czwartek, 20 września 2012

Fabio Volo "Jeszcze jeden dzień"



Niestety, bez wahania muszę stwierdzić, że wynudziłam się przez dwa ostatnie wieczory śmiertelnie. A wszystko za sprawą Fabio Volo i jego powieści, rzekomo bestsellerowej, "Jeszcze jeden dzień". Zwabiona zostałam okładką, która swoją drogą nijak ma się do treści (para głównych bohaterów jest już grubo po trzydziestce). Miałam nadzieję na przyjemną historię miłosną, a otrzymałam nudną, w wielu miejscach okraszoną zupełnie niepotrzebnymi wspomnieniami głównego bohatera, opowieść. A zapowiadało się całkiem nieźle...

Giacomo jest mężczyzną, który raczej nie potrafi zagrzać długo miejsca przy jednej kobiecie. Uwielbia seks i możliwość poznawania nowych partnerek. Swoją zmienność tłumaczy dzieciństwem, odejściem ojca i trudnymi relacjami z matką. Wszystko zmienia się, gdy tym samym tramwajem, którym jeździ codziennie zaczyna podróżować tajemnicza dziewczyna, która fascynuje Giacoma i nie pozwala o sobie zapomnieć. On i ona co najwyżej na siebie spoglądają, lub wymieniają uśmiech. Aż tu pewnego dnia, pasażerka proponuje zaskoczonemu mężczyźnie kawę. Okazuje się, że następnego dnia wylatuje do Nowego Jorku i rozpoczyna tam pracę. Nie wymieniają się nawet mailem. Giacomo spisuje jedynie dyskretnie adres firmy Micheli. Żegnają się... Jak się pewnie łatwo domyślić nie jest to koniec historii tych dwojga. Jednak im dalej w las... tym ciemniej :)

Teoretycznie historia jest ciekawa i powinna zadowolić czytelnika, ale... no właśnie, najzwyczajniej czegoś tej książce brakuje, żeby zauroczyć i porwać. Mniej więcej od połowy, przeskakiwałam wzrokiem po kolejnych linijkach i zastanawiałam się, kiedy skończy się w końcu ta katorga i nadejdzie finał. Swoją droga finał mało finezyjny i nie zaskakujący niczym. 
Autor próbował uczynić lekturę lekko erotyczną, zamieszczając wiele wspomnień miłosnych uniesień Giacoma, jednak udało mu się co najwyżej stworzyć obraz żałosnego amanta. Często pojawiały się jakieś migawki z życia mężczyzny, które nijak pasowały do akurat opisywanej sceny. Jednym słowem, jak dla mnie w tej książce po prostu panuje chaos. Wszechobecny i przenikający.
Nie uwiodła mnie "miłość" Giacoma i Micheli, a cała opowieść zaserwowana przez Fabio Volo po prostu rozczarowała.
Jeśli sięgniecie, to na własną odpowiedzialność. Mnie się nie podobało, niemniej czytałam kilka bardzo pozytywnych opinii.

18 komentarzy:

  1. Mi się własnie bardzo podobało, podobał mi się ten związek z męskiej perspektywy, chociaż ja akurat nie dałabym się uwieść okładce bo moim zdaniem nie jest za dobra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla mnie jest taka... dynamiczna? :)

      Usuń
    2. dla mnie jest tandetna, pasowałaby do harlekina.

      Usuń
  2. Jak czytam jakąś taką słaba książkę, to zawsze mam dylemat, czy ją kończyć (dać jej szansę, żeby potem móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, czy mi się podobała, czy nie), czy przerwać... Najczęściej męczę się do końca, choć nie wiem, czy to do końca racjonalne zachowanie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też niestety męczę się do końca... Liczę na to, że chociaż zakończenie mnie czymś zaskoczy :)

      Usuń
  3. Pierwsza recenzja tej książki, którą czytam, a która nie chwali :) Ja i tak mam nadzieję tę książkę przeczytać w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze mam w takich wypadkach dylemat- doczytać czy odłożyć. Ostatnie doświadczenia uczą, że raczej odłożyć i zająć się czymś innym.
    Opis książki wydał mi się ciekawy- komedia romantyczna, ale z męskiego punktu widzenia. Ale po Twojej recenzji mam o wiele mniejszą ochotę na lekturę. Nie znoszę chaosu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jednak nie będę się zmuszać :) Twoja opinia mnie w tym utwierdziła :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kusiła mnie ta książka, ale teraz ją sobie raczej odpuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim zdaniem okładka to jeden z najsłabszych punktów książki. Sama w sobie ładna, ale - tak jak piszesz - z książką ma niewiele wspólnego. Do tego prowokuje skojarzenia z tanimi romansami.

    Odebrałam tę książkę lepiej niż Ty, ale może dlatego, że japo prostu cudów nie oczekiwałam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja też cudów nie oczekiwałam, tylko dobrej historii miłosnej, a tu po prostu coś nie zagrało :)

      Usuń
  8. Faktycznie na blogach większość recenzji jest dość pozytywnych, jednak intuicja podpowiada mi, że prawdopodobnie bym się zawiodła. Skutecznie zniechęca mnie okładka, nie podoba mi się i uważam, że jest trochę tandetna, podobnie jak pomysł na fabułę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tandetna, czy nie, ale zapowiada jakąś przyjemną historię dwojga ludzi. I taką teoretycznie otrzymujemy, ale przeplatana jest erotycznymi wspomnieniami bohatera i jakoś to psuje efekt końcowy. Mo i nie dodałam w recenzji, że dialogi momentami wydawały mi się po prostu śmieszne i na poziomie uczniów podstawówki a nie dorosłych ludzi :)

      Usuń
  9. ja właśnie skuszona pozytywnymi recenzjami planowałam jak najszybciej zaopatrzyć się w ten tytuł, ale nie lubię chaosu w książce i dialogów rodem z podstawówki, więc jeszcze raz się zastanowię, czy warto poświęcać na to czas :)

    OdpowiedzUsuń
  10. mam ja na półce - zobaczymy jak na mnie podziała...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. nie mam jej w planach i widzę, że dobrze ;]

    OdpowiedzUsuń
  12. Ech, to mi teraz dałaś zagwozdkę! Kusi mnie nadal, ale po Twojej recenzji obawiam się rozczarowania... :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmm chciałam przeczytać ale chyba sie zastanowię. ;)

    OdpowiedzUsuń

Baner