Dzieciństwo to czas, kiedy kształtuje się charakter i osobowość młodego człowieka, czas beztroskiej zabawy i radości. Jakże więc ma się odnaleźć dziecko w czasie wojennej zawieruchy? Jak dorastać widząc rzeczy nieprzeznaczone dla oczu małoletniej istoty? Wojna to "zabawa" dorosłych, w której największą traumę i najwięcej cierpienia spotyka dzieci.
Białoruska pisarka i dziennikarka po raz kolejny oddaje głos ludziom. Odnajduje, pozwala mówić, słucha i spisuje. Tym razem jej bohaterami stają się kobiety i mężczyźni, których dzieciństwo przypadło na ciężki i okrutny czas wojny. Osoby, z którymi rozmawia Aleksijewicz, dorastały w czasie zbrojnego konfliktu, często przeżyły głód, widziały śmierć swoich bliskich, czy też doznały uszczerbku na zdrowiu. Mimo, że niektóre, miały zaledwie kilka lat, pamiętają wydarzenia, których dziecko nie powinno być świadkiem. Ich obraz towarzyszy im przez całe życie.
"Nieprędko skończyła się wojna... Ludzie myślą: cztery lata. Przez cztery lata to ludzie strzelali... A przez ile o niej zapominali?"
Pamięć dziecka zaskakuje. Po raz kolejny zadziwiło mnie to, że człowiek, nawet kilkuletni, w ekstremalnych sytuacjach zapamiętuje szczegóły takie jak zapach, pogoda, czy inne drobnostki. I mimo, że często staje się świadkiem brutalnych zdarzeń, widzi rzeczy dla dziecięcych oczu nieprzeznaczone, przeżywa wydarzenia, które wydawać by się mogło powinny załamać końca życia, zapamiętuje właśnie takie szczegóły.
Aleksijewicz, poprzez indywidualne obrazy, tworzy przerażający obraz wojny, widziany oczami milionów dzieci. Wszystkie opowieści mają wspólny mianownik... Ból, cierpienie, stratę, głód.
W czasie wojny, nie ma miejsca na dzieciństwo. Chłopcy i dziewczynki musieli dojrzeć, często chwycić za broń i robić rzeczy, o których dziecko nie powinno mieć pojęcia.
"Czytać umiełem, ale pisać nie. Wezwano mnie do tablicy, trzeba było napisać słowo z literą "u". Stałem i z przerażeniem uświadomiłem sobie, że nie wiem jak się pisze "u". A już umiałem strzelać... Dobrze strzelałem..."
"Przed wojną lubiłam, jak tato opowiadał bajki, znał ich wiele i umiał opowiadać. Po wojnie już nie chciałam czytać bajek..."
"Wojna to był mój podręcznik historii. Moja samotność... Zgubiłem porę dzieciństwa, wypadło z mojego życia. Jestem człowiekiem bez dzieciństwa, zamiast niego miałem wojnę."
"Czy my naprawdę byliśmy dziećmi? Nie, byliśmy mężczyznami i kobietami..."
"Ostatni świadkowie" nie mają siły rażenia poprzedniego zbioru autorki "Czarnobylskiej modlitwy", są jednak świetnym świadectwem okrucieństwa i doskonałym obrazem cierpienia ogromnej liczby radzieckich dzieci pozbawionych szansy na normalne dorastanie. Zginęło ich miliony, a miliony które przeżyły, jeszcze przez wiele lat zmagało się z pamięcią o wojnie... Dzieci widzą świat zupełnie inaczej niż człowiek dorosły i jeszcze bardziej uderza w ich opowieściach niezrozumienie dla zbrojnych działań i zabijania. I mimo iż opowiadają jako dorośli ludzie w ich głosach słychać dziecięcą niewinność.
Zostało coraz mniej uczestników niebywałego okrucieństwa tamtych czasów,
a Ci którzy jeszcze żyją, byli wtedy dziećmi. Są
więc ostatnimi świadkami... Czytajmy więc ich spowiedź...
"Potem zabrakło... Najpierw naszej niesamowitej mamy, a po niej taty. Zrozumiałyśmy, od razu to poczułyśmy, że jesteśmy ostatnie. Z tamtej linii... Z tamtego brzegu... Jesteśmy ostatnimi świadkami. Nasz czas się kończy. Powinnyśmy mówić.
Pomyślałyśmy, że nasze słowa będą ostatnie.."
Sięgając po reportaże Swietłany Aleksijewicz mam pewność, że otrzymam lekturę z najwyższej półki. I tym razem białoruska pisarka nie zawodzi, a "Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy" dowodzą, że jest jedną z najlepszych reporterek naszych czasów... Warto sięgnąć po ten, jak i poprzednie tytuły autorki.
