Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Chmielewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Chmielewska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 października 2013

Moja ukochana autorka... Joanna Chmielewska

Miłością do książek Joanny Chmielewskiej zaraziła mnie mama. Obie zaśmiewałyśmy się, podbierając sobie wzajemnie "Całe zdanie nieboszczyka", które do dziś pozostaje moją ukochaną książką. Później zaśmiewał się też i tata. Janeczka i Pawełek, czy Tereska i Okrętka, to postaci, których przygody mogłam czytać po kilka razy i mimo iż znałam ich zakończenie, niezmiennie mnie bawiły. Wspomniane wyżej "Całe zdanie..." czytałam tyle razy, że nie jestem tego nawet w stanie zliczyć. A "Lesio"? Przecież ja tego bohatera uwielbiam! Nie wyobrażam sobie, że nie wracam co jakiś czas do tej książki!
Dzięki Pani Joannie narodziła się moja pasja czytania. Wdzięczna jej jestem za te wszystkie chwile radości, jakie dała mi lektura jej kryminałów. Na zawsze pozostanie Królową. Mam nadzieję,że kiedyś będę miała dzieci i uda mi się zarazić je moją miłością do bohaterów Chmielewskiej...

Czuję się, jakby odszedł ktoś naprawdę mi bliski... Ktoś kto towarzyszył mnie i mojej rodzinie przez długi czas...


czwartek, 8 września 2011

Joanna Chmielewska "Lesio"


Wszem i wobec ogłaszam, że mam nową wielką miłość. Troszkę się wprawdzie wiekiem różnimy, ale co tam... Lesio jak nic zawładnął moim sercem i pozostanę mu wierna do końca swych dni!
Do tej pory, moim numerem jeden, wśród książek Joanny Chmielewskiej było "Całe zdanie nieboszczyka", teraz zostało z wielkim hukiem zdetronizowane. Cały czas zastanawiam się... dlaczego u licha dopiero teraz "Lesio" wpadł w moje ręce!?

Po nieudanych spotkaniach z autorką, jakie zaliczyłam za sprawą "Gwałtu" i "Porwania" (ciekawe połączenie...) postanowiłam przeczytać coś, co przypomni mi, dlaczego tak bardzo uwielbiam Chmielewską! No i mam Lesia... a jakże, Lesio to ewenement na skalę światową, powinno się go chronić niczym dobro narodowe, otoczyć opieką i kolejnym pokoleniom podawać wprost do rąk, żeby każdy miał okazję do "spotkania" lekko ciapowatego, wiecznie bujającego w obłokach mężczyzny.

Cała rzecz zaczyna się w momencie, kiedy Lesio postanawia zamordować personalną, która wiecznie go dręczy i ściga z księgą spóźnień w ręku. Lesio uciemiężony boleśnie, żyje w wielkiej depresji, a tak prozaiczne rozwiązanie jak nie spóźnianie się zupełnie nie przychodzi mu do głowy... Pozostaje więc usunąć problem w inny, bardziej brutalny sposób. I tu uwaga... zdradzę Wam przepis (zawodny!) na to jak wyhodować gronkowca!

Należy zakupić kilka opakowań lodów i włożyć je do teczki z dokumentami (najlepiej tak, żeby umazać owe dokumenty bardzo dokładnie mazią, która powstanie po rozpuszczeniu). O teczce należy zapomnieć na kilka, lub kilkanaście godzin, aby gronkowce miały odpowiedni czas na rozmnożenie się. Po upływie ustalonych godzin należy lody przelać z teczki do opakowań i pozaklejać taśmą klejącą. Narzędzia przyszłej zbrodni należy włożyć do lodówki w celu odzyskania pierwotnej konsystencji. (autor przepisu zastrzega, że jest on prawie w 100% zawodny!)

"Lesio" to komediowy majstersztyk i mówiąc delikatnie (przepraszam za sformułowanie, ale tego inaczej nie da się ująć)... posikałam się ze śmiechu! Gronkowce, napad stulecia, ucieczka przed pociągiem, bomba budzikowa, garbata banda, to tylko niektóre z gagów jakie powaliły mnie na kolana (dosłownie!). Chmielewska jak nikt inny potrafi stworzyć tak absurdalne sytuacje i charakterystyczne postacie, że czytelnik długo zastanawia się nad tym, czy to aby na pewno fikcja literacka? Bo wszystko jest tak nieprawdopodobne, że wydaje się być po prostu prawdziwe (a sprzyjają temu lata w jakich rozgrywana jest akcja, gdzie papier toaletowy jest na wagę złota, no i Lesio istnieje naprawdę...). Genialne, lekkie pióro, które dostarcza nam niezapomnianych na długi czas wrażeń. Lesia z pewnością nie zapomnę do końca życia, a do lektury będę wracać za każdym razem, kiedy zepsuje mi się humor.
I Wam polecam! Jeżeli jeszcze nie mieliście przyjemności poznać Lesia, to koniecznie musicie nadrobić zaległość (ja to sprawdzę! :D)

Wydawnictwo: Kobra Stron: 361

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Joanna Chmielewska "Gwałt"


Po każdą książkę pani Joanny, jaka pojawia się w na rynku, sięgam z nadzieją na odrobinę klimatu jej dawnych powieści. Niestety, rozczarowanie goni rozczarowanie i nie inaczej było tym razem.

Sprawa tyczy się gwałtu. Prokurator Kajtuś Trociński, śmiertelnie zakochany w dziennikarce Patrycji, jest oskarżycielem Ziutka Klimczaka, który nastał na cnotę Stefci Ruckiej. Dziewczyna, jako jedna z niewielu dziewic w mieście, cnotę trzymała dla przyszłego męża i niezwykle jej pasowało, aby to właśnie Ziutek owym mężem został. W cnotę niestety nie uwierzył więc musiała mu ją udowodnić. Nie wszystko jednak poszło po jej myśli, pojawiła się kapusta, pies który był, ale go nie było i nietypowa budowa anatomiczna... Sprawa skończyła się w sądzie i tak naprawdę dopiero tutaj się zaczęła... Sędzia, wybitny osobnik, robi wszystko, aby mimo dowodów zakończyła się ona Ziutkowym skazaniem. Krótko mówiąc... parada atrakcji, masa śmiesznych sędziowskich tekstów i mnóstwo absurdów trudnych do wyobrażenia. A cała rzecz, dzieje się w czasach ku temu idealnych... PRL.

Z twórczością pani Chmielewskiej, zapoznałam się niemal w całości, dlatego mogę śmiało powiedzieć, że ta pozycja jest ze wszystkich najsłabsza. Owszem, jest tu trochę śmiesznych momentów, ale całość, nawet jak na panią Joannę, grubymi nićmi szyta i stworzona jakby na siłę. Bohaterowie są nijacy, nie mają charyzmy i nie budzą takiej sympatii jak inne, wcześniejsze postacie tworzone przez autorkę. Owszem, pojawia się ich sporo i każdy ma jakieś swoje cechy charakterystyczne, ale w zasadzie niczego konkretnego nie wnoszą. Brakuje między nimi powiązań, jakie pojawiały się zawsze znienacka, za sprawą osób trzecich, co było bardzo charakterystyczne dla stylu autorki.

Jeden główny wątek, gna tu ku zakończeniu, przetykany gafami pana sędziego, niestety po kilkudziesięciu stronach po prostu męcząc czytelnika. Brakuje zaskoczenia czy zwrotu akcji..


Lektura, po której tak wiele oczekiwałam, bynajmniej nie sprawiła mi przyjemności. Czytałam z dużym wysiłkiem, kilka razy odkładałam z myślą, że już nie powrócę. Doczytałam do końca, ale bez entuzjazmu.
Apeluję więc do osób, które jeszcze z twórczością Joanny Chmielewskiej do czynienia nie miały. Nie zaczynajcie od "Gwałtu", wszystkie wcześniejsze powieści kryminalne to klasyka, ta jest niestety pomyłką. Nawet "Porwanie", które do tej pory wydawało mi się najsłabsze urosło w moich oczach. Było wielowątkowe i zagmatwane, "Gwałt" z kolei nie wymaga od czytelnika wysiłku umysłowego, autorka podaje wszystko prawie pod nos i niestety rozczarowuje.

Tęsknie za Chmielewską czasów Tereski i Okrętki, czy Janeczki i Pawełka… Zachęcam więc wszystkich, do sięgania po starsze powieści Joanny Chmielewskiej.


czwartek, 16 grudnia 2010

Kolekcja kryminałów Joanny Chmielewskiej


W końcu koniec... Po kilkunastu tygodniach, i wydanych 310 złotych w końcu mam całą kolekcję kryminałów Joanny Chmielewskiej :D
Większość już czytałam kiedyś, ale i tak nie mogłam się oprzeć całej kolekcji :)

Wytrawne oko pewnie dojrzy, że brakuje tomu nr 6. Niestety umknął mi i nigdzie nie mogłam dostać. Może kiedyś uda mi się uzupełnić...


Aktualizacja (21.01.2013)
Miałam to zrobić już dawno, ale zawsze "coś" odwlekało moje postanowienie. W końcu jednak prezentuję uzupełniony zbiór!

 

piątek, 3 września 2010

Joanna Chmielewska "Wszystko czerwone"




Wieczór się wyraźnie rozkręcał. Wszyscy wykazywali przerażającą ruchliwość i rzadko spotykaną gorliwość w donoszeniu rozmaitych przedmiotów, wszyscy prezentowali niesłychaną inwencję w wymyślaniu nowych pragnień i potrzeb. Pod czerwoną lampą trwały nieruchomo tylko trzy pary butów. Dwie z nich należały do Leszka i Henryka, którzy siedzieli obok siebie, konwersowali w dziwnym, niemiecko-angielskim języku o wadach i zaletach różnych typów jachtów i zajęci byli sobą tak, że nie zwracali uwagi na resztę towarzystwa, trzecia zaś do Edka. Edek również nie opuszczał swojego miejsca, pod ręką miał wielkie pudło, zastawione zapasem napojów i używał ich bez wyboru i bez ograniczeń. - Alicja! - ryknął nagle, przekrzykując panujący hałas, przy czym w ryku jego dźwięczała wyraźna nagana. - Alicja!!! Dlaczego ty się narażasz!!! (fragment powieści)

Jak to o Chmielewskiej nie będę pisać dużo... ;)


Jedna z najlepszych książek Joanny Chmielewskiej. Jest w niej wszystko to co najważniejsze... trup siejący sie gęsto, choć w większości przypadków odratowany, Alicja i tabuny gości przewijający się przez jej dom, Duński policjant mówiący starosłowiańską polszczyzną, pozbawioną gramatycznych zasad, wiecznie powracający kolor czerwony... Świetne poczucie humoru. Po prostu wszystko co u Chmielewskiej najlepsze możemy znaleźć w tej książce ;)

środa, 25 sierpnia 2010

Joanna Chmielewska "Klin"


Postanowiłam kategorycznie, że nie będę płakać. Zgrzytając zębami, czekałam na telefon. Zadzwonił. - Muszę się panu przyznać – powiedziałam słodkim głosem – że już mi się znudził ten brak urozmaicenia w naszych wzajemnych kontaktach. Z przyjemnością obejrzałabym pana w naturze. - O! Dojrzała pani? - Może... Klin jest klinem! Do diabła, klin klinem! Wszystko mi jedno. - Mam teraz, przed urlopem, cholernie dużo roboty... - Och, coś pan kiedyś wspomniał o stawaniu na głowie, jak się czegoś bardzo chce... - Chwileczkę, wezmę kalendarz... Jestem wolny jutro o dwunastej. - Przepiękna godzina. Przedtem pan zadzwoni? - Oczywiście. A... napalisz w piecu?... Boże, co za głos! Zamknąć oczy i tylko słyszeć ten głos... (fragment powieści)

Klin to Bardzo dobra powieśc kryminalna, jak zwykle u Chmielewskiej wszystko się ze sobą łączy w spójną całość, okraszone świetnym poczuciem humoru autorki :)
Co się będę dużo rozpisywać... Klin Klinem :D

Baner