Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marginesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marginesy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 stycznia 2013

Janusz Majewski "Siedlisko"


"Siedlisko" napisane zostało na podstawie scenariusza serialu, stworzonego przez Zofię Nasierowską i Wandę Majerównę, do którego dialogi napisał Janusz Majewski. Powstało dziesięć odcinków, kręconych na taśmie filmowej w mazurskich plenerach i prawdziwych wnętrzach, a główne role przypadły wybitnym aktorom: Annie Dymnej, którą wręcz ubóstwiam i Leonardowi Pietraszakowi. Wielką mocą serialu były też role drugoplanowe, ponieważ w produkcji wzięła udział cała plejada wybitnych aktorów, takich jak Marian Opania, Stanisława Celińska, Krzysztof Kowalewski, Michał Pawlicki czy Danuta Szaflarska. Widzowie pokochali Mariannę i Krzysztofa, Mazury i małą wieś Panistruga... I ja poddałam się urokowi tej niezwykłej pary, zarówno za sprawą serialu jak i książki.

Marianna i Krzysztof otrzymują w spadku posiadłość na Mazurach. Początkowo planują wszystko sprzedać, ponieważ wiodą zawodowe życie w Warszawie, gdzie ona jest malarką, a on doktorem medycyny wykładającym na uniwersytecie. Plany ulegają jednak szybkiej zmianie, bo jak nie oprzeć się pięknu mazurskich krajobrazów? Oboje zakochują się w ciszy i spokoju nowego domu i szybko podejmują decyzję o przeprowadzce. Zaczynają nowe życie we wsi Panistruga, która oprócz urokliwej okolicy oferuje im wiele ciekawych przeżyć, dostarczanych przez jej mieszkańców. Tutaj obudziło się moje skojarzenie z "Ranczem" powstałym długo po "Siedlisku". Klimat i żart miejscami wydawał mi się  bardzo zbliżony. A że mieszkańcy Panistrugi to wielkie indywidualności, to pewne i niepodważalne. Każdy z nich zaskarbia sobie sympatię czytelnika, często z bohatera drugoplanowego przeistaczając się w głównego.

Czym "Siedlisko" wygrywa z innymi opowieściami typu "wyjeżdżam na Mazury, otwieram pensjonat i żyję długo i szczęśliwie"? Przede wszystkim tym, że było pierwsze... Jest to opowieść o ludziach dojrzałych, którzy cieszą się jesienią życia bez wzajemnych kłótni i pretensji, za to z wielką miłością i oddaniem. Marianna i Krzysztof to para, która mogłaby być wzorem dla wielu ludzi, którzy zapominają jak ważne jest wzajemne zrozumienie i szacunek.
Po raz kolejny zachwycona jestem pisarstwem Janusza Majewskiego. Omawiana lektura znacząco różni się od czytanej wcześniej "Małej matury", jednak po raz kolejny autor mnie oczarował, tym razem do tego stopnia, że nie chciałam, żeby "Siedlisko" się skończyło, bo to taka ciepła i kojąca historia...

Gorąco polecam, zarówno książkę, jak i serial.

sobota, 7 kwietnia 2012

Zofia Nasierowska, Janusz Majewski "Fotografia smaku"


Tak się złożyło, że postanowiłam napisać o tej książce w czasie przygotowań do Świąt Wielkanocnych. A jest to pozycja, która aż się prosi aby z niej skorzystać i stworzyć rodzinny świąteczny obiad. "Fotografia smaku" zachwyciła mnie już w momencie kiedy wzięłam ją do ręki. Piękne, stylizowane wydanie, tasiemka do zaznaczania strony, ilustracje, treść... po prostu wszystko zachwyca. Nawet cena (można dostać już za ok. 31 zł) przy tym co otrzymujemy wydaje mi się być za niska! Duet małżeński Zofia Nasierowska i Janusz Majewski stworzył nie tylko ucztę dla ciała, ale i duszy. "Fotografię smaku otwiera wywiad z panią Nasierowską, która opowiada nam o swoim zamiłowaniu do gotowania i przyjmowania gości. Rozmowa jest swoistą podróżą w czasie. Znana fotografka wraz z mężem reżyserem i pisarzem przyjmowali w swoim domu, na obiadach śmietankę kulturalną Polski. Pani Zofia raczyła pisarzy, reżyserów czy aktorów obiadami powstałymi na bazie babcinych przepisów. Oczywiście jak każda kucharka, ulepszała i wzbogacała poszczególne receptury, wypracowując swoją własną niepowtarzalną i smakowitą kuchnię.

Pozycja składa się z dwudziestu czterech obiadów dla tych, którzy lubią i nie lubią przyjmować gości. Każdy rozdział to przystawka, zupa, danie główne i deser, a poprzedzony jest smakowitym i często lekko żartobliwym wstępem.
W moim piekarniku aktualnie spoczywa schab ze śliwką według przepisu ze strony 139 i zdradzę, że pachnie genialnie, podejrzewam, że smak będzie taki sam. Czytając poszczególne przepisy, odkryłam też kilka mini porad, których stosowanie wzbogaca moje prywatne przepisy. Niewątpliwym plusem "Fotografii smaku" jest to, że dania tworzone przez autorkę to przede wszystkim tradycyjne potrawy, które urozmaicone o jakiś dodatkowy składnik, albo "sztuczkę" zyskują całkiem nowy, lepszy smak, a produkty niezbędne do przygotowania są dostępne w każdym sklepie.

Czy zachęciłam Was już wystarczająco? Jeśli nie, to zaprezentuję jeszcze kilka zdjęć wnętrza książki... Ryciny zamieszczone w tej pozycji pochodzą z wydanej w 1935 roku "Nowoczesnej kuchni domowej".




"Fotografia smaku" awansowała na moją ulubioną książką kucharską. Warto mieć na półce, korzystać i cieszyć się pyszną, domową kuchnią.
Gorąco polecam!

piątek, 17 czerwca 2011

Janusz Majewski "Mała matura"


Ominęła mnie jakoś zawierucha związana z filmem Janusza Majewskiego, o książce usłyszałam też stosunkowo niedawno, a zainteresowałam się nią, za sprawą szaty graficznej i okładki. Najzwyczajniej w świecie "wpadła mi w oko".

"Mała matura"to jedna z tych pozycji, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Podzielona jest na trzy części. Pierwsza - "Słodkie lata" opisuje dzieciństwo Ludwika Taschke, w pięknym przedwojennym Lwowie. Ta część pełna jest ciepła i pozytywnych emocji. Opisuje beztroskie lata wczesnego dzieciństwa i stanowi wstęp do późniejszych, tragicznych wydarzeń wojennych. Lwów widziany oczami małego chłopca, to piękne wielojęzyczne i wielonarodowe miasto. Ludwik pochodzi z dobrego domu, niczego mu nie brakuje, rodzice go kochają i jedynym jego problemem staje się młodsza, apodyktyczna siostra Hania.
Życie zmienia się wraz z nadejściem wojny. Na początku uderzyło mnie to, jak niewiele różniły się wspomnienia z czasów wojny od tych wcześniejszych. Owszem pojawiały się momenty kiedy był świadkiem zła, ale było tego niewiele i jako czytelnik nie odczułam grozy śmierci. Aż do momentu kiedy dotarło do mnie, że właśnie te, wydawać by się mogło, sporadyczne "przypadki" odzwierciedlają to co w wojnie najgorsze. Nie wiadomo czego i po kim się spodziewać. Ludwik jako mały chłopiec widział rzeczy, jakich widzieć nie powinien i które prawdopodobnie na zawsze zmieniły jego wizję rzeczywistości. Okupant, zabiera jemu i rodzinie nie tylko dobra doczesne, ale odziera z tego co najpiękniejsze - beztroskiego dzieciństwa, które już się nie powtórzy. I właśnie świadomość, że dzieci stają się świadkami wydarzeń, dla ich niewinnych oczu nieprzeznaczonych, budzi największy smutek.
Trzecia część książki stanowi wspomnienia z powojennego Krakowa, gdzie Ludwik wraz z rodziną się przeniósł. To właśnie w tym mieście Ludwik przezywa pierwsze miłostki, odkrywa swoją seksualność, dojrzewa. W gimnazjum spotyka go wiele zabawnych historii, przy których my czytelnicy nieraz się uśmiechniemy, ale uderza w niego również brutalna rzeczywistość komunistycznego państwa.

Siłą "Małej matury" jest język, jakim została napisana. Bez zbędnych ozdobników, ale bardzo celnie trafiający w odbiorcę. Kiedy trzeba wulgarny, z dużą ilością przekleństw, kiedy indziej zaopatrzony w odpowiedni lwowski akcent... Książka jest zrazem sagą rodzinną, opowieścią o dorastaniu i pozycją opisującą lata wojny i okupacji. Historię w niej opisaną, prawdopodobnie można by przyrównać do wielu podobnych, a Ludwik jest przykładem chłopca podobnego do innych, których najlepsze lata młodości przypadły w tym smutnym okresie dla kraju.

Chyba mam ostatnio szczęście w doborze lektur, ponieważ czego nie wezmę do rąk, po prostu mi się podoba. Pozycja Janusza Majewskiego pochłonęła mnie i niemal każdą wolną chwilę poświęciłam na jej lekturę. Jedyne, czego mogłabym się "uczepić", to duża ilość błędów i literówek, ale w żadnym stopniu nie umniejsza to wartości tekstu.

Nie sposób oddać w recenzji całego klimatu tej książki, dlatego polecam każdemu, kto ma ochotę na dobrą i wartościową lekturę!

Baner