Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Zyskowska-Ignaciak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Zyskowska-Ignaciak. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 października 2012

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Przebudzenie"


"Przebudzenie" to kolejna pozycja Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, jaką miałam okazję czytać w ostatnim czasie. Odczuwam zapotrzebowanie na literaturę lekką, łatwą i przyjemną, a Pani Katarzyna świetnie swoimi powieściami moje potrzeby zaspakaja. Chociaż tym razem, nie było już tak kolorowa, jak przy poprzednich spotkaniach... Dalej mi się podoba, ale już bez takich zachwytów jak wcześniej.

Zuzanna to młoda dziennikarka, opisująca błahe sprawy w dobrze opłacanym dzienniku. Tkwi w związku bez przyszłości, a wszystkie niepowodzenia i brak zaangażowania w uczuciach tłumaczy nieszczęśliwą miłością w czasach licealnych i śmiercią babci. Jednak jak to w życiu bywa, zdarza się że jedno wydarzenia powoduje, że raz obrany przez nas tor trzeba zmienić. W przypadku Zuzanny, takim sygnałem do zmiany jest list z kancelarii adwokackiej. Okazuje się, że dziewczyna otrzymuje, od uznanego za zmarłego, ale jednak ocalałego w czasie wojny brata babci, dość pokaźnych rozmiarów teren na Mazurach (Tutaj uwaga do osób, które tworzyły opis książki na okładce. Słowo posiadłość, jest nieadekwatne do tego, co rzeczywiście otrzymuje bohaterka i może czytelnika wprowadzić w błąd. W końcu jest to tylko ziemia, bez zabudowań). Jednak spadek wcale nie przynosi korzyści, ale powoduje, że w życiu kobiety zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ktoś włamuje się do jej mieszkania, śledzi jej poczynania, podrzuca karteczki z dziwnym symbolem węża... 
Zuzanna oczywiście wyjeżdża na Mazury, aby przeprowadzić rekonesans. Odkrywa tam fascynującą historię swojej rodziny, która od lat jest znienawidzona przez plemię Galindów. Jaki wpływ ma historia na teraźniejszość i jak potoczą się losy kobiety? Warto sprawdzić...

Tym razem autorka zaserwowała nam powieść z lekkim dreszczykiem. Dość dobrze skonstruowany wątek kryminalny, w który pisarka wplotła trochę magii i starych wierzeń plemion nadbałtyckich, powoduje że z ciekawością czytamy powieść do ostatniej strony. Nie łatwo jest się też domyślić finału, który jednak jest jak na mój gust, trochę za bardzo nieprawdopodobny. Katarzyna Zyskowska-Ignaciak skorzystała też w przypadku "Przebudzenia" z utartych już schematów spotykanych w innych powieściach, czyli niespodziewany spadek, niespodziewany przyjaciel itd, jednak po raz kolejny udało jej się ująć całość w nietypowy sposób i stworzyć coś, co mimo wszystko odbiega od tego, co serwowane jest nam już w nadmiarze...
Myślę, że zarówno po "Przebudzenie", jak i pozostałe książki autorki "Ucieczka znad rozlewiska" i "Niebieskie migdały" warto sięgnąć, jeżeli poszukuje się miłej i odprężającej lektury.
Polecam!

piątek, 5 października 2012

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Niebieskie migdały"


Bardzo przypadło mi do gustu pisarstwo Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, która tworząc lekką w odbiorze literaturę kobiecą, przemyca wiele problemów jakie mogą spotkać każdą z nas i dawkuje odpowiednio poziom miłosnego lukru. Nie inaczej jest w powieści "Niebieskie migdały", gdzie po raz kolejny autorka zaserwowała nam mądrą i wyważoną opowieść...

Tym razem poznajemy Inę, a właściwie Balbinę. Córkę ekscentrycznej malarki i mamę małego Kajtusia. Historia Iny zaczyna się w momencie kiedy odchodzą jej wody, zaczyna się poród i na świat przychodzi nieślubny synek. Dziewczyna kilka miesięcy wcześniej została porzucona przez przystojnego prezentera telewizyjnego Maksa "Przemysława" Wszawskiego i z rodzicielstwem od samego początku musi radzić sobie sama, z lekką tylko pomocą rodziców i szalonej przyjaciółki Karoliny. Jak się okazuje, dziecko to nie tylko szczęście, ale przede wszystkim płacz, pieluchy, kłopoty z wyjściem z domu i wiele innych problemów. Samotna matka ma też niewielkie szanse na nową miłość, bo w końcu który mężczyzna z miejsca bierze kobietę z całym dobrodziejstwem inwentarza?

Katarzyna Zyskowska Ignaciak po raz kolejny zauroczyła mnie stworzoną przez siebie historią. Trochę irytowało mnie to, że bohaterką uczyniła dziewczynę z raczej bogatego domu, która nie musiała się martwić o wydatki i życie codzienne, co raczej mało wspólnego ma z realnym funkcjonowaniem na ziemskim padole. Jednak nawet ten zgrzyt, nie był w stanie zepsuć mi lektury. Ba... zaczęłam wierzyć, że nawet jeżeli życie nie układa się po naszej myśli, to nie należy przestawać myśleć o niebieskich migdałach! Autorka pokazała, że bycie mamą, nawet samotną, nie oznacza, że kobieta musi rezygnować z siebie. A jeszcze pokazuje to w zupełnie inny sposób niż serwują to telewizje śniadaniowe i różnorodne poradniki. Po prostu jest bardziej realnie, bez koloryzowania z lepszymi i gorszymi chwilami. 

Pani Katarzyna trafiła już do grona moich ulubionych polskich pisarek, tworzących literaturę tzw. "kobiecą" i bardzo się cieszę na myśl o spotkaniu z kolejnymi postaciami przez nią wykreowanymi. Poza tym, uwielbiam kiedy ktoś tak ładnie nazywa swoich bohaterów! Zachęcam do lektury!

Książkę można nabyć w księgarni Matras -> Niebieskie migdały

sobota, 28 lipca 2012

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Ucieczka znad rozlewiska"

Był czas, kiedy zdecydowanie odwróciłam się od tzw. literatury kobiecej, sięgając po ambitniejsze pozycje. Jednak przyszedł taki moment, kiedy mój wymęczony umysł nie jest w stanie przyjmować np. literatury faktu, ponieważ najzwyczajniej w świecie pragnie dobrej rozrywki. Przeprosiłam się więc ładnie z babskimi czytadłami i cieszę się lekturami, które może nie są najwyższych lotów, ale za to przynoszą niezwykle mi potrzebne odprężenie.
"Ucieczkę znad rozlewiska" prawdopodobnie jakiś czas temu skreśliłabym już za sam tytuł, ponieważ rozlewisko bynajmniej nie kojarzy mi się dobrze. Teraz jednak, zachęcona recenzją Kingi i złakniona takiej lektury sięgnęłam i po prostu przepadłam. Już dawno tak dobrze nie bawiłam się przy lekturze, a wszystko za sprawą Franciszki Melzer.

Mieszkankę Kazimierza Dolnego poznajemy na tydzień przed jej wielkim życiowym wydarzeniem - ślubem z Kubą, miejscowym chłopakiem bez pamięci w niej zakochanym. Jednak im bliżej do wielkiego dnia, tym więcej wątpliwości nachodzi Frankę, a ich kulminacja następuje tuż przed samym ołtarzem. Dziewczyna ucieka, zostawiając w kościele zdumionych rodziców, gości i przede wszystkim przyszłego męża. To wydarzenie powoduje przełom w nudnym i przewidywalnym życiu bohaterki. Ucieczka do stolicy przynosi Franciszce spełnienie w wielu dziedzinach życia, jednak czy we wszystkich...?

Chętnie zdradziłabym więcej przygód Franki, jednak nie chcę przez przypadek zdradzić za dużo fabuły i zepsuć lektury potencjalnym czytelniczkom. A że sięgnąć warto, to pewne. Z Katarzyną Zyskowską-Ignaciak spotykam się po raz pierwszy i na pewno nie ostatni. Zachwyca mnie lekkość z jaką stworzyła historię ucieczki znad rozlewiska. Stworzyła bohaterkę, w której chyba każda z nas mogłaby znaleźć coś z siebie. Naturalna dziewczyna, pełna wątpliwości, czy jej życie toczy się właściwym torem, czy też coś gdzieś umyka niezauważalnie i jest już nie do odzyskania. Franka podejmuje trudną decyzję, która rani wiele osób, ale pozwala jej kierować własnym życiem po swojemu, a nie zgodnie z ustalonymi konwenansami. I chociaż wydawać by się mogło, że książka rzecze o miłości, nic bardziej mylnego. "Ucieczka znad rozlewiska" to kawałek dobrej literatury obyczajowej, która z pewnością przypadnie do gustu niejednej kobiecie, a szczególnie miłośniczkom gotowania. Tak, tak, bo o gotowaniu i zdrowym odżywianiu o dziwo też w tej książce trochę przeczytacie. Katarzyna Zyskowska-Ignaciek, trafiła całą pisarską mocą w mój gust, poprawiła mi humor i podobnie jak wczoraj Katarzyna Michalak, pozwoliła się oderwać od smutnej rzeczywistości.

Polecam więc gorąco!

Baner