Jak pisałam tydzień temu, spędziłam kilka, a dokładnie pięć, dni w Zakopanem. Jechać miała siostra z chłopakiem, niestety mogła tylko w weekend, dlatego resztę opłaconego czasu w stolicy Tatr spędzałam ja ;)
 |
| Widok z przełęczy pod Kopą Kondracką |
Przyjechałam w poniedziałek późnym wieczorem, dlatego wtorek spędziłam na chodzeniu bez celu po okolicy, a później po Krupówkach (czy jest jakiś czas w roku, kiedy tam nie ma tłumu ludzi?!). Udało mi się prawie wpaść na Justynę Kowalczyk, która wybiegała z ośrodka Imperial i widziałam Stanisława Karpiela-Bułeckę (kuzyna tego sławniejszego - Sebastiana). Jeszcze zerknęłam na Wielką Krokiew i tyle z wtorku.
 |
| Nie wiem dokładnie co to za willa, ale bardzo mi się spodobała :) |
 |
| Kościół p.w. Św. Antoniego oo. Bernardynów |
W środę miałam mało ambitny plan, wjechania na Kasprowy Wierch kolejką i przejścia do Kopy Kondrackiej. Mało ambitne plany pokrzyżował wiatr, przez który kolejka była nieczynna. Musiałam więc szybko zmienić trasę i tak oto postanowiłam wybrać się do schroniska na Hali Kondratowej i tam pomyśleć co dalej. Dotarłam, pomyślałam... i postanowiłam... że cóż to dla mnie 500 m w górę... wejdę na przełęcz pod Kopą Kondracką, a stamtąd albo na Kopę, albo na Kasprowy Wierch. Tak więc rozpoczęłam mozolną wspinaczkę, przeklinając siebie i wszystko dookoła. Mój rytm... 3 kroki do góry, 3 minuty postoju nie wróżył niczego dobrego, ale o dziwo, jakimś cudem byłam coraz wyżej... I dopiero gdzieś na wysokości 1700 m.n.p.m. poczułam dlaczego kolejka z powodu wiatru była nieczynna. Halny, którego doświadczałam zwalał z nóg. Kiedy wiał prosto w twarz, miałam wrażenie jakbym oddychała pod wodą. Tak więc walczyłam nie tylko z sobą, ale i z silnym wiatrem. Kiedy dotarłam na przełęcz, od razu stwierdziłam, że dalsza wycieczka nie ma sensu. Wiatr nie pozwalał siedzieć, a co dopiero chodzić. Szkoda, byłam już naprawdę wysoko (1863 m.n.p.m.) miałam siły i ochotę na dalszą wycieczkę i zdobywanie szczytów. Niestety... człowiek z naturą nie wygra. Zeszłam więc tą samą drogą do schroniska, po raz kolejny walcząc z wiatrem.
 |
| Giewont widziany z przełęczy pod Kopą |
 |
| Przełęcz pod Kopą Kondracką |
 |
| Ja :) Trzymam się prosto chociaż wiatr próbuje mnie złamać ;) |
 |
| A tak wyglądali ludzie próbujący chodzić... |
 |
| Widok z przełęczy na Tatry wysokie |
 |
| Schronisko na Hali Kondratowej |
 |
| A tędy wiodła trasa mej wycieczki :) |
W czwartek dotarła do mnie siostra z chłopakiem, a ponieważ moje nogi odczuwały trud wspinaczki z dnia poprzedniego, to po raz kolejny przeszłam się Krupówkami, wjechałam na Gubałówkę (aż wstyd się przyznawać) i odpoczywałam :)
 |
| Widok z Gubałówki |
Piątek to dzień mojego wyjazdu, ale do południa zaplanowaliśmy chodzenie po Dolinie Kościeliskiej. To chyba najciekawsza, z tatrzańskich dolin. Masa jaskini (polecam Mylną, można się tam przez moment poczuć jakby się było grotołazem :D), przepiękny Smreczyński staw z cudowną panoramą w tle i góry, miejscami przypominające bieszczadzkie połoniny. Całość psuje tylko cała masa "dziwnych" turystów. Szpilki i lans przede wszystkim. No i zastanawiam się, jak można rezygnować w połowie trasy! Modzi ludzie, nie dają rady dojść po raczej płaskiej drodze do schroniska... coś jest nie tak :)
 |
| Smreczyński Staw |
 |
| Widok ze schroniska na Hali Ornak |
 |
| Lisek, który nie boi się ludzi i kradnie im kanapki |
Podsumowując... zmarnowałam dwa dni z powodu niesprzyjających warunków i żałuję, że tak mało chodziłam po wysokich górach. O dziwo, myślałam że z kondycją kiepsko, a okazało się że tempo miałam nawet dobre a i sił dużo. Trochę też za ostro zaczęłam, co skończyło się zakwasami, które prawdopodobnie jeszcze kilka dni będą trzymać. Wyjazd udany, Tatry piękne, ludzie irytujący... to tyle o urlopie.
Żeby nieco ożywić facebookowe konto Magii książki, postanowiłam zorganizować tam konkurs. Do wygrania książka "Jeszcze jeden dzień" Fabio Volo. ZAPRASZAM! (KLIK)
A jutro recenzja książki, która mi w Zakopanem towarzyszyła...