środa, 27 kwietnia 2011

Sean Hepburn Ferrer "Audrey Hepburn"

Audrey kojarzą prawie wszyscy, za sprawą wszechobecnego wizerunku gwiazdy, jednak większość tak naprawdę zna ją jako np. twarz na koszulce, a mało kto wie jak wiele w swoim życiu przeszła i jakim człowiekiem naprawdę była.
Od dawna irytują mnie nastolatki bezmyślnie korzystające z wizerunku Audrey za sprawą różnych gadżetów, a nie wiedzące o niej praktycznie nic, oprócz tego że była ładna.
Książka o której dziś piszę, stworzona została przez syna Seana, który zawarł w niej mnóstwo fotografii z rodzinnych albumów i duży pokład miłości między synem a matką.

W tej publikacji nie ma za dużo historii życia Audrey, od tego aby przedstawiać jej biografię są inne publikacje. Jest za to dużo dobroci i miłości, jaką Audrey obdarzała ludzi. Sean najwięcej uwagi poświęcił jej działalności jako Ambasadorki UNICEF-u. Audrey bardzo cierpiała widząc ogromną krzywdę, jaka dzieje się niewinnym dzieciom. Sama jak wiadomo w czasie II wojny światowej głodowała i zaznała biedy, stąd też jej wielka wrażliwość na ludzkie cierpienie.

Ta publikacja, to jednak przede wszystkim zdjęcia, zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia. Od początkowych lat życia Audrey, do czasów wyjazdu na misję UNICEF-u

Najbardziej wzruszające są jednak wspomnienia Sean z ostatnich miesięcy życia Audrey, kiedy zmagała się z rakiem, który wyniszczał jej organizm.

Książka przybliża nam postać tej cudownej kobiety, w całości oddanej innym. Nie jest to biografia, a raczej zapis emocji, więc jeżeli chcemy lepiej poznać jej osobę, to warto się z tą pozycją zapoznać.



Jeszcze na koniec moja ulubiona scena z filmu Funny Face, genialna! Audrey to wdzięk, klasa, czar, kocie ruchy, nie mogę oderwać wzroku. Jest to też ulubiona scena Seana :)

24 komentarze:

  1. Ubijesz mnie ale nigdy wcześniej nie słyszałam o tej kobiecie. Normalnie aż wstyd :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam dokładnie takie same uczucia, jak opisujesz w pierwszym akapicie, do bezmyślnych nastolatek, które chcąc być "modne i fajne" używają wizerunku kobiety, o której nie wiedzą nic oprócz tego, że była szczupła i ładna.
    Mam za sobą dwie biografie, więc z wielką chęcią przeczytam wspomnienia jej syna :) Dziękuję, że napisałaś o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę że to ksiązka dla wielbicieli,taka pamiątka. :) Śliczna okładka

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się przeczytać tę książkę :) Co do nastolatek, zgadzam się całkowicie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej, nie mogę się doczekać, kiedy będę ją miała na półce. Audrey jest jedną z moich idolek (choć nie lubię tego słowa) i kocham ją miłością bezgraniczną. Wciąż i wciąż mogłabym podziwiać ją na ekranie i nigdy nie jest mi mało. Do tego - tak jak wspominasz - to nie tylko wspaniała aktorka, ale i wielka osobowość, zasługująca na prawdziwe uznanie. Rację masz wspominając o tym, iż teraz kojarzona jest ona głównie z serią gadżetów, w które każdy może się zaopatrzyć, nie mając nawet pojęcia kim jest ta piękna postać... Dużą winę ponosi tu np. popularna seria książek i serial, nakręcony na jej podstawie - Gossip Girl. Jedna z bohaterek ma kompletną obsesję na punkcie Audrey, a razem z nią obsesja ta dotyka od paru lat nastolatki na całym świecie ;)

    Cóż... Takie czasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zachęciłaś mnie bardzo do tej książki. Wpisuję na swoją listę i mam nadzieję, że niedługo ją przeczytam:)). Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka musi być cudowna, juz same zdjęcia, które publikujesz są piękne, takie ciepłe i pogodne, szczególnie to drugie i trzecie. Audrey nie jest moją ulubioną aktorką, ale kiedyś obejrzałam bardzo ciekawy dokument (oczywiście tytułu, ani programu nie pamiętam, bo przypadkiem gdzieś znalazłam przy skakaniu po programach) właśnie o jej pracy dla UNICEFU, były tez wypowiedzi jej syna i paru przyjaciół, ale z okresu gdy już rzadziej grywała w filmach. Byłam totalnie oczarowana tą drobną starszą pania o pięknych oczach i dopiero od tamtej chwili bardziej ją kojarzę i obejrzałam parę filmów z jej udziałem. Jednak dla mnie przez ten właśnie dokument jej wizerunek to właśnie taki jak na trzecim zdjęciu. Mam dla Audrey ogromny szacunek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Podpisuję się rękoma i nogami pod pierwszym akapitem! Takie zachowania doprowadzają mnie do irytacji, gdyż odnoszę wrażenie, że Audrey pod względem popularności wizerunku można równać z Myszką Miki, czy innymi twarzami/postaciami znanymi z kubków, koszulek, zegarów, zeszytów i tak dalej. Dotychczas czytałam jedynie jedną biografię Audrey, w niej urzekło mnie absolutnie zaangażowanie humanitarne, jak również ciężkie dzieciństwo w czasach wojny. Mimo wszystko, zawsze uważałam, że pomimo grania pogodnych postaci, Hepburn była ogromnie smutną kobietą...

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię filmy z AH:) To jedyna z niewielu aktorek, która po prostu miała klasę prawdziwej damy.Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze mówiąc nie kojarzę tej Pani, ale muszę nadrobić bo mnie zaintrygowałaś

    OdpowiedzUsuń
  11. Cóż mogę powiedzieć? Uwielbiam tę aktorkę i cenie przede wszystkim za to, jakim była człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja o Audrey wiem niewiele. Chyba kiedyś przeczytałam o niej notkę na Wikipedii. Cała moja wiedza. No i obejrzałam kilka filmów z nią :). I faktycznie jest śliczna, sama bym sobie kupiła kolczyki z nią tylko dla tej śliczności, jednak jest zbyt popularna.

    I tak, przyznaję się do tego, że dla mnie najbardziej liczy się jej uroda. Ale... tę książkę bardzo chętnie bym przeczytała :). Zachęciłaś mnie. Jednak mam dwie inne biografie, które czekają na zapoznanie się... więc Audrey będzie musiała poczekać na swoją kolej i spadek cen w księgarniach ;).

    OdpowiedzUsuń
  13. Ładna buzia, wszędzie się sprzeda. Muszę się przyznać, że jestem fanką Audrey, jej czaru i wdzięku, ale nie należę do tego typu ignorantów, o jakich piszesz. :) Choć bardzo ją wielbię, miłością bezgraniczną darzę jej koleżankę po fachu, Marilyn Monroe ;) Książka wydaje się być świetna, uwielbiam tego typu historie, bardzo ciekawie, że napisał ją syn - to zdecydowanie uwiarygadnia tą książkę w oczach czytelnika, bo nikt pewnie nie znał Jej tak dobrze jak On ;) Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  14. przeczytałam niedawno "Oczarowanie" - to typowa biografia Audrey, ale bardzo ciekawie byłoby poznać ją taką, jaką znał ją jej syn:) piękne zdjęcia wybrałaś

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam Audrey, więc ta ksiązka będzie dla mnie lekturą obowiązkową! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo lubię i cenię tę aktorkę :). Widziałam film biograficzny. Jesli tylko znajdę chwilę, na pewno poszukam tej książki w księgarni.

    DOPISEK:
    Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać:)- przepiękne zdjęcie na czołówce bloga! Tło przypomina mi kadr z filmu "Siedlisko".

    OdpowiedzUsuń
  17. Odnoszę wrażenie, że Audrey pomimo wizerunku, który został wykreowany przez kino, była smutną kobietą.
    Zakłopotaną swoją bezradnością wobec nieszczęść dotykających ludzi. Zresztą była taką kroplą w morzu potrzeb, ważną, ale tak mało znaczącą.
    Bardzo ją cenie, chociaż ,,Śniadanie u Tiffaniego,, nie przypadło mi do gustu.

    A co do wykorzystywania jej wizerunku, to proste.
    Była piękną kobietą, więc kupując torbę kubek z jej podobizną otaczamy się pięknem.
    To takie ludzie w zasadzie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zgadzam się z Biedronką była smutną i trochę nieszczęśliwą kobietą. Też ją lubię, ale się nią nie zachwycam, choć trzeba jej przyznać, że była bardzo piękna i naturalna.

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękne jest to ostatnie zdjęcie.
    Nie lubię Audrey Hepburn jako aktorki (choć była śliczna i naturalna, to moim zdaniem po prostu nie potrafiła grać), ale bardzo cenię ją jako człowieka. I nawet z urody podoba mi się najbardziej już starsza, piękna pięknem mądrej kobiety, które nie jest przypadkowe tok, jak uroda podlotka, bo odbija się w nim dusza.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ksiazke polecam, Ciepla,bez sensacji. A Audrey przepiekna kobieta nie tylko na zewnatrz ale wewnetrznie. Fascynujaca osobowosc. Zdjecia doskonale. Zwlaszcza te w czerni, z lat 50-tych.Styl i klasa. Troche egzystencjonalnie. Podoba mi sie ten styl.
    Adam

    OdpowiedzUsuń
  21. Mmm, coś dla mojej Mamy :)

    OdpowiedzUsuń

Baner