Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 września 2014

Kate Atkinson "Zagadki przeszłości"



Można chyba śmiało powiedzieć, że wciągam ostatnio kryminały jak szalona... Jest to ten gatunek, który przyswajam teraz z niezwykłą łatwością i przyjemnością, odstresowując się. Tym razem wybór padł na Kate Atkinson, brytyjską autorkę, która już zdobyła uznanie swoimi powieściami. W moje ręce książka jej autorstwa trafiła po raz pierwszy i spodziewałam się po niej naprawdę wiele... Czy sprostała oczekiwaniom?

Śledzimy po kolei kilka historii z przeszłości... 

Pierwsza dotyczy tajemniczego zaginięcia kilkuletniej Oliwii, która znika bez śladu spod domu, a rodzina przez lata próbuje dociec co też się z nią stało. 

Następnie przenosimy się w czasie i śledzimy losy Theo, prawnika, który w swojej kancelarii zatrudnia ukochaną córkę Laurę. Dziwnym splotem wydarzeń, dziewczyna pada ofiarą zabójstwa, dokonanego w tejże kancelarii przez człowieka w żółtym swetrze. Theo przez lata gromadzi wszystkie materiały dotyczące śledztwa w tej sprawie i nie potrafi pogodzić się z odejściem córki....

Ostatnia retrospekcja, to obraz Michelle, która codziennie nastawia budzik na pięć minut wcześniej, aby podołać obowiązkom przy mężu i córce. Nie potrafi poradzić sobie z depresją i dążeniem do doskonałości. Jej historia kończy się w momencie, kiedy siekiera ląduje w głowie małżonka...

Trzy zupełnie różne historie, różne miejsca i czasy... Połączy je w 2004 roku osoba prywatnego detektywa Jacksona.

Czytelnik ma wrażenie, że historie znajdą wspólny mianownik, jednak nic bardziej mylnego! Jedyne co je  łączy to Jackson. Śledzimy więc trzy odrębne historie, bogate w specyficznych i ciekawych bohaterów. I to właśnie Ci bohaterowie są siłą napędową tej książki! Zagadki jakie serwuje autorka niekoniecznie są trudne do odgadnięcia. Mam nawet wrażenie, że Atkinson za szybko pozwala domyślić się czytelnikowi prawdy. Jednak przy sile charakterów poszczególnych postaci, nie jest to aż tak wielką wadą tej pozycji. Bo książkę czyta się świetnie. Na początku może ciężko jest przeskakiwać z historii do historii, jednak kiedy pojawia się detektyw, który zaczyna zajmować się śledztwami, akcja nabiera rozpędu i nie sposób oderwać się od lektury.

Jest to zupełnie inny rodzaj kryminału, niż czytany przeze mnie ostatnio "Jaskiniowiec", więcej tu momentów, gdzie możemy się zaśmiać, ale też sporo tych mrocznych i poruszających, całość wypada jednak mimo wszystko blado przy skandynawskiej pozycji...
Mimo to polecam!

czwartek, 24 lipca 2014

Christina Baker Kline "Sieroce pociągi"


"Sieroce pociągi" kursowały ze wschodniego wybrzeża na środkowy zachód Ameryki w latach 1854-1929. Jak nazwa wskazuje do wagonów pociągu trafiały samotne dzieci, pozbawione miłości najbliższych. Celem tych podróży było znalezienie maluchom nowego domu. Kiedy pociąg dojeżdżał do konkretnych stacji, zjawiali się na nich ludzie chcący przygarnąć sierotę. Ich motywacja była różna. Niektórzy naprawdę chcieli stworzyć bezbronnej istocie nowy dom pełen miłości. Niestety w wielu przypadkach dzieci trafiały do miejsc, gdzie były traktowane jako tania siła robocza, nie posyłano ich do szkoły, cierpiały głód i nierzadko przemoc fizyczna stawała się ich codziennością. "Sieroce pociągi" można określić mianem początków rodzin zastępczych. Jak nietrudno się domyślić, nie było możliwości kontrolowania rozsypanych na dużych przestrzeniach dzieciaków i ich rozwoju...

Główną bohaterką stworzoną przez Baker Kline jest Niamh, której rodzina chwilę po sprowadzeniu się do Nowego Jorku z Irlandii, traci życie w płomieniach. Dziewczynka zostaje sama w obcym kraju i jako dziewięciolatka trafia do pociągu. Wraz z nią kilkadziesiąt innych sierot. Po kilkudniowej podróży lokomotywa zatrzymuje się na pierwszej ze stacji. Dzieci wystawione zostają na oględziny dorosłych. Zdarza się, że Ci zaglądają w zęby, badają mięśnie... Niamh nie zostaje wybrana, jedzie więc na kolejną stację. Tam zwraca na nią uwagę małżeństwo, które interesuje jedynie to, czy dziewczynka potrafi szyć. Kiedy okazuje się, że posiada umiejętności, zabierają ją ze sobą i w ten sposób zaczyna się dla dziecka czas ciężkiej pracy, braku miłości i zrozumienia, zmiany imion, kolejno na Dorothy i Vivian... A to dopiero początek jej trudnej drogi do dorosłości...

Jednocześnie śledzimy losy współczesnej zbuntowanej nastolatki Molly. Dziewczyna od lat zamieszkuje u różnych rodzin zastępczych (mimo, że niektóre w ogóle takiego statusu otrzymać nie powinny). Pozuje na niezależną gotkę, jednak w głębi tęskni za stałością i uczuciami. Kiedy zdarza jej się ukraść z biblioteki książkę, w przedziwny sposób splatają się jej z losy ze staruszką Vivian, a znajomość, skądinąd dość specyficzna, przyniesie niespodziewane zmiany dla obu pań...

Przed lekturą tej książki nie czytałam żadnych zapowiedzi, opinii, nawet opis na okładce zaledwie liznęłam. I cieszę się, że tak właśnie uczyniłam, dzięki czemu nie miałam wobec tej pozycji bardzo wysokich wymagań. Książka sama w sobie jest świetna, autorka bardzo umiejętnie operuje piórem, kreuje postaci w taki sposób, że nie sposób się oderwać, przerwać czytania. Sam temat "sierocych pociągów" to strzał w dziesiątkę, gdyż przybliża nieznany na szeroką skalę fragment historii Stanów Zjednoczonych. A i popularnością cieszy się sporą, gdyż żyje wielu potomków pasażerów pociągów, którzy dzięki kolejnym publikacjom mogą poznać kawałek historii swoich bliskich.
I teoretycznie nie można się do niczego przyczepić... Szkoda tylko, że autorka potraktowała ten temat w iście amerykańskim stylu. Wiele wątków spłycając czy stosując stereotypowe rozwiązania. Czytelnik bez trudu domyśla się co też się wydarzy niebawem. W wielu miejscach miałam skojarzenia z twórczością Nicolasa Sparksa, co bynajmniej nie jest komplementem jeśli autorka chciała swoją powieścią przekazać coś więcej.

Ciekawa, wciągająca, chociaż trochę za bardzo oczywista opowieść, ukazująca interesujący fragment historii Stanów Zjednoczonych...
Polecam!
 

piątek, 17 stycznia 2014

Camilla Lackberg "Fabrykantka aniołków"


"Fabrykantka aniołków" to zdaje się ósma część sagi kryminalnej, opisującej losy bohaterów z Fjallbacki. Szczerze mówiąc straciłam już rachubę, a i niektóre wątki zaczynają mi umykać z powodu dłuższych przerw w lekturze, niemniej w dalszym ciągu mam wielką radość ze śledzenia losów Eriki i Patrika. Zagadki kryminalne są niełatwe do odgadnięcia, do samego końca mamy swoje domysły, a w finale rozwiązanie i tak okazuje się zupełnie inne niż nam się wydawało.


Tym razem policja próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczego zniknięcia, które miało miejsce na wyspie Valo w 1974 roku. Funkcjonariusze otrzymali wtedy tajemnicze zgłoszenie, a po przybyciu na miejsce zastali otwarty dom z nakrytym napoczętymi potrawami świątecznym stołem i roczną dziewczynkę Ebbę. Pozostałych pięć osób zniknęło bez śladu. Śledztwo przez lata nie przyniosło wyjaśnienia, aż w końcu je zamknięto. Dlaczego więc wraca się do niego po latach? Na wyspę przybywa dorosła już Ebba wraz z mężem. Mają plan odnowienia i ponownego otwarcia ośrodka kolonijnego. Jednak już w pierwszych dniach pobytu ktoś podkłada ogień, w którym omal nie giną. Przeszłość wiąże się z teraźniejszością, ale aby rozwikłać tajemnicę trzeba się cofnąć niemal cały wiek wstecz...

Po raz kolejny wątek kryminalny przeplatany jest ciekawym tłem obyczajowym. Śledzimy losy bohaterów, denerwując się ich naiwnością i zachowaniami nieadekwatnymi do wieku. Lackberg można by wiele zarzucić, jednak misterne zagadki konstruuje po mistrzowsku, a bohaterów tworzy całkiem zwyczajnych. Policjanci nie są herosami o nadprzyrodzonych zdolnościach, tylko panami z brzuszkami, a bohaterki nie są uderzająco piękne i nawet noszą rozmiar 42! Ot zwykli ludzie, do których chcąc nie chcą, po przeczytaniu kilku części musimy poczuć sympatię.

Saga kryminalna Camili Lackberg najzwyczajniej wciąga. Czasami można mieć wrażenie, że zagadki są podobnie skonstruowane, a niektóre wątki niepotrzebne, jednak to tylko wrażenie... Wszystko ma tu ręce i nogi, a poszczególne sznureczki prowadzą do wspólnego kłębka, zwanego rozwiązaniem...

Polecam i czekam niecierpliwie na kolejne części.


poniedziałek, 4 listopada 2013

Mariusz Zielke "Formacja trójkąta"

Nie czytałam pierwszej powieści Mariusza Zielke, która odbiła się szerokim echem w naszym blogowym światku i zebrała bardzo pozytywne recenzje. Autor, niegdyś dziennikarz śledczy "Pulsu Biznesu", przez lata tropił afery gospodarcze, które opisywał na łamach gazety, za co w 2005 roku zdobył nagrodę "Grand Press". Po zwolnieniu z gazety założył Niezależną Gazetę Internetową (www.ngi24.pl), a następnie napisał książkę - "Wyrok". Z fikcyjnymi bohaterami, ale prawdziwymi aferami. Żadne wydawnictwo nie miało odwagi jej wydać, autor zrobił to więc nakładem własnych środków. Dopiero po jakimś czasie znalazł się wydawca - Czarna Owca, którego nakładem pojawił się najpierw "Wyrok", a teraz najnowszy twór autora "Formacja trójkąta"

Na pierwszych stronach powieści jesteśmy świadkami zbrodni. Z rąk nieznanej kobiety ginie prezes warszawskiej giełdy Witold Sworowski. Zbrodnia upozorowana jest na samobójstwo, jednak szybko wśród śledczych zajmujących się śmiercią prezesa pojawiają się wątpliwości. Równie szybko próbuje się jednak sprawę zatuszować.
Bartosz Malik to dziennikarz "Expressu", którego poznajemy w momencie kiedy traci swoją "jedynkę" na rzecz materiału znienawidzonego kolegi z redakcji. Sfrustrowany pracownik gazety raczej nie budzi w pierwszych chwilach sympatii czytelnika. Malik postanawia zając się sprawą prezesa. Z pomocą przyjaciela policjanta - Grega, jego ścieżki łączą się z tymi, którymi podąża niepokorna agentka ABW - Marta. Pojawiają się kolejne poszlaki, które prowadzają parę do najwyższych władz i w ministerialne kręgi. Na Martę i Bartka czyha też płatny bezwzględny zabójca. Zaczynają ginąć kolejne osoby z ich otoczenia, a gra na życie i śmierć zaczyna się na dobre...

"Formacja trójkąta" wciąga niemal od pierwszej strony. Mariusz Zielke, mimo iż pisze o trudnych gospodarczych tematach, robi to w sposób bardzo przystępny. Nawet osoby nie ogarniające w żaden sposób giełdy i rynku kapitałowego, odnajdą w książce przede wszystkim zrozumiały dla siebie, dobry kryminał, a przy okazji w przystępny sposób dowiedzą się czegoś nowego. Wątek kryminalny jest bardzo dobrze skonstruowany i poprowadzony, chociaż żałowałam trochę, że już na pierwszych stronach autor zdradza, że mordercą jest kobieta. W jakiś sposób ułatwiło to domyślenie się ciut za wcześnie rozwiązania sprawy.
Wydawca na okładce zapewnia nas, że "Autor "Wyroku" powraca z wybuchowym ładunkiem rozgrywek politycznych, szokujących afer i pokaźną dawką erotyki". O ile z rozgrywkami politycznymi i aferami się zgodzę, to z tą erotyką nie bardzo... Dużo w książce brutalności i gwałtu, które niekoniecznie stawiam na równi z erotyką. Niemniej może lepiej, że nie otrzymałam thrillera erotycznego, z opisami spółkowania na kilka stron. W tej sferze jednak coś mi nie zagrało, niektóre sceny napawały wręcz obrzydzeniem... Jestem za delikatna?

Smutny jest obraz korupcji i sprzedajności mediów, władz, policji, w zasadzie wszystkich... Czytając miałam skojarzenie z filmem "Drogówka" Wojtka Smarzowskiego. W obu przypadkach - kinowego obrazu i "Formacji trójkąta" wmawiam sobie, że może to przesadzone, że świat nie może być taki brudny i szary... Po czym przychodzi refleksja... Przecież przekręty widać już na najniższych szczeblach... A jeżeli gra toczy się o większe pieniądze, to i pokusa większa... 

Książka bardzo dobra... Jeśli weźmiemy ją na poważnie, to wnioski po lekturze niestety przykre.

Wygrzebałam ciekawy wywiad z autorem, a propos wydania pierwszej książki, pracy w "Pulsie Binesu" i kondycji dziennikarstwa śledczego -> KLIK
I trochę świeższy -> KLIK


czwartek, 2 sierpnia 2012

Camilla Lackberg "Syrenka" i "Latarnik"

 


Postanowiłam dwie kolejne książki Camilli Lackberg umieścić w jednym poście, ponieważ czytałam je w jednym ciągu (zresztą inaczej się nie da, biorąc pod uwagę jak kończy się "Syrenka"!). Autorka zastosowała zabieg, który nie pozwolił porzucić lektury i kazał sięgnąć po kolejną część, czyli "Latarnika"

I teraz uwaga! Czytałam książke trzy dni temu... i nie mogę sobie przypomnieć o czym była. Wątek obyczajowy jak najbardziej pamiętam, kryminalny mi umknął. Co ciekawe, wcześniej sięgnęłam po "Niemieckiego bękarta" i dopiero po trzydziestu stronach zorientowałam się, że już to chyba czytałam! Wniosek wyciągam jeden... Lackberg tworzy książki, które szybko się pochłania i równie szybko zapomina. Niemniej w chwili czytania stanowią na pewno świetną rozrywkę.

Nie będę przytaczać szczegółów śledztw, bo to każdy może sprawdzić czytając tył okładki, a w przypadku tej serii łatwo jest zdradzić za dużo i zepsuć lekturę komuś, kto dopiero zaczyna przygodę ze skandynawską pisarką. Czytając "Syrenkę" i "Latarnika" łatwo zauważyć różnicę w poziomie lektury. O ile ta pierwsza jest jak zwykle ciekawie wymyślona, o tyle druga po prostu się autorce nie udała. "Latarnik" to chyba najsłabsza z całej serii pozycja, która miejscami wręcz nudzi. Kilka wątków śledztwa wymknęło się autorce spod kontroli i czytelnik nie doczekuje się ich rozwiązania. W każdej poprzedniej powieści wszystkie nitki okazywały się być ze sobą powiązane, w "Latarniku" brak tej konsekwencji, a i historia miejscami przypomina to co mogliśmy już poznać w poprzednich tomach.

Do tej pory robiłam sobie dłuższe przerwy między kolejnymi tomami i taki sposób czytania właśnie polecam. Duża dawka Lackberg może zaszkodzić i obrzydzić lekturę, która mimo wszystko składa się na dobrze skonstruowane i ciekawie podane kryminały.

Polecam, bo mimo wad Lackberg dalej pozostaje jedną z moich ulubionych autorek powieści kryminalnych, chociaż w "Latarniku" wyraźnie pokazała, że nie każda książka musi się udać. Mam nadzieję, że "Fabrykantka Aniołków" będzie już powrotem do dobrej formy.

niedziela, 2 października 2011

Camilla Lackberg "Niemiecki bękart"


Akcja piątej już książki Lackberg, zaczyna się od znalezienia zwłok mężczyzny, pasjonującego się nazizmem i gromadzącego przedmioty związane z II Wojną Światową. Jak się okazuje, to właśnie jemu kilka miesięcy wcześniej Erika zaniosła nazistowski medal znaleziony wśród rzeczy matki, razem z poplamionym dziecięcym kaftanikiem i pamiętnikami z czasów wojny.
Patrik spędza czas na urlopie ojcowskim, jednak ciągnie go do śledztwa, prowadzonego przez kolegów. Z małą Mają na rękach, stara się więc na bieżąco śledzić postępy. Jak się szybko okazuje, aby rozwiązać zagadkę, trzeba cofnąć się niemal 60 lat wcześniej. Historia życia matki Eriki i śledztwo łączą się ze sobą i jak zwykle, zmierzają do zupełnie zaskakującego finału.

Po raz kolejny, pod przykrywką rozrywkowej powieści kryminalnej, Lackberg przemyca ważne problemy z jakimi się borykamy na co dzień. Tym razem jest to nietolerancja wobec inności. Poza tym pojawiają się problemy z dojrzewaniem i tożsamością. Dzieci często, nieświadomie czerpią nieodpowiednie wzorce niszcząc tym sobie i innym życie. Jednocześnie rodzice, zaślepieni własnymi ambicjami, zmuszają potomstwo do życia na swoje własne podobieństwo.

Z reguły podchodzę do powieści kryminalnych z przymrużeniem oka, skupiając się na walorach rozrywkowych, a nie zwracając uwagi na drobne mankamenty. Tym razem jednak wyłapałam kilka zdań i sytuacji, które wydały mi się co najmniej dziwne...
Przykład 1.
Kobieta spotyka w parku mężczyznę (na spacerze z psami), rozmawiają ze sobą i tyle. Na następny dzień ta sama sytuacja i uwaga... ona zaprasza go do domu na herbatę!
Nie wiem, może w Skandynawii ludzie mają inną mentalność i szybciej zaczynają sobie ufać?
Przykład 2.
"- Dobrze, zaczekam. Zadzwonisz po karetkę czy ja mam to zrobić?
- Okej."
Dobrze, że osoba dla której miała być ta karetka już nie żyła...

Troszkę się przyczepiłam, ale nie zmienia to wszystko faktu, że ja sagę kryminalną Camilli Lackberg uwielbiam. Zagadki kryminalne są misternie skonstruowane a rozwiązania zaskakują. Oprócz tego śledzenie losów Eriki i Patricka, Anny i Dana, czy innych mieszkańców Fjallbeki to sama przyjemność. Polecam więc powieści kryminalne pani Lackberg!

Wydawnictwo: Czarna Owca Stron: 568

wtorek, 26 lipca 2011

Camilla Lackberg "Ofiara losu"


Miałam wielką ochotę na porządny kryminał, sięgnęłam więc po Lackberg, która do tej pory raczej mnie nie zawodziła. Nie inaczej było tym razem. Otrzymałam lekturę na poziomie, który po przeczytaniu "Czystych intencji" Charlaine Harris wydawał mi się wyjątkowo wysoki. To pewnie za sprawą różnicy w pisarstwie, jaką prezentują obie panie.

Po raz kolejny powracamy do spokojnej i malowniczej Fjallbeki, gdzie Patrik wraz z Ericą wychowują małą Maję. Dodatkowy problem stanowi dla nich siostra Eriki - Anna, która po traumatycznych przejściach (opisanych w poprzedniej części) nie może dojść do siebie. Stresem jest również ślub pary, który ma się odbyć w zielone świątki, czyli za niecałe sześć tygodni.

A czas ten będzie, niezwykle intensywnie przez Patrika, przepracowany. Najpierw policja zostanie wezwana do wypadku drogowego z ofiarą śmiertelną, jednak pewne okoliczności skłonią śledczych do teorii o zabójstwie. W tym czasie do miasta sprowadzi się ekipa telewizyjna, kręcąca reality schow, emitowany na cały kraj. Jedna z uczestniczek, po awanturze z innymi zostaje zamordowana, a jej ciało odnalezione w pojemniku na śmieci.
Policja zmuszona jest prowadzić dwa śledztwa, w tym jedno w błyskach fleszy i przy włączonych kamerach.
Jako nowy pracownik, na komisariacie, pojawia się policjantka, Hanna, która wraz z mężem Larsem przeniosła się do Fjallbeki i szybko zdobywa zaufanie kolegów. Wszystkie te wydarzenia, mimo iż z pozoru nic ich nie łączy, mają prawdopodobnie wspólny mianownik... Jaki? Koniecznie musicie sprawdzić!

Camilla Lackberg, po raz kolejny udowadnia, że może drugim Larssonem nie jest, ale potrafi pisać ciekawe, dobrze skonstruowane, wielowątkowe kryminały. Do tego tworzy świetne tło obyczajowe dla swoich powieści. Obserwujemy życie mieszkańców i ich codzienne, przyziemne problemy.
W tej części autorka skupiła się na reality schow i prawach rządzących takimi programami. Pokazuje, że schow biznes jest nieobliczalny i wsysa swoje ofiary, wyciskając z nich wszelkie objawy normalności, a pozostawiając pustkę i uczucie niespełnienia. Ludzie są żądni sensacji, a telewizja próbuje im tego dostarczyć za wszelką ceną, depcząc przy tym godność i jakiekolwiek objawy człowieczeństwo. Wszyscy członkowie reality, byli przez Lackberg przedstawieni z dwóch stron. Jedna, ta dla widzów z reguły pusta, nie prezentująca niczego pozytywnego, druga, ta w głowie, gdzie rodziła się tęsknota za normalnością, za rodziną, uczuciami.
Wniosek... my, telewidzowie dostajemy to czego chcemy, często nie zważając na sposób w jaki to powstaje. Dla nas, liczy się efekt końcowy.

Było kilka fragmentów, które mnie drażniły, ale w zasadzie nie warto o tym wspominać i psuć dobrej całości. Polecam więc, zarówno "Ofiarę losu" jak i poprzednie pozycje Camilli Lackberg.

środa, 3 listopada 2010

Camilla Lackberg "Kamieniarz"


Październikowy poranek we Fjallbaka. Rybak Frans Bengtsson wypłynął łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawił na homary. Przy ostatnim z nich coś się mocno zacina, Frans przeczuwa, że nie będzie to zwykły połów, nie myli się, w siatce więcierza tkwi ciało dziewczynki...

Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede mają do rozwikłania kolejną skomplikowaną zagadkę. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i po co zamordował dziecko? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości...




To już trzeci tom przygód Patrika i Eriki. i przed kolejnym chyba zrobię sobie dłuższą przerwę, żeby zatęsknić za powrotem do Fjallbaki.

Tym razem morderstwo nad którym pracuje Patrik, dotyczy siedmioletniej dziewczynki, Sary. W jej płucach zostaje znaleziona słodka woda i popiół, mimo iż zostaje wyłowiona w słonym morzu. Patrik, któremu niedawno urodziła się córeczka, ciężko przeżywa śledztwo dotyczące dziecka.

Równolegle z akcją w teraźniejszości, możemy śledzić losy samolubnej i rozpuszczonej Agnes, która ponad 60 lat wcześniej wpłynęła na wydarzenia mające miejsce w Fjallbace w teraźniejszości.

Towarzyszymy również Erice, która przeżywa trudny okres po urodzeniu Mai...

Jak zwykle Camilla Lackberg mnie nie zawiodła i otrzymałam dobry kryminał a do tego świetną powieść obyczajową przedstawiającą szwedzką prowincję i jej mieszkańców wraz z ich czasami nietypowymi zwyczajami.
Trochę mi się nie spodobało to, że za szybko domyśliłam się kto zabił i zepsuło mi to całą zabawę. I już nie wiem czy pretensje powinnam mieć do autorki, za źle skonstruowane zakończenie i za to, że szybko wszystko wyszło na jaw, czy do siebie, że mi się intensywne myślenie włączyło ;)

Książkę oceniam dobrze, ale jak pisałam wcześniej, robię sobie przerwę przed kolejnym tomem. Trzeba czasami odpocząć, żeby autor nam nie obrzydł przypadkiem :)

czwartek, 21 października 2010

Camilla Lackberg "Kaznodzieja"


Akcja drugiej powieści kryminalnej Camilli Läckberg, tak jak poprzedniej, rozgrywa się w Fjällbackce, małej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu w Tanumshede stają przed bardzo skomplikowaną zagadką. Jaki jest związek między morderstwem młodej kobiety, której zwłoki odnaleziono w Wąwozie Królewskim, a sprawą sprzed dwudziestu pięciu lat, dotyczącą zaginięcia dwóch dziewczyn? Prawda okazuje się okrutniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać…







Druga część jest wg mnie zdecydowanie lepsza niż pierwsza, a autorka się rozkręca :)

Zaskoczenie już na pierwszych kartach powieści... Erika jest w zaawansowanej ciąży :) Spodziewałam się, że tak jak w poprzedniej części, będzie razem z Patrikiem rozwiązywać kryminalną zagadkę, ale w tej części stanowi tylko tło dla poczynań swojego partnera. I właśnie za sprawą"Kaznodziei" Postać Patrika zyskała w moich oczach uznanie.

Hedstrom prowadzi sprawę zamordowanej dziewczyny, której ciało zostaje znalezione w wąwozie wraz z dwoma szkieletami. Wszystkie tropy prowadzą do rodziny Hultów od lat pozostającej w konflikcie, za sprawą dwóch braci, Gabriela i Johannesa. Ten drugi ponad 20 lat wcześniej był podejrzany o Zniknięcie dwóch dziewczyn, jednak nic nie zostało mu udowodnione, a w końcu podejrzany "popełnia samobójstwo"
Sprawa sprzed lat wiąże się z obecnym śledztwem, a na domiar złego znika kolejna dziewczyna. Patrik krąży wokół zwaśnionej rodziny i wśród zagmatwanych wątków sprawy, a samo rozwiązanie rzeczywiście jest przerażające.
Przyznam szczerze, że po cichu domyślałam się kim jest morderca, ale ewentualne motywy do końca nie były dla mnie jasne :)

Drugą część czyta się wg. mnie lepiej, jest bardziej dynamiczna i wymaga od czytelnika większego skupienia, dla zrozumienia sprawy.

Nie wiem co teraz zrobię, bo już naprawdę mnie nie stać na kolejną część, a po prostu muszę ją przeczytać... pozostaje mi grzecznie nazbierać i uzbroić się w cierpliwość :)
Polecam!

środa, 13 października 2010

Camilla Lackberg "Księżniczka z lodu"


W niewielkiej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji, wśród małej, zamkniętej społeczności, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą - w jednym z domów odkryto zwłoki młodej kobiety. Początkowo wszystko wskazuje na samobójstwo, okazuje się jednak, że Alex została zamordowana. Prywatne śledztwo rozpoczyna Erika Falck - pisarka i przyjaciółka Alex z dzieciństwa, do której dołącza miejscowy policjant Patrik Hedström.








Muszę przyznać, że mam słabość do kryminałów. A od dobrych skandynawskich kryminałów nie mogę się po prostu oderwać. To mój ulubiony gatunek literacki i najbardziej mnie odpręża :) Tak więc z ciekawością sięgnęłam po "Księżniczkę z lodu" Camilli Lackberg. Trochę źle zrobiłam, że przeczytałam ją prawie bezpośrednio po trylogii Larssona, która niestety jest niewątpliwie lepsza.

Książka napisana z dużą dbałością o język, wątki kryminalne znakomicie przeplatają się ze sobą i tworzą jednolitą całość o dość ciekawym i zaskakującym zaskoczeniu.

Polubiłam głównych bohaterów, Erikę i Patrika. Czasami nieśmiali, czasami niezdarni, ale za to przenikliwi i inteligentni. Ona pisarka, on policjant, przy wzajemnej pomocy rozwiązują sprawę kryminalną, która spadła na małe miasteczko.
Niestety tu pojawia się moment w którym książka wypada blado przy Larssonie. Mimo iż bohaterowie sympatyczni, to czegoś im po prostu brakuje. Nie są tak wyraziści jak Lisbeth i Mikael. Mimo to bardzo przyjemnie śledzi się ich wątek osobisty ;) I dlatego warto też przeczytać kolejne części.

Z niecierpliwością oczekuję momentu kiedy będę mogła sięgnąć po "Kaznodzieję", niestety pieniędzy nie ma, a w bibliotece brak, dlatego uzbrajam się w cierpliwość i kombinuję ;)

Polecam :)

niedziela, 10 października 2010

Stieg Larsson "Zamek z piasku, który runął"


Lisbeth Salander przeżywa próbę pogrzebania jej żywcem. Ale jej kłopoty na tym się nie kończą.
Mikael Blomkvist sięga w skrywaną przeszłość Salander i rusza w pogoń za prawdą. Pisze ważny tekst, który ma oczyścić nazwisko Lisbeth Salander i wywołać trzęsienie ziemi w rządzie, służbach bezpieczeństwa i całym kraju. Lisbeth Salander w końcu ma szansę pogodzić się z własną przeszłością.










I oto nastąpił koniec... ponad 2000 stron za mną :) Jestem baaardzo zmęczona tym czytaniem, ale i usatysfakcjonowana, bo Larsson stworzył kawał dobrego kryminału.
CZytałam różne opinie na temat trylogii i pozytywne i negatywne, wiele osób czuło rozczarowanie... a wszystko przez to że Millenium jest tak dobrze rozrekamowane. Sama byłam minimalnie rozczarowana po pierwszej części, bo spodziewałam się czegoś nadzwyczajnego, fajerwerków. a dostałam po prostu dobry kryminał. Podejrzewam, że gdyby nie ta cała otoczka wokół trylogii, nikt by nie narzekał, tylko z zachwytem wciągał każdą następną stronę. A tak wyjątkowo sława Millenium podziałała na jego niekorzyść.

Co do trzeciej części...
Podobała mi się najbardziej z wszystkich trzech. Były wprawdzie fragmenty, które nie przypadły mi do gustu, głównie opisy dotyczące wewnętrznych struktur Sapo i poszczególnych jej członków, troszkę nudnawe, ale całą reszta świetna. Cały czas się coś działo, wychodziły na jaw nowe fakty, a ostatnie 300 stron przeczytałam jednym tchem i z wypiekami na twarzy.

Z czystym sumieniem mogę polecić całą trylogię...
Ja sama z chęcią sięgnę po "Mężczyznę, który odszedł za wcześnie" o życiu Stiega Larssona :) z reguły nie lubię biografii, ale jego po prostu mnie intryguje :)

piątek, 8 października 2010

Stieg Larsson "Dziewczyna, która igrała z ogniem"


W kolejnej, po "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet", części trylogii Millennium główną bohaterką jest Lisbeth Salander. Seria dramatycznych wypadków wywołuje u Lisbeth wspomnienia mrocznej przeszłości, z którą raz na zawsze postanawia się rozprawić. Dwoje dziennikarzy, Dag i Mia, docierają do niezwykłych informacji na temat rozległej siatki przemycającej z Europy Wschodniej do Szwecji ludzi wykorzystywanych w branży seksualnej. Wiele zamieszanych w to osób piastuje odpowiedzialne funkcje w społeczeństwie. Kiedy Dag i Mia zostają brutalnie zamordowani, a podejrzenia zostają skierowane na Lisbeth Salander, Blomkvist postanawia przeprowadzić własne śledztwo. Wkrótce odkrywa związek między morderstwami i sprawą przemytu. Straszliwego Zalę, którego nazwisko wciąż pojawia się w trakcie śledztwa, łączy też coś z niejaką Lisbeth Salander...


Druga część Trylogii Larssona moim skromnym zdaniem jest zdecydowanie lepsza od pierwszej :) Czyta się szybciej, akcja jest bardziej wartka... no i kończy się tak, że nie sposób nie sięgnąć po kolejną część :)
w "Dziewczynie..." poznajemy przeszłość Lisbeth Salander, nieciekawą przeszłość, która ukształtowała trochę mroczny charakter Salander.
Skomplikowany splot wydarzeń, łączy ze sobą ponownie Mikaela i Lisbeth. Dziewczyna Zostaje oskarżona o poważne zbrodnie, którre wstrząsają całą szwecja. Po jej stronie twardo Stoi Blomkvist i próbuje na własną rękę rozwiązać zagadkę.

Co mi się nie podobało?

Reklama Ikei... na każdym kroku natykamy się w tej książce na nazwę tego sklepu.

Jedna z ostatnich scen... Kto czytał ten wie, kto nie czytał to się dopiero przekona... Była wręcz nieprawdopodobna, niemożliwa, nie do przeżycia :)

Mimo tych paru małych wad jest to jeden z lepszych kryminałów, jakie czytałam, więc z czystym sercem POLECAM :)

sobota, 2 października 2010

Stieg Larsson "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"


Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera - magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander - młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.

Tak się szczęśliwie złożyło, że pierwszy tom trylogii Millennium kupiłam w antykwariacie za 20 zł, a kolejne dwa dostałam w prezencie urodzinowym od przyjaciół (jak to dobrze, że wiedzą co lubię)
Dość długo zabierałam się za czytanie, ponieważ trochę odstraszał mnie rozmiar książki... ponad 600 stron oznaczało kilkanaście godzin czytania, a ja ostatnio jestem już lekko przemęczona. Ale w końcu, zachęcona kolejną pozytywną recenzję, wzięłam do ręki... i wsiąkłam ;)

Nie będę pisać o treści, żeby nic nie zdradzać przez przypadek, ale książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Znakomicie wykreowane są postacie Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista.
Lisbet nie jest tylko kobiecym dodatkiem współpracującym z Mikaelem, ale niezależną silną kobietą, biorącą sprawy w swoje ręce. Oprócz tego socjopatka, genialna hakerka i researcherka.
Mikael z kolei jest spokojny, wyciszony i uczciwy. Bardzo spostrzegawczy, czasami lekko "ciapowaty"
Tworzą razem ciekawy duet, zarówno w życiu jak i w pracy. Dobrze się czytało o dochodzeniu, które razem prowadzili, o poszczególnych etapach zagadki, którą rozwiązywali.

W kilku recenzjach wyczytałam, że można to wszystko było napisać krócej... ja uważam że ilość i jakość są w porządku. W innej formie książka straciłaby swój urok :)
Co do treści, nie zaskoczyła mnie tak jak myślałam, że mnie zaskoczy, aczkolwiek niektórymi faktami bardzo się zdziwiłam.

Jedyne co mi przeszkadzało to wstawki po angielsku. Dla osób, które nie znają języka są po prostu uciążliwe.

Ta książka to było to, czego ostatnio potrzebowałam. Teraz zrobię małą przerwę i sięgnę po kolejne tomy :) Polecam wszystkim wielbicielom dobrych kryminałów :)

Baner