
Wszem i wobec ogłaszam, że mam nową wielką miłość. Troszkę się wprawdzie wiekiem różnimy, ale co tam... Lesio jak nic zawładnął moim sercem i pozostanę mu wierna do końca swych dni!
Do tej pory, moim numerem jeden, wśród książek Joanny Chmielewskiej było "Całe zdanie nieboszczyka", teraz zostało z wielkim hukiem zdetronizowane. Cały czas zastanawiam się... dlaczego u licha dopiero teraz "Lesio" wpadł w moje ręce!?
Po nieudanych spotkaniach z autorką, jakie zaliczyłam za sprawą "Gwałtu" i "Porwania" (ciekawe połączenie...) postanowiłam przeczytać coś, co przypomni mi, dlaczego tak bardzo uwielbiam Chmielewską! No i mam Lesia... a jakże, Lesio to ewenement na skalę światową, powinno się go chronić niczym dobro narodowe, otoczyć opieką i kolejnym pokoleniom podawać wprost do rąk, żeby każdy miał okazję do "spotkania" lekko ciapowatego, wiecznie bujającego w obłokach mężczyzny.
Cała rzecz zaczyna się w momencie, kiedy Lesio postanawia zamordować personalną, która wiecznie go dręczy i ściga z księgą spóźnień w ręku. Lesio uciemiężony boleśnie, żyje w wielkiej depresji, a tak prozaiczne rozwiązanie jak nie spóźnianie się zupełnie nie przychodzi mu do głowy... Pozostaje więc usunąć problem w inny, bardziej brutalny sposób. I tu uwaga... zdradzę Wam przepis (zawodny!) na to jak wyhodować gronkowca!
Należy zakupić kilka opakowań lodów i włożyć je do teczki z dokumentami (najlepiej tak, żeby umazać owe dokumenty bardzo dokładnie mazią, która powstanie po rozpuszczeniu). O teczce należy zapomnieć na kilka, lub kilkanaście godzin, aby gronkowce miały odpowiedni czas na rozmnożenie się. Po upływie ustalonych godzin należy lody przelać z teczki do opakowań i pozaklejać taśmą klejącą. Narzędzia przyszłej zbrodni należy włożyć do lodówki w celu odzyskania pierwotnej konsystencji. (autor przepisu zastrzega, że jest on prawie w 100% zawodny!)
"Lesio" to komediowy majstersztyk i mówiąc delikatnie (przepraszam za sformułowanie, ale tego inaczej nie da się ująć)... posikałam się ze śmiechu! Gronkowce, napad stulecia, ucieczka przed pociągiem, bomba budzikowa, garbata banda, to tylko niektóre z gagów jakie powaliły mnie na kolana (dosłownie!). Chmielewska jak nikt inny potrafi stworzyć tak absurdalne sytuacje i charakterystyczne postacie, że czytelnik długo zastanawia się nad tym, czy to aby na pewno fikcja literacka? Bo wszystko jest tak nieprawdopodobne, że wydaje się być po prostu prawdziwe (a sprzyjają temu lata w jakich rozgrywana jest akcja, gdzie papier toaletowy jest na wagę złota, no i Lesio istnieje naprawdę...). Genialne, lekkie pióro, które dostarcza nam niezapomnianych na długi czas wrażeń. Lesia z pewnością nie zapomnę do końca życia, a do lektury będę wracać za każdym razem, kiedy zepsuje mi się humor.
I Wam polecam! Jeżeli jeszcze nie mieliście przyjemności poznać Lesia, to koniecznie musicie nadrobić zaległość (ja to sprawdzę! :D)
Wydawnictwo: Kobra Stron: 361
Do tej pory, moim numerem jeden, wśród książek Joanny Chmielewskiej było "Całe zdanie nieboszczyka", teraz zostało z wielkim hukiem zdetronizowane. Cały czas zastanawiam się... dlaczego u licha dopiero teraz "Lesio" wpadł w moje ręce!?
Po nieudanych spotkaniach z autorką, jakie zaliczyłam za sprawą "Gwałtu" i "Porwania" (ciekawe połączenie...) postanowiłam przeczytać coś, co przypomni mi, dlaczego tak bardzo uwielbiam Chmielewską! No i mam Lesia... a jakże, Lesio to ewenement na skalę światową, powinno się go chronić niczym dobro narodowe, otoczyć opieką i kolejnym pokoleniom podawać wprost do rąk, żeby każdy miał okazję do "spotkania" lekko ciapowatego, wiecznie bujającego w obłokach mężczyzny.
Cała rzecz zaczyna się w momencie, kiedy Lesio postanawia zamordować personalną, która wiecznie go dręczy i ściga z księgą spóźnień w ręku. Lesio uciemiężony boleśnie, żyje w wielkiej depresji, a tak prozaiczne rozwiązanie jak nie spóźnianie się zupełnie nie przychodzi mu do głowy... Pozostaje więc usunąć problem w inny, bardziej brutalny sposób. I tu uwaga... zdradzę Wam przepis (zawodny!) na to jak wyhodować gronkowca!
Należy zakupić kilka opakowań lodów i włożyć je do teczki z dokumentami (najlepiej tak, żeby umazać owe dokumenty bardzo dokładnie mazią, która powstanie po rozpuszczeniu). O teczce należy zapomnieć na kilka, lub kilkanaście godzin, aby gronkowce miały odpowiedni czas na rozmnożenie się. Po upływie ustalonych godzin należy lody przelać z teczki do opakowań i pozaklejać taśmą klejącą. Narzędzia przyszłej zbrodni należy włożyć do lodówki w celu odzyskania pierwotnej konsystencji. (autor przepisu zastrzega, że jest on prawie w 100% zawodny!)
"Lesio" to komediowy majstersztyk i mówiąc delikatnie (przepraszam za sformułowanie, ale tego inaczej nie da się ująć)... posikałam się ze śmiechu! Gronkowce, napad stulecia, ucieczka przed pociągiem, bomba budzikowa, garbata banda, to tylko niektóre z gagów jakie powaliły mnie na kolana (dosłownie!). Chmielewska jak nikt inny potrafi stworzyć tak absurdalne sytuacje i charakterystyczne postacie, że czytelnik długo zastanawia się nad tym, czy to aby na pewno fikcja literacka? Bo wszystko jest tak nieprawdopodobne, że wydaje się być po prostu prawdziwe (a sprzyjają temu lata w jakich rozgrywana jest akcja, gdzie papier toaletowy jest na wagę złota, no i Lesio istnieje naprawdę...). Genialne, lekkie pióro, które dostarcza nam niezapomnianych na długi czas wrażeń. Lesia z pewnością nie zapomnę do końca życia, a do lektury będę wracać za każdym razem, kiedy zepsuje mi się humor.
I Wam polecam! Jeżeli jeszcze nie mieliście przyjemności poznać Lesia, to koniecznie musicie nadrobić zaległość (ja to sprawdzę! :D)
Wydawnictwo: Kobra Stron: 361

