
Gabriela jest znaną pisarką, autorką bestselerowych opowieści o weterynarz Julii (coś mi to przypomina...). Ma poukładane życie, rok wcześniej wyszła za mąż za Marka, właściciela stadniny koni, a powieści, które pisze cieszą się sporą popularnością. Jednak przychodzi moment, kiedy zaczyna odczuwać, że coś jest nie tak. Mąż daje jej dużo swobody i nie ingeruje w jej decyzje i wybory jednocześnie zamykając się w swoim własnym świecie, złożonym z pracy, dzieci i domu, do którego Gabrysia w zasadzie nie ma wstępu. O ile wcześniej jej to nie przeszkadzało, o tyle po roku małżeństwa odkrywa, że czuje się obco we własnym domu, a mąż tak naprawdę, żyje ze swoją pierwszą zmarłą żoną, która nieustannie towarzyszy mu w pomieszczeniach pełnych jej rzeczy i wspomnień. Również pisanie powieści nie sprawia jej takiej radości jak kiedyś. Wydawnictwo jest oburzone drastycznym zakończeniem przygód Julii i naciska na autorkę, aby dokonała zmiany. Gabrysia jest zagubiona i w sukurs przychodzi jej przyjaciółka Maryla, która zmuszona do szybkiego wyjazdu, prosi bohaterkę o to, aby przez jakiś czas zamieszkała w jej domu. Tam Gabrysia nabiera dystansu i ma czas na przemyślenia, jednocześnie zaczyna tworzyć historię Celiny, której losy umiejscawia w XIX wieku.
Anna J. Szepielak zastosowała ciekawy zabieg, który sprawił, że jej książka różni się od innych powieści dla kobiet. Opisuje historię pisarki Gabrysi, i pozwala czytelnikowi śledzić proces twórczy, z którego rodzi się Celina, równie interesująca postać. Otrzymujemy więc takie 2 in 1. Zastanawia mnie tylko, dlaczego bohaterka, chcąc stworzyć coś ambitnego zaczyna pisać romans historyczny? Bo nie da się ukryć, że tym właśnie jest opowieść o Celinie. Nic nie ujmując tego typu książkom, jednak inaczej wyobrażałam sobie "ambitną literaturę".
Cieszę się, że Anna J. Szepielak nie stworzyła kolejnej łzawej historii wielkiej miłości jakich wiele, a skupiła się na nieporozumieniach i problemach, jakie pojawiają się u małżeństwa z niewielkim stażem. Mało kto porusza takie tematy, a to zdaje się dość interesujące zjawisko które często występuje u "młodych" par. Wprawdzie miejscami, szczególnie przy zakończeniu zrobiło się trochę zbyt słodko i miło, a czasami niektóre momenty książki były po prostu nudnawe, to całość można zaliczyć, jako udaną powieść dla kobiet, która z pewnością wciągnie i sprawi przyjemność.
Jak pisałam we wstępie, zabrakło mi trochę tego niepowtarzalnego klimatu, jaki odnalazłam w debiutanckiej powieści, jednak "Dworek pod Lipami" to z pewnością pozycja po którą warto sięgnąć, choćby dla samego odprężenia. Ale żeby tylko na przyjemności nie skończyć, autorka wystarała się o to, aby poruszyć kilka istotnych i niosących głębsze przesłanie problemów.
Polecam więc "Dworek pod Lipami", a jeszcze bardziej wcześniejsze "Zamówienie z Francji".
Zapraszam do swojej pierwszej rozdawajki
OdpowiedzUsuńhttp://ancyskowo.blogspot.com/2012/07/moja-pierwsza-rozdawajka.html
Książkę tę mam w planach :)
OdpowiedzUsuńCały czas mam w planach "Zamówienie...", a ta książka jest warta zachodu :)) W końcu złamię się i wydam pieniądze w księgarni, a miałam oszczędzać :(((
OdpowiedzUsuńJak ja się Iza za Twoimi recenzjami stęskniłam ;*** A jeśli chodzi o "Dworek..." to zgadzam się z Tobą w 100%!
OdpowiedzUsuńNa "Zamówienie z Francji" już od jakiegoś czasu mam chrapkę, ale "Dworek pod Lipami" również brzmi bardzo ciekawie.
OdpowiedzUsuńCzytałam obie książki. Każda inna, ale każda świetna na swój sposób.
OdpowiedzUsuń"Dworek..." wpadł mi w oko ostatnio w księgarni, bo to bardzo ładnie wydana książka. Twoja recenzja brzmi interesująco, chyba skuszę się na zakup tej książki.
OdpowiedzUsuń"Zamówienie z Francji" dotrze do mnie dzięki Włóczykijce :) Wystarczy, że poczekam :)
OdpowiedzUsuńtę książkę być może też bym przeczytała :)
Twoja recenzja mimo wszystko brzmi bardzo kusząco, dlatego z wielką chęcią przeczytam tę książkę jeżeli nadarzy mi się taka szansa :)
OdpowiedzUsuńMam tę książkę w planach, ale najpierw chcę przeczytać "Zamówienie z Francji". Jakoś zapomniałam o tej powieści, a swego czasu mocno mnie intrygowała. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńOlu ja się stęskniłam za Wami :* A Twój komentarz mnie motywuje do tego, żeby się wziąć w garść ;)
OdpowiedzUsuńBrzmi ciekawie i zachęcająco. Pomyślę. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWłaśnie dziś listonosz doniósł mi tę książkę. Mam ogromną na nią ochotę :)
OdpowiedzUsuńZobaczyłam Dworek i Lipy w tytule i nawet nie pomyślałam, żeby zajrzeć do środka czy kupić. Autora też nie sprawdziłam. Bridget Jones była tylko jedna i wszystkie książki potem, które rekalmowane były jako polska Bridget uważałam za niewarte uwagi, chociaż niektóre były i musiałam się przemóc. z tą pewnie też tak jest, że muszę się jej jednak przyjrzeć. Chociaż nie zachęcasz w sumie, bo ja bym się tego samego czepiała, tak myślę
OdpowiedzUsuńPierwszy raz słyszę o książce ;) Raczej nie sięgnę, chyba że natrafię w bibliotece, wtedy chętnie ;)
OdpowiedzUsuń"Zamówienie z Francji" bardzo mi się podobało i czasem nawet do niej wracam ;) Na tę książkę choruję więc prędzej czy później ją zdobędę ;)
OdpowiedzUsuń