Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 sierpnia 2011

Sidonie Gabrielle Colette "Małżeństwo Klaudyny"


Doczekałam powrotu Klaudyny z Montigny!
Przy poprzedniej części narzekałam, że Klaudyna straciła trochę ze swojej przebojowości, stała się wręcz smętna i melancholijna, w tej nadrabia z nawiązką!

Po ślubie z Renaudem i trwającej kilkanaście miesięcy podróży poślubnej, podczas której młoda mężatka odwiedza między innymi dawną szkołę i miejsca młodzieńczych psot, młode małżeństwo wraca do Paryża. Klaudyna nie potrafi się jednak odnaleźć, nie czuje się w domu swojego męża, jak w swoim domu. Zaczyna dostrzegać skazę na idealnym wizerunku małżeństwa, nudzą ją codzienne obowiązki, nie lubi przyjmować gości, czy chodzić do teatru.
Renaud traktuje ją troszkę jak córuchnę, daje wszystko, rozpieszczając w ten sposób. Nie inaczej jest, kiedy na horyzoncie pojawia się urocza Rezi. Zarówno Klaudyna, jak i jej mąż nie mogą oprzeć się cudnemu stworzeniu. Rodzi się głęboka fascynacja, podszyta nutką erotyzmu, która udziela się całej trójce. Renaud podaje więc Klaudynie Rezi niemalże jak na tacy...

Colette po raz kolejny udowadnia, że swoją epokę wyprzedziła. Klaudyna może i jest dzisiaj lekko staroświecka, ale w dalszym ciągu potrafi zgorszyć czytelnika. W tej części otrzymujemy klasyczny trójkąt, gdzie każda z osób ma słabość do pozostałych i nie potrafi oprzeć się erotycznej pokusie. Pojawia się również fascynacja małżeństwa młodziutkimi dziewczynkami... wszystko bardzo, bardzo niepoprawne.

Trzecia część stanowczo lepsza od drugiej, Klaudyna znowu pokazuje pazura, niemniej straciła moją sympatię. Dalej jako bohaterka mnie fascynuje, ale już jej chyba nie lubię. Irytuje mnie jej zachowanie, denerwuje podejście do życia i męża. Ta, która zawsze ma tyle do powiedzenia, tym razem w odpowiednim momencie zapomniała powiedzieć "stop", co kończy się takim a nie innym finałem. Jakim? Koniecznie musicie się przekonać, bo nawet irytująca Klaudyna, to lektura godna uwagi!

.......................................................................................................

A "Klaudyna odchodzi" już 14.09.2011

środa, 27 lipca 2011

Sidonie Gabrielle Colette "Klaudyna w Paryżu"


Ach ta Klaudyna...!

Nadszedł czas na pożegnanie z ukochanym przez bohaterkę, miejscem dziecięcych przygód, młodzieńczych psot - Montigny. Uroczą, pełną lasów, łąk i wszelkiej zieleni mieścinę, trzeba zamienić na szary i ponury Paryż. Klaudyna, aby zrobić na złość koleżankom, godzi się na propozycję ojca i przeprowadza się do miasta. Szybko jednaj swej decyzji zaczyna żałować, co doprowadza ją do głębokiej depresji i choroby. Jakby miała mało problemów, Melania ścina jej piękne włosy! Dziewczyna nie potrafi się odnaleźć w nowym świecie.
Zmienia się trochę, kiedy poznaje ciotkę - siostrę ojca - i jej wnuka, cudnego Marcela. Chłopak jest jej równolatkiem i szybko znajdują wspólny język. Nie myślcie sobie, że coś między nimi zaiskrzy... Marcel ma przyjaciela... bliskiego przyjaciela - Charliego. Ma również ojca - Renauda, i to właśnie on sprawi, że młodej damie serce zabije mocniej.

"Klaudyna w Paryżu", to kolejna po "Klaudynie w szkole" pozycja Sidonie Gabrielle Colette opisująca losy zwariowanej, niezwykle świadomej, jak na swój wiek dziewczyny. Jednak, o ile w pierwszej części Klaudyna szokowała, a tyle w tej jakby straciła rezon. Pozostał jej wprawdzie cięty języczek, ale ubrana w sztywne kołnierzyki i dopasowaną spódnicę, czasami jest wręcz za grzeczna! Aż się prosi zawołać - Wróć Klaudyna z Montigny!
Za to zaskakuje nas Łusia, która z niewinnej dziewczynki, zmienia się w kobietę wyrachowaną, wykorzystującą ciało, dla pozyskania dóbr materialnych. Stanowi kontrast dla ugrzecznionej głównej bohaterki.

Pierwsza część była stanowczo bardziej niepoprawna i pikantna, w tej czegoś mi zabrakło, nie czytałam już z takimi wypiekami na twarzy jak wcześniej. Niemniej, nie mogę się już doczekać powrotu Klaudyna jako mężatki! Ciekawa jestem, jak z tą nową drogą życiową poradzi sobie dziewczyna posiadająca własne zdanie, nie dająca sobą manipulować, a żyjąca w czasach, kiedy kobieta za dużo do powiedzenia nie ma...

środa, 13 lipca 2011

Anna Gavalda "Pocieszenie"

Jestem całkowicie oczarowana. Po raz kolejny Anna Gavalda, sprawiła że na chwilę oderwałam się od szarej rzeczywistości i przeniosłam do klimatycznego Paryża i na malowniczą francuską prowincję, aby śledzić losy świetnie przez nią wykreowanego bohatera.

Charles, to paryski architekt dobiegający pięćdziesiątki, któremu włosy wypadają garściami. Mieszka ze swoją partnerka Laurence i jej córką Mathilde, często jednak wyjeżdża w sprawach służbowych i tak naprawdę w domu przebywa bardzo rzadko. Odbija się to na stosunkach z bliskimi, z czasem więzi się rozluźniają, a mężczyzna zaczyna odczuwać beznadzieję, popada w depresję, nie widzi sensu niczego. Jedynym jego światełkiem i radością jest nastoletnia Mathilde, córka która tak naprawdę nią nie jest. Córka, która kocha go, całą swoją dziecięca, a właściwie młodzieńczą już miłością. Córka, która słucha, mimo że stwarza pozory,obojętności. Córka, która poświęca wiele czasu i energii, aby zdobyć płaszcz, który był marzeniem młodości ojczyma. Córka, która po prostu ufa swojemu opiekunowi. To dla niej Charles trwa w związku bez uczucia.
Wszystko jednak zmienia się, kiedy otrzymuje list od najlepszego przyjaciela z dzieciństwa - Alexisa. Krótka informacja o śmierci matki dawnego kolegi zmienia bieg jego życia. Anouk i Charlsa łączyła dziwna więź i spora różnica wieku. To właśnie miłość do tej kobiety, wpłynęła na całe jego dorosłe życie.
Mężczyzna postanawia najpierw odnaleźć jej grób, a później Alexisa. I właśnie podróż, którą odbywa, aby rozliczyć się z przeszłością, otwiera przed nim niespodziewanie, niezwykłe perspektywy na przyszłość. Po spotkaniu z przyjacielem, poznaje Kete... Zwariowaną, pełną energii, wychowująca piątkę dzieci, zajmującą się mnóstwem zwierząt, ale mimo to samotną kobietę...
"(...) zdał sobie sprawę, że drogę "tam" odbył opętany śmiercią, a drogę "z powrotem" - zadziwiony życiem.
Jedna twarz nałożyła się na drugą i litera, która łączyła imiona ich obu, wstrząsnęła nim ostatecznie." (str. 445)

Powieść podzielona jest na dwie części. Pierwsza pesymistyczna, nostalgiczna i smętna, stanowi kontrast dla tej drugiej pełnej nadziei i ciepła. Przyznam szczerze, że przez kilkanaście stron miałam problem z aklimatyzacją, jednak Gavalda pisze tak, że już po chwili poczułam się jak widz, siedzący w wygodnym, teatralnym fotelu i spoglądający na scenę, gdzie waży się czyjaś przyszłość. Miałam ochotę chwilami podpowiadać bohaterowi co ma zrobić, pełnić rolę suflera...

Autorka, jak nikt inny, potrafi w jednej książce, pokazać tak różne oblicza miłości - młodzieńczej, do dziecka, czy też tej dojrzałej, nie tworząc jednocześnie mdłej i lukrowatej historii jakich wiele.
Tworzy też cudowny, francuski klimat. Bo nie sztuką jest umiejscowić akcję np w Paryżu, sztuką jest oddać czar tego miejsca i Gavaldzie się to udaje. Przynajmniej ja to czułam... Mimo że nie ma tu rozbudowanych opisów miejsc, to w mojej wyobraźni tworzył się wyraźny obraz, niczym z francuskiego filmu...

To już moja czwarta książka, tej znakomitej francuskiej autorki i czwarta która mnie oczarowała, którą pochłonęłam i na pewno przeczytam ponownie w przyszłości. Mam nadzieję, że szybko spod jej pióra wyjdą kolejne, ja z pewnością i bez wahana po nie sięgnę.
Polecam Wam z całego serca "Pocieszenie", jak i również pozostałe powieści Anny Gavaldy.

piątek, 27 maja 2011

Sidonie Gabrielle Colette "Klaudyna w szkole"

Na książkę Colette miałam ochotę od dawna, więc bardzo byłam rada, kiedy wydawnictwo WAB wznowiło cykl o Klaudynie, debiut literacki pisarki. Pierwsze wydanie ukazało się w roku 1900 i ze względu na treść wzbudziło sporo kontrowersji. Co ciekawe... Klaudyna czytana dziś, wcale nie trąci myszką, a jej ponadczasowa treść do teraz zakrawa o mały skandal.

Główna bohaterka, której dzienniki mamy okazję czytać (dużo w książce wątków autobiograficznych Colette i jej wspomnień ze szkoły) to rezolutna i zwariowana dziewczyna, która dojrzałością dawno przerosła swoje rówieśnice. Czyta książki nieodpowiednie dla swojego wieku i przede wszystkim wie i rozumie rzeczy, których rozumieć nie powinna. Żeby było ciekawiej, romansuje ze swoją nauczycielką, uroczą Aimee, która porzuca ją niestety dla dyrektorki. Romans Aimee i Panny Sergent, to główna atrakcja szkoły, ponieważ jest on niezwykle burzliwy, zaborczy i pełen zazdrości.
Klaudyna wychowuje się sama, ojciec jej, badacz ślimaczego życia nie ma wpływu na córkę, która podejmuje wszystkie decyzje dotyczące własnego wychowania. Niezwykle inteligentna i piękna dziewczyna wzbudza zainteresowanie również wśród męskiej części bohaterów. Podkochuje się w niej nauczyciel, zachwyca szkolny delegat.
Klaudyna prowadzi życie niezwykle intensywne i pełne zwariowanych wypadków.

Zastanawiam się, jak autorce udało się stworzyć ponad 110 lat temu książkę, którą czytając dziś nie jesteśmy w stanie się znudzić. "Klaudyna w szkole" po prostu pochłania czytelnika. Z wypiekami na twarzy czytałam kolejne strony z przygodami bohaterki i nie mogę się już doczekać "Klaudyny w Paryżu". Polubiłam niezwykle tę uroczą nastolatkę i podejrzewam, że wiele osób ma podobnie jak ja. Ponieważ Klaudyny nie da się nie lubić... jej ciętego języka, świetnych ripost i ogromnej wiedzy na temat życia.

Genialny obraz ludzi, bez masek narzucanych przez konwenanse, z wszystkimi słabościami i niedociągnięciami. Książka, kiedyś owiana skandalem, do dziś pozostaje bardzo niepoprawna. Chwała więc autorce, za stworzenie historii, która wygrywa z biegnącym czasu.
Polecam!

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Marcel Pagnol "Żona piekarza"


Co sprawia, że chcemy sięgnąć po książkę? Niewątpliwie okładka... taka po prostu bajkowa... (prawdopodobnie za sprawą rysunków, których twórcą jest Jean-Jacques Sempe, autor ilustracji do serii z Mikołajkiem)

Historia jaką zaserwował nam autor, też jest lekko oderwana od rzeczywistości...

Autor - Marcel Pagnol - prozaik, dramaturg, reżyser filmowy i teatralny.

Miejsce akcji - mała prowansalska wioska, gdzie wszyscy się znają. Jednak jak to w małych wioskach bywa, jest mnóstwo waśni, a każdy o każdym wie wszystko.

Bohaterowie:


Piekarz - Poczciwy człowiek po czterdziestce. Nie jest specjalnie bystry, czy przystojny, ale ma dobre serce. Sprowadza się do wioski i obejmuje stanowisko po poprzedniku, który się niestety powiesił. Nie potrafi przyjąć do wiadomości zdrady żony.

Piekarzowa - młoda, piękna i zdaje się nieszczęśliwa kobieta. Przyjeżdża wraz z mężem do wioski. Szybko wpada jej w oko pasterz.

Pasterz - młody i przystojny chłopak zatrudniony u Markiza. Przyjeżdża odbierać dla niego chleb... łatwo dostaje się pod urok piekarzowej.

Markiz - miejscowy arystokrata, ma duży wpływ na proboszcza i innych mieszkańców. Mieszka wraz z czterema "bratanicami".

Proboszcz - młody, pełen wręcz fanatycznych ideałów człowiek. Pozostaje w konflikcie z miejscowym nauczycielem (ten drugi nie czyta odpowiedniej prasy)

Nauczyciel - niedawno pojawił się w wiosce, po skończeniu seminarium nauczycielskiego. Dość liberalny w poglądach.

Mieszkańcy wioski - ludzie często ze sobą skłóceni, zapatrzeni we własne potrzeby, chcący po prostu zjeść chleb!

Akcja - Żona piekarza, kilka dni po sprowadzeniu się do wioski, ucieka z pasterzem. Piekarz odmawia dalszego wyrobu chleba i zalewa przysłowiowego robaka. Mieszkańcy wioski, żądni świeżego pieczywa, postanawiają sprowadzić piekarzową do stęsknionego małżonka.

Jako, że książka napisana jest w formie dramatu, tak i moje przedstawienie postaci i akcji dość nietypowe. Marcel Pagnol stworzył historię lekką, z dużą dawką humoru, którą się wręcz pochłania. Łatwo wczuć się w prowincjonalną atmosferę i przeżywać wraz z bohaterami "wielkie" rozterki. To taka świetnie napisana bajka dla dorosłych.
Czy historia zakończy się dobrze, a mieszkańcy dostaną chleb? Koniecznie musicie się przekonać sami!

poniedziałek, 21 marca 2011

Eric-Emmanuel Schmitt "Trucicielka"

Nie miałam w planie zakupu tej książki, nie mogłam się jednak oprzeć tej przepięknej okładce. Różni się to wydanie od poprzednich kolorystyką, tutaj oprócz standardowej bieli, obecnej przy poprzednich książkach Schmitta, mamy jeszcze stylową czerń. Do tego okładka nie jest błyszcząca jak do tej pory, a matowa. A postać kobiety skrytej za wachlarzem, po prostu czaruje...

"Trucicielka" to zbiór czterech opowiadań, z pozoru zupełnie różnych, jednak posiadających wspólny mianownik.


Tytułowe opowiadanie prezentuje nam starą kobietę, Marie Maurestier, wyniosłą mieszkankę niedużej wioski, oskarżoną swego czasu o zabicie swoich trzech mężów. Z pomocą prawnika udało jej się uniknąć skazującego wyroku i stanowi atrakcję turystyczną, z której żyją wszyscy mieszkańcy. Pewnego dnia do małej społeczności przybywa nowy, młodziutki proboszcz. Marie ulega fascynacji jego osobą i wykorzystuje swoją historię aby zawładnąć jego duszą... czy jednak jej się to uda?

"Powrót" to historia człowieka, który dostaje wiadomość o śmierci córki. Niestety nie otrzymuje informacji której, a posiada ich cztery. Targany wewnętrznie, przez różne uczucia, trzy dni zmaga się z sobą. Dociera do niego jak bardzo zaniedbał żonę i dzieci. Czy jednak będzie miał jeszcze szansę naprawy swoich stosunków z rodziną? Która córka już jego przemiany nie uświadczy?

"Koncert Pamięci anioła" to typowa opowieść o Kainie i Ablu. Tyle, że tu przybierają oni imiona Chris i Axel. Pierwszy zły i niegodziwy, drugi niezwykle dobry i wrażliwy. Pewnego dnia Axel ulega wypadkowi a Chris nie udziela mu pomocy, ponieważ ważniejsza jest dla niego wygrana. Po konkursie szybko wyjeżdża przeświadczony, że przyjaciel nie żyje. Z czasem zaczyna odczuwać coraz większe wyrzuty sumienia, co stanowi bodziec do jego przemiany. Staje się zupełnie innym człowiekiem. Niestety po 20 latach znów spotyka Axela, tyle że ten również się zmienił, jest wcieleniem zła. Co wyniknie z ich spotkania? Czy Chris ma szansę zyskać przebaczenie Axela?

"Elizejska miłość" to historia wielkiego uczucia i nienawiści Henriego i Catheriny, pierwszej pary Francji. Ona pewnego dnia odkrywa, że od dawna go nie kocha i wyznaje mu to. Od tej chwili ich wspólne pożycie zamienia się w piekła, które sobie na co dzień urządzają. Publicznie stanowią parę idealną, prywatnie nienawidzą się ponad wszystko. Ale przychodzi dzień kiedy okazuje się, że Catherine jest chora. Czy dla tej pary jest jeszcze ratunek?

We wszystkich czterech opowiadaniach spotykamy się z postacią Świętej Rity. W kościele katolickim jest czczona jako święta od spraw trudnych i beznadziejnych. Jest opiekunką wielu dzieł charytatywnych i bractw. Każdy z bohaterów Schmitta znajduje się w sytuacji niemal bez wyjścia, z której nie ma już odwrotu. Wydaje się, że już nic nie można zrobić i wtedy na ratunek może przyjść tylko święta.

Schmitt w swoich opowiadaniach pokazuje obraz miłości, ale takiej miłości która nie znajduje swojego odzwierciedlenia w drugiej osobie. Bohaterowie gubią się i nie potrafią wzajemnie odnaleźć, spotkać w jednym czasie w tym samym punkcie...

Autor po raz kolejny mnie oczarował swoją twórczością. Szczególnie "Elizejska miłość" poruszyła moje serce. Dlatego polecam ten zbiór z czystym sumieniem. A dodatkowym smaczkiem dla każdego czytelnika, na pewno będzie pamiętnik autora zamieszczony na samym końcu książki.

środa, 2 marca 2011

Francoise Sagan "Pewien uśmiech"


Może wyjątkowo, zacznę od kilku słów o pisarce. Francoise Sagan należy do grona największych postaci literatury francuskiej. Stworzyła ponad 40 powieści i sztuk teatralnych. Do tego miała niezwykle ciekawe życie. Uwielbiała szybkie samochody, nie stroniła od narkotyków i alkoholu. Zdarzyło się nawet, że została skazana na rok więzienia w zawieszeniu za posiadanie. Pod koniec życia została oskarżona o oszustwa podatkowe. Wszystkiemu winien był hazard, który namiętnie uprawiała. Nie pochwalam takiego stylu życia, ale autorka zainteresowała mnie swoją osobą

Po tę książkę pewnie nigdy bym nie sięgnęła, bo wybitnie odstrasza mnie okładka rodem z Harlequina, ale dzięki wyzwaniu francuskiemu wpadł mi w oko tytuł, później niewysoka cena (ostatecznie i tak dostałam ją w prezencie:)) i tak jakoś trafiła w moje ręce...

Jako, że czasami mam głupi zwyczaj zaczynania książki od ostatniej strony już na wstępie wpadł mi w oko cytat:

"Ale o co właściwie chodzi? Kobieta kochała mężczyznę. Banalna historia, nie ma z czego robić tragedii"

Tylko czy miłość może być banalna? nie wydaje mi się...

Dominika to młodziutka studentka, która spotyka się z Bertrandem i przede wszystkim strasznie się nudzi ... Tak, jej życie jest nudne, a ona sama zniechęcona. Wszystko zmienia się kiedy poznaje wuja Bertranda - Łukasza i jego żonę Franciszkę. Od pierwszej chwili coś ciągnie ją do starszego mężczyzny. Oboje prowadzą ze sobą grę, która ma być zarazem wielką przygodą bez zobowiązań. Życie dziewczyny nabiera bardzo szybko barw... Jednak przychodzi moment, kiedy zdaje sobie sprawę ze swoich uczuć. To co od początku miało być zabawą zmienia się w prawdziwe uczucie, niemożliwe do spełnienia.

Autorka przedstawia historię klasycznego trójkąta... a nawet czworokąta, jednak sposób w jaki to robi jest niebanalny. Coś co z pozoru jest zwykłym romansidłem, potrafiła odrzeć z tej zwykłości właśnie.
Wprawdzie nie do końca mnie ta historia poruszyła, nie wywołała we mnie jakichś głębokich emocji, to jednak muszę sama przed sobą przyznać, że coś w sobie miała.

Warto sobie sięgnąć po tę niewielką książeczkę i zapoznać z twórczością Francoise Sagan.
Polecam

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Philippe Grimbert "Tajemnica"


Ostatnio przypadła mi do gustu seria wydawnicza Kontrapunkt, Naszej Księgarni, prezentująca niezwykle ciekawe książki, często nagradzane i skłaniające do refleksji.
Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy na półce w bibliotece znalazłam "Tajemnicę" Grimberta.

Jest to historia małego Philippe, która dzieje się w powojennym Paryżu. Chłopiec jest dzieckiem niezwykle pięknych i wysportowanych rodziców. Sam jest wątły, chorowity i czuje, że rozczarowuje, szczególnie ojca. Chłopiec wyobraża sobie, że ma wspaniałego brata, który pasuje do obrazu jaki prezentują sobą rodzice. Stara się dzielić z nim wszystko.
W wieku piętnastu lat zwierza się ze swoich wątpliwości starej przyjaciółce rodziny Luizie, która zdradza mu tajemnicę z przeszłości. Od tego momentu, zmienia się jego spojrzenie na świat i rodziców...

Czuję się trochę oszukana, bo historia jest naprawdę dobra, ale mam wrażenie, jakby ją ktoś okroił, nie rozwinął niektórych wątków. Po prostu czegoś mi zabrakło. Wydawało mi się, że czytam suche sprawozdanie z czyjegoś życia, napisane bardzo surowym językiem.


Autor porusza tematykę II Wojny Światowej, obozów koncentracyjnych, prześladowań Żydów, jednak pisze o tym trochę na skróty, aż miałam ochotę krzyknąć "chcę więcej!". Niestety wspomnienia dotyczące tego smutnego okresu w dziejach rodziny pochodzą z głowy bądź co bądź dziecka, które na własnej skórze grozy tamtych czasów nie odczuło.
Historia Hanny i Simona, prosi się wręcz o to, aby ją rozwinąć. Niestety otrzymujemy tylko cząstkowe informacje o ich losie.

Grimbert skupił się na opisaniu wewnętrznych przeżyć dziecka, które mimo iż nie znało wojennej historii rodziny wewnętrznie czuło, że coś jest nie tak, czegoś w obrazie serwowanym przez rodziców brakuje. Mamy wgląd w psychikę małego chłopca, możemy obserwować jego lęki, niepewność, zazdrość wobec wyimaginowanego brata.

Mimo iż oczekiwałam dużo więcej po wątku wojennym, polecam przeczytanie, bo historia jest naprawdę bardzo ciekawa i godna uwagi.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Eric-Emmanuel Schmitt "Historie miłosne"




Od Jakiegoś czasu Schmitt znajduje się na mojej liście ulubionych pisarzy, dlatego bardzo chętnie sięgnęłam po "Historie miłosne", które stanowią zbiór ośmiu opowiadań.

Mamy do czynienia z tekstami znanymi już wcześniej jak np genialna "Tektonika uczuć", ale też zupełnie nieznanymi wcześniej.

Schmitt po raz kolejny udowadnia, że nie trzeba zapisać 300 stron, żeby przekazać czytelnikowi wartościowe treści.

"Marzycielka z Ostendy" to historia kobiety, która całe dnie spędza na fotelu przy oknie. W końcu postanawia opowiedzieć historię swojej wielkiej miłości do księcia. Rezygnuje ze szczęścia, aby przeżyć chwile zapomnienia. Ale miłość nie opuszcza jej aż do ostatnich dni.

"Zbrodnia doskonała" to moja ulubiona historia z tego zbioru... Pokazuje jak łatwo można zatracić wiarę w uczucie drugiej osoby. Wystarczy małe pomówienie czy kłamstewko a miłość przeobraża się w nienawiść.

"Kobieta z bukietem" to opowiadanie nie przemówiło do mnie w ogóle i gdybym miała je oceniać, uznałabym za najsłabsze w całym zbiorze.

"Odette Jakkażda" to z kolei opowiadanie przypadło mi niezwykle do gustu, bo chyba jako jedno z niewielu miało dość pozytywne zakończenie, a takie lubię najbardziej. Odette to zwykła kobieta, która zakochuje się w sławnym pisarzu.

"Piękny deszczowy dzień" nie potrafiłam zrozumieć bohaterki i chyba też nie zrozumiałam przesłania tego opowiadania. Niemniej jednak miłość Helene do Antoine chyba najbardziej mnie urzekła.

"Bosa księżniczka" tutaj miłość miała być lekarstwem i zapomnieniem dla chorej dziewczyny. Ta historia wydała mi się najbardziej smutna ze wszystkich.

"Wszystko czego potrzeba do szczęścia" historia mężczyzny, który kochał żonę, a jednocześnie miał drugą kobietę i trójkę dzieci. Niespełniony w małżeńskie ułożył sobie drugie życie, jednak mimo wszystko kochał żonę. Robił wszystko aby uszczęśliwić wszystkich, nie myśląc wiele o sobie.

"Tektonika uczuć" jak kilka nieporozumień może doprowadzić do rozpadu związku i zaniku miłości? Kilka nieopatrznych słów, wprawienie płyt w ruch i tragedia gotowa. Niezwykła historia...

Schmitt jak zwykle czaruje słowem i pokazuje różne oblicza miłości. Zakazana, prowadząca do zbrodni, niespełniona, młodzieńcza, miłość która przychodzi kiedy już zupełnie się jej nie spodziewamy. Całość czyta się szybko a lektura daje dużo przyjemności.

Książka jest naprawdę ładnie wydana, tylko szkoda, że tyle opowiadań powtarza się ze wcześniejszych zbiorów.

Polecam :)

A już 7 lutego ukaże się kolejny zbiór, tym razem czterech opowiadań pt. "Trucicielka"

wtorek, 21 grudnia 2010

Guillaume Musso "Ponieważ Cię kocham"




Czuję się w 100% usatysfakcjonowana :)
Jak to w przypadku Musso, zostałam całkowicie zaskoczona. Wydawało mi się, że już już wiem co się stało, a ostatecznie zakończenie okazuje się zupełnie inne niż w moich wyobrażeniach.

Mark i Nicole wiodą szczęśliwe życie. On jest psychologiem, ona skrzypaczką... mają śliczną córeczkę Laylę. Pewnego dnia Layla znika bez śladu, a ojciec dziewczynki spada na dno rozpaczy. Nie mogąc pogodzić z tym co się stało odchodzi od żony, porzuca dotychczasowe życie i staje się bezdomnym.
Pewnego dnia ratuje Nicole przed bandytą, który próbuje ją zabić. Jednak i tym razem żonie nie udaje się skłonić go do powrotu. Po kilku dniach Nicole dzwoni z informacją, że Layla żyje i została odnaleziona. Dzieje się to dokładnie 5 lat po jej zniknięciu. Mark pełen obaw leci na spotkanie z Córką. Tak zaczyna się jego podróż do wybaczenia i pogodzenia z życiem.
W czasie lotu samolotem, w życiu Marka pojawiają się jeszcze piętnastoletnia Evie i gwiazda brukowców Alyson. Losy tych trzech osób, a także Nicole i Przyjaciela Marka Connora są nierozerwalnie złączone

To moja druga książka Musso, i o ile w poprzedniej czynnik magiczny występował i był niewytłumaczalny, o tyle w tej magię można racjonalnie wytłumaczyć. Wszystkie wątki, które rozpoczął autor mają zakończenie i nie musimy się zastanawiać co by było gdyby. Zakończenie oczywiście niezwykle zaskakujące. Otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia. Nigdy nie wpadłabym na coś takiego...
Książkę czyta się jednym tchem. Mnie z przerwami zajęła niecałe 4 godziny :) Dlatego jeśli nie macie chwili, żeby usiąść i się zagłębić, to jej nie zaczynajcie ;) Nie można się oderwać :) Bardzo dobra powieść psychologiczna.

Polecam :)

niedziela, 19 grudnia 2010

Eric-Emmanuel Schmitt "Oskar i Pani Róża"


Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziesięcioletni Oskar nie wierzył, że to możliwe, aż do spotkania z tajemniczą panią Różą, która ma za sobą karierę zapaśniczki i umie znaleźć wyjście z każdej sytuacji... Piękna, mądra i niepozbawiona humoru opowieść o tym, jak pokonać strach, odnaleźć wiarę i nie poddać w obliczu nieszczęścia.







Nie będę pisać wiele... bo w zasadzie wszytko o tej książce było już napisane. Niesamowity jest Pan Schmitt, w każdej, nawet najcieńszej książeczce potrafi zawrzeć tak wiele uniwersalnych prawd życiowych

Dziesięcioletni Oskara przebywa w szpitalu z powodu białaczki. Niestety choroba wygrała ze słabym ciałkiem dziecka i Oskar umiera. Rodzicom trudno jest się z tym pogodzić dlatego nie potrafią się zbliżyć do syna i dać mu tego co potrzebuje. Czas z chłopcem spędza Pani Róża... nakłania go, żeby zaczął pisać listy do Boga. I właśnie z listów do Pana Boga dowiadujemy się jak wyglądały ostatnie dni Oskara. Dziesięcioletni chłopiec, uczy swoich bliskich jak żyć pełnią życia...

Schmitt między wierszami zawarł proste przesłanie... trzeba się cieszyć każdym dniem jaki dostajemy od losu, bo życie jest kruche i ulotne i w gruncie rzeczy nie wiemy kiedy się dla nas skończy.
Mały Oskar swoje ostatnie dni przeżył bardziej intensywnie niż większość ludzi całe życie. Nie potrafimy doceniać tego co mamy.

Cieszę się, że Oskar spotkał Panią Różę, która pomogła mu odnaleźć drogę do Boga i intensywnie przeżyć krótkie życie. Oby każdy z Nas miał szczęście spotkać na swojej drodze taką Różę.

Mimo, iż książeczka ma zaledwie 78 stron, czytelnik podczas jej lektury odczuwa całą paletę emocji, które dają do myślenia i skłaniają do refleksji.

Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać, to ja z całego serca polecam.

piątek, 12 listopada 2010

Eric-Emmanuel Schmitt "Pan Ibrahim i kwiay Koranu"


Kiedy mały Momo podkrada smakołyki w sklepie pana Ibrahima, nawet nie podejrzewa, że stary Arab, który tak naprawdę nie jest Arabem, stanie się wkrótce jego przyjacielem i duchowym przewodnikiem.
















Pan Ibrahim i kwiaty Koranu to moje pierwsze spotkanie z francuskim pisarzem i na pewno mogę już powiedzieć, że nie ostatnie...

O kunszcie autora powinno świadczyć to, że w niewielkiej ilości stron, zaledwie 63, potrafi umieścić i przekazać bardzo dużo wartościowych treści. Przeczytawszy pierwsze zdanie wiedziałam już, że książka mnie pochłonie i pozostanie w mojej pamięci na dłużej.

"Kiedy skończyłem jedenaście lat, rozbiłem swoją świnkę skarbonkę i poszedłem na dziwki"


Bohaterem jest jedenastoletni Mojżesz, który aby oszukać ojca i podkradać mu pieniądze, musi jednocześnie kraść konserwy u Pana Ibrahima, właściciela sklepu. Chłopiec, który czuje się odrzucony przez ojca, ciągle porównywany do idealnego, wymyślonego brata, nie ma pewności siebie i zatraca radość z życia.
Pan Ibrahim wkrótce staje się jego mentorem i duchowym przewodnikiem. Uczy go i przekazuje mu swoje doświadczenie życiowe. Pokazuje mu również, że szczęście jest w nim samym

Książka przekazuje nam w prosty sposób podstawową mądrość... To My sami decydujemy jak wygląda nasze życie. Każda podejmowana przez nas decyzja ma wpływ na to kim jesteśmy i kim się stajemy. Szczęście zależy od nas samych, nie od otoczenia zewnętrznego. Jeżeli nie chcemy być szczęśliwi, to nic tego nie zmieni.
Często zatracamy radość życia, a to jak nas ludzie odbierają w dużej mierze zależy od tego jak odbieramy samych siebie.

Schmitt w przystępny sposób przekazał nam ważną życiową mądrość. Książka momentami wzruszała i wyciskała łzy, ale w całym swoim przesłaniu niosła radość.
Ja już teraz wstępuję do grona jego wielbicieli :)

środa, 29 września 2010

Anna Gavalda "Kochałem Ją"


Powieść psychologiczno-obyczajowa. Chloe, matka dwóch córeczek, nagle opuszczona przez męża dla innej kobiety, nieoczekiwanie znajduje wsparcie u Pierre’a, swego teścia. Starszy pan ma swoją tajemnicę: podobnie jak jego syn, zakochał się przed laty, mając już rodzinę. Tyle, że nie zdecydował się odejść od żony, całe życie myśląc o ukochanej Matyldzie. Który z nich wybrał lepiej? Subtelna i poruszająca, napisana pięknym językiem opowieść o porzucających i porzucanych, o miłości i obowiązku.








To już trzecia książka Anny Gavaldy którą czytam i teraz jestem już przekonana, że z utęsknieniem będę wypatrywać każdej następnej. Bo jej styl po prostu pokochałam i od teraz jestem oddaną fanką ;)

"Kochałem ją" to ciekawe studium nad tym co czują osoby porzucające i porzucane. Chloe jest młodą kobietą z dwiema córeczkami, której mąż odszedł niespodziewanie do innej kobiety. Chloe cierpi, nie potrafi zrozumieć dlaczego ją to spotkało. Pocieszenie znajduje w osobie swojego teście Pierra. Opowiada on jej swoją historię, osoby porzucającej. Ponad wszystko pokochał on Matyldę, jednak nie miał odwagi opuścić żony i dzieci, czym skrzywdził siebie, ukochaną i całą rodzinę.

Ciekawe podejście do tematu, inne niż serwowane w większości książek. Brak tu jawnej krytyki dla osoby która porzuca rodzinę. Jest opisany stan jej uczuć, wyrzuty sumienia, smutek. Historia Pierra wzruszyła mnie niesamowicie, chociaż teoretycznie to on był tym złym, który zdradzał i chciał porzucić rodzinę...

Zaledwie 150 stron wystarczyło żeby opowiedzieć dwie historie i opisać dwa punkty widzenia... Polecam :)

wtorek, 21 września 2010

Anna Gavalda "Ostatni raz"


Ciepła, optymistyczna powieść psychologiczno-obyczajowa: wielka pochwała radości życia i siły, jaką może dawać miłość i oparcie w rodzeństwie. Powściągliwy Simon, mądra Lola i szalona Garance uciekają z wesela kuzyna, by spotkać się z Vincentem, czwartym z rodzeństwa. Po raz pierwszy od dawna są sami, bez dzieci i akuratnej, irytującej bratowej. Te chwile, pełne wspomnień i beztroskich przekomarzań, wyrwane dorosłej codzienności, dadzą im siłę, by stawić czoło własnym kłopotom... Lekki humor i doskonałe dialogi.






Moje pierwsze spotkanie z Anną Gavaldą to była książka "Po prostu razem", która niezwykle mnie zauroczyła :) postanowiłam więc sięgnąć po następne jej powieści... Teraz w ręce wpadło mi najnowsze dzieło Gavaldy "Ostatni raz" i po raz kolejny się zauroczyłam :) Chociaż książeczka niepozorna... zaledwie 120 stron...

"Ostatni raz" jest w zasadzie o wszystkim i o niczym... Trójka rodzeństwa wymyka się z przyjęcia weselnego i udaje do swojego brata na zamek. tam spędzają beztroski dzień wspominając dzieciństwo i ciesząc się sobą nawzajem :) Jestem pod wrażeniem uczucia jakim darzą się bohaterowie Garance, Lola, Simon i Vincent. Rzadko można spotkać taką zgodność i miłość wśród rodzeństwa. Książka symbolizuje przejście z jednego etapu życia do kolejnego. Napisana jest tak ciepłym językiem, że nie sposób się oderwać...

Naprawdę polecam!

niedziela, 19 września 2010

Guialume Musso "Wrócę po Ciebie"


Ethan ma wszystko. Jest słynnym psychologiem, jego książki rozchodzą się w gigantycznych nakładach, uwielbiają go media i czytelnicy. Bogaty, szczęśliwy, żyje w bezproblemowym świecie, nie trudząc się rachunkami sumienia... Pewnego dnia Ethan budzi się na swoim jachcie obok przepięknej rudowłosej kobiety, której w ogóle nie pamięta. Zmieszany i przerażonym, opuszcza łódź, by odkryć, ze w nocy ktoś wgniótł maskę jego samochodu. Zadając sobie pytania, co właściwie miało miejsce ostatniej nocy, mężczyzna ucieka do zacisza własnego biura. Tam czeka już na niego nieznajoma nastolatka, która domaga się pomocy... Wystarczy kilka minut nieuwagi Ethana, a dziewczyna popełnia samobójstwo. Życie znanego psychologa zaczyna się walić, koszmar goni koszmar. Czy to los uwziął się na Ethana, czy też ktoś stara się coś uświadomić tkwiącemu w kokonie samozachwytu mężczyźnie? Zakończenie okaże się zaskakujące nie tylko dla bohatera, ale również dla czytelnika!

To był moje pierwsze spotkanie z piórem Pana Musso i na pewno nie będzie ostatnie.

Ethan jest człowiekiem który ma wszystko, oprócz prawdziwego szczęścia. Osiągnął pozycję, pieniądze, sławę, a mimo to popada w depresję...
Ta książka to współczesna bajka w której człowiek dostaje drugą szansę, na naprawę tego co wcześniej zepsuł. Trochę na początku skojarzyło mi się to z "Opowieścią wigilijną", albo z filmem "Dzień Świstaka" tyle że u Musso zakończenie jest niezwykle zaskakujące :)
Książka na pewno zmusza do myślenia... Ja sama zastanawiałam się długo co zmieniłabym, gdybym dostała od losu drugą szansę. Jednak Musso udowadnia w przewrotny sposób,że nie zawsze można wygrać z przeznaczeniem.

Bardzo podobała mi się konstrukcja powieści, która została podzielona na trzy części a w każdą z nich oprócz bieżących wydarzeń zostały wplątane epizody z przeszłości które ukształtowały charakter Ethana...

Polecam, bo książkę czyta się bardzo szybko, (ja sama nie zauważyłam w ogóle upływu stron) i przede wszystkim przyjemnie :)

piątek, 10 września 2010

Anna Gavalda "Po prostu razem"


Nerwowa, poturbowana przez życie Camille, zakompleksiony arystokrata Philibert, gburowaty kucharz Frank i jego babka Paulette. Tych czworo ludzi, których z pozoru wszystko dzieli, dziwnym zbiegiem okoliczności zamieszkuje razem. Poznając się, nieoczekiwanie odkrywają własne i cudze zalety, i prawdziwe piękno życia...









Przeczytałam książkę po prostu razem i od razu sięgnęłam po film, żeby móc sobie zrobić małe porównanie.

Książka niesamowicie mnie wciągnęła. Przeczytałam ją w ciągu jednego nudnego dnia w sklepie i wyjątkowo nawet klienci nie potrafili mnie oderwać od lektury (wiem, to nieuprzejme, ale jakoś nie umiałam inaczej)
Historia jest niezwykła... czwórka ludzi, których nic nie łączy, poturbowanych przez życie... Camille, maltretowana psychicznie przez matkę dziewczyna po przejściach, Philibert, niezwykle nieśmiały i jąkający się na każdym kroku arystokrata, Frank, zawsze zmęczony i znerwicowany kucharz i na koniec perełka... babcia Francka Paulette, przeurocza starsza Pani, którą cała trójka się opiekuje.
Philibert Pewnego wieczora, a właściwie nocy zabiera chorą Camille z jej malutkiego mieszkanka na poddaszu,do swojego wielkiego mieszkania które dzieli z Franckiem... I tak zaczyna się znajomość, która odmieni życie każdego bohatera na zawsze.
Najbardziej wzruszyła mnie czułość i troskliwość Camille wobec starszej Pani. Dziewczyna bez zająknięcia myła ją, rozmawiała z nią, chodziła na spacery itd:)
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Gavaldy, i na pewno nie ostatnie :)

Film dość dobrze odzwierciedla książkę, jednak jak to w filmie, coś trzeba było pominąć i niestety była to historia życia Camille między innymi. Gdybym nie czytała książki, chyba niektóre sceny byłyby dla mnie lekko niezrozumiałe :)

Baner