poniedziałek, 20 czerwca 2011

Maciej Grabski "Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy"


Jak napisałam wczoraj, tak zrobiła. Ksiądz Rafał pochłonął prawie cały mój dzisiejszy dzień w pracy. Z przyjemnością czytałam kontynuację jego przygód i mieszkańców malowniczej miejscowości.

Po śmierci starego biskupa w Gródku nastały niespokojne czasy. Na miejsce Jakuba mianowany został Kazimierz, który za cel obrał sobie zniszczenie Rafała Nowiny. Proboszcz pozbawiony zostaje swojej parafii i możliwości głoszenia kazań, jednak mieszkańcy Gródka stają murem za swoim pasterzem. Szczęśliwie, Rafał ma oparcie w wielu ludziach i mimo gierek prowadzonych na wysokich szczeblach kościelnej hierarchii, wychodzi z opresji obronną ręką.
W Gródku życie płynie własnym, niemal nieskalanym przez PRL, nurtem - od żniw do żniw. Dopiero pod koniec tej części, Rafał wyrwany z sielskiej wiejskiej rzeczywistości przekonuje się jak wygląda sytuacja w kraju i jak "niebezpieczna" jest służba bezpieczeństwa.

Z lekką obawą sięgałam po drugą część, bo jak wiadomo - sądź autora, po drugiej książce jego. Maciej Grabski spisał się jednak wyśmienicie, ba... z niecierpliwością będę wyczekiwać dalszych losów księdza Rafała. Chwilami z uśmiechem na twarzy, a miejscami ze łzami w oczach śledziłam życie małego miasteczka i jego mieszkańców. Płakałam, kiedy ktoś umarł, wzruszałam się, gdy Antonii opowiadał o swoim spełnionym marzeniu, śmiałam się w głos, czytając niektóre "klubowe" rozmowy mężczyzn (chyba one najbardziej kojarzą mi się z serialem "Ranczo"), po prostu zżyłam się z wiejską społecznością Gródka.

Ja, totalnie antyklerykalna osoba, pokochałam postać Rafała Nowiny, jego podejście do ludzi, zwierząt, skromność, uczciwość i wszystkie pozostałe cnoty, jakie nam prezentuje. Czy taka ludzka twarz kleru serwowana nam przez Grabskiego istnieje? Jestem przekonana, że tak i mam nadzieję, że dane mi będzie ujrzeć ją w rzeczywistości.

Po raz kolejny gorąco polecam!

A na koniec zagadka która krąży po Gródku:
"Czym różni się Bukówka od Gródka?
Tym, że w Bukówce w kościele głoszą Dobrą Nowinę, a w Gródku w kościele mają dobrą Nowinę"


13 komentarzy:

  1. Kolejna pozytywna recenzja tej książki, czas za nią się rozglądnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przeczytałam dokładnie recenzji, bo nie czytałam jeszcze drugiej części :)
    Zerknęłam tylko, że gorąco polecasz i to mi wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O zgadzam się stuprocentowo. Druga część trzyma poziom!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomimo recenzji ;) nie sięgniemy po tę lekturę. Dlaczego? Wg nas kolejna "szybka" książka, którą czyta się dla zabicia czasu, ot żeby poczytać, a żadnych większych treści za sobą nie niesie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zgodzę się z komentarzem wyżej, że to książka dla zabicia czasu. Nie czytałam, więc nie wiem, czy jest dobra, ale sądząc po recenzji, wydaje mi się raczej pozycją "ku pokrzepieniu", takim ogrzewaczem dla zmarzniętego serca, pocieszaczem w chandrze itp. To bardzo ważna kategoria książek (przynajmniej dla mnie). I na ogół do tego celu nie służą wielkie dzieła. Jak mi będzie smutno, nie sięgnę po Hamleta, żebym nie wiem jak go lubiła (bo lubię).
    A jeśli chodzi o księży, to w literaturze jest naprawdę kilku świetnych - chyba pisarze opisują ich takich, jakimi chcieliby ich widzieć. Może to powinny być lektury obowiązkowe w seminariach. Mnie się ostatnio przypomniał ksiądz z "Doliny Klonowego Liścia", takiej książki dla dzieci. Ech, spotkać takiego w życiu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z lilybeth :) A książka, mimo że z pozoru lekka, łatwa i przyjemna, pokazuje wiele pozytywnych zachowań i wartości o których na co dzień zapominamy. Czemu więc poprzez takie lektury nie możemy sobie o nich przypominać? Będę się twardo upierać przy twierdzeniu, że to nie jest zwykłe czytadło i po raz kolejny polecę wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  7. lilybeth, czy zabijacz czasu nie może przy okazji pokrzepiać serca? Może spełniać te dwie funkcje jednocześnie ;) Czytałam, recenzowałam, byłam i jestem na tak dla księdza Rafała! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Isabelle: bardzo dziękuję za dobre słowo. Naprawdę cieszę się gdy widzę, że czytanie moich książek sprawia komuś przyjemność. Mam nadzieję, że praca nie ucierpiała przesadnie? :)
    @ Ramona i Natalia: rozumiem Was doskonale. Ostatnio w biblionetka.pl w czasie tygodniowej rozmowy z autorem pojawił się dokładnie ten sam problem: czy na podstawie recenzji można wyrobić sobie zdanie na temat książki. Zresztą zapraszam, jeśli ktokolwiek chciałby zajrzeć - http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=510069
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Słucham właśnie wywiadu Sz. Hołowni i sam sobie przeczy, bo na początku mówi "fajne czytadło", a kończy wywiad słowami "fajna, mądra opowieść".
    O ile wiem "czytadło" jest pejoratywnym stwierdzeniem;) ale to tak na marginesie. Jeżeli chodzi o lektury "ku pokrzepieniu..." nie trzeba sięgać po Hamleta, bo i po co, w stanie smutku porywać się z "siekierą na słońce"? W ostatnim czasie nasz rynek księgarski jest zalewany książkami pisanymi jakby na zamówienie, bo albo wieś, albo książki o gotowaniu w scenerii toskańskiej, nastepnie książki o opuszczonej kobiecie, odnoszącej nagle extremalne sukcesy, na podwalinach swojej porażki [Grochola]. Piję do tego, że w kwartalniku książki, znajduje się bardzo dobry artykuł na temat wyrobów książkopodobnych, niby książka ale to jednak w dalszym ciągu wyrób książkopodobny. Nigdy nie sugeruję się recenzjami, mam już chyba na tyle gust czytelniczy wyrobiony, że nie muszę posiłkować się innym zdaniem ale bardzo lubię czytać wszelakie recenzje i konfrontować to ze swoimi poglądami. / Ramona

    OdpowiedzUsuń
  10. Zazdroszczę pracy w której możesz czytać! Czytałam tylko pierwszy tom o księdzu Rafale i bardzo mi się spodobał. Nie uważam tej książki za napisaną ot tak sobie. To piekna historia i gdy tylko wpadnie mi w ręce druga cześć przeczytam na bank. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. @Domi - myślę, że każdy ma subiektywne określenia dla książek. Dla mnie "zabijacz czasu" to książka, która dosłownie nie daje mi nic innego poza tym, że zabija czas. Rzadko po takie sięgam - na ogół ten status dostaje się amerykańskim thrillerom, które czytam z przypadku, odcięta od własnych książek. A "pokrzepiacz" dobieram bardziej świadomie i jest to ciepła książka, do której chętnie wrócę, jak mi znowu będzie źle. Do "zabijaczy czasu" nie wracam nigdy. Ufff, to było skomplikowane ;)
    A określenie "wyroby książkopodobne" (przytacza je Ramona) wydaje mi się kontrowersyjne, łatwo tu o literacki faszyzm, typu: "te książki uważam za lepsze i dlatego one są bardziej książkami" ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. @ ramona: Nic z tego nie rozumiem. Nie czytałam tej książki, ale pewnie po nią sięgnę, recenzje ma bardzo dobre, oceny też, ale bez czytania nie sprawdzę czy coś jest warta. Ty nie czytałaś, nigdy nie sugerujesz się recenzjami to skąd wiesz jaka jest ta książka? :) pozdrawiam, Aśka

    OdpowiedzUsuń

Baner