Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Czerniecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Czerniecki. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

Stefan Czerniecki "Cisza"



Stefan... Ach Stefan! Cóżeś Ty uczynił!? Czemuś zawładnął mym umysłem na czas lektury?! Czemuś zaraził niezdrowym wręcz entuzjazmem?! Poczyniłeś kolejną świetną książkę, która wśród innych jest niczym BMW wśród polonezów! Bo jakże to tak można? Tak z jajem, a w zasadzie całym koszykiem jaj, aż się człowiek dusi ze śmiechu czytając... No jak?!
Dość! Bo się zapędziłam. Nawiązując do jaj... Już kiedyś pisałam, że gdyby Stefan Czerniecki wydał książkę, w której znalazłabym sto przepisów na jajecznicę sięgnęłabym bez wahania. Wiem, że się nie zawiodę... I nie wynika to bynajmniej z wielkiej sympatii dla autora (taaa)... Stefan po prostu idealnie trafia w mój czytelniczy gust.

Wszystko zaczyna się jak w dobrym dreszczowcu... Jest strach i panika. Pierwszą stronę kończy stwierdzenie "zostaliśmy porwani". Po czym następuje początek opowieści, czyli moment wjazdu do Peru. A tam wraz z autorem zwiedzamy Limę, wypatrujemy Kondorów w Cruz del Condor, zachwycamy się Machu Picchu, czy też jesteśmy świadkami kolejnych zauroczeń Stefana... A na deser... Treking po pięknych, chociaż nie rozpieszczających pogodą Andach. Całą peruwiańską wycieczkę psuje niestety wydarzenie opisane powyżej, tuż przed przekroczeniem granicy ze zdecydowanie bardziej przyjaznym Ekwadorem...
Ten z kolei na dzień dobry wita szumem oceanicznych fal i drinkami z palemkami. Macie może ochotę na "miętowego słodziaka"?
"...Ekwador to Ameryka Południowa w pigułce"
"Pacyficzne, upalne wybrzeże dzieli od ośnieżonych stożków wulkanicznych sięgających ponad 6000 metrów nad poziomem morza nie więcej jak 150 km w linii prostej (!). Wschodnie stoki tak zwanej Alei Wulkanów porasta już natomiast górska odmiana wiecznie zielonego lasu deszczowego. Wystarczy kolejne 100 km, by znaleźć się w zupełnie dzikim, nietkniętym ludzką ręką, zielonym zakątku dorzecza Amazonki. Ekwador stanowi perłę południowoamerykańskich pejzaży."

I tyle w temacie. Bo czy ten cytat nie zapowiada kolejnych niezapomnianych chwil? Muszę jednak przyznać, że część o Ekwadorze, zdecydowanie krótsza niż ta o Peru, pozostawiła pewien niedosyt! Żądam więcej! Tylko może tym razem bez scen z trącaniem kijem bardzo jadowitego węża... 

Oczywiście na sam koniec napiszę banalnie, że mi się bardzo podobało i w ciemno kupię kolejną książkę (Ty ją Stefan pisz, żeby na następne targi książki było mi co sprzedać!).



wtorek, 4 czerwca 2013

Stefan Czerniecki "Dalej od Buenos"


Podczas Targów Książki w Krakowie w 2011 roku (ależ ten czas szybko biegnie!), kompletnie wyczerpane, obładowane zakupami, trafiłyśmy z Kingą na stoisko wydawnictwa Bernardinum... A tam był On! Pierwszy rzut oka na autora i wiedziałam, że kupię książkę. Od razu przyznaję, że nawet nie spojrzałam o czym pisze. Pozytywna aura bijąca od osoby Stefana Czernieckiego spowodowała, że nie mogłyśmy przejść obok niego obojętnie. Nieśmiało podeszłyśmy do lady, za którą już czarował nas uśmiech Stefana (niestety podobno czarował tak wszystkie... ;)). No nie mogłam po prostu! Kupiłam bez wahania... Niechby i nawet w środku było sto przepisów na jajecznicę, czułam że nie będę żałować. Autor do tego okazał się dżentelmenem w każdym calu i ciężkie siatki z książkami dzielnie trzymał w czasie robienia pamiątkowych zdjęć!

Stu przepisów na jajecznicę w książce nie znajdziemy, za to odwiedzimy wraz ze Stefanem trzy kraje Ameryki Południowej: Argentynę, Chile i Boliwię, wraz z ich najpiękniejszymi zakątkami. Najważniejszym celem jest wielkie marzenie podróżnika; Cerro Torre, najrzadziej widoczny  szczyt świata. Stefan Czerniecki może mówić, że miał farta... Jemu góra pokazała się w całej okazałości, kiedy niektórzy muszą czekać na widok tygodniami! Jakie zakątki jeszcze odwiedzimy? Autor nie pozwala nam na chwilę wytchnienia... Walczymy więc z pogodą w patagońskim parku Torres del Paine, zastanawiamy się dlaczego Bariloche nazwane jest miasteczkiem w dolinie siedmiu jezior, chociaż autor naliczył się co najmniej dziesięciu, czy też próbujemy się opędzić od kleszczy i muszek w argentyńskim parku El Rey. Przeżywamy co rusz jakieś przygody i kibicujemy Stefanowi, gdy np. dopada go choroba wysokościowa w drodze pod Aconcaguę, lub zwątpienie po przekroczeniu boliwijskiej granicy. Jednak nawet wtedy sprzedaje nam swoje wrażenia z odpowiednią dozą humoru. A tego w tej książce naprawdę dużo! Czytałam jadąc autobusem i co chwilę wydawałam z siebie jakieś bliżej niezidentyfikowane pomruki. Naprawdę bawiłam się wyśmienicie!

Ameryka Południowa nie jest bynajmniej moim podróżniczym marzeniem, niemniej za sprawą "Dalej od Buenos" obudziła się we mnie ciekawość. Nie wiem czy dane mi będzie ją kiedyś zaspokoić, mam jednak na to sposób "zastępczy"... Pobiegnę do księgarni, zakupię najnowszą książkę Stefana Czernieckiego "Cisza", tym samym zasilę jego kiesę i wyczekiwać niecierpliwie będę kolejnych podróży i relacji z nich. Przynajmniej w ten sposób "zwiedzę" Amerykę Południową, jednocześnie uśmiechając się od ucha do ucha!

Strona autora: http://czerniecki.net/
Polecam!

No kto by się oparł takiemu zawadiackiemu uśmiechowi? :)



Baner