
Był sobie złodziej. Taki wybrał zawód. Okradał bogatych, nie rozdawał biednym. Nigdy nie wpadł. Aż do tego feralnego dnia. Kiedy wychodził z mieszkania, które właśnie obrobił, ktoś już na niego czekał...
Jedno wiem na pewno... w ciemno sięgnę po każdą kolejną książkę pana Skowrońskiego :)
"Był sobie złodziej"to historia, jak łatwo się domyślić, złodzieja Rafała. Bohater nie jest łasy na łatwe pieniądze, jest zawodowcem. Każdą akcję długo planuje i jest bardzo ostrożny. Jednak nawet największa ostrożność, nie uchroniła go przed dziwnym zbiegiem okoliczności... Zostaje wzięty za klienta, którego obrabiał i wplątuje się w mafijne zabawy...
Tyle po krótce o treści książki, Ci którzy czytali "Muchę" pewnie zauważą zbieżności... Ale wierzcie mi, Złodzieja czyta się równie dobrze jak Muchę i mimo, że pojawia się wspólny mianownik w postaci mafii, to historia jest inna i napisana z równie dużym rozmachem jak w przypadku kolejnej książki autora.
A w tej dużo się dzieje. Przede wszystkim po raz kolejny pojawiają się charakterystyczni Menele ;) Kto czytał "Muchę" ten wie o czym piszę ;) Autor wykreował plejadę barwnych postaci, które umieścił w szarej polskiej rzeczywistości. A jak wiadomo Polak potrafi :) Język powieści znakomicie dopasowany jest do postaci i sytuacji. I aż żal, że książka tak szybko się kończy... Co do zakończenie... bardzo mnie zaskoczyło.
To jest książka od której ciężko się oderwać, a wyobraźnia Pana Skowrońskiego czasami powala wręcz na kolana ;) Polecam z całego serca :)
