Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Podróż do miasta świateł. Rose de Vallenord"



Tym razem będzie krótko, bo czegokolwiek nie napiszę, będzie powtórką z wcześniejszych ochów i achów...

Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk chyba nikomu przedstawiać już nie muszę. "Rose de Vallenord"  to drugi tom "Podróży do Miasta Świateł". Sam podtytuł i kilka pierwszych stron powodują, że z zainteresowaniem dajemy się porwać lekturze. Dlaczego? Powieść zaczyna się śmiercią wielkiej miłości Róży - Rogera Vallenorda. Jeżeli ukochany umiera, to jak bohaterce udało się zostać księżną na Val?

Tymczasem we współczesności zrozpaczona Nina, po dziwnym rozstaniu z Miłoszem, wyjeżdża do Paryża śledzić losy Róży. Postanawia odwiedzić miejsce, gdzie kobieta mieszkała, zamek Val. Okazuje się jednak, że ten całkiem niedawno zmienił właściciela, który z kolei zamknął funkcjonujące tam muzeum. Tajemniczy mężczyzna to argentyński kolekcjoner sztuki. Czy to za jego sprawą giną dzieła Rose? A może milioner pomoże odnaleźć człowieka odpowiedzialnego za kradzieże?

Z kolei Róża po powrocie z Polski i śmierci Rogera długo dochodzi do siebie. Na szczęście w pobliżu jest jej wierny przyjaciel Serge Babouchkine. Niemal wszystko wskazuje na to, że tych dwoje w końcu połączy sakrament, jednak na przeszkodzie staje inny mężczyzna. Losy Rose w drugim tomie zaczynamy śledzić w 1892 roku i towarzyszymy bohaterce przez niemal sześćdziesiąt lat!

I cóż ja mogę napisać? Czego teraz nie nakreślę, będzie powtórką z wcześniejszych recenzji "Cukierni pod Amorem" czy pierwszego tomu "Podróży do miasta świateł". W zasadzie mogłabym zrobić kalkę, bo wrażenia niezmiennie takie same. Radość z czytania nie do opisania. Odłożyłam wszystkie sprawy na bok i dałam się porwać lekturze. Obiecywałam sobie, że nie połknę jej na raz, bo więcej nie będzie... Ale nic z tego oczywiście nie wyszło! Autorka po raz kolejny zabrała mnie w literacką podróż w czasie, w której zadbała nawet o najmniejsze szczegóły. Aż żal, że pani Małgosia tak po macoszemu potraktowała okres dwóch wojen, toż to byłby świetny materiał na trzeci tom! Niestety, zmuszeni jesteśmy zadowolić się dwoma.
Mogłabym napisać, że coś jednak mnie irytowało, tylko w zasadzie po co? Są to drobiazgi, cechy charakteru bohaterów, które i tak w żaden sposób nie wpływają na całokształt odbioru. To takie moje subiektywne czepialstwo...
Pozostaje mi jedno... Polecić! Trzy tomy "Cukierni pod Amorem" i dwa "Podróży do Miasta Świateł"

czwartek, 13 czerwca 2013

Bieszczadzkie lato z książką w Sanoku

Jako że Sanoka mam rzut beretem (prawie 350 km), nie mogło mnie tam nie być :) W końcu to okazja do spotkania cenionych przeze mnie autorów i odwiedzenia zakątków które lubię...

Stoiska wydawnictw (w niewielkiej liczbie) umieszczone zostały w namiocie na sanockim rynku. Niestety namiot był mały i bardzo wąski, przez co przystanięcie przy konkretnym stoisku nie należało do najprzyjemniejszych. 
Spotkania z autorami odbywały się w Miejskiej Bibliotece Publicznej (trafić do niej graniczyło w moim przypadku niemal z cudem!), Biurze wystaw artystycznych (to na szczęście znajdowało się tuż przy namiocie), Muzeum historycznym i Hali Arena (tam mnie już niestety nie było).

Wśród zaproszonych autorów znaleźli się: Sławomir Koper, Eustachy Rylski, Renata Piątkowska, Krystyna Sieniewicz, Janusz Majewski, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Stefan Sczepłek, Jerzy Iwaszkiewicz, Marek Przybylik, prof. Jerzy Bralczyk i Krzysztof Potaczała. Szczególnie ten ostatni znajdował się w kręgu moich zainteresowań, ale po kolei...

Po odnalezieniu biblioteki (oczywiście kiedy już zwątpiłam, że ją znajdę i zaczęłam odwrót ;)) przysiadłam aby posłuchać Pana Eustachego Rylskiego. Dużo było o zazdrości, Januszu Głowackim i ostatniej książce "Obok Julii". Spotkanie ciekawe i bardzo udane. Następnie`postanowiłam sobie trochę po Sanoku pochodzić, a zanim się obejrzałam... spóźniłam się na spotkanie z Panią Małgorzatą Gutowską-Adamczyk. A że ludzi mnóstwo, to pozostało stanie na korytarzu. Podobna historia spotkała mnie z Jerzym Bralczykiem (spóźnienia to moja specjalność) i niestety nie mogłam posłuchać słów profesora, a chyba zabawnie było, gdyż na sali co chwilę słychać było wybuchy śmiechu.
Na spotkanie z Krzysztofem Potaczałą przybyłam dla odmiany z wyprzedzeniem. Nie zawiodłam się... Jak autor pisze, tak też mówi i chociaż wiele historii znałam już z książki "Bieszczady w PRL-u 2", to miło było posłuchać ich płynących z ust autora.

Cała impreza raczej niewielkich rozmiarów w porównaniu z Targami chociażby w Katowicach (bo do Krakowa czy Warszawy nawet nie ma co porównywać), cieszy jednak że nawet w Sanoku (gdzie bociany podobno mają pętlę ;)), można zorganizować święto książki, które z pewnością cieszy lokalnych miłośników literatury i przyjezdną Ślązaczkę, czyli mnie :)

Do zobaczenia za rok Sanoku  :)





Eustachy Rylski

Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Wnętrze cerkwi Świętej Trójcy w Sanoku

Cerkiew Świętej Trójcy w Sanoku

Autorka bloga, przy sanockim zamku ;)

Namiot ze stoiskami wydawnictw

Prof. Jerzy Bralczyk (bokiem)

Właściciel Wydawnictwa Bosz, organizatora BLzK - Bogdan Szymanik

Krzysztof Potaczała





I na koniec moje zakupy: Mini przewodnik po Lwowie, "Bieszczady w PRL-u" i "Od Rzezi Wołyńskiej do Akcji "Wisła""

poniedziałek, 22 października 2012

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich"



Wzięłam wczoraj do ręki książkę, z postanowieniem "poczytam kilka stron i odłożę sobie przyjemność na później". Tak... Oczywiście, jak widać z odkładania nic nie wyszło, bo już mniej więcej około setnej strony nic nie było w stanie mnie oderwać od lektury. Chociaż przyznaję, że z początku miałam trudności z aklimatyzacją. O ile współczesność zaciekawiła mnie od razu, o tyle XIX wieczny Paryż nie bardzo. Ale już po kilkudziesięciu stronach doceniłam dbałość o szczegóły autorki, która oprowadza nas po mieście świateł i przekazuje naprawdę ogrom informacji na temat belle époque.

Warszawa 2011 rok

Nina Hirsch, historyk sztuki pojawia się w Gutowie, aby zając się pogrzebem ciotki Agaty. Ponieważ nie chce mieszkać w mieszkaniu zmarłej, zatrzymuje się w pałacu w Zajezierzycach, którego właścicielką jest teraz Iga Toroszyn wraz z mężem Xawierem. Zaraz po wejściu do pałacu bohaterka natyka się na obraz hrabiego Tomasza Zajezierskiego sygnowany literami R i W. To właśnie ów obraz połączy Igę i Ninę. Właścicielka dzieła pragnie odkryć, czy został namalowany przez Rose de Vallenord, czyli Różę z Wolskich. Nina postanawia pomóc Idze, jednak nim na dobre się rozkręci w odkrywaniu przeszłości, kończy się pierwszy tom...

Paryż od 1867

Krystyna Wolska, wraz z niemą córką Różą przebywa do miasta świateł, do wuja Izydora Ziółkowskiego. Mąż i ojciec, Kazimierz został zesłany na piętnaście lat na Sybir i kobiety są zdane na pomoc rodziny. Mimo codziennych trosk, żyje im się dobrze pod opiekuńczymi skrzydłami wuja. Jednak załamanie na giełdzie, na której Izydor namiętnie grał, powoduje, że staruszek popełnia samobójstwo, a Krystyna i Róża zostają całkiem same, zaznając strasznej biedy i upokorzeń. Jednak nie ma dna, od którego człowiek nie może się odbić, więc po latach zawirowań jakoś zaczynają sobie układać codzienność. Powoli wychodzi też na światło dzienne talent Róży. Objawia się on projektami sukien, jakie dziewczynka robi dla właścicielki butiku w którym wraz z matką są zatrudnione. W życiu obu pań pojawia się też po raz pierwszy nazwisko księcia Rogera de Vallenorda, przez którego dziewczynka w przyszłości zazna zarówno wielu chwil szczęścia, jak i nieopisanego cierpienia.

Równoległe śledzenie losów Niny i Róży powoduje, że możemy dostrzec wyraźne podobieństwa w ich życiu. Obie są uzależnione od swoich matek. Wszystko co robią, ma na celu uzyskanie aprobaty rodzicielki. Jednak zarówno Irena jak i Krystyna nie potrafią dać swoim córkom miłości, której te łakną aż do bólu i przez co nie mogą zaznać pełni szczęścia.

Małgorzata Gutowska-Adamczyk po raz kolejny zabiera nas w niezwykłą podróż... Czytając uświadomiłam sobie, że przecież kiedyś nie było wieży Eiffla! Galerie i wystawy, teatry, domy mody... to tylko niektóre z miejsc, które odwiedzamy za sprawą naszej bohaterki. Autorka jak zwykle zachwyca wielką dbałością o szczegóły, którymi jednak nie przytłacza. Pozwala nam się na chwilę zapomnieć i przenieś do Paryża czasów belle époque. Niezwykle barwnego i wciągającego swym przepełnionym miłością i sztuką klimatem.

Cały rok zmuszona jestem teraz czekać na kolejny tom? Trochę to długi okres, po którym pewnie nie będę już pamiętać wielu szczegółów z tej części. Trochę nawet żałuję, że nie odłożyłam lektury do momentu pojawienia się "Rose de Vallenord". Polecam też czytanie "Podróży do miasta świateł" zaraz po "Cukierni pod Amorem". Wielu bohaterów cukierni pojawia się na kartach najnowszej powieści pani Małgorzaty, jednak czytając w tak dużym odstępie czasowym, nie byłam w stanie sobie przypomnieć, co też poszczególne postaci robiły, kim były, z czego zasłynęły, a byłoby to świetne uzupełnienie lektury.

"Podróż do miasta świateł" polecam oczywiście gorąco. Małgorzata Gutowska-Adamczyk po raz kolejny stworzyła dopracowaną w każdym szczególe, wciągającą powieść, która pewnie zachwyci wielu czytelników.

piątek, 23 marca 2012

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Serenada, czyli moje życie niecodzienne"


Wiosna nastraja mnie bardzo pozytywnie, postanowiłam sięgnąć więc po lekturę lekką i przyjemną... Padło na pierwszą powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk dla dorosłych czytelników. "Serenada, czyli moje życie niecodzienne" to historia Kasi Zalewskiej, trzydziestoletniej niespełnionej aktorki Białostockiego Teatru Lalek. Jako ostatnia singielka w grupie, wybiera się na wesele koleżanki do Warszawy. W pociągu poznaje przystojnego Adama, w którym oczywiście zakochuje bez pamięci. Mężczyzna załatwia jej casting do najpopularniejszego serialu w kraju "Życia codziennego". Jak się okazuje, Kasia pada ofiarą małego podstępu Adama... Podczas przesłuchania proponuje się jej zastąpienie największej gwiazdy serialu - Sereny Lipiec, zarówno na ekranie jak i w prawdziwym życiu. Zdezorientowana bohaterka oczywiście odmawia, uważając sytuację za absurdalną. Jednak po namyśle i sporej dawce alkoholu decyduje się na "zastępstwo". Konsekwencje zamiany ról oczywiście zaskakują wszystkich, a najbardziej białostocką aktorkę.

Małgorzata Gutowska-Adamczyk, to pisarka która nie zawodzi czytelnika i nie inaczej jest tym razem. Serenada, zupełnie różni się od popularnej sagi, za to z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom komedii romantycznych. Autorka raczy nas sporą ilością zabawnych i żywych dialogów, które nadają odpowiednie tempo powieści. Ani na moment, bohaterka nie daje nam odetchnąć, wpadając co rusz w nowe, zabawne tarapaty. Oczywiście Kasia, zakochująca się średnio trzy razy na tydzień (z planowaniem wesela, dzieci i szczęśliwej starości włącznie), miejscami bardzo irytuje. Zachowuje się jak nastolatka, a nie dojrzała kobieta. Ale chyba na dłuższą metę, można jej to wybaczyć...

Książka świetnie ukazuje medialny świat, w którym nie liczy się człowiek, a zyski. Fałsz i obłuda stanowią chleb powszedni, a przyjaźń istnieje zależnie od tego jakie panują układy na "górze". Smutny, ale chyba niestety prawdziwy obraz show biznesu...

I tak podsumowując stwierdzam, że to sympatyczna, odprężająca lektura na kilka godzin, która z pewnością jest w stanie poprawić humor. Czy polecam? Pewnie że tak, trochę pozytywnej literatury kobiecej z pewnością nie zaszkodzi. :-)


środa, 5 października 2011

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Cukiernia Pod Amorem. Hryciowie"


Prawie rok czekania na ostatni tom miał swoje plusy i minusy. Na pewno czas ten zaostrzył apetyty czytelnicze. Wraz ze zbliżającą się datą premiery, czułam coraz większą ekscytację, związaną z poznaniem ostatecznym losów bohaterów. Jednak kiedy przystąpiłam już do lektury, pojawił się problem, z powrotem do Gutowa, przypomnieniem sobie wszystkich bohaterów z poprzednich części, którzy już niestety w mojej pamięci przyblakli i przede wszystkim z poczuciem klimatu rodzinnej sagi, jaki udzielał mi się przy poprzednich częściach. Na szczęście autorka zamieszcza na końcu książki kalendarium i spis postaci, co znacznie ułatwia lekturę trzeciego tomu.

Mimo początkowych trudności, szybko wchłonęły mnie losy bohaterów, podobnie jak w poprzednich częściach przeżywających zauroczenia, zdrady i intrygi, tym razem na tle II Wojny Światowej i PRL-u.

Małgorzata Gutowska-Adamczyk jak zwykle prowadzi fabułę dwutorowo - w latach 90-tych i w przeszłości.
W 1994 roku Iga zaprzątnięta romansem ojca z Heleną Nierychło oddala się trochę od rozwiązania zagadki pierścienia. Z pomocą przychodzi jej babcia Celina, wracająca do zdrowia po chorobie. Starsza pani rozpoznaje bluzkę na ciele odnalezionej, zmumifikowanej kobiety, jako swoją. W jakich okolicznościach i komu ją oddała? Nie zdradzę...
W Gutowie pojawia się również młodzieńcza miłość Celiny - Adam Toroszyn, wraz z wnukiem i synem. Czy będzie dane im się spotkać i odnaleźć dawne uczucia?

Równocześnie śledzimy losy bohaterów w przededniu wybuchu II Wojny Światowej. Adam, pozostawiając hrabiego Tomasza i Pawlaka w majątku, udaje się do Warszawy , aby sprawować opiekę na chorą umysłowo przyrodnią siostrą. Grażyna wraz z mężem spędza czas na zagranicznych wojażach. Wojna zastaje ją w Damaszku. Jako że Gina jest jedną z najsłynniejszych europejskich artystek, szybko zaczynają się nią interesować Niemcy. Wojenne losy Giny są fascynujące i pokazują jak łatwo ludzie ulegają propagandzie i osądzają innych bez wiedzy na temat kulisów decyzji, które ci są zmuszani podejmować.
II Wojna Światowa to czas, kiedy wiele osób traci dorobek życia, a często też i życie. Również powojenne losy bohaterów nie są łatwe. Szara rzeczywistość PRL-u rzucała kłody pod nogi Celiny Hryć, rozkręcającej rodzinny interes.

Małgorzata Gutowska - Adamczyk zabrała nas w trzecią i niestety już ostatnią podróż w czasie. Wraz z Adamem Toroszynem widzimy walące się od bomb warszawskie budynki i umierających na ulicach ludzi. Zygmunt Cieślak rozświetla nam obraz konspiracji. Poprzez osobę Lilith Apfelbaum doświadczamy zagłady gutowskich Żydów. Z Grażyną wkraczamy na salony okupowanej Europy. Każda z osób zmuszona jest podejmować decyzje, nie zawsze w zgodzie z własnym sumieniem, ale dla dobra ogółu. Niektóre zadziwiają, zniesmaczają, ale wojna, również w "Cukierni Pod Amorem", rządzi się własnymi prawami.

Przychodzi moment zakończenia, tak samo niespodziewanie jak w dwóch poprzednich tomach. Książka się skończyła, ale życie toczy się dalej. I to od nas zależy jak. W tym przypadku koniec, jest jakby początkiem...

Fascynująca, wciągająca, wzruszająca, przerażająca, intrygująca, to tylko niektóre z przymiotników jakimi można opisać sagę, a jest ich dużo, dużo więcej. Każda z części jest idealną kontynuacją poprzedniej, a losy poszczególnych bohaterów opisane są ze szczegółami od narodzin, aż do śmierci. Nie ma miejsca na niedosyt. Autorka konsekwentnie z najdrobniejszymi detalami prezentuje miejsca, ludzi i sytuacje.

Hryciowie, to idealne zwieńczenie trzytomowej sagi, które nie rozczarowuje, a przede wszystkim zaskakuje i pozwala na chwilowe oderwanie od rzeczywistości. Już czuję tęsknotę za Gutowem i poznanymi tam ludźmi.

Gorąco polecam!

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia Stron: 495


niedziela, 23 stycznia 2011

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Mariola, moje krople..."


Od kilku dni na waszych blogach króluje Mariola :) Zastanawiałam się czy nie poczekać trochę, ale stwierdziłam, że nie ma to większego sensu, bo za bardzo mnie ciągnie do lektury.

Akcja książki rozgrywa się w "przededniu" wprowadzenia stanu wojennego w prowincjonalnym teatrze, gdzie dyrektoruje Jan Zbytek. W miejscu tym spotykamy plejadę barwnych postaci, które na każdym kroku plątają się w absurdalne sytuacje. Na zapleczu bufetu hodowana jest świnia Małgosia, w piwnicy pędzi się bimber, a na poddaszu drukuje ulotki. Teatr staje się miejscem wielu zabawnych sytuacji, w roli głównej z pierwszym sekretarzem Martelem.

Nie jestem pewna czy dobrze pamiętam, ale wydaje mi się, że na spotkaniu autorskim Pani Małgorzata mówiła, że wzorowała tę książkę trochę na serialu "Allo allo". Pewności nie mam czy mi się te słowa nie przyśniły, ale ja przez całą lekturę miałam skojarzenia z Cafe Rene. A serial ten swego czasu wręcz wielbiłam, więc tym przyjemniejsza była dla mnie lektura "Marioli..."

Nie wiem jak to było w tamtych czasach, mam tylko chwilowe przebłyski dziecinnych wspomnień, ale autorka świetnie pokazała wszystkie dziwactwa PRL-u w lekko krzywym zwierciadle. Stanie w kolejkach po cokolwiek (np. za małe rajstopy! :)), kombinowanie jedzenia i alkoholu, ideologiczne streszczenie "Ślubów Panieńskich" to tylko kilka z przykładów "absurdów" zawartych w tej książce.

"Mariola..." składa się z krótkich rozdziałów, wartkich i szalenie dowcipnych dialogów, które idealnie nadają się na serial. Mam nadzieję, że kiedyś doczekam chwili, gdy zobaczę to wszystko na małym ekranie. W końcu i nam przydałoby się takie polskie "Allo allo" ;)

Pani Małgorzata stworzyła książkę zupełnie inną niż poprzednie, ale na równi zasługującą na polecenie. Dlatego umilcie sobie trochę życie i sięgnijcie po Mariolę Towarzysze :)

A za książkę chciałam podziękować Pani Małgorzacie i wydawnictwu Świat Książki.

niedziela, 21 listopada 2010

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Jak zabić nastolatkę (w sobie)?..."


Dorosłość jest przereklamowana. Zwłaszcza w wydaniu 40+. Ale we wszystkich innych też. Kiedy masz te swoje 18-, zastanawiasz się, kiedy wreszcie dorośniesz. Bycie nastolatkiem to przecież okres nieustannego niewolnictwa. A potem nagle orientujesz się, że masz już 20+, ni z tego, ni z owego 25+, wreszcie, mój Boże! 30 (na razie bez plusa) i z jednej strony wydajesz się sobie stara, z drugiej zaś zastanawiasz się, czy jesteś już dorosła, bo wciąż czujesz w sobie nastolatkę! Jeśli choć raz tego doświadczyłaś, ta książka jest dla Ciebie….” Zawierzmy Autorce sięgając po tę zabawną historię niełatwego uładzenia się z upływem czasu.





Jaką miałam w czwartek radość, kiedy wróciłam do domu i znalazłam przesyłkę... otworzyłam, a tam książką Pani Małgorzaty. Nie spodziewałam się jej zupełnie, dlatego radość była tym większa.

Może zacznę od tego, że mam wątpliwości, czy książka jest dla mnie. Nie czuję jeszcze tego co główna bohaterka Lilka. Brakuje mi kilku lat do +30, że o +40 nie wspomnę :)

Lilka wraz z mężem i dwójką synów spędza wakacje nad morzem. Oboje spotykają tam swoje dawne miłości, Grażynę i Andrzeja... oraz niezwykle przystojnego jegomościa... tzw. Banderasa. Lilka zmęczona byciem matką i żoną, chce zmienić swoje życie i postanawia, że napisze powieść. Niestety dzieci i mąż nie pozostawiają jej wiele czasu dla siebie, więc przynajmniej w wyobraźni kobiety rodzą się wizje romansów (nie tylko jej samej, ale również innych wczasowiczów i męża ;))

Pani Małgorzata Gutowska-Adamczyk w humorystyczny sposób pokazała kobietę, która nie zdaje sobie sprawy z tego,że przekroczyła już pewną granicę wiekową, ciągle czuje się nastolatką i nie dopuszcza do siebie myśli, że mężczyźni patrzą na nią jak przez szkło, figura już nie ta itd... Nie chce stać się zwykłą kurą domową, w końcu całe życie... i kariera przed nią.
Książka jest napisana z dużym humorem, a na jej podstawie powstał spektakl o takim samym tytule, z Katarzyną Żak w roli głównej.

Jak powiedziała autorka na spotkaniu... nastolatkę należy w sobie oswoić:)
Polecam... szczególnie tym starszym "nastolatkom"

I zapraszam na blog książki

wtorek, 9 listopada 2010

Spotkanie z Małgorzatą Gutowską - Adamczyk :)

A więc tak jak pisałam wcześniej, wybrałam się na spotkanie z autorką w Silesii w Katowicach. Towarzyszyli mi tata i przyjaciółka :) Pani Małgorzata jak zwykle przesympatyczna :) Jestem pod jej urokiem ;)

Oto mała fotorelacja:





Pani Małgorzata i mój tata :)







poniedziałek, 8 listopada 2010

Małgorzata Gutowska - Adamczyk "Wystarczy, że jesteś"


Weronika jest z natury pesymistką. Nie wierzy w siebie ani w to, że odnajdzie w życiu szczęście i miłość. Zapamiętale czyta „Zmierzch” i skrycie marzy o wielkim, wyjątkowym uczuciu oraz księciu, zbyt doskonałym, by mógł być prawdziwy. Idealny chłopak rodzi się w wyobraźni dziewczyny i żyje w świecie wirtualnym, w prowadzonym przez nią blogu. Czy rzeczywistość może się upodobnić do marzeń? Powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk opowiada o dojrzewaniu do miłości, potrzebie kochania i bycia kochanym, pierwszych rozczarowaniach oraz trudnej drodze do zrozumienia, co jest naprawdę wartościowe.




Podchodziłam do tej książki z dużą rezerwą, w końcu nastolatką już kilka lat nie jestem, a teraz problemy dorastających dziewcząt wydają mi się wręcz błahe. Ale dobrze się stało że książkę zakupiłam i przeczytałam.

Jako że wiem jak niektóre z Was reagują alergicznie na "Zmierzch", napiszę od razu, że ta ksiązka udowadnia, że miłość taka jak w "Zmierzchu" to fikcja. i w tym momencie zacytuję fragment książki:

"Dlaczego życie ma dla niej ciągle jakieś niespodzianki, dlaczego nie chce być miłe, obrzydliwie przewidywalne i zaskakująco podobne do "Zmierzchu"?

Dlaczego miłość to nie autostrada ku szczęściu, lecz wyboista ścieżka wiodąca nad urwiskiem i trzeba się dobrze rozglądać dookoła, by nei osunąć się w przepaść, lub nie dostać spadającym odłamkiem skały w głowę

Dlaczego piękne historie zdarzają się tylko w kiepskich powieściach?"


Weronika to zakompleksiona nastolatka, która uważa się za osobę zupełnie przeciętną i bez wyrazu. Nie pije alkoholu, nie chodzi na imprezy, nie ma przyjaciół, dobrze się uczy... jest poukładana w każdym znaczeniu tego słowa. Ale tęskni za miłością, której w swoim odczuciu od bliskich nie otrzymuje.
Przypadkiem w pociągu poznaje Filipa, wschodzącą gwiazdę telewizyjną i zakochuje się w nim bez pamięci. Poznaje również Marka, zupełnie różnego od Filipa, który pełni funkcję jej przyjaciela.
Dziewczyna przeżywa rozterki miłosne i wieczne odrzucenie ze strony filipa, który przypomina sobie o niej od czasu do czasu, nie widząc, że to co najlepsze ma tuż obok siebie.

Jest to opowieść o dojrzewaniu do prawdziwej miłości i do obdarzania miłością innej osoby.
Dziewczynie w końcu udaje się odróżnić prawdziwe uczucie od tego serwowanego w powieści Stephanie Meyer.

Zwróciłam jeszcze uwagę na to, że autorka bez skrępowania porusza temat seksu wśród nastolatków i "pierwszego razu". Czasami mam wrażenie, że jest to temat tabu. Wiadomo że się to robi, ale nikt o tym nie mówi :)

Bardzo sympatycznie było przenieść się wraz z bohaterką do czasów liceum i oderwać od szarej i deszczowej rzeczywistości. Autorka bardzo ładnie i przystępnie pisze o przejściu z jednego etapu życia do następnego i nieważne ile ma się lat, zawsze warto sobie pozwolić na małą refleksję.

A ta książka obaliła w mojej głowie stereotyp, że książki dla nastolatek i o nastolatek są tylko dla nastolatek. :)



poniedziałek, 1 listopada 2010

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie"


W drugim tomie bestsellerowej sagi Cukiernia Pod Amorem autorka przedstawia dalsze losy rodu Zajezierskich. Wraz z jedną z bohaterek wyrusza za ocean, znakomicie odmalowując życie polskich emigrantów na przełomie XIX i XX wieku. Na scenę wkracza również barwna rodzina Cieślaków. Poznamy półświatek złodziejaszków z warszawskiego Powiśla, a także artystyczne środowisko przedwojennych teatrów i kabaretów. I tym razem nie zabraknie pięknych, zdecydowanych kobiet, przełomowych wydarzeń z dziejów Polski i świata oraz ekscytujących historii miłosnych.




Nie wiem jak wytrzymam tyle czasu, czekając na trzecią część "Cukierni pod Amorem"...
Ta książka mnie wciągnęła, oczarowała, pochłonęła i mogłabym jeszcze długo wymieniać co mi zrobiła...:)

Pierwsza część nie do końca mnie przekonała, chociaż byłam pod wrażeniem pracy autorki, za to druga sprawiła, że jestem wierną fanką Cukierni i już tęsknie do następnej części. W drugim tomie przeżywamy I Wojnę Światową i Dwudziestolecie Międzywojenne. Poznajemy dalsze losy Marianny, która po wyjeździe do Stanów Zjednoczonych rodzi syna Hrabiego Zajezierskiego, Paula Connora. Uczestniczymy też w życiu Kingi Toroszyn, która na nowo układa sobie wszystko po śmierci męża. A za sprawą jej córki Grażyny możemy uczestniczyć w rozwoju polskiego kina, teatru i kabaretu. Mamy do czynienia z dużym kawałkiem historii, jak zwykle perfekcyjnie przez autorkę podanym czytelnikowi.

I właśnie w tym miejscu chciałam oddać hołd autorce, która stworzyła książkę o tak wielu wątkach z tyloma bohaterami, o bardzo rozbudowanych drzewach genealogicznych, że trzeba naprawdę ogromnego skupienia, żeby wszystko odpowiednio przyswoić. Jestem pod wrażeniem wiedzy i pracy, jaką autorka włożyła w pisanie trzech tomów Cukierni. Na kartach książki, przekazywana jest nam ponad 100 letnia historia naszego kraju, wraz z obyczajami i zwyczajami ludzi charakterystycznych dla tamtych czasów. Już dawno nie czytałam powieści napisanej z tak dużą dbałością o szczegóły i przekazującej czytelnikowi, oprócz rozrywki jaką niewątpliwie jest śledzenie wątków romansowych bohaterów, tak rozległej wiedzy historycznej.

Dlatego z całego serca dziękuję autorce za "Cukiernię pod Amorem" i proszę o więcej :)

A jeżeli ktoś jeszcze się waha czy sięgnąć po książkę Pani Gutowskiej - Adamczyk to ja z całego serca polecam!

niedziela, 26 września 2010

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy"



Podczas wykopalisk na rynku w Gutowie archeolodzy dokonują niezwykłego odkrycia. Wzbudza ono zainteresowanie córki właściciela cukierni Pod Amorem. Czy Iga rozwikła dawną rodzinną tajemnicę? Czy przepowiednia sprzed wieków naprawdę się spełniła? W poszukiwaniu odpowiedzi prześledzimy fascynującą historię rozkwitu i upadku jednego z najświetniejszych mazowieckich rodów. Zajezierscy to pierwsza część trzytomowej sagi o Gutowie. Autorka opisuje losy kilku pokoleń kobiet (i ich mężczyzn) w malowniczej scenerii dziewiętnastowiecznych dworków oraz współczesnej prowincji. Znakomicie oddaje koloryt epoki, zarówno jeśli chodzi o realia życia codziennego, jak i przełomowe wydarzenia historyczne. Przeplata przeszłość z teraźniejszością, tworząc niepowtarzalną opowieść o silnych kobietach, ich marzeniach i namiętnościach oraz wytrwałym dążeniu do wyznaczonych celów.


Sięgnęłam po książkę zachęcona pozytywnymi recenzjami innych blogowiczek i niestety chyba nie do końca dostałam to czego się spodziewałam.
Bardzo długo się z tą książką po prostu męczyłam... dopiero mniej więcej w połowie, zaczęłam się wkręcać w historię.
Akcja toczy się w trzech momentach czasowych. Opisywane są w niej wydarzenia z teraźniejszości (1995 rok), gdzie główną postacią jest Iga, która po odnalezieniu w czasie wykopalisk na palcu zmumifikowanej kobiety starego pierścienia, rodzinnej własności, pragnie rozwiązać rodzinną tajemnicę. Oprócz teraźniejszości akcja toczy ok 1860 roku, gdzie poznajemy dokładnie losy Barbary Zajezierskiej. Rozdziały opisujące lata ok 1890 roku przybliżają nam postać Tomasza Zajezierskiego.
W powieści oczywiście oprócz tych wyżej wymienionych poznajemy mnóstwo innych osób i ich losy. Jak dla mnie, już od samego początku postaci było za dużo i zanim przyzwyczaiłam się do przeskoków czasowych, chwilami po prostu się gubiłam. Zapobiegliwie zaopatrzyłam się w kartkę i długopis i robiłam notatki. Skupiłam się na genealogi, kto z kim zawierał związek małżeński, kto z kim miał dzieci... wprawdzie na końcu książki są drzewa genealogiczne poszczególnych rodzin, ale tak wypchane różnymi postaciami, że dla mnie po prostu nieczytelne. Na szczęście własne ntatki bardzo mi pomogły, a jak już połapałam się w poszczególnych wątkach i zapoznałam z wszystkimi bohaterami, to akcja zaczęłą mnie wciągać. szczególnie interesujące wydały mi się wydarzenia sprzed 100 lat, bo teraźniejszość w której Iga miała rozwiązywać zagadkę rodzinną jak narazie mnie bardzo rozczarowała. Niemniej następną część, która niebawem pojawi się w księgarniach mam już zamówioną, bo jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy bohaterów.
Może to co napiszę zabrzmi trochę tkliwie, ale zabrakło mi w tej książce miłości... w teraźniejszości nie układa się Idze, w przeszłości wszyscy zawierali małżeństwa z rozsądku, czasami dając się porwać namiętności. Bardzo mnie to przygnębiło, aczkolwiek muszę oddać honor autorce, bo takie były po prostu czasy. Jeżeli już ktoś się zakochał historia z reguły kończyła się tragicznie.

Podziwiam autorkę za ogromną wiedzę na temat dość odległych już czasów, bo opisy zwyczajów, strojów, wypraw, poszczególnych osób ze służby są po prostu imponujące.

Mimo mojego wcześniejszego narzekania (chyba mam zły dzień ;)) polecam "Cukiernię pod Amorem", bo posiada wiele zalet. Jest napisana znakomitym językiem, a Pani Małgorzata Gutowska-Adamczyk przemyca nam w niej wiedzę na temat dawnych obyczajów i trochę historii Polski. A losy rodzin, mimo że zagmatwane bardzo wciągają :)

I jeszcze coś... ciągle jestem zakochana w okładce... sama nie wiem dlaczego ;)

Baner