
"Moja Afryka", to ostatnie spotkanie z Kingą Choszcz. Wzbraniałam się przed lekturą książki, ponieważ miałam świadomość tego, że już więcej nie będzie, że Kingi już nie ma... że na swój sposób będzie to moje z nią pożegnanie...
Afryka to ten kontynent, którego wraz z Chopinem, w czasie swojej pięcioletniej podróży, nie zdobyli, z powodu choroby chłopaka. Dziewczyna wiedziała jednak, że prędzej czy później odwiedzi Czarny Ląd. Po zamieszaniu związanym z książką "Prowadził nas los" i rozgłosie jaki pięcioletnia podróż dookoła świata jej zapewniła, Kinga szybko poczuła głód... Już w 2005 roku wyruszyła w swoją kolejną i niestety już ostatnią wędrówkę - do Afryki.
W czasie kilkumiesięcznej wyprawy, pisała oczywiście dziennik, opisując nowe wrażenia, smaki, ludzi, przeżycia. Po raz kolejny udowodniła, że marzenia można spełniać, a wystarczy po prostu bardzo tego chcieć. Za każdym razem, kiedy czytam książki Choszcz, które emanują szczerością, zachwytem nad wszystkim co nowe i dobrocią, odzyskuję wiarę w to, że jest mnóstwo dobrych, bezinteresownych ludzi. Kinga miała do nich szczęście. Owszem, w czasie eskapad zdarzały jej się nieprzyjemne sytuacje, w końcu autostop nie zawsze jest do końca pewny i bezpieczny, ale ich odsetek w porównaniu z gościnnością, ofiarnością i szczerą chęcią pomocy wydaje się być naprawdę niewielki. Ale może wynika to z tego, że Kinga była dobrą osobą, a ludzie to wyczuwali? Dobro przyciąga dobro?
Wzruszyłam się do łez, kiedy uratowała szczeniaka przed pewną śmiercią. Płakałam jak bóbr, kiedy wykupiła dziewczynkę z niewoli i zawiozła ją do rodzinnej wioski, jednocześnie wyposażając ją i inne dzieci w przybory i ubranka szkolne. Niewielki gest, za niewielkie pieniądze, a odmienił czyjeś życie. Malaika, bo takie imię otrzymała od Kingi dziewczyna, po jej śmierci z pomocą pani Krystyny Choszcz przyjechała na rok do Polski. Kiedy skończyła się jej wiza została odesłana do Ghany (wiele osób zarzuca pani Choszcz, że nie powinno się tak stać i nie taki był zamysł Kingi). Medal ma zawsze dwie strony, nie będę rozsądzać, ale polecam artykuł, na który przypadkiem natrafiłam (KLIK)
Kinga zmarła 9 czerwca 2006 roku w Akrze na malarię mózgową. Pojechała tam aby zakupić wyprawki dla dzieci z wioski Malaiki. Część jej prochów została rozsypana przez Chopina nad oceanem, a reszta spoczywa na cmentarzu w Gdańsku. Grób dziewczyny zdobią motyle, bo Kinga była właśnie takim motylem, wolnym duchem... Kinga Freespirit.
Zarażała swoim optymizmem, wiarą w ludzi i pozytywnym podejściem do świata. Była po prostu dobra i nie sposób było się z nią nie "zaprzyjaźnić". Polecam więc z całego serca jej książki... Naprawdę warto!
Wydawnictwo: Bernardinum Stron: 351
Afryka to ten kontynent, którego wraz z Chopinem, w czasie swojej pięcioletniej podróży, nie zdobyli, z powodu choroby chłopaka. Dziewczyna wiedziała jednak, że prędzej czy później odwiedzi Czarny Ląd. Po zamieszaniu związanym z książką "Prowadził nas los" i rozgłosie jaki pięcioletnia podróż dookoła świata jej zapewniła, Kinga szybko poczuła głód... Już w 2005 roku wyruszyła w swoją kolejną i niestety już ostatnią wędrówkę - do Afryki.
W czasie kilkumiesięcznej wyprawy, pisała oczywiście dziennik, opisując nowe wrażenia, smaki, ludzi, przeżycia. Po raz kolejny udowodniła, że marzenia można spełniać, a wystarczy po prostu bardzo tego chcieć. Za każdym razem, kiedy czytam książki Choszcz, które emanują szczerością, zachwytem nad wszystkim co nowe i dobrocią, odzyskuję wiarę w to, że jest mnóstwo dobrych, bezinteresownych ludzi. Kinga miała do nich szczęście. Owszem, w czasie eskapad zdarzały jej się nieprzyjemne sytuacje, w końcu autostop nie zawsze jest do końca pewny i bezpieczny, ale ich odsetek w porównaniu z gościnnością, ofiarnością i szczerą chęcią pomocy wydaje się być naprawdę niewielki. Ale może wynika to z tego, że Kinga była dobrą osobą, a ludzie to wyczuwali? Dobro przyciąga dobro?
Wzruszyłam się do łez, kiedy uratowała szczeniaka przed pewną śmiercią. Płakałam jak bóbr, kiedy wykupiła dziewczynkę z niewoli i zawiozła ją do rodzinnej wioski, jednocześnie wyposażając ją i inne dzieci w przybory i ubranka szkolne. Niewielki gest, za niewielkie pieniądze, a odmienił czyjeś życie. Malaika, bo takie imię otrzymała od Kingi dziewczyna, po jej śmierci z pomocą pani Krystyny Choszcz przyjechała na rok do Polski. Kiedy skończyła się jej wiza została odesłana do Ghany (wiele osób zarzuca pani Choszcz, że nie powinno się tak stać i nie taki był zamysł Kingi). Medal ma zawsze dwie strony, nie będę rozsądzać, ale polecam artykuł, na który przypadkiem natrafiłam (KLIK)
Kinga zmarła 9 czerwca 2006 roku w Akrze na malarię mózgową. Pojechała tam aby zakupić wyprawki dla dzieci z wioski Malaiki. Część jej prochów została rozsypana przez Chopina nad oceanem, a reszta spoczywa na cmentarzu w Gdańsku. Grób dziewczyny zdobią motyle, bo Kinga była właśnie takim motylem, wolnym duchem... Kinga Freespirit.
Zarażała swoim optymizmem, wiarą w ludzi i pozytywnym podejściem do świata. Była po prostu dobra i nie sposób było się z nią nie "zaprzyjaźnić". Polecam więc z całego serca jej książki... Naprawdę warto!
Wydawnictwo: Bernardinum Stron: 351



