Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rosamund Lupton "Siostra"


Beatrice to poukładana i ustabilizowana życiowo kobieta. Ma narzeczonego, którego uważa za duże oparcie, robi karierę zawodową, a niedawno zakupiła na kredyt mieszkanie. Krótko mówiąc, wszystko jest zaplanowane z wyprzedzeniem i nic nie jest w stanie jej zaskoczyć.
Jej siostra Tess to z kolei żywioł. Studentka, początkująca i utalentowana malarka, czerpiąca z życia wszystko to co najlepsze. Piękna, posiadająca wielu przyjaciół i znajomych ledwo wiąże koniec z końcem. Jest zupełnym przeciwieństwem Bee. Jednak mimo że siostry stanowią dwa przeciwne bieguny, istnieje między nimi niesamowita więź którą podtrzymują i pielęgnują, mimo odległości jaka dzieli Nowy Jork i Londyn. Dlatego kiedy Bee dowiaduje się o zaginięciu Tess, bez wahania wsiada w pierwszy samolot do stolicy Anglii i rozpoczyna poszukiwania siostry.

Ciało Tess szybko zostaje odnalezione, a policja orzeka samobójstwo. Jednak siostra nie jest w stanie przyjąć tej prawdy do świadomości. Bez pomocy śledczych postanawia odkryć prawdę, a im dalej w swym śledztwie się posuwa, tym więcej szczegółów z życia Tess poznaje, co pozwala jej jeszcze bardziej zacieśnić siostrzaną więź.

Nie chcąc zdradzić za dużo z fabuły skończę na takim opisie książki i przejdę do pieśni pochwalnej na jej cześć! Po przeczytaniu ostatnich stron pozycji poczułam się tak, jakby mi ktoś mocno przyłożył w głowę. Lupton mnie zaskoczyła i zszokowała. Wywołała we mnie mnóstwo emocji, nad którymi myślałam, że panuję. A jednak po odłożeniu "Siostry" moje myśli ciągle krążyły wokół więzi między bohaterkami. To jak autorka wykreowała postacie i łączące je porozumienie jest po prostu niesamowite.
Również sposób narracji wpływa na naszą wyobraźnię. Bee przemawia bezpośrednio do siostry, relacjonuje jej wszystkie postępy ze śledztwo w jej sprawie. Ta forma jakby listu powoduje, że więź między siostrami staje się nam bliższa i bardziej zrozumiała. W trakcie poszukiwania prawdy Bee zmienia się i upodobnia do siostry, odnajdując jednocześnie siebie i swój sens życia. Musi się też zmierzyć z kilkoma chwilami zwątpienia, które wystawiają na próbę to w co wierzy i niezachwianą wcześniej wiarę w siostrzaną miłość.

Rosamund Lupton poruszyła też temat badań genetycznych i ich wpływu na ludzkie zdrowie i życie. Ukazała, jak łatwo manipulować takimi kwestiami i obrócić ich działanie przeciwko nauce.

"Siostra" to jedna z tych książek, które czyta się od pierwszej do ostatniej strony, a wiedza na temat finału historii jest nam wręcz niezbędna do dalszego funkcjonowania. I mimo, że wydaje nam się, że już wszystko wiemy, autorka i tak zaskakuje nas i powoduje mętlik w głowie. Podobnie jest zresztą z najnowszą jej książką "Potem", przez którą zarwałam z kolei dzisiejszą noc. Warto naprawdę sięgnąć i bez wahania mogę powiedzieć, że w moim odczuciu to dwie lepsze książki z tego gatunku, jakie dane mi było czytać. A o "Potem" już w następnym poście...

Gorąco polecam!

czwartek, 22 marca 2012

Norman Lebrecht "Pieśń imion"

Martin Simmonds, w momencie kiedy go poznajemy, ma sześćdziesiąt lat i jest właścicielem firmy zajmującej się drukiem i sprzedażą nut. Jego życie rodzinne jest ustabilizowane, nie brakuje mu pieniędzy, czuje jednak wielką pustkę. Pojawiła się ona w momencie tajemniczego zniknięcia przyjaciela z dzieciństwa. Dawidl, niezwykle uzdolniony skrzypek, trafił pod skrzydła ojca Martina w przededniu II Wojny Światowej. Chłopak, na prośbę ojca, który musiał pilnie wracać do Warszawy do chorej żony i dzieci, zostaje u rodziny Simmondsów, gdzie ma się dalej kształcić. Żydowska rodzina Dawidla Rapoporta w Warszawie czasów wojny nie miała większych szans na przetrwanie. Niemal wszyscy zostają zabici w obozach koncentracyjnych, a chłopak zostaje sam na świecie. Ma jednak wielkie i bezgraniczne oddanie Martina, rówieśnika z którym spędza większość czasu. Chłopcy żyją w niezwykłej symbiozie, jakby jeden bez drugiego nie mógł istnieć. Ta braterska, pozbawiona jakiegokolwiek seksualnego zabarwienia, więź zostaje przerwana w dniu wielkiego debiutu genialnego skrzypka. Dawidl znika bez śladu, a policyjne śledztwo nie jest w stanie ustalić co też się z nim stało…
"Najbardziej na świecie bałem się stracić Dawidla. W jego towarzystwie byłem pewny siebie, zdolny, atrakcyjny, wygadany. Bez niego znowu stawałem się grubą niedojdą z wadą wymowy. On był rabinem, a ja Golemem, on Klarą, a ja Schumannem, był włącznikiem mojego radia." (str. 131)
„Pieśń imion” to debiut literacki Normana Lebrechta, brytyjskiego dziennikarza muzycznego, który na szczęście postanowił zacząć pisać. Warsztat i język powieści zdradzają jego wielkie zdolności. Z wielką przyjemnością pochłaniało się kolejne zdania książki. Trochę inaczej odebrałam treść… Wspomnienia z dzieciństwa czytałam z wypiekami na twarzy, z kolei warstwa współczesna drażniła mnie i była jakby niespójna z resztą treści. Martin, nieśmiałe dziecko, wiecznie na końcu szeregu, jako sześćdziesięciolatek bryluje na salonach, romansuje z dużo młodszymi kobietami, często jego myśli są wręcz wulgarne i nie pasują do całokształtu osobowości tego bohatera. Również jego motywacje często są dla mnie niezrozumiałe. Mimo iż z uwagą czytałam każdą stronę, nie znajdowałam odpowiedzi na dręczące mnie pytanie "Co chcesz osiągnąć Martinie?".

W powieści brak punktu kulminacyjnego. W napięciu czekamy na „bombę”, czyli powód zniknięcia Dawidla, a dostajemy co najwyżej niewypał. Wytłumaczenie tej historii jest jak dla mnie zbyt proste.

Jest jeszcze kwestia muzyki… Lebrecht posiada ogromną wiedzę, co widać niemal na każdej stronie. Nazwiska mniej lub bardziej znanych kompozytorów, czy wykonawców pojawiają się co rusz. Tyle że to tylko nazwy. Brakuje tego niesamowitego klimatu jaki towarzyszy muzyce klasycznej, a który odnalazłam np. w powieści Andromedy Romano-Lax „Hiszpański smyczek”. Tam muzykę było niemal „słychać”, w „Pieśni imion” przebrzmiewa co najwyżej jakiś daleki pogłos.

Niemniej, mimo uwag wymienianych powyżej, autor stworzył świetną powieść, szczególnie w części opisującej dzieciństwo chłopców. Przybliżył nam również środowiska żydowskie żyjące w Anglii, zarówno te które odchodzą od tradycji, jak i bardzo ortodoksyjne. Warto więc sięgnąć, bo powieść z pewnością wartościowa i godna uwagi.

środa, 10 sierpnia 2011

Zadie Smith "Białe zęby"


"Białe zęby" to debiut literacki Zadie Smith. Niezwykle dojrzały, jak na zaledwie dwadzieścia pięć lat autorki i przede wszystkim bardzo udany.

Powieść obejmuje losy trzech rodzin. Małżeństwa Jonesów, Czyli Clarę i Archiego, gdzie ona jest czarną Jamajką a on białym Anglikiem. Iqbalów, czyli Samanda i Alsanę - Indusów, a ściślej rzecz biorąc Banglijczyków. Ostatnim zaś ogniwem jest małżeństwo Chalfenów- Marcus i Joyce, typowa angielska klasa średnia. W historii tej, ogromną rolę odgrywają dzieci, które dojrzewają na naszych oczach - Irie Jones, bliźniacy Magid i Millat Iqbalowie i Joshua Chalfen.

Już na pierwszy rzut oka widać, jak różnorodne kulturowo i religijnie jest to towarzystwo. Wszystko zaczęło się w czasie wojny, w roku 1945, kiedy Samand poznał Archiego i pewne wydarzenia splotły ich drogi życiowe. Żony obu panów, dużo od nich młodsze, poznane ok 1975 roku, początkowo bardzo wobec siebie nieufne, szybko nawiązały nić porozumienia i zaprzyjaźniły się. Chalfenowie, pojawiają się w ich życiu już w latach 90tych, kiedy to Irie i Millant, dzieci dość zbuntowane, poznają opiekunów Jashui. Jayce, ze swoim syndromem zbawiania świata nie budzi jednak sympatii pozostałych rodziców.

Barwna, podszyta humorem, opowieść, w której autorka porusza chyba swoje ulubione tematy - tolerancję i asymilację. W tej historii nic nie jest takie jak być powinno. Magid, który przez ojca zostaje odesłany do ojczyzny, aby trwać zgodnie z naukami Mahometa w jego wierze, wyrasta na ateistę. Millant, wychowywany z dala od kultury, staje się ortodoksyjnym wyznawcą. Irie, czekoladowa dziewczyna, pragnie zniszczyć w sobie wszystko co jamajskie, nie potrafi odnaleźć własnej drogi. Josua, wychowany w poszanowaniu dla nauki i postępu, odwraca się od tego całkowicie i staje fanatycznym obrońcom praw zwierząt (ojciec eksperymentuje na myszach).

Indusi są bardziej angielscy, niż Anglicy. Ci drudzy zaś, czerpią z innych kultur, aby urozmaicić swoje życie. Angielka otrzymuje imię Suri, Induska Sarach.
Zadie Smith, pokazuje nam środowisko imigrantów, które z jednej strony chce być traktowane jak pełnoprawni obywatele, z drugiej nie potrafi się do końca zasymilować. Chcą zachować swoją odrębność kulturową, religijną, wpoić dzieciom zasady, jakimi kierowali się przodkowie. Jednak, dzieci żyjące od urodzenia w Anglii, pragną żyć tak, jak rówieśnicy. Buntują się więc przeciwko rodzicom, poszukują własnej drogi, która z reguły sprzeczna jest z założeniami rodzicieli. Pojawiają się więc u nich problemy z tożsamością, co prowadzi często do skrajnych zachowań.

Smith, ma niesamowity dar obserwacji i przekazywania czytelnikowi spostrzeżeń. "Białe zęby" to powieść, która wciąga niemal od pierwszej strony i od której ciężko się oderwać. Niektóre wątki, zostały przez autorkę trochę za bardzo rozwleczone, ale całość daje nam świetny obraz społeczeństwa, które uczy się być tolerancyjnym i ludzi, którzy przysposabiają wiedzę, jak żyć w zgodzie z samym sobą, w miejscu nijak do tego przystosowanym.

To już moja druga, po "O pięknie", powieść Zadie Smith i bez wahania mogę powiedzieć, że zauroczyła mnie swoim typowo angielskim sposobem pisania i opowiadania historii.
Zachęcam więc wszystkich niezdecydowanych, bo to naprawdę świetna i mądra lektura!

sobota, 11 czerwca 2011

Zadie Smith "O pięknie"


W swojej powieści "O pięknie" Zadie Smith przedstawia nam losy dwóch rodzin - Howarda Belsey, liberalnego profesora na uczelni w Weelinton i Monty'ego Kipssa - konserwatywnego przedstawiciela również tej uczelni. Panów łączy zamiłowanie do piękna i Rembranta i dzieli stosunek do tego piękna i Rembranta. Konflikt trwa między nimi od wielu lat i odciska piętno na obydwu rodzinach. Wszystko zmienia się w momencie kiedy Najstarszy syn Howarda - Jerome, zakochuje się w córce Monty'ego Victorii. Historia między tym dwojgiem nie kończy się najlepiej, ale wprowadza w ruch pewne mechanizmy... Rok później Kiki, żona Howarda zaprzyjaźnia się z Carlene - żoną Kipssa. Kiki znajduje oparcie w nowej przyjaciółce w momencie kiedy przeżywa traumę po zdradzie męża z wieloletnią przyjaciółką. W książce pojawia się również wiele innych wątków, jakich? Mam nadzieję, że sprawdzicie sami.
Autorka, w tej opasłej pozycji, poruszyła wiele problemów współczesnego świata, takich jak odkrywanie własnej tożsamości, zdrada, religia, nierówność rasowa.

Nie od razu doceniłam dzieło Zadie Smith... a to bardzo piękna książka. Traktuje o ludziach, o ich charakterach, o relacjach między nimi. Autorka pokazuje nam swoich bohaterów bez masek, z ich słabościami, nienawiścią, złością, ale też miłością i radością. Każda postać, jest świetnie wykreowana, pobudza naszą wyobraźnię, czujemy sympatię, bodź też przeciwnie - antypatię. Obie rodziny stają się nam bliskie, wkraczamy w ich świat, w ich codzienność.
Smith pokazuje, jak decyzje które podejmujemy wpływają na całokształt naszego życia. Jak łatwo zatracić własną tożsamość i przejąc myślenie, zachowania innych i jednocześnie jak trudno własne "JA" odzyskać.

Czym jest piękno? Czy to obrazy, którymi fascynują się profesorowie, czy może charakter i uczuciowość Kiki? Piękno każdy interpretuje inaczej, jest wartością subiektywną, a czytelnik sam może zdecydować, czym jest dla niego.
Polecam!

piątek, 17 grudnia 2010

Rachel Hore "Okruchy przeszłości"


Listopad 2010 - Na wystawie w starej pracowni witraży przy Greycoat Square w Londynie wisi popękany anioł ze szkła. Życie właścicieli Minster Glass także jest pełne rys i pęknięć: matka Fran Morrison zmarła, gdy dziewczynka była mała, a ojciec przez całe życie unikał rozmów o żonie i okolicznościach jej śmierci...










Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się historii, w której główna bohaterka ma romans ze swoim pomocnikiem i razem odkrywają historię z przeszłości. Na szczęście miło się rozczarowałam, bo historia okazała się dużo głębsza, niż mi się wydawało.

Fran, kiedy dowiaduje się o wylewie ojca, wraca do Londynu i przejmuje po nim pracownię witraży, Minster Glass. Wraz z Zackiem, pomocnikiem ojca, przyjmują zlecenie od kościoła Św. Marcina, dotyczące renowacji witraża, zniszczonego w 1940 roku, przedstawiającego przepięknego Anioła. Fran przy okazji poszukiwań szkiców witraża, znajduje, stary pamiętnik, pisany przez kobietę... Laurę, prawie 120 lat wcześniej. Z pamiętnika dowiaduje się jaka była historia witraża i poznaje życie kobiety, której losy łączą się z pracownią i jej rodziną.

Przy okazji opieki nad ojcem, Fran zaczyna odczuwać też, coraz większą potrzebę odkrycia prawdy o matce, o której ojciec nigdy jej nie mówił i którą praktycznie wymazał z ich życia. To co odkryje dziewczyna okaże się bardzo bolesne i nauczy jej jak wielka jest moc przebaczenia.

Brak matki, trudne kontakty z ojcem, nieodpowiedni mężczyźni w jej życiu. Wszystkie te czynniki sprawiły, że Fran nie potrafi odnaleźć samej siebie, ani tym bardziej nie potrafi zaznać szczęścia z drugą osobą. Zaskoczyło mnie to, że nie było tak jak przewidywałam... czyli Fran nie związała się od razu z Zackiem, tylko oczywiście zamiast niego wybrała nieodpowiedniego dla niej Bena. Na szczęście czuwał nad nią jej Anioł... :)

Ta książka w bardzo przyjemny sposób pokazuje, drogę jaką trzeba przejść aby poznać samego siebie i oczywiście bez osobistego Anioła stróża się nie obędzie...

Co na minus?
Już dawno nie spotkałam się z taką ilością literówek w tekście, ktoś się chyba nie popisał w tej kwestii, bo czasami aż razi w oczy.


A jak to jest z Wami? wierzycie w swoje Anioły? Ja myślę, a właściwie czasami mam wrażenie, że jednak ktoś musi nademną czuwać. Przykład...
Wynajmowałam mieszkanie w starym budownictwie i paliłam w piecu kaflowym... Na moje nieszczęście w nocy zaczął się ulatniać czad, cichy zabójca... cudem było to że się obudziłam, mimo iż stężenie było już dość wysokie w mojej krwi. Ktoś musiał gdzieś tam u góry pilnować żeby nic mi się mimo wszystko nie stało ( i na pewno nie było to pogotowie, które odmówiło przyjazdu, mimo iż dusiłam się i straciłam na kilka, jak nie kilkanaście minut przytomność) :)
Dlatego ja wierzę w mojego Anioła... a Wy?

A co do książki, to ja oczywiście polecam... przyjemna, wciągająca i odprężająca. :)

piątek, 19 listopada 2010

Patrick Gale "Dom w Kornwalii"





Dom w Kornwalii Dom w Kornwalii to opowieść o rodzinie, trudnej miłości oraz zakazanych namiętnościach. Frances i John spędzają lato w Kornwalii, oczarowani surowym pięknem krajobrazu. Spokój nadmorskiej scenerii jest jednak zwodniczy. Na jaw wychodzą bolesne tajemnice. Dom na wydmie staje się sceną rodzinnego dramatu. Po latach Frances i John powrócą w to miejsce wraz z synem. Również tym razem gwałtowne emocje dojdą do głosu...

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia




Sięgnęłam po powieść Patrcka Gale, ponieważ zakochałam się od pierwszego wejrzenia w okładce. Samo wnętrze książki okazało się równie interesujące jak zewnętrzna powłoka.

Książka podzielona jest na rozdziały "Niebieski dom" i "Oddany morzu", które przeplatają się ze sobą, łącząc wątki z przeszłości z teraźniejszością.
W Niebieskim domu poznajemy Willa, który spędza z rodzicami Frances i Johnem wakacje w słonecznej Kornwalii. Will to zdeklarowany homoseksualista, który żyje w ukrytym związku ze swoim szwagrem Sandym.
W rozdziałach "Oddany morzu" spotykamy te same postacie ponad 30 lat wcześniej, także w Kornwalii.
Dom zarówno w przeszłości jak i teraźniejszości jest światkiem wielkich uczuć, namiętności, wzburzenia, zagubienia bohaterów.

Ta książka mnie pochłonęła... Pierwsze 40 stron trochę mi się dłużyło i mimo że później Gale prowadzi czytelnika, odkrywając stopniowo karty w sposób senny, i powiedziałabym leniwy, powieść niesamowicie wciąga i powoduje, że czekamy i czekamy i za cierpliwość dostajemy wszystko co najlepsze.

Podobała mi się swoboda z jaką autor pisze o homoseksualistach. Dzięki postaci Willa (Julianna) widzimy jak orientacja w chłopcu się kształtuje, jak już w wieku 8 lat, ma świadomość, że mężczyźni wzbudzają w nim uczucia. Gale opisuje związek Willa i Sandiego z dużym realizmem, ale nie przekracza granicy kiczu i sensacji. Na pewno wiarygodności temu wątkowi dodaje fakt, że Patrick Gale jest homoseksualistą i od lat żyje ze swoim partnerem Aidanem Hicksem, któremu powieść tę dedykuje.

Gale odsłania w książce mechanizmy ludzkiego postępowania. Pokazuje jak ciężko czasami podjąć decyzję i jak łatwo zabrnąć w ślepy zaułek. Niewiele trzeba aby chwilą zapomnienia niszczyć ludzi których się kocha i szanuje.

Dowiadujemy się też trochę o chorobie Alzheimera... Frances cierpi na początkowe stadium i wraz z kolejnymi stronami powieści obserwujemy jak stopniowo jej stan się pogarsza, jak miewa gorsze dni, aż w końcu zapomina...

Książka bardzo mi się podobała (tylko pamiętajcie, że to moja opinia, Wasza może być inna;))

Polecam Wam bardzo, bardzo, bardzo... Ja z pewnością sięgnę po "Notatki z wystawy" , wcześniejszą powieść autora ;)

niedziela, 24 października 2010

Terry Pratchett "Równoumagicznienie"


Jest to opowieść o tym, czym jest magia i dokąd zmierza, a co ważniejsze, skąd przychodzi i po co. Przedstawiona historia nie pretenduje do odpowiedzi na wszystkie te pytania, może jednak pomóc w wyjaśnieniu, dlaczego Gandalf nigdy się nie ożenił i dlaczego Merlin był mężczyzną. Jest to również opowieść o seksie, choć nie w sensie atletyczno-gimnastycznym, czy też w sensie policz wszystkie nogi i podziel przez dwa. Chyba że postacie całkowicie wyrwą się spod kontroli autora. I to jest możliwe







Pratchett, to moja kolejna przygoda z fantastyką i chyba kolejna udana.

Autor pisze o równoumagicznieniu... a w zasadzie o równouprawnienu ;)
A wszystko za sprawą Esk, dziewczynki, która chce zostać magiem. Esk jest Ósmą córką, ósmego syna i tuż po urodzeniu, za sprawą starego maga zostaje jej przekazane jego dziedzictwo, laska. Dziewczynka dorasta i dzięki babci Weatherwax uczy się bycia czarownicą, ale to nie wystarcza. Postanawia się dostać na Niewidzialny Uniwersytet i zostać Magiem. Tylko że wg tradycji Magiem może być tylko mężczyzna,więc mała dziewczynka zostaje odrzucona. Na szczęście do akcji wkracza przebojowa czarownica Esmeralda Weatherwax... ;)

Tak jak pisałam wcześniej, na fantastyce nie znam się wogóle... ale nawet taki laik jak ja potrafi docenić znakomite poczucie humoru Pratchetta i jego satyryczne podejście do świata :)

Książka mi się podobała, chociaż mniej więcej w połowie troche zaczęła mnie nudzić... na szczęście trwałam dalej w lekturze i końcówka (w szczególności babcia Weaterwax) wynagrodziła mi chwilę zwątpienia ;) Całościowo oceniam bardzo dobrze i jestem bardzo ciekawa innych pozycji autora, w końcu wg. niektórych opinii ta jest jedną z jego słabszych książek :)

czwartek, 14 października 2010

Ian McEwan "Betonowy ogród"


To gęsta, intensywna opowieść o czwórce dzieci, które po odejściu rodziców stopniowo przyjmują ich role. Zawieszone pomiędzy światem dzieciństwa i dorosłości dryfują przez dni sennego, upalnego lata.

Wydawnictwo: Znak
Stron: 197
















"Betonowy ogród" to na pewno bardzo szokująca lektura. Narratorem jest Jack jeden z czwórki rodzeństwa, które po śmierci rodziców postanawiają nie dać się rozdzielić. Zwłoki matki umieszczają w kufrze w piwnicy i zalewają cementem.
Od tej pory ich dzieciństwo i dojrzewanie zmienia się diametralnie. Najmłodszy Tom postanawia być dziewczynką, Jack, który jest w okresie dojrzewania, coraz częściej wiąże swoje erotyczne fantazje ze starszą siostrą Julią. Między rodzeństwem powstaje dziwne napięcie, a beztroska i wolność są tylko pozorne. Dzieci z czasem przejmują role które przypadały wcześniej rodzicom.

McEwan przedstawia makabryczny i przesycony erotyzmem obraz czwórki rodzeństwa. Porusza tematy, których ludzie po prostu się wstydzą. Powieść jest mroczna, a zarazem fascynująca.

Rozczarowało mnie lekko zakończenie i mam niedosyt, chciałabym dowiedzieć się co stało się z rodzeństwem.

Polecam! Nie bez powodu McEwan nosi miano makabrysty...

Baner