"Każdy człowiek ma swój kolor, który otacza zarys jego postaci i wydziela wątłe światło jak aureola"
Tsukuru Tazaki całe swoje życie czuł się postacią bezbarwną i nijaką. Wokół otaczały go kolory, on sam nie posiadał jednak żadnej barwy. W liceum największą wartość miała dla niego grupa czworga przyjaciół. W piątkę stanowili zgrany i harmonijny kolektyw. Dwie dziewczyny i dwóch chłopaków, których nazwiska brzmiały: Shirane, Kurono, Akamatsu i Omi, co dosłownie można przetłumaczyć: Białokorzeniowska, Czarnopolska, Czerwonososnowski i Niebieskomorski. Jedynie nazwisko Tsukuru nie zawierało w sobie żadnej barwy. I taka też rolę pełnił Tazaki w grupie. Nie wyróżniał się zainteresowaniami ani wyglądem. Paczka przyjaciół była jednak w tamtym czasie niezwykle ważna i nawet po rozpoczęciu studiów i przeprowadzce z Nagoi do Tokio, pozostawał w nią w stałym kontakcie, niecierpliwie wyczekując kolejnych przyjazdów do rodzinnego miasta. Aż nastąpił dzień, w którym przyjaciele postanowili go wykluczyć. Bohater nie otrzymał żadnych wyjaśnień, ani też się ich nie domagał. Wpadł w bezdenną otchłań i przez kilka miesięcy "od lipca do stycznia drugiego roku studiów Tsukuru Tazaki myślał wyłącznie o śmierci"
Minęły lata, a w jego życiu pojawił się tylko jeden człowiek, którego mógł określić mianem przyjaciela. Fumiaki Haida, którego nazwisko można przetłumaczyć na Szaropolski, był kolejną "barwną" postacią w życiu Tsukuru, kolejną która w pewnym momencie zniknęła bez słowa wyjaśnienia.
Tsukuru ma trzydzieści sześć lat, buduje dworce i ma niezabliźnioną ranę w sercu. Uświadamia mu to kobieta, w której się zakochuje. Sara przekonuje go do podróży w głąb siebie, co też bohater czyni... Wraca do przeszłości, aby rozwikłać tajemnicę porzucenia przez przyjaciół...
Haruki Murakami to pisarz wyjątkowy, który w każdej kolejnej książce ewoluuje i zaskakuje. Również autorka polskiego przekładu, Anna Zielińska-Elliot, z każdym kolejnym dziełem autora, odnajduje w sobie więcej swobody i odwagi. Japońskiego pisarza można interpretować zarówno dosłownie jak i doszukiwać się głębszych, często filozoficznych znaczeń dla jego prozy.
Głównym motywem w "Bezbarwnym Tsukuru Tazaki i latach jego pielgrzymstwa" jest wędrówka i poszukiwanie własnej tożsamości. Autor balansuje na granicy jawy i snu, tworząc w naszych głowach odrealniony świat. Fakty, zastąpione filozoficzną wędrówką myśli, tracą często swój realny charakter, .
Po raz kolejny Murakami raczy nas niezwykłą mieszanką, zlepkiem fantastyki i realizmu. Faszeruje nas niedomówieniami, aż w końcu pozostawia w nas niedosyt i chęć otrzymania czegoś jeszcze. Trochę jakby przyrządził niezwykle pyszne danie, zaspokoił nasz apetyt, jednak pozostawił miejsce na deser, którego w menu nie ma... Po lekturze czujemy więc żal i złość na twórcę, a jednocześnie jakąś specyficzną sytość.
W ostatnich dziełach Murakami coraz częściej sięga po klasyczne motywy muzyczne. W "1Q84" były symfonie czeskiego kompozytora Janacka, tym razem Liszt i "Lata pielgrzymstwa - rok pierwszy". Jeżeli przy lekturze włączymy sugerowaną ścieżkę dźwiękową, odkryjemy, że idealnie współgra z tekstem. Przez większość czasu dźwięki płyną spokojnie, aż nagle przychodzą w gwałtowny, mocny fragment, który po chwili wraca na powrót do swojego pierwotnego, spokojnego brzmienia. Podobnie jest z powieścią. Płynie swoim spokojnym nurtem, by w pewnym momencie spiętrzyć się, tworząc w odbiorcy napięcie powodujące przyspieszone bicie serca, a następnie wrócić do spokojnego rytmu. Swoista sinusoida wrażeń czytelniczych.
Murakami nie zawodzi, podobnie jak tłumaczka, która jest w stanie tchnąć w powieści mistrza to coś, co powoduje, że każdy fragment czytamy nie mogąc się oderwać. Trudną sztukę tłumaczeń japońskiego pisarza, Anna Zielińska-Elliot opanowała do perfekcji. "Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa" hipnotyzują z taką mocą, że nie sposób porzucić lektury na rzecz innych zajęć. Proza Murakamiego niezmiennie ma moc, która nie zawiedzie wiernych fanów. Naprawdę warto sięgnąć!