po mistrzowsku, a bohaterów tworzy całkiem zwyczajnych. Policjanci nie są herosami o nadprzyrodzonych zdolnościach, tylko panami z brzuszkami, a bohaterki nie są uderzająco piękne i nawet noszą rozmiar 42! Ot zwykli ludzie, do których chcąc nie chcą, po przeczytaniu kilku części musimy poczuć sympatię.

Saga kryminalna Camili Lackberg najzwyczajniej wciąga. Czasami można mieć wrażenie, że zagadki są podobnie skonstruowane, a niektóre wątki niepotrzebne, jednak to tylko wrażenie... Wszystko ma tu ręce i nogi, a poszczególne sznureczki prowadzą do wspólnego kłębka, zwanego rozwiązaniem...

Polecam i czekam niecierpliwie na kolejne części.


poniedziałek, 4 listopada 2013

Mariusz Zielke "Formacja trójkąta"

Nie czytałam pierwszej powieści Mariusza Zielke, która odbiła się szerokim echem w naszym blogowym światku i zebrała bardzo pozytywne recenzje. Autor, niegdyś dziennikarz śledczy "Pulsu Biznesu", przez lata tropił afery gospodarcze, które opisywał na łamach gazety, za co w 2005 roku zdobył nagrodę "Grand Press". Po zwolnieniu z gazety założył Niezależną Gazetę Internetową (www.ngi24.pl), a następnie napisał książkę - "Wyrok". Z fikcyjnymi bohaterami, ale prawdziwymi aferami. Żadne wydawnictwo nie miało odwagi jej wydać, autor zrobił to więc nakładem własnych środków. Dopiero po jakimś czasie znalazł się wydawca - Czarna Owca, którego nakładem pojawił się najpierw "Wyrok", a teraz najnowszy twór autora "Formacja trójkąta"

Na pierwszych stronach powieści jesteśmy świadkami zbrodni. Z rąk nieznanej kobiety ginie prezes warszawskiej giełdy Witold Sworowski. Zbrodnia upozorowana jest na samobójstwo, jednak szybko wśród śledczych zajmujących się śmiercią prezesa pojawiają się wątpliwości. Równie szybko próbuje się jednak sprawę zatuszować.
Bartosz Malik to dziennikarz "Expressu", którego poznajemy w momencie kiedy traci swoją "jedynkę" na rzecz materiału znienawidzonego kolegi z redakcji. Sfrustrowany pracownik gazety raczej nie budzi w pierwszych chwilach sympatii czytelnika. Malik postanawia zając się sprawą prezesa. Z pomocą przyjaciela policjanta - Grega, jego ścieżki łączą się z tymi, którymi podąża niepokorna agentka ABW - Marta. Pojawiają się kolejne poszlaki, które prowadzają parę do najwyższych władz i w ministerialne kręgi. Na Martę i Bartka czyha też płatny bezwzględny zabójca. Zaczynają ginąć kolejne osoby z ich otoczenia, a gra na życie i śmierć zaczyna się na dobre...

"Formacja trójkąta" wciąga niemal od pierwszej strony. Mariusz Zielke, mimo iż pisze o trudnych gospodarczych tematach, robi to w sposób bardzo przystępny. Nawet osoby nie ogarniające w żaden sposób giełdy i rynku kapitałowego, odnajdą w książce przede wszystkim zrozumiały dla siebie, dobry kryminał, a przy okazji w przystępny sposób dowiedzą się czegoś nowego. Wątek kryminalny jest bardzo dobrze skonstruowany i poprowadzony, chociaż żałowałam trochę, że już na pierwszych stronach autor zdradza, że mordercą jest kobieta. W jakiś sposób ułatwiło to domyślenie się ciut za wcześnie rozwiązania sprawy.
Wydawca na okładce zapewnia nas, że "Autor "Wyroku" powraca z wybuchowym ładunkiem rozgrywek politycznych, szokujących afer i pokaźną dawką erotyki". O ile z rozgrywkami politycznymi i aferami się zgodzę, to z tą erotyką nie bardzo... Dużo w książce brutalności i gwałtu, które niekoniecznie stawiam na równi z erotyką. Niemniej może lepiej, że nie otrzymałam thrillera erotycznego, z opisami spółkowania na kilka stron. W tej sferze jednak coś mi nie zagrało, niektóre sceny napawały wręcz obrzydzeniem... Jestem za delikatna?

Smutny jest obraz korupcji i sprzedajności mediów, władz, policji, w zasadzie wszystkich... Czytając miałam skojarzenie z filmem "Drogówka" Wojtka Smarzowskiego. W obu przypadkach - kinowego obrazu i "Formacji trójkąta" wmawiam sobie, że może to przesadzone, że świat nie może być taki brudny i szary... Po czym przychodzi refleksja... Przecież przekręty widać już na najniższych szczeblach... A jeżeli gra toczy się o większe pieniądze, to i pokusa większa... 

Książka bardzo dobra... Jeśli weźmiemy ją na poważnie, to wnioski po lekturze niestety przykre.

Wygrzebałam ciekawy wywiad z autorem, a propos wydania pierwszej książki, pracy w "Pulsie Binesu" i kondycji dziennikarstwa śledczego -> KLIK
I trochę świeższy -> KLIK


poniedziałek, 13 maja 2013

Jacek Getner "Pan Przypadek i trzynastka"



Po przeczytaniu kilku z rzędu trudnych i budzących wiele emocji książek, nadszedł czas na czytelniczą rozrywkę Wybór padł na nową powieść Jacka Getnera, z którym miałam przyjemność się już spotkać przy okazji lektury "Dajcie mi jednego z was". Pojawiły się wtedy w mojej głowie małe zastrzeżenia, jednak ogólny odbiór był bardzo pozytywny. Bez wahania sięgnęłam więc po tytuł, otwierający cykl czternastu tomów, opowiadających o przygodach detektywa amatora Jacka Przypadka.

Jacek Przypadek to młody mężczyzna, którego cechuje niebywała spostrzegawczość i bystrość umysłu. Do tego dochodzi cięty język, sarkazm i miła aparycja, co w rezultacie daje idealnego bohatera rozwiązującego zagadki kryminalne, bożyszcza kobiet i wroga mężczyzn. Oprócz Jacka, poznajemy całą plejadę barwnych postaci. Młody Bóg Seksu, przekonany że wszystkie kobiety na świecie nie są w stanie mu się oprzeć, pani Irmina, bogata staruszką znająca wszystkich w mieście, posiadający obsesję na punkcie Przypadka komisarz Łoś i wiele innych mniej lub bardziej znaczących osób.

Książka to zaledwie 200 stron, na które składają się trzy zagadki kryminalne. Nie są one wybitnie skomplikowane, rozwiązania ostatniej można się domyślić już po przeczytaniu dwóch pierwszych stron, jednak towarzyszenie Przypadkowi w odkrywaniu prawdy rekompensuje ich prostotę. Jacek, ciągle biegający przyszły maratończyk, to postać tak specyficzna i uczciwa, że nie sposób go  nie polubić. Autor świetnie buduje tło obyczajowe, pozwala nam dokładnie poznać każdego bohatera, zapałać sympatią, bądź też nie polubić. I właśnie dla tego co w tle warto sięgnąć po ten, jak i prawdopodobnie kolejne tomy cyklu. Ja z pewnością będę ich intensywnie wypatrywać.

Żeby nie było jednak tak całkiem kolorowo, zwrócić muszę po raz kolejny na dużą ilość literówek. Już w poprzednim tytule zdarzały się błędy wypaczające sens całych zdań. Nie udało się ich uniknąć też tutaj.  Mam nadzieję, że uda się to dopracować przy kolejnych trzynastu tomach. Kolejnym minusem jest cena, niestety zupełnie nieadekwatna do jakości wydania...
"Pan Przypadek i trzynastka" to lektura, łatwa, lekka i przyjemna okraszona perełką w postaci głównego bohatera. Mimo, iż książka nie jest może kryminałem najwyższych lotów, warto poznać Jacka Przypadka i jego cięty język.

niedziela, 2 października 2011

Camilla Lackberg "Niemiecki bękart"


Akcja piątej już książki Lackberg, zaczyna się od znalezienia zwłok mężczyzny, pasjonującego się nazizmem i gromadzącego przedmioty związane z II Wojną Światową. Jak się okazuje, to właśnie jemu kilka miesięcy wcześniej Erika zaniosła nazistowski medal znaleziony wśród rzeczy matki, razem z poplamionym dziecięcym kaftanikiem i pamiętnikami z czasów wojny.
Patrik spędza czas na urlopie ojcowskim, jednak ciągnie go do śledztwa, prowadzonego przez kolegów. Z małą Mają na rękach, stara się więc na bieżąco śledzić postępy. Jak się szybko okazuje, aby rozwiązać zagadkę, trzeba cofnąć się niemal 60 lat wcześniej. Historia życia matki Eriki i śledztwo łączą się ze sobą i jak zwykle, zmierzają do zupełnie zaskakującego finału.

Po raz kolejny, pod przykrywką rozrywkowej powieści kryminalnej, Lackberg przemyca ważne problemy z jakimi się borykamy na co dzień. Tym razem jest to nietolerancja wobec inności. Poza tym pojawiają się problemy z dojrzewaniem i tożsamością. Dzieci często, nieświadomie czerpią nieodpowiednie wzorce niszcząc tym sobie i innym życie. Jednocześnie rodzice, zaślepieni własnymi ambicjami, zmuszają potomstwo do życia na swoje własne podobieństwo.

Z reguły podchodzę do powieści kryminalnych z przymrużeniem oka, skupiając się na walorach rozrywkowych, a nie zwracając uwagi na drobne mankamenty. Tym razem jednak wyłapałam kilka zdań i sytuacji, które wydały mi się co najmniej dziwne...
Przykład 1.
Kobieta spotyka w parku mężczyznę (na spacerze z psami), rozmawiają ze sobą i tyle. Na następny dzień ta sama sytuacja i uwaga... ona zaprasza go do domu na herbatę!
Nie wiem, może w Skandynawii ludzie mają inną mentalność i szybciej zaczynają sobie ufać?
Przykład 2.
"- Dobrze, zaczekam. Zadzwonisz po karetkę czy ja mam to zrobić?
- Okej."
Dobrze, że osoba dla której miała być ta karetka już nie żyła...

Troszkę się przyczepiłam, ale nie zmienia to wszystko faktu, że ja sagę kryminalną Camilli Lackberg uwielbiam. Zagadki kryminalne są misternie skonstruowane a rozwiązania zaskakują. Oprócz tego śledzenie losów Eriki i Patricka, Anny i Dana, czy innych mieszkańców Fjallbeki to sama przyjemność. Polecam więc powieści kryminalne pani Lackberg!

Wydawnictwo: Czarna Owca Stron: 568

wtorek, 27 września 2011

Colin Dexter "Ostatni autobus do Woodstock"




Ostatnio, podczas lektury „Kwadratu zemsty” Pietera Aspe, zwróciłam uwagę na niesamowitą alkoholową chłonność głównego bohatera - komisarza Van Ina. Teraz trafił mi się inspektor Morse, który niemal dorównuje, a nawet delikatnie wyprzedza w swoim zamiłowaniu do alkoholu belgijskiego inspektora.

Rzecz się dzieje niedaleko Woodstock. Odnalezione zostają zwłoki dziewczyny, która widziana była wcześniej z koleżanką na przystanku autobusowym. Ponieważ bus nie przyjechał, dziewczyny postanowiły złapać stopa. Wyprawa kończy się tym, że jedna zostaje znaleziona zgwałcona i martwa na tyłach gospody, a druga znika bez śladu. Inspektor Morse i sierżant Lewis skupiają się na poszukiwaniach towarzyszki denatki, jednak te nie przynoszą rezultatów. Mimo to, śledztwo przesuwa się leniwie do przodu, a poszczególne elementy układanki zaczynają znajdować swoje miejsce w głowie inspektora.

Kryminał bardzo dobry, ale zupełnie nie w moim stylu. Już tłumaczę dlaczego… Lubię bardzo, kiedy autor rozwija tło obyczajowe. Inspektor Morse, miłośnik alkoholu, dobrych krzyżówek i muzyki Wagnera oczywiście jest pokazany wraz ze swoimi rozterkami, codziennym życiem i miłosnymi przeżyciami, ale już sierżant Lewis został całkowicie przez autora pominięty. Wiemy jedynie, że ma baaardzo cierpliwą żonę.

Nie podobał mi się również sposób prowadzenia śledztwa, które rozwiązywało się w głowie inspektora. Czytelnik nie otrzymuje zbyt wielu wskazówek, wiele spotkań i faktów zostało pominiętych w toku śledztwa, a jak się okaże na końcu zostało sprawdzonych przez Morse’a wcześniej, o czym dowiadujemy się grubo po fakcie. Można powiedzieć, że inspektor bawi się sam ze sobą… a to nieładnie.

I rzecz najważniejsza… nie polubiłam inspektora, nie zaskarbił mojej sympatii, a jedynie mnie irytował. Po wypadku, kiedy zwichnął stopę zakochał się w ciągu jednego dnia w pielęgniarce, na śmierć i życie. Za każdym razem, kiedy powinien działać wolał wyskoczyć na drinka, piwko, albo inny trunek.

Podsumowując… Kryminał bardzo dobry, czyta się szybko, zakończenie zaskakuje, ciężko jest się domyślić niemal do ostatniej strony. Z pewnością sięgnę po kolejne części, z nadzieją że autor rozbuduje wątki poszczególnych postaci, jednak bez wielkiego entuzjazmu. To po prostu nie moje klimaty.


Wydawnictwo: Funky Books Stron: 348

czwartek, 11 listopada 2010

Jacek Skowroński "Mucha"


Ta mucha cię użądli… Zblazowany agent ubezpieczeniowy Apoloniusz stawia się na spotkanie w sprawie polisy. Przyjmuje go roznegliżowana pani domu o imieniu Jola. Podekscytowany mężczyzna rozkoszuje się wizją upojnych chwil, kiedy nagle przez okno dostrzega pana domu, jak wspólnie z pomocnikami właśnie wyprawia na tamten świat pewnego gościa. Apoloniusz daje drapaka przez okno. I tak rozpoczyna się jego bohaterska walka z Muchą, czyli znanym gangsterem Konradem Z., który ani myśli rezygnować z pogoni za nieszczęsnym świadkiem.








Ostatnio czytałam kilka pozytywnych opinii na temat tej książki, więc na Targach zaopatrzyłam się w tę pozycję i prawie od razu zaczęłam czytać, bo jak już kiedyś pisałam, jestem wielką miłośniczką kryminałów i książek sensacyjnych.

Apoloniusz, zwykły agent ubezpieczeniowy, przez przypadek widzi więcej niż powinien i w ten sposób dostaje się na celownik gangstera Muchy, który ani myśli odpuścić swojej ofierze... Na szczęście Apoloniusz, postanawia nie poddać się łatwo i coraz to wymyślniejszymi sposobami próbuje doprowadzić Muchę na skraj egzystencji.
Sposoby jakimi zwykły agent, załatwił wielkiego gangstera, wywoływały we mnie niepohamowane wybuchy śmiechu.

Wszystko byłoby wporządku, gdyby nie pierwsze 40 stron książki, gdzie bohater mnie po prostu irytował. Wydawało mi się,że jego ulubione słowa to "cizia" i "panienka"... Nic sobie bynajmniej nie robił ze swojego stanu cywilnego (Żona Dorota, córka Sabina) i miałam wrażenie, że tylko czeka na okazję, żeby wskoczyć komuś do łóżka. Nie wzbudził mojej sympatii, ten "typowy" samiec i miałach ochotę porzucić lekturę. Na szczęście, nie uczyniłam tego i później autor wynagrodził mi wcześniejszą irytację.
Po 40 stronie już nie mogłam się oderwać i byłam bardzo niepocieszona, kiedy o 2 w nocy oczy same zaczęły mi się zamykać i musiałam się położyć.

Sam pomysł na książkę uważam za bardzo udany, nie trzymałam jeszcze w ręce niczego podobnego, przynajmniej napisanego przez polskiego autora (nie mówię, że nie ma, może nie natrafiłam jeszcze). Bohaterowie są niezwykle charakterystyczni, półświatek gangsterów, meneli, ludzi od wszystkiego, policja, hrabianka czystej krwi. Po prostu plejada barwnych postaci... Moje serce podbił menel Zenek ;)

Książka napisana jest nieskomplikowanym, czasami wręcz potocznym językiem co dodaje jej wiarygodności, bo w końcu byłoby dziwne gdyby menele mówili poprawną polszczyzną ;) Czyta się ją naprawdę szybko i dobrze ( w moim przypadku pomijając początek)

Polecam, bo to duża dawka dobrego humoru, a te pierwsze strony na dłuższą metę mogę autorowi przebaczyć :)

Ps. Jeśli zrobiłam błędy i pisałam nieskładnie, to wybaczcie mi proszę, męczy mnie trochę gorączka :(

środa, 3 listopada 2010

Camilla Lackberg "Kamieniarz"


Październikowy poranek we Fjallbaka. Rybak Frans Bengtsson wypłynął łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawił na homary. Przy ostatnim z nich coś się mocno zacina, Frans przeczuwa, że nie będzie to zwykły połów, nie myli się, w siatce więcierza tkwi ciało dziewczynki...

Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede mają do rozwikłania kolejną skomplikowaną zagadkę. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i po co zamordował dziecko? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości...




To już trzeci tom przygód Patrika i Eriki. i przed kolejnym chyba zrobię sobie dłuższą przerwę, żeby zatęsknić za powrotem do Fjallbaki.

Tym razem morderstwo nad którym pracuje Patrik, dotyczy siedmioletniej dziewczynki, Sary. W jej płucach zostaje znaleziona słodka woda i popiół, mimo iż zostaje wyłowiona w słonym morzu. Patrik, któremu niedawno urodziła się córeczka, ciężko przeżywa śledztwo dotyczące dziecka.

Równolegle z akcją w teraźniejszości, możemy śledzić losy samolubnej i rozpuszczonej Agnes, która ponad 60 lat wcześniej wpłynęła na wydarzenia mające miejsce w Fjallbace w teraźniejszości.

Towarzyszymy również Erice, która przeżywa trudny okres po urodzeniu Mai...

Jak zwykle Camilla Lackberg mnie nie zawiodła i otrzymałam dobry kryminał a do tego świetną powieść obyczajową przedstawiającą szwedzką prowincję i jej mieszkańców wraz z ich czasami nietypowymi zwyczajami.
Trochę mi się nie spodobało to, że za szybko domyśliłam się kto zabił i zepsuło mi to całą zabawę. I już nie wiem czy pretensje powinnam mieć do autorki, za źle skonstruowane zakończenie i za to, że szybko wszystko wyszło na jaw, czy do siebie, że mi się intensywne myślenie włączyło ;)

Książkę oceniam dobrze, ale jak pisałam wcześniej, robię sobie przerwę przed kolejnym tomem. Trzeba czasami odpocząć, żeby autor nam nie obrzydł przypadkiem :)

czwartek, 21 października 2010

Camilla Lackberg "Kaznodzieja"


Akcja drugiej powieści kryminalnej Camilli Läckberg, tak jak poprzedniej, rozgrywa się w Fjällbackce, małej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu w Tanumshede stają przed bardzo skomplikowaną zagadką. Jaki jest związek między morderstwem młodej kobiety, której zwłoki odnaleziono w Wąwozie Królewskim, a sprawą sprzed dwudziestu pięciu lat, dotyczącą zaginięcia dwóch dziewczyn? Prawda okazuje się okrutniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać…







Druga część jest wg mnie zdecydowanie lepsza niż pierwsza, a autorka się rozkręca :)

Zaskoczenie już na pierwszych kartach powieści... Erika jest w zaawansowanej ciąży :) Spodziewałam się, że tak jak w poprzedniej części, będzie razem z Patrikiem rozwiązywać kryminalną zagadkę, ale w tej części stanowi tylko tło dla poczynań swojego partnera. I właśnie za sprawą"Kaznodziei" Postać Patrika zyskała w moich oczach uznanie.

Hedstrom prowadzi sprawę zamordowanej dziewczyny, której ciało zostaje znalezione w wąwozie wraz z dwoma szkieletami. Wszystkie tropy prowadzą do rodziny Hultów od lat pozostającej w konflikcie, za sprawą dwóch braci, Gabriela i Johannesa. Ten drugi ponad 20 lat wcześniej był podejrzany o Zniknięcie dwóch dziewczyn, jednak nic nie zostało mu udowodnione, a w końcu podejrzany "popełnia samobójstwo"
Sprawa sprzed lat wiąże się z obecnym śledztwem, a na domiar złego znika kolejna dziewczyna. Patrik krąży wokół zwaśnionej rodziny i wśród zagmatwanych wątków sprawy, a samo rozwiązanie rzeczywiście jest przerażające.
Przyznam szczerze, że po cichu domyślałam się kim jest morderca, ale ewentualne motywy do końca nie były dla mnie jasne :)

Drugą część czyta się wg. mnie lepiej, jest bardziej dynamiczna i wymaga od czytelnika większego skupienia, dla zrozumienia sprawy.

Nie wiem co teraz zrobię, bo już naprawdę mnie nie stać na kolejną część, a po prostu muszę ją przeczytać... pozostaje mi grzecznie nazbierać i uzbroić się w cierpliwość :)
Polecam!

środa, 13 października 2010

Camilla Lackberg "Księżniczka z lodu"


W niewielkiej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji, wśród małej, zamkniętej społeczności, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą - w jednym z domów odkryto zwłoki młodej kobiety. Początkowo wszystko wskazuje na samobójstwo, okazuje się jednak, że Alex została zamordowana. Prywatne śledztwo rozpoczyna Erika Falck - pisarka i przyjaciółka Alex z dzieciństwa, do której dołącza miejscowy policjant Patrik Hedström.








Muszę przyznać, że mam słabość do kryminałów. A od dobrych skandynawskich kryminałów nie mogę się po prostu oderwać. To mój ulubiony gatunek literacki i najbardziej mnie odpręża :) Tak więc z ciekawością sięgnęłam po "Księżniczkę z lodu" Camilli Lackberg. Trochę źle zrobiłam, że przeczytałam ją prawie bezpośrednio po trylogii Larssona, która niestety jest niewątpliwie lepsza.

Książka napisana z dużą dbałością o język, wątki kryminalne znakomicie przeplatają się ze sobą i tworzą jednolitą całość o dość ciekawym i zaskakującym zaskoczeniu.

Polubiłam głównych bohaterów, Erikę i Patrika. Czasami nieśmiali, czasami niezdarni, ale za to przenikliwi i inteligentni. Ona pisarka, on policjant, przy wzajemnej pomocy rozwiązują sprawę kryminalną, która spadła na małe miasteczko.
Niestety tu pojawia się moment w którym książka wypada blado przy Larssonie. Mimo iż bohaterowie sympatyczni, to czegoś im po prostu brakuje. Nie są tak wyraziści jak Lisbeth i Mikael. Mimo to bardzo przyjemnie śledzi się ich wątek osobisty ;) I dlatego warto też przeczytać kolejne części.

Z niecierpliwością oczekuję momentu kiedy będę mogła sięgnąć po "Kaznodzieję", niestety pieniędzy nie ma, a w bibliotece brak, dlatego uzbrajam się w cierpliwość i kombinuję ;)

Polecam :)

niedziela, 10 października 2010

Stieg Larsson "Zamek z piasku, który runął"


Lisbeth Salander przeżywa próbę pogrzebania jej żywcem. Ale jej kłopoty na tym się nie kończą.
Mikael Blomkvist sięga w skrywaną przeszłość Salander i rusza w pogoń za prawdą. Pisze ważny tekst, który ma oczyścić nazwisko Lisbeth Salander i wywołać trzęsienie ziemi w rządzie, służbach bezpieczeństwa i całym kraju. Lisbeth Salander w końcu ma szansę pogodzić się z własną przeszłością.










I oto nastąpił koniec... ponad 2000 stron za mną :) Jestem baaardzo zmęczona tym czytaniem, ale i usatysfakcjonowana, bo Larsson stworzył kawał dobrego kryminału.
CZytałam różne opinie na temat trylogii i pozytywne i negatywne, wiele osób czuło rozczarowanie... a wszystko przez to że Millenium jest tak dobrze rozrekamowane. Sama byłam minimalnie rozczarowana po pierwszej części, bo spodziewałam się czegoś nadzwyczajnego, fajerwerków. a dostałam po prostu dobry kryminał. Podejrzewam, że gdyby nie ta cała otoczka wokół trylogii, nikt by nie narzekał, tylko z zachwytem wciągał każdą następną stronę. A tak wyjątkowo sława Millenium podziałała na jego niekorzyść.

Co do trzeciej części...
Podobała mi się najbardziej z wszystkich trzech. Były wprawdzie fragmenty, które nie przypadły mi do gustu, głównie opisy dotyczące wewnętrznych struktur Sapo i poszczególnych jej członków, troszkę nudnawe, ale całą reszta świetna. Cały czas się coś działo, wychodziły na jaw nowe fakty, a ostatnie 300 stron przeczytałam jednym tchem i z wypiekami na twarzy.

Z czystym sumieniem mogę polecić całą trylogię...
Ja sama z chęcią sięgnę po "Mężczyznę, który odszedł za wcześnie" o życiu Stiega Larssona :) z reguły nie lubię biografii, ale jego po prostu mnie intryguje :)

piątek, 8 października 2010

Stieg Larsson "Dziewczyna, która igrała z ogniem"


W kolejnej, po "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet", części trylogii Millennium główną bohaterką jest Lisbeth Salander. Seria dramatycznych wypadków wywołuje u Lisbeth wspomnienia mrocznej przeszłości, z którą raz na zawsze postanawia się rozprawić. Dwoje dziennikarzy, Dag i Mia, docierają do niezwykłych informacji na temat rozległej siatki przemycającej z Europy Wschodniej do Szwecji ludzi wykorzystywanych w branży seksualnej. Wiele zamieszanych w to osób piastuje odpowiedzialne funkcje w społeczeństwie. Kiedy Dag i Mia zostają brutalnie zamordowani, a podejrzenia zostają skierowane na Lisbeth Salander, Blomkvist postanawia przeprowadzić własne śledztwo. Wkrótce odkrywa związek między morderstwami i sprawą przemytu. Straszliwego Zalę, którego nazwisko wciąż pojawia się w trakcie śledztwa, łączy też coś z niejaką Lisbeth Salander...


Druga część Trylogii Larssona moim skromnym zdaniem jest zdecydowanie lepsza od pierwszej :) Czyta się szybciej, akcja jest bardziej wartka... no i kończy się tak, że nie sposób nie sięgnąć po kolejną część :)
w "Dziewczynie..." poznajemy przeszłość Lisbeth Salander, nieciekawą przeszłość, która ukształtowała trochę mroczny charakter Salander.
Skomplikowany splot wydarzeń, łączy ze sobą ponownie Mikaela i Lisbeth. Dziewczyna Zostaje oskarżona o poważne zbrodnie, którre wstrząsają całą szwecja. Po jej stronie twardo Stoi Blomkvist i próbuje na własną rękę rozwiązać zagadkę.

Co mi się nie podobało?

Reklama Ikei... na każdym kroku natykamy się w tej książce na nazwę tego sklepu.

Jedna z ostatnich scen... Kto czytał ten wie, kto nie czytał to się dopiero przekona... Była wręcz nieprawdopodobna, niemożliwa, nie do przeżycia :)

Mimo tych paru małych wad jest to jeden z lepszych kryminałów, jakie czytałam, więc z czystym sercem POLECAM :)

sobota, 2 października 2010

Stieg Larsson "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"


Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera - magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander - młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.

Tak się szczęśliwie złożyło, że pierwszy tom trylogii Millennium kupiłam w antykwariacie za 20 zł, a kolejne dwa dostałam w prezencie urodzinowym od przyjaciół (jak to dobrze, że wiedzą co lubię)
Dość długo zabierałam się za czytanie, ponieważ trochę odstraszał mnie rozmiar książki... ponad 600 stron oznaczało kilkanaście godzin czytania, a ja ostatnio jestem już lekko przemęczona. Ale w końcu, zachęcona kolejną pozytywną recenzję, wzięłam do ręki... i wsiąkłam ;)

Nie będę pisać o treści, żeby nic nie zdradzać przez przypadek, ale książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Znakomicie wykreowane są postacie Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista.
Lisbet nie jest tylko kobiecym dodatkiem współpracującym z Mikaelem, ale niezależną silną kobietą, biorącą sprawy w swoje ręce. Oprócz tego socjopatka, genialna hakerka i researcherka.
Mikael z kolei jest spokojny, wyciszony i uczciwy. Bardzo spostrzegawczy, czasami lekko "ciapowaty"
Tworzą razem ciekawy duet, zarówno w życiu jak i w pracy. Dobrze się czytało o dochodzeniu, które razem prowadzili, o poszczególnych etapach zagadki, którą rozwiązywali.

W kilku recenzjach wyczytałam, że można to wszystko było napisać krócej... ja uważam że ilość i jakość są w porządku. W innej formie książka straciłaby swój urok :)
Co do treści, nie zaskoczyła mnie tak jak myślałam, że mnie zaskoczy, aczkolwiek niektórymi faktami bardzo się zdziwiłam.

Jedyne co mi przeszkadzało to wstawki po angielsku. Dla osób, które nie znają języka są po prostu uciążliwe.

Ta książka to było to, czego ostatnio potrzebowałam. Teraz zrobię małą przerwę i sięgnę po kolejne tomy :) Polecam wszystkim wielbicielom dobrych kryminałów :)

Baner