Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Potaczała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Potaczała. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 czerwca 2013

Bieszczadzkie lato z książką w Sanoku

Jako że Sanoka mam rzut beretem (prawie 350 km), nie mogło mnie tam nie być :) W końcu to okazja do spotkania cenionych przeze mnie autorów i odwiedzenia zakątków które lubię...

Stoiska wydawnictw (w niewielkiej liczbie) umieszczone zostały w namiocie na sanockim rynku. Niestety namiot był mały i bardzo wąski, przez co przystanięcie przy konkretnym stoisku nie należało do najprzyjemniejszych. 
Spotkania z autorami odbywały się w Miejskiej Bibliotece Publicznej (trafić do niej graniczyło w moim przypadku niemal z cudem!), Biurze wystaw artystycznych (to na szczęście znajdowało się tuż przy namiocie), Muzeum historycznym i Hali Arena (tam mnie już niestety nie było).

Wśród zaproszonych autorów znaleźli się: Sławomir Koper, Eustachy Rylski, Renata Piątkowska, Krystyna Sieniewicz, Janusz Majewski, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Stefan Sczepłek, Jerzy Iwaszkiewicz, Marek Przybylik, prof. Jerzy Bralczyk i Krzysztof Potaczała. Szczególnie ten ostatni znajdował się w kręgu moich zainteresowań, ale po kolei...

Po odnalezieniu biblioteki (oczywiście kiedy już zwątpiłam, że ją znajdę i zaczęłam odwrót ;)) przysiadłam aby posłuchać Pana Eustachego Rylskiego. Dużo było o zazdrości, Januszu Głowackim i ostatniej książce "Obok Julii". Spotkanie ciekawe i bardzo udane. Następnie`postanowiłam sobie trochę po Sanoku pochodzić, a zanim się obejrzałam... spóźniłam się na spotkanie z Panią Małgorzatą Gutowską-Adamczyk. A że ludzi mnóstwo, to pozostało stanie na korytarzu. Podobna historia spotkała mnie z Jerzym Bralczykiem (spóźnienia to moja specjalność) i niestety nie mogłam posłuchać słów profesora, a chyba zabawnie było, gdyż na sali co chwilę słychać było wybuchy śmiechu.
Na spotkanie z Krzysztofem Potaczałą przybyłam dla odmiany z wyprzedzeniem. Nie zawiodłam się... Jak autor pisze, tak też mówi i chociaż wiele historii znałam już z książki "Bieszczady w PRL-u 2", to miło było posłuchać ich płynących z ust autora.

Cała impreza raczej niewielkich rozmiarów w porównaniu z Targami chociażby w Katowicach (bo do Krakowa czy Warszawy nawet nie ma co porównywać), cieszy jednak że nawet w Sanoku (gdzie bociany podobno mają pętlę ;)), można zorganizować święto książki, które z pewnością cieszy lokalnych miłośników literatury i przyjezdną Ślązaczkę, czyli mnie :)

Do zobaczenia za rok Sanoku  :)





Eustachy Rylski

Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Wnętrze cerkwi Świętej Trójcy w Sanoku

Cerkiew Świętej Trójcy w Sanoku

Autorka bloga, przy sanockim zamku ;)

Namiot ze stoiskami wydawnictw

Prof. Jerzy Bralczyk (bokiem)

Właściciel Wydawnictwa Bosz, organizatora BLzK - Bogdan Szymanik

Krzysztof Potaczała





I na koniec moje zakupy: Mini przewodnik po Lwowie, "Bieszczady w PRL-u" i "Od Rzezi Wołyńskiej do Akcji "Wisła""

wtorek, 28 maja 2013

Krzysztof Potaczała "Bieszczady w PRL-u 2"


 Zawsze z wielką radością sięgam po wszystko co dotyczy Bieszczad, ponieważ pokochałam ten zakątek miłością wielką i wydaje mi się troszkę odwzajemnioną. Jednak miejsca, które znam są dziś przepełnione turystami, goniącymi za atrakcjami zawartymi w przewodnikach, pędzącymi w poszukiwaniu kolejnych "wrażeń", które można uwiecznić na zdjęciu i szybko zapomnieć. Nawet chodzenie po górach ma dziś inny wymiar. Za wyjście poza szlak łatwo zgarnąć mandat, a na połoninach stoją umundurowani panowie z Bieszczadzkiego Parku Narodowego, sprawdzający bileciki i niepozwalający nawet kroku uczynić w niewłaściwym kierunku. Troszkę tracą ze swojego niegdysiejszego wędrownego uroku Bieszczady, szczególnie w sezonie, kiedy turystów jest na pęczki, a miejscowości takie jak Cisna, Wetlina czy Ustrzyki Górne bądź Dolne przeżywają najazd ludzkiej szarańczy. Być może wstęp ten brzmi jak wyrzut, ale nim nie jest! Pragnę po prostu nawiązać do pozycji, która przenosi nas w czasie do lat 70-tych i pokazuje inne zupełnie realia, niezaludnione jeszcze miejsca i piechurów dopiero odkrywających Bieszczady.  

Krzysztof Potaczała jest mieszkańcem regionu i bardzo dobrym gawędziarzem, który w znakomity sposób sprzedaje nam wiele historii, które miały miejsce w PRL-u a dziś z pewnością nie miałyby racji bytu. Autor odkrywa przed nami tajemnicę dwóch pomników generała Świerczewskiego w Jabłonkach i kościółka w Nowosiółkach, wybudowanego w ciągu jednej nocy przy świetle latarek, za to przy współpracy całej wioski; czy też pociągu relacji Zagórz-Przemyśl i Zagórz-Warszawa kursującego przez terytorium ZSRR. Historie z pozoru mało interesujące, ale opowiedziane tak, że nie sposób się od nich oderwać. Z pewnością autor ma dar tworzenia czegoś z niemalże niczego.

Miłośników Bieszczad z pewnością zainteresują opowieści o powstaniu Chaty Socjologa na Otrycie, czy też o inicjatywie Olgierda Łotoczki zbudowania na gruntach Łopienki studenckiej wioski skansenowej, lub pomyśle Wieńczysława Nowackiego o stworzeniu ośrodka dla narkomanów w Caryńskiej dolinie. Wyłania nam się obraz zupełnie innych, różniących się od tych współczesnych Bieszczad.
Wszystkie te historie mają jednak wspólny mianownik - PRL. Czasy trudne, lecz z pewnością nie nudne, w których często absurd poganiał kolejny absurd, a  władza starała się mieć oko na wszystko i jak najbardziej uprzykrzyć życie jednostkom wykazującym idee sprzeczne z jej pomyślunkiem. W tych niełatwych czasach, zadziwiająca była niebywała ludzka solidarność. Obrazuje ją świetnie opowieść zatytułowana "Dla siebie i ludowej ojczyzny", o ludziach, którzy własnymi rękami tworzyli trasy narciarskie, wyciągi i inne obiekty mające służyć w przyszłości całej społeczności lokalnej. Kościół w Nowosiólkach również nie miałby racji bytu, gdyby nie ludzka praca i oddanie sprawie.

Krzysztof Potaczała zauroczył mnie swym stylem. Poczułem się podczas lektury, jakby ktoś przeniósł mnie w inne miejsce i czas. Wszystkie historie autor okrasił ogromem archiwalnych fotografii, które znajdziemy na niemal każdej stronie. Gros ich pochodzi ze zbiorów autora, który jest niemym bohaterem wielu opowieści. Z pewnością jest to pozycja, która zadowoli każdego miłośnika Bieszczad i ubogaci wiedzę o życiu w PRL-u. Gorąco polecam!


4 czerwca 2013 roku odbędzie się w Warszawie spotkanie z autorem. Jeżeli opowiada tak jak pisze, to z pewnością będzie to niesamowite przeżycie.

Południk Zero
ul. Wilcza 25, Warszawa
godz. 18

Baner