wtorek, 22 lutego 2011

John Banville "Niedotykalny"


Przyznam szczerze, że nie byłam w stanie dokończyć tej książki… ilekroć otwierałam ją i zaczynałam czytać, głowa niebezpiecznie mi się przechylała i najzwyczajniej w świecie zasypiałam.
Nie wiem z czego to wynika… Bo historia nie jest zła… Na pewno należy tutaj duży minus przyznać wydawnictwu. Bo czcionka jest mała, a odstępy prawie tak niewidoczne, że po godzinie czytania można dostać oczopląsu.

Głównym bohaterem powieści jest historyk sztuki Viktor Maskell, którego osoba wzorowana jest na autentycznej postaci i autentycznych wydarzeniach.
W momencie kiedy go poznajemy, wychodzi na jaw jego podwójne życie jako agenta rosyjskiego wywiadu. Maskell jest już starym człowiekiem i postanawia dokonać rozliczenia ze swoim życiem, spisując swoją historię.
W jednym momencie z szanowanego człowieka z tytułami, staje się człowiekiem odrzuconym. Jednak nie zmienia to jego poglądów i chyba nie wywołuje w nim wyrzutów sumienia.

Ciekawe jest również życie prywatne Victora. Ożenił się z siostrą swojego najlepszego kolegi, w którym skrycie się kochał. Miał bardzo złe kontakty z własnymi dziećmi. Przez cały czas znajdował zaspokojenie w przygodnych znajomościach z innymi mężczyznami.

Wbrew światowemu życiu jakie prowadził, wydaje się być trochę samotny i zagubiony…

Niestety nie mogę napisać nic, a o tym jak Banville prowadzi nas przez tę historię, bo jak pisałam wyżej nie byłam w stanie doczytać do końca.

Książka napisana jest suchym, chwilami bardzo cynicznym i usypiającym językiem. I mimo, że mi nie przypadła do gustu, myślę że spokojnie znajdzie swoich zwolenników

17 komentarzy:

  1. Czytalam już pozytywne opinie nt. tej ksiażki.
    Ale na wielkośc czcionki wszyscy psioczą równo.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wielkość czcionki pozostawia wiele do życzenia...

      Usuń
  2. Jedna jaskółka wiosny nie czyni
    Tylko, że to już druga, podobna opinia. Daje do myślenia ;)

    biorę całą półkę ;) Od Ligockiej zaczynam, na Murakamim kończę :)
    p.s. To się kocha co się ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ straszna okładka:P
    Widzę, że zmieniłaś nagłówek:) Fajny:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli natknę się gdzieś na tą książkę to chętnie przeczytam, lecz podejdę do niej z pewną rezerwą i może właśnie dzięki temu mi się ona spodoba? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. oj... coś mi się wydaje, że z moim wzrokiem to te małe literki nie przejdą :/ a jak dorzuci się do tego "napaćkane" to chyba jednak podziękuję

    OdpowiedzUsuń
  6. Może.. zobaczymy. Jak mi wejdzie w łapki to przeczytam, ale sama się za nią uganiać nie będę ;P
    Okładka przykuwa oko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Intrygująca okładka:). Jak książka wpadnie mi w łapki, to chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nienawidzę małych czcionek w książkach, od tego tak mnie pieką oczy, że serio można pogorszyć sobie wzrok. Chyba jednak to pozycję sobie odpuszczę, bo tak samo jak Ty chyba bym zasnęła. Może kiedyś. Też zauważyłam, że zmieniłaś nagłówek;d

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojj, wielkość czcionki to niby taki drobiażdżek a jak przyjdzie co do czego, okazuję się sprawą kluczową... Nie lubię, kiedy czcionka uniemożliwia mi czytanie albo w znaczący sposób utrudnia. Brrr, byłabym zła, gdybym przeczytała tę książkę, na wydawnictwo!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Banville chyba jest dość trudny, dlatego wciąż obawiam się sięgnąć po którąś z jego książek (już raz odłożyłam "Księgę zeznań"). Ale jeśli to zrobię, to zacznę właśnie od "Niedotykalnego"; fabuła wydaje mi się ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  11. To jedna z takich książek, które mnie z miejsca odrzucają. Prześlizguję się po nich wzrokiem i nie czuję nic. Jeśli chodzi o małe literki i wąskie odstępy to mnie też to nie raz odrzucało, szczególnie w lekturach jeszcze w liceum ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Strasznie unkam małego druczku, choć to rpzykre bo z pewnością wiele fajnych książek przekreślam z góry...ale to naprawdę żadna przyjemność ''taki druczek"

    OdpowiedzUsuń
  13. A już miałam pisać: "Ha! W końcu przebrnęłaś". No cóż... Zdarza się - każdemu :) I mnie się czasem zdarzy nie doczytać czegoś, albo wypożyczyć z biblioteki i zwrócić.

    OdpowiedzUsuń
  14. zobaczyłam etykietkę "literatura irlandzka" i nic więcej nie trzeba;d wybaczę wszystko;d

    OdpowiedzUsuń
  15. no cóż, i takie książki się zdarzają, myślę, że gdyby książka była pasjonująca, to byś ją do końca przeczytała.. a tak, małe literki przepełniły czarę goryczy...

    OdpowiedzUsuń

Baner