Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 października 2014

Tove Alsterdal "Grobowiec z ciszy"


Kolejny skandynawski kryminał za mną. Wydawać by się mogło, że ich popularność powinna powoli przygasać, jednak oto pojawia się kolejna autorka, która swoją powieścią wnosi jakiś powiew świeżości w ten nurt. Bo faktem jest, że Tove Alsterdal w jakiś sposób wyróżnia się na tle innych autorów skandynawskich. Jej książka wzbudziła we mnie zupełnie odmienne emocje niż podobne lekury czytane dotychczas. Z początku z lekką niepewnością stąpałam przez kolejne strony, jednak jakieś mroczne macki wciągały mnie coraz głębiej w historię, nie pozwalając się od niej uwolnić. Ba! Nawet po przeczytaniu ostatniej strony czułam gros emocji w środku. Ale o nich za moment...

Katrine, mieszkająca w Londynie szwedzka dziennikarka, wraca do Sztokholmu z powodu choroby matki. W rzeczach kobiety, które porządkuje, odnajduje listy od maklera oferującego zawrotną sumę za rodzinną "posiadłość" matki znajdującą się gdzieś na końcu świata, na pograniczu szwedzko-fińskim. Suma jaką tajemniczy kupiec chce dać za włości matki zastanawia dziewczynę, postanawia więc udać się na północ i zobaczyć miejsce, o którym nie miała pojęcia, a na którym widocznie komuś bardzo zależy... W Kivikangas do którego dociera zastaje tylko stary zapomniany przez świat dom, na pewno nie wart tyle pieniędzy ile oferuje tajemniczy kupiec. 
Tuż przed przyjazdem dziennikarki, dochodzi w małej miejscowości do brutalnego morderstwa, któego ofiarą pada staruszek Lars-Erkki Svenberg... Policja stara się ustalić sprawców, a tropy prowadzą aż do Rosji.
Również rodzinna historia zaprowadza Katrine aż do Petersburga, gdzie poszukuje śladów swoich korzeni. Czy zamierzchłe czasy mają coś wspólnego z teraźniejszością i czy Katrine poszukując rodzinnych powiązań ściągnie na siebie niebezpieczeństwo?

Alsterdal mistrzowsko zbudowała napięcie w swojej powieści. Od pierwszych stron czujemy lekki niepokój, który ze strony na stronę stopniowo narasta. Do tego niemal czuć mroźny skandynawski klimat, co dodatkowo potęguje w czytelniku uczucie strachu. Pierwszą część czytałam trochę na raty gubiąc się w kilku wątkach, trudnych fińskich i szwedzkich nazwiskach i nazwach, jednak już druga połowa książki to czekanie w napięciu na finał, który zaskakuje i powiedziałabym nawet... pozostawia nas w stanie niepokoju. Tak więc nawet odkładając książkę myślimy o jej bohaterach. Bohaterowie też zasługują na kilka słów. Alsterdal pokazuje to co dla małego miasteczka charakterystyczne. Mentalność mieszkańców, ich zwyczaje i  poglądy jakie wykształcił w nich surowy klimat i trudne życie. Możemy też zagłębić się nieco w historię, niezwykle trudną, sięgającą wojen światowych.
Otrzymujemy od autorki sagę rodzinną z wątkiem kryminalnym w tle. Idealnie zrównoważone połączenie, które zapewni nam dobrą rozrywkę przez kilkanaście godzin...

środa, 9 lipca 2014

Herbjorg Wassmo "Stulecie"



Lektura "Stulecia" była dla mnie trochę jak wycieczka kolejką górską. Momentami nie mogłam się wręcz oderwać, z niepokojem oczekując każdej kolejnej strony. Ale były też chwile, kiedy po prostu czułam znużenie lekturą, traciłam koncentrację, gubiąc się wśród bohaterów i miejsc... Niemniej autorka zabrała mnie w niezwykłą literacką podróż, w miejsca dla mnie wręcz egzotyczne.

 Dla Herbjorg Wassmo bodźcem do napisania książki było zdjęcie przesłane przez córkę autorki, przedstawiające obraz znajdujący nad ołtarzem w katedrze Kabelvag. Anioł, który podaje kielich Jezusowi w ogrodzie Getsemani był niezwykle podobny do matki i babki autorki, a jak się okazało, modelką która pozowała do obrazu była Sara Susanne Krog, prababka autorki. Herbjorg Wassmo zaczęła więc tworzyć historię właśnie od jej postaci... "Stulecie" opowiada o czterech pokoleniach kobiet, których losy osadzone zostały w północnej Norwegii. 

 Sara Susanne w kwestii wyboru życiowego partnera postawiona zostaje niemal przed faktem dokonanym. Kiedy o jej rękę prosi Johannes Krog, rodzina przyjmuje to z ulgą i nie widzi innej możliwości, jak tylko zamążpójście dziewczyny. Sara jednak pełna jest wątpliwości, zwłaszcza, że nie kocha przyszłego męża. Godzi się jednak wbrew sobie i z biegiem lat zdaje sobie sprawę, że podjęła słuszną decyzję. Jak na lata, w których przyszło jej żyć (czasy przed rewolucją obyczajową) cieszy się z udanego pożycia, a niemal co rok rodzi kolejne dziecko. Jej życie nie jest oczywiście usłane różami, a z biegiem czasu pojawiają się pragnienia, które sama przed sobą ukrywa... 

Elida to najmłodsze dziecko Sary Susanne. Kobieta, która wbrew woli matki poślubia mężczyznę, którego pokochała. Jednak życie, mimo iż pełne miłości nie układa się po jej myśli. Fredrik ciężko choruje, dzieci rodzą się niemal co rok, a Elida marzy o czymś więcej. W końcu rodzina zmuszona zostaje do wyjazdu na południe, gdzie w szpitalu mąż ma być leczony. Wiąże się to w późniejszym czasie z oddaniem trójki dzieci do rodzin zastępczych, o co zawsze te będą miały pretensje do matki... 

Hjordis jest jednym z dzieci oddanych przez Elidę do "innych rodziców". Przez lata wychowuje się bez matki, jej rodzicami stają się obcy ludzie. Kiedy więc Elida wraca po nastolatkę, w tej rodzi się wielki żal, który trwa całe życie. Hjordis wychodzi za mąż z miłości. Z Hansem wymieniają wiele listów podczas wojny, a po kilku latach znajomości pobierają się. Jednak rzeczywistość okazuje się rozczarowująca, a mąż zupełnie inny niż człowiek z korespondencji. Życie biegnie swoim rytmem, a małżeństwu rodzi się dwójka dzieci, w tym Herbjorg... 

Herbjorg Wassmo dzięki "Stuleciu" może rozliczyć się ze swoją przeszłością, historią chyba najbardziej traumatyczną, wśród wszystkich które przychodzi nam poznać. Jako jedyna doświadcza w dzieciństwie przemocy seksualnej i to ze strony własnego ojca, którego w książce celowo marginalizuje. Nie używa sformułowania ojciec, cały czas mówiąc o nim "ON".

Książka nie jest chronologicznym zapisem ponad stuletniej historii rodziny. Autorka po kawałku odkrywa skrawki opowieści, mieszając losy swoich bohaterek. Najmniej wyrazista w tym gronie wydaję się być Hjordis, i to właśnie jej historia wywołała u mnie wręcz przesyt lekturą, z kolei o Sarze Susanne mogłabym czytać w nieskończoność. Najwięcej emocji budzą rozdziały dotyczące samej pisarki, gdyż nie mamy pewności co jej zagraża i przed czym ucieka. Domyślamy się, że ON robi jej wielką krzywdę, jednak nie mamy pewności, w jaki sposób. 

"Stulecie" zachwyca wyrazistością bohaterów i cudownym klimatem północnej Norwegii, który czuć niemal na każdej stronie. Autorka porusza tematy aktualne niezależnie od epoki, takie jak własna tożsamość i życiowe wybory. Bohaterki, mimo iż w dużej mierze prowadzą poukładane życie, ciągle za czymś tęsknią, pragną rzeczy, które nie zostały im dane. Wassmo przemyca też te najtrudniejsze sprawy, dotyczące przemocy wobec dzieci, której sama doświadczyła. 
Naprawdę porywająca powieść, którą z czystym sumieniem polecam!

piątek, 21 września 2012

Jonas Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" - audiobook (Artur Barciś)



Czasami bywam lekko roztargniona (tak sobie tłumaczę swoje dziwne zachowania ;)), zamówiłam więc audiobooka do recenzji, nie mając go na czym odtworzyć. Trochę musiałam pokombinować, zanim w końcu, na wygrzebanym z dna szuflady, zakurzonym odtwarzaczu udało mi się w końcu uruchomić pliki. Niestety różowe cudeńko, ze swoją baterią wytrzymuje około godziny... Jak się pewnie domyślacie, trochę to za mało, żeby wysłuchać cały audiobook. Wtedy przyszło kolejne olśnienie (pierwsze było, kiedy przypomniałam sobie, że gdzieś posiadam mp4), przecież mogę to przerzucić na komórkę! Tak więc po trzech dniach męczenia się ze złośliwym sprzętem wszelkim, w końcu udało mi się uruchomić wszystko jak trzeba. A że ostatnio przytrafiła mi się praca, w której swobodnie mogę włożyć słuchawki do uszu, to książkę pochłonęłam w dwa dni.
Tyle tytułem przydługiego wstępu...
Audiobook o którym mowa to oczywiście "Stulatek, który wyskoczył przez ono i zniknął" Jonasa Jonassona w interpretacji Artura Barcisia. Co tu dużo mówić... interpretacji doskonałej. Wcześniej miałam okazję słuchać książek w wykonaniu Anny Dereszowskiej, również bardzo dobrej lektorki, jednak to Pan Barciś przekonał mnie ostatecznie do audiobooków.
Wspomnienia Allana Karlssona czytane przez tego świetnego aktora, są jeszcze bardziej zabawne niż podczas pierwszego spotkania z książką. Każdy bohater otrzymuje charakterystyczny głos, a całość czytana jest w sposób, jaki napisana jest książka, czyli lekko flegmatycznie i ospale, co bynajmniej nie powoduje senności w słuchaczach! Nie nie, historia Allana nie pozwala nawet na moment zmienić toru naszych myśli. Po prostu nie sposób oderwać się od perypetii szalonej "grupy lekko przestępczej"

Co do treści, odsyłam do swojej wcześniejszej recenzji (klik). Nie zmieniłam zdania, wręcz przeciwnie, uważam że ta książka jest nawet lepsza, niż mi się wydawało za pierwszym razem.

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" już samym tytułem zachęca do przeczytania. Bo kto nie jest ciekawy, co też się z owym staruszkiem stało? Książka to swoista parada atrakcji, w której autor wyciąga kolejne króliki z kapelusza zaskakując czytelnika i nie pozwalając nawet na chwilę znudzenia lekturą.

Polecam gorąco zarówno książkę jak i audiobook. Idealna pozycja na poprawę humoru :)

czwartek, 2 sierpnia 2012

Camilla Lackberg "Syrenka" i "Latarnik"

 


Postanowiłam dwie kolejne książki Camilli Lackberg umieścić w jednym poście, ponieważ czytałam je w jednym ciągu (zresztą inaczej się nie da, biorąc pod uwagę jak kończy się "Syrenka"!). Autorka zastosowała zabieg, który nie pozwolił porzucić lektury i kazał sięgnąć po kolejną część, czyli "Latarnika"

I teraz uwaga! Czytałam książke trzy dni temu... i nie mogę sobie przypomnieć o czym była. Wątek obyczajowy jak najbardziej pamiętam, kryminalny mi umknął. Co ciekawe, wcześniej sięgnęłam po "Niemieckiego bękarta" i dopiero po trzydziestu stronach zorientowałam się, że już to chyba czytałam! Wniosek wyciągam jeden... Lackberg tworzy książki, które szybko się pochłania i równie szybko zapomina. Niemniej w chwili czytania stanowią na pewno świetną rozrywkę.

Nie będę przytaczać szczegółów śledztw, bo to każdy może sprawdzić czytając tył okładki, a w przypadku tej serii łatwo jest zdradzić za dużo i zepsuć lekturę komuś, kto dopiero zaczyna przygodę ze skandynawską pisarką. Czytając "Syrenkę" i "Latarnika" łatwo zauważyć różnicę w poziomie lektury. O ile ta pierwsza jest jak zwykle ciekawie wymyślona, o tyle druga po prostu się autorce nie udała. "Latarnik" to chyba najsłabsza z całej serii pozycja, która miejscami wręcz nudzi. Kilka wątków śledztwa wymknęło się autorce spod kontroli i czytelnik nie doczekuje się ich rozwiązania. W każdej poprzedniej powieści wszystkie nitki okazywały się być ze sobą powiązane, w "Latarniku" brak tej konsekwencji, a i historia miejscami przypomina to co mogliśmy już poznać w poprzednich tomach.

Do tej pory robiłam sobie dłuższe przerwy między kolejnymi tomami i taki sposób czytania właśnie polecam. Duża dawka Lackberg może zaszkodzić i obrzydzić lekturę, która mimo wszystko składa się na dobrze skonstruowane i ciekawie podane kryminały.

Polecam, bo mimo wad Lackberg dalej pozostaje jedną z moich ulubionych autorek powieści kryminalnych, chociaż w "Latarniku" wyraźnie pokazała, że nie każda książka musi się udać. Mam nadzieję, że "Fabrykantka Aniołków" będzie już powrotem do dobrej formy.

środa, 25 stycznia 2012

Jonas Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"


Czy wyobrażacie sobie stuletniego staruszka, wyskakującego przez okno domu opieki, w dniu okrągłej rocznicy swoich urodzin? A na tym nie koniec... Owy staruszek kradnie z dworca walizkę wypełnioną pięćdziesięcioma milionami, wsiada do pierwszego odjeżdżającego autobusu i w ten sposób trafia do Juliusa, starego złodziejaszka samotnika. Tak zaczyna się wielka przygoda, do której stopniowo dołączają kolejni bohaterowie, tworząc swoistą i niezwykle oryginalną szajkę, prawie przestępczą, która szybko staje się poszukiwana przez policję i miejscową grupę przestępczą.

Wracam więc do pytania zadanego na początku. Potraficie sobie wyobrazić takiego staruszka? Jeśli nie, to musicie poznać Allana Karlssona, który w czasie swojego stuletniego życia, przyjaźnił się z prezydentem Trumanem, jadł kolację ze Stalinem, leciał samolotem z Churchilem, uratował życie żonie Mao Zedonga, poznał Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila, ocalił generała Franco. A to tylko kropla w morzu przygód jakie spotykają Allana. Człowiek, który jest kompletnie apolityczny, co rusz spotyka możnych świata i wplątuje się w ich polityczne gierki. A trzeba dodać, że nasz bohater jest specjalistą od materiałów wybuchowych, a z czasem nawet i od broni atomowej... Jak więc się domyślacie, potrafi nieźle namieszać!

Jonas Jonasson stworzył zabawną, pełną nieprzewidzianych i zaskakujących sytuacji opowieść, tak nieprawdopodobną, że bez problemu jesteśmy w stanie w nią uwierzyć. Bohaterowie są świetnie wykreowani, więc przy minimalnych pokładach wyobraźni, jesteśmy w stanie stworzyć sobie ich obraz, co znacznie wpływa na odbiór powieści i dodaje jej kolorytów. Dialogi między bohaterami są lekkie i zabawne, dzięki czemu nie trącą sztucznością. Akcja toczy się nieprzerwanie w dwóch przedziałach czasowych. Śledzimy więc teraźniejszość, od momentu ucieczki przez okno, oraz życie Allana od chwili przyjścia na świat. Obie części są równie dynamiczne i wciągające i aż żal, że historia musi się w końcu skończyć.

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" już samym tytułem zachęca do przeczytania. Bo kto nie jest ciekawy, co też się z owym staruszkiem stało? Książka to swoista parada atrakcji, w której autor wyciąga kolejne króliki z kapelusza zaskakując czytelnika i nie pozwalając nawet na chwilę znudzenia lekturą.

Czy mi się podobało? Bez dwóch zdań! Świetna, lekka, urocza, zaskakująca, chwilami lekko przerażająca, zabawna... to tylko niektóre z określeń jakimi opisałabym tę pozycję.
Polecam gorąco! Spotkanie z Allanem Karlssonem i jego kompanami gwarantuje dobrą zabawę!

niedziela, 2 października 2011

Camilla Lackberg "Niemiecki bękart"


Akcja piątej już książki Lackberg, zaczyna się od znalezienia zwłok mężczyzny, pasjonującego się nazizmem i gromadzącego przedmioty związane z II Wojną Światową. Jak się okazuje, to właśnie jemu kilka miesięcy wcześniej Erika zaniosła nazistowski medal znaleziony wśród rzeczy matki, razem z poplamionym dziecięcym kaftanikiem i pamiętnikami z czasów wojny.
Patrik spędza czas na urlopie ojcowskim, jednak ciągnie go do śledztwa, prowadzonego przez kolegów. Z małą Mają na rękach, stara się więc na bieżąco śledzić postępy. Jak się szybko okazuje, aby rozwiązać zagadkę, trzeba cofnąć się niemal 60 lat wcześniej. Historia życia matki Eriki i śledztwo łączą się ze sobą i jak zwykle, zmierzają do zupełnie zaskakującego finału.

Po raz kolejny, pod przykrywką rozrywkowej powieści kryminalnej, Lackberg przemyca ważne problemy z jakimi się borykamy na co dzień. Tym razem jest to nietolerancja wobec inności. Poza tym pojawiają się problemy z dojrzewaniem i tożsamością. Dzieci często, nieświadomie czerpią nieodpowiednie wzorce niszcząc tym sobie i innym życie. Jednocześnie rodzice, zaślepieni własnymi ambicjami, zmuszają potomstwo do życia na swoje własne podobieństwo.

Z reguły podchodzę do powieści kryminalnych z przymrużeniem oka, skupiając się na walorach rozrywkowych, a nie zwracając uwagi na drobne mankamenty. Tym razem jednak wyłapałam kilka zdań i sytuacji, które wydały mi się co najmniej dziwne...
Przykład 1.
Kobieta spotyka w parku mężczyznę (na spacerze z psami), rozmawiają ze sobą i tyle. Na następny dzień ta sama sytuacja i uwaga... ona zaprasza go do domu na herbatę!
Nie wiem, może w Skandynawii ludzie mają inną mentalność i szybciej zaczynają sobie ufać?
Przykład 2.
"- Dobrze, zaczekam. Zadzwonisz po karetkę czy ja mam to zrobić?
- Okej."
Dobrze, że osoba dla której miała być ta karetka już nie żyła...

Troszkę się przyczepiłam, ale nie zmienia to wszystko faktu, że ja sagę kryminalną Camilli Lackberg uwielbiam. Zagadki kryminalne są misternie skonstruowane a rozwiązania zaskakują. Oprócz tego śledzenie losów Eriki i Patricka, Anny i Dana, czy innych mieszkańców Fjallbeki to sama przyjemność. Polecam więc powieści kryminalne pani Lackberg!

Wydawnictwo: Czarna Owca Stron: 568

wtorek, 23 sierpnia 2011

Astrid Lindgren "Przygody Pippi"




Postanowiłam co jakiś czas powracać do klasyki literatury dziecięcej. Zaszyłam się więc wczoraj pod kołderką z przygodami rudowłosej, niesfornej dziewczynki - Pippi Langstrump (Pończoszanki) ;)

Pamiętam, że jako dziecko, nie potrafiłam zrozumieć dlaczego Pippi mieszka sama, bez opiekunów w Willi Śmiesznotce, z koniem i Panem Nilssonem i jakby tego było mało, ma worek złotych monet i potrafi unieść konika! Dziewczynka podobnie jak Piotruś Pan, nie chciała po prostu dorosnąć.

Z wielką przyjemnością wróciłam wczoraj do tej książki. Pippi może jest niesforna i czasami kłamie, ale ma przy tym dobre serce i widzi więcej niż niejeden dorosły. Potrafi z łatwością przejrzeć człowieka i jego intencje.

W moje ręce trafiło najnowsze wydanie Naszej Księgarni, które zawiera "Pippi Pończoszankę", "Pippi wchodzi na pokład" i "Pippi na Południowym Pacyfiku", dodatkowo jest pięknie zilustrowane przez Ingrid Vang-Nyman. Marzy mi się, aby uzbierać całą serię Naszej Księgarni, bo jest po prostu cudowna!


Wracając do Pippi... chyba zawsze będzie mi się ona kojarzyć z dziewczynką z filmu (Inger Nilsson):





wtorek, 26 lipca 2011

Camilla Lackberg "Ofiara losu"


Miałam wielką ochotę na porządny kryminał, sięgnęłam więc po Lackberg, która do tej pory raczej mnie nie zawodziła. Nie inaczej było tym razem. Otrzymałam lekturę na poziomie, który po przeczytaniu "Czystych intencji" Charlaine Harris wydawał mi się wyjątkowo wysoki. To pewnie za sprawą różnicy w pisarstwie, jaką prezentują obie panie.

Po raz kolejny powracamy do spokojnej i malowniczej Fjallbeki, gdzie Patrik wraz z Ericą wychowują małą Maję. Dodatkowy problem stanowi dla nich siostra Eriki - Anna, która po traumatycznych przejściach (opisanych w poprzedniej części) nie może dojść do siebie. Stresem jest również ślub pary, który ma się odbyć w zielone świątki, czyli za niecałe sześć tygodni.

A czas ten będzie, niezwykle intensywnie przez Patrika, przepracowany. Najpierw policja zostanie wezwana do wypadku drogowego z ofiarą śmiertelną, jednak pewne okoliczności skłonią śledczych do teorii o zabójstwie. W tym czasie do miasta sprowadzi się ekipa telewizyjna, kręcąca reality schow, emitowany na cały kraj. Jedna z uczestniczek, po awanturze z innymi zostaje zamordowana, a jej ciało odnalezione w pojemniku na śmieci.
Policja zmuszona jest prowadzić dwa śledztwa, w tym jedno w błyskach fleszy i przy włączonych kamerach.
Jako nowy pracownik, na komisariacie, pojawia się policjantka, Hanna, która wraz z mężem Larsem przeniosła się do Fjallbeki i szybko zdobywa zaufanie kolegów. Wszystkie te wydarzenia, mimo iż z pozoru nic ich nie łączy, mają prawdopodobnie wspólny mianownik... Jaki? Koniecznie musicie sprawdzić!

Camilla Lackberg, po raz kolejny udowadnia, że może drugim Larssonem nie jest, ale potrafi pisać ciekawe, dobrze skonstruowane, wielowątkowe kryminały. Do tego tworzy świetne tło obyczajowe dla swoich powieści. Obserwujemy życie mieszkańców i ich codzienne, przyziemne problemy.
W tej części autorka skupiła się na reality schow i prawach rządzących takimi programami. Pokazuje, że schow biznes jest nieobliczalny i wsysa swoje ofiary, wyciskając z nich wszelkie objawy normalności, a pozostawiając pustkę i uczucie niespełnienia. Ludzie są żądni sensacji, a telewizja próbuje im tego dostarczyć za wszelką ceną, depcząc przy tym godność i jakiekolwiek objawy człowieczeństwo. Wszyscy członkowie reality, byli przez Lackberg przedstawieni z dwóch stron. Jedna, ta dla widzów z reguły pusta, nie prezentująca niczego pozytywnego, druga, ta w głowie, gdzie rodziła się tęsknota za normalnością, za rodziną, uczuciami.
Wniosek... my, telewidzowie dostajemy to czego chcemy, często nie zważając na sposób w jaki to powstaje. Dla nas, liczy się efekt końcowy.

Było kilka fragmentów, które mnie drażniły, ale w zasadzie nie warto o tym wspominać i psuć dobrej całości. Polecam więc, zarówno "Ofiarę losu" jak i poprzednie pozycje Camilli Lackberg.

środa, 1 czerwca 2011

Astrid Lindgren "Dzieci z Bullerbyn"

Moja ulubiona opowieść z dzieciństwa to właśnie historia Lisy, Anny, Britty, Lasse, Bosse i Olle. Pamiętam pierwsze video i wielogodzinne przeglądanie kilku kaset z bajkami (teraz jest dvd, a zdobyć bajkę można na każdym kroku). Wśród nagranych bajek była Mała syrenka, do której sentyment mam do dziś wielki, Królewna Śnieżka w wersji filmowej i właśnie serial o dzieciach z Bullerbyn, który długo, długo w mojej dziecięcej główce był faworytem. Pamiętam jak bardzo zazdrościłam całej szóstce tego pięknego i malowniczego Bullerbyn, tego zgrania i harmonii jaka między nimi panowała, tych wszystkich psot drobnych i większych jakie czyniły i przede wszystkim tego ciągłego obcowania z przyrodą!

Zazdrość mi nie przeszła, nic a nic…

Najbardziej, zarówno w filmie jak i książce lubię historię, kiedy Ollemu (notabene mój ulubiony bohater, z którym chyba się utożsamiam) ruszał się ząb i bał się go wyrwać. Pani w szkole jak to zobaczyła, powiedziała, że wszyscy na następny dzień będą chcieli zobaczyć dziurkę po zębie, więc Ollemu na głowę spadła dodatkowa presja. Chodził cały dzień markotny, przywiązał sobie sznurek do zęba, ale nie był w stanie pociągnąć. Wtedy pozostałe dzieci postanowiły ulżyć jego cierpieniom i kiedy zasnął pociągnęły za sznurek. Olle nawet się nie obudził!

Astrid Lindgren stworzyła cudowne i piękne książki dla dzieci, które spokojnie może wziąć do reki dorosły czytelnik i przypomnieć sobie jak to było „za młodu”. Znalazłam fragment opisujący Astrid na stronie http://www.swedenabroad.com, który chyba w pełni tłumaczy skąd te wszystkie wspaniałe pozycje. Bo Lindgren miała po prostu piękne dzieciństwo, które pamiętała do końca życia!

„Astrid pamiętała przez całe swoje życie, całym swoim ciałem, jak to było, kiedy była mała. Pamiętała niebezpieczne belki na dachu stodoły, trociny zaplątane we włosy po piłowaniu drewna, pamiętała, jak na przerwie w szkole smakowały kromki żytniego chleba z zimnym mięsem. Pamiętała, jak strasznie i cudownie było wdrapywać się wysoko a potem skakać w dół.

Nigdy nie zapomniała, jak cudownie, a równocześnie trudno jest być dzieckiem. Jak fantazja może być i pierwszą pomocą i ostatnią deską ratunku dla niektórych dzieci.”

wtorek, 17 maja 2011

Kristina Ohlsson "Odwet"

"Odwet" to drugi, po "Niechcianych", kryminał z cyklu o Fredrice Bergman, młodej ambitnej analityczne zatrudnionej w policji.
Nie czytałam niestety pierwszej części , nie miało to jednak wpływu no mój odbiór "Odwetu", który jest bardzo dobrym przedstawicielem gatunku.

Policja znajduje zwłoki Pastora i jego małżonki. Z listu pożegnalnego wynika, że Jackob Ahlbin zabił żonę a później siebie z rozpaczy po śmierci córki Karoliny. Wiele jednak wskazuje na to, że samobójstwo to nie było. W międzyczasie ginie pod kołami samochodu emigrant, zamieszany w napad z bronią w ręku. Te dwa wątki z pozoru nie mające ze sobą nic wspólnego, łączą się w niezwykle spójną i zgrabna całość.
Oprócz tego towarzyszymy młodej kobiecie w Bankoku, która pada ofiarą tajemniczego spisku, mającego na celu pozbawienie ją tożsamości.

"Odwet" to jeden z lepszych kryminałów jakie czytałam w ostatnim czasie. Ciekawi bohaterowie, pracujący w policji, zaskakujące rozwiązania i zwroty akcji. Wiele wątków jednocześnie, które prowadzą do jednego, zupełnie nieoczekiwanego zakończenia. Autorka, może troszkę za wcześnie zdradziła nam ostateczne rozwiązanie, niemniej i tak "Odwet" to naprawdę kawałek dobrej roboty. Wątki osobiste bohaterów bardzo mnie wciągnęły, lubię kiedy w tego typu książkach znajduje się trochę tła obyczajowego. Z pewnością sięgnę po kolejne książki z tego cyklu, o ile nie odstraszy mnie ich cena (39 zł, to trochę za dużo...)
Polecam!

niedziela, 8 maja 2011

Mari Jungstedt "Niewypowiedziany"

Wielką fanką Mari Jungstedt nie jestem... Powiedziałabym nawet, że jej książki traktuję bardzo surowo i niestety jestem nastawiona zawsze negatywnie. Na szczęście, mimo niektórych wad, nie rozczarowałam się i myślę że druga część wyszła autorce zdecydowanie lepiej od pierwszej.

W malowniczej Gotlandii policja odnajduje ciało byłego fotografa, obecnie alkoholika żyjącego z renty - Henry'ego Dhlstroma. Ciało zostaje znalezione w ciemni fotograficznej, a głównym motywem zbrodni wydaje się policji duża pieniężna wygrana, zdobyta w czasie wyścigów konnych przez ofiarę. Prowadzone śledztwo do niczego jednak nie prowadzi. Wszystko zmienia się, kiedy zostaje zgłoszone zaginięcie czternastoletniej Fanny. Ku zaskoczeniu śledczych, te dwa wątki łączą się ze sobą...

Niewypowiedziany, to druga z siedmiu książek o Andreasie Knutasie. Polubiłam tego sympatycznego inspektora, żadnego supermena, a bardzo rodzinnego i ciepłego człowieka. Oprócz wątku kryminalnego, autorka raczy nas również historią romansu młodej nauczycielki Emmy i dziennikarza Johana. I mimo, że na początku wydawał mi się zbędna i przeszkadzała mi bardzo, to pod koniec wciągnęła mnie na tyle, że musiałam zerknąć co też się wydarzy w kolejnej części, czyli "We własnym gronie"

Niestety rozczarowało mnie zakończenie. Nie domyśliłam się, wprawdzie zbyt szybko kto zabił, ale końcówka była zbyt oczywista i jak dla mnie nierzeczywista. Sam pomysł ciekawy, ale wykonanie niestety nie.

Ogólnie czyta się dobrze, można bez problemu sięgnąć po książkę nie czytając "Niewidzialnego", ponieważ wszystkie postacie są krótka scharakteryzowane.
Lekka, łatwa i przyjemna historia kryminalna, idealna na chwilkę odprężenia!

niedziela, 20 marca 2011

Mari Jungstedt "Niewidzialny"

Niewidzialny to pierwsza z siedmiu książek skandynawskiej autorki, która cieszy się sporą popularnością. Główną rola w tej serii, przypadła Andersowi Knutasowi, prawie pięćdziesięcioletniemu komisarzowi policji z Visby. Zaufaną współpracownicą Knutasa jest Karin Jacobsson, malutka i energiczna kobieta.

Pierwsza część rozpoczyna się, od odnalezienia na plaży ciała kobiety i jej psa. Została ona brutalnie zamordowana, a na jej ciele mnóstwo jest śladów od uderzenia siekierą. Psu ktoś odrąbał głowę i łapę. Podejrzenie pada od razu na konkubenta, z którym kłóciła się dzień wcześniej. Mężczyzna zostaje aresztowany, a sprawa wydaje się być rozwiązana... Nic bardziej mylnego. Kiedy opadają emocje po pierwszym morderstwie, w malowniczej Gotlandii odnalezione zostaje ciało kolejnej kobiety. Komisarz Knutas, musi niestety powziąć odpowiednie decyzje i pogodzić się z myślą, że poszukuje seryjnego mordercy.

Od jakiegoś czasu jestem fanką skandynawskich autorów i mogę spokojnie porównać książki Jungstedt do innych autorów. Niestety, według mnie, wypada trochę blado. Zawsze podobało mi się, kiedy główny bohater, bądź jego współtowarzysze, mieli w sobie coś charakterystycznego, co dodawało im charyzmy. Knutas jest nijaki... Brak nałogów, brak problemów, szczęśliwy, żonaty, dzieciaty... Nic co dodawałoby jakiegoś smaczku jego postaci. Jego współpracownicy również wydają się być wyjątkowo nudni.

Sam kryminał nie jest zły. Rozwiązania w nim zastosowane wydają mi się znajome i mam wrażenie, że coś podobnego już kiedyś czytałam, niemniej pochłania się szybko i w miarę przyjemnie.
Irytowała mnie łatwość z jaką policja i telewizja wydobywała informacje z ludzi, chociaż mam wrażenie, że nie za bardzo pomagało to w rozwiązaniu sprawy. Przez pół książki komisarz stał w miejscu i zastanawiał się co dalej. Ostatecznie nawet nie on rozwiązuje zagadkę.

Mam nadzieję, że kolejne części będą mniej miałkie, a w życiu bohaterów wydarzy się coś interesującego, czy zaskakującego.

Dużym minusem na pewno są błędy zawarte w opisie książki na okładce. Mam wrażenie, że osoba która tworzyła to mini streszczenie, niezbyt dokładnie zapoznała się z powieścią.

Polecam do szybkiego przeczytania ;)

środa, 22 grudnia 2010

Jo Nesbo "Wybawiciel"


W zasypanym śniegiem Oslo inspektor Harry Hole ściga nieuchwytnego płatnego zabójcę z byłej Jugosławii. Przeczesuje środowiska narkomanów, dewiantów, członków Armii Zbawienia wyczekujących nowego zbawiciela, który ma ich wyzwolić od beznadziei życia - choćby przez śmierć. Inspektor Harry Hole to policyjny anarchista stosujący metody dalekie od procedur, nieprzystosowany do życia nałogowy palacz i alkoholik. Przed wyrzuceniem na bruk chroni go jednak to, że jest niezwykle inteligentnym i efektywnym policjantem. Ma także parasol ochronny, który rozpina nad nim Bjarne Moller, jego przyjaciel i bezpośredni przełożony.


Jest to niestety moja pierwsze spotkanie z Jo Nesbo... dlaczego niestety? A no dlatego, że Wybawiciel jest książką, której akcja się toczy po wydarzeniach zawartych w trylogii z Oslo, a co za tym idzie, niestety posiadam już wiedzę z tamtych wydarzeń i czytanie książek kryminalnych, których rozwiązanie już znam mija się z celem.
I żałuję, bo bardzo mi się styl Jo Nesbo podoba i chciałabym więcej.
Ja wogóle jestem fanką skandynawskich kryminałów i powoli robię się wobec nich bezkrytyczna.

Harry Hole, to niezwykle charakterystyczny bohater. Alkoholik i nałogoowy palacz, ale przy tym niezwykle bystry komisarz. Nie jest przedstawiony jako Rambo i SuperMan w jednym, nawet nie nosi broni, ot człowiek po prostu, z wadami.

Sprawa którą prowadzi Hole dotyczy zabójstwa żołnierza Armii Zbawienia. Komisarz kierując się często intuicją i przeczuciami, krok po kroku zbliża się do ostatecznego rozwiązania, które jest niezwykle zaskakujące.

Nesbo pisze w sposób niezwykle wciągający. Bardzo podobały mi się przejścia między poszczególnymi wątkami teoretycznie ze sobą niezwiązanymi. Kiedy trzeba wywołuje w Nas wstręt i przerażenie, znowu innym razem uśmiech i ciepłe odczucia.
Jak dla mnie kolejny mistrz gatunku.

Polecam

wtorek, 14 grudnia 2010

Mons Kallentoft "Ofiara w środku zimy"


Jest luty. Najzimniejszy do lat. Pewnej szczególnie mroźnej nocy wśród jałowych, chłostanych wiatrem równin Östergötland zostaje znalezione potwornie okaleczone ciało mężczyzny. Śledztwo prowadzi komisarz Malin Fors z policji w Linköping, samotna matka po przejściach, która pije za dużo tequili i uprawia za dużo ostrego seksu ze swoim kochankiem, dziennikarzem z miejscowej gazety. Śledztwo ma dać odpowiedź na pytanie, kto zabił i dlaczego zrobił to w tak okrutny sposób. Malin rusza tropem mordercy, a polowanie to prowadzi ją do najmroczniejszych zakątków ludzkiego serca…


Mam mieszane uczucia i jestem rozdarta, bo po prostu nie wiem jak tę książkę ocenić.

Zacznę od tego co mi się spodobało. Historia kryminalna jest dobrze skonstruowana, trzyma w napięciu, chwilami poraża swoją brutalnością. Zakończenie jest nietuzinkowe i na swój sposób zaskakujące. w tej kwestii autor mnie nie zawiódł i z chęcią sięgnę po "Śmierć letnią porą" licząc na to, że rozwiąże się jeden z wątków, który niestety w tej części nie został poprowadzony do końca. Poza tym polubiłam główną bohaterkę i chętnie poczytam o jej dalszych losach i perypetiach rodzinnych. Przy okazji chciałam zwrócić uwagę na to, że opis na okładce jakoby Molin uprawiała dużo ostrego seksu ze swoim kochankiem uważam co najmniej wobec niej krzywdzący. Jeden incydent przez całą książkę... hmm...

Ogólnie wątek kryminalny mnie zadowolił...

Co mnie rozczarowało?
Wydaje mi się, że Mons Kallentoft na siłę starał się stworzyć coś oryginalnego, przez co język tej powieści jest dla mnie co najmniej niezrozumiały. Czasami gubiłam się w czyjej głowie akurat siedzę. Pomysł, żeby z tytułowej ofiary zrobić narratora, też jakiś nietrafny. Miałam ochotę jak najszybciej mijać te fragmenty. I stanowczo za dużo przemyśleń głównej bohaterki. Jakby tak podsumować, to co jest zbędne w tej książce, pewnie skróciłaby się o jakieś 100 stron i byłaby naprawdę dobrym kryminałem. A tak jest towarem troszkę zepsutym. Co nie zmienia faktu. że historia bardzo ciekawa. I podejrzewam, że ta powieść jednym będzie się podobać, a innym w ogóle. Ja chyba jestem po środku.

Także z troszkę mieszanymi uczuciami, ale polecam :)

Książkę otrzymałam od Domu Wydawniczego Rebis

środa, 3 listopada 2010

Camilla Lackberg "Kamieniarz"


Październikowy poranek we Fjallbaka. Rybak Frans Bengtsson wypłynął łódką, aby opróżnić więcierze, które zastawił na homary. Przy ostatnim z nich coś się mocno zacina, Frans przeczuwa, że nie będzie to zwykły połów, nie myli się, w siatce więcierza tkwi ciało dziewczynki...

Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu policji w Tanumshede mają do rozwikłania kolejną skomplikowaną zagadkę. Podczas sekcji zwłok w płucach dziecka wykryto słodką wodę i ślady mydła. Ktoś utopił małą w wannie i wrzucił zwłoki do morza. Kto i po co zamordował dziecko? Odpowiedzi należy szukać w odległej przeszłości...




To już trzeci tom przygód Patrika i Eriki. i przed kolejnym chyba zrobię sobie dłuższą przerwę, żeby zatęsknić za powrotem do Fjallbaki.

Tym razem morderstwo nad którym pracuje Patrik, dotyczy siedmioletniej dziewczynki, Sary. W jej płucach zostaje znaleziona słodka woda i popiół, mimo iż zostaje wyłowiona w słonym morzu. Patrik, któremu niedawno urodziła się córeczka, ciężko przeżywa śledztwo dotyczące dziecka.

Równolegle z akcją w teraźniejszości, możemy śledzić losy samolubnej i rozpuszczonej Agnes, która ponad 60 lat wcześniej wpłynęła na wydarzenia mające miejsce w Fjallbace w teraźniejszości.

Towarzyszymy również Erice, która przeżywa trudny okres po urodzeniu Mai...

Jak zwykle Camilla Lackberg mnie nie zawiodła i otrzymałam dobry kryminał a do tego świetną powieść obyczajową przedstawiającą szwedzką prowincję i jej mieszkańców wraz z ich czasami nietypowymi zwyczajami.
Trochę mi się nie spodobało to, że za szybko domyśliłam się kto zabił i zepsuło mi to całą zabawę. I już nie wiem czy pretensje powinnam mieć do autorki, za źle skonstruowane zakończenie i za to, że szybko wszystko wyszło na jaw, czy do siebie, że mi się intensywne myślenie włączyło ;)

Książkę oceniam dobrze, ale jak pisałam wcześniej, robię sobie przerwę przed kolejnym tomem. Trzeba czasami odpocząć, żeby autor nam nie obrzydł przypadkiem :)

czwartek, 21 października 2010

Camilla Lackberg "Kaznodzieja"


Akcja drugiej powieści kryminalnej Camilli Läckberg, tak jak poprzedniej, rozgrywa się w Fjällbackce, małej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu w Tanumshede stają przed bardzo skomplikowaną zagadką. Jaki jest związek między morderstwem młodej kobiety, której zwłoki odnaleziono w Wąwozie Królewskim, a sprawą sprzed dwudziestu pięciu lat, dotyczącą zaginięcia dwóch dziewczyn? Prawda okazuje się okrutniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać…







Druga część jest wg mnie zdecydowanie lepsza niż pierwsza, a autorka się rozkręca :)

Zaskoczenie już na pierwszych kartach powieści... Erika jest w zaawansowanej ciąży :) Spodziewałam się, że tak jak w poprzedniej części, będzie razem z Patrikiem rozwiązywać kryminalną zagadkę, ale w tej części stanowi tylko tło dla poczynań swojego partnera. I właśnie za sprawą"Kaznodziei" Postać Patrika zyskała w moich oczach uznanie.

Hedstrom prowadzi sprawę zamordowanej dziewczyny, której ciało zostaje znalezione w wąwozie wraz z dwoma szkieletami. Wszystkie tropy prowadzą do rodziny Hultów od lat pozostającej w konflikcie, za sprawą dwóch braci, Gabriela i Johannesa. Ten drugi ponad 20 lat wcześniej był podejrzany o Zniknięcie dwóch dziewczyn, jednak nic nie zostało mu udowodnione, a w końcu podejrzany "popełnia samobójstwo"
Sprawa sprzed lat wiąże się z obecnym śledztwem, a na domiar złego znika kolejna dziewczyna. Patrik krąży wokół zwaśnionej rodziny i wśród zagmatwanych wątków sprawy, a samo rozwiązanie rzeczywiście jest przerażające.
Przyznam szczerze, że po cichu domyślałam się kim jest morderca, ale ewentualne motywy do końca nie były dla mnie jasne :)

Drugą część czyta się wg. mnie lepiej, jest bardziej dynamiczna i wymaga od czytelnika większego skupienia, dla zrozumienia sprawy.

Nie wiem co teraz zrobię, bo już naprawdę mnie nie stać na kolejną część, a po prostu muszę ją przeczytać... pozostaje mi grzecznie nazbierać i uzbroić się w cierpliwość :)
Polecam!

środa, 13 października 2010

Camilla Lackberg "Księżniczka z lodu"


W niewielkiej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji, wśród małej, zamkniętej społeczności, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą - w jednym z domów odkryto zwłoki młodej kobiety. Początkowo wszystko wskazuje na samobójstwo, okazuje się jednak, że Alex została zamordowana. Prywatne śledztwo rozpoczyna Erika Falck - pisarka i przyjaciółka Alex z dzieciństwa, do której dołącza miejscowy policjant Patrik Hedström.








Muszę przyznać, że mam słabość do kryminałów. A od dobrych skandynawskich kryminałów nie mogę się po prostu oderwać. To mój ulubiony gatunek literacki i najbardziej mnie odpręża :) Tak więc z ciekawością sięgnęłam po "Księżniczkę z lodu" Camilli Lackberg. Trochę źle zrobiłam, że przeczytałam ją prawie bezpośrednio po trylogii Larssona, która niestety jest niewątpliwie lepsza.

Książka napisana z dużą dbałością o język, wątki kryminalne znakomicie przeplatają się ze sobą i tworzą jednolitą całość o dość ciekawym i zaskakującym zaskoczeniu.

Polubiłam głównych bohaterów, Erikę i Patrika. Czasami nieśmiali, czasami niezdarni, ale za to przenikliwi i inteligentni. Ona pisarka, on policjant, przy wzajemnej pomocy rozwiązują sprawę kryminalną, która spadła na małe miasteczko.
Niestety tu pojawia się moment w którym książka wypada blado przy Larssonie. Mimo iż bohaterowie sympatyczni, to czegoś im po prostu brakuje. Nie są tak wyraziści jak Lisbeth i Mikael. Mimo to bardzo przyjemnie śledzi się ich wątek osobisty ;) I dlatego warto też przeczytać kolejne części.

Z niecierpliwością oczekuję momentu kiedy będę mogła sięgnąć po "Kaznodzieję", niestety pieniędzy nie ma, a w bibliotece brak, dlatego uzbrajam się w cierpliwość i kombinuję ;)

Polecam :)

niedziela, 10 października 2010

Stieg Larsson "Zamek z piasku, który runął"


Lisbeth Salander przeżywa próbę pogrzebania jej żywcem. Ale jej kłopoty na tym się nie kończą.
Mikael Blomkvist sięga w skrywaną przeszłość Salander i rusza w pogoń za prawdą. Pisze ważny tekst, który ma oczyścić nazwisko Lisbeth Salander i wywołać trzęsienie ziemi w rządzie, służbach bezpieczeństwa i całym kraju. Lisbeth Salander w końcu ma szansę pogodzić się z własną przeszłością.










I oto nastąpił koniec... ponad 2000 stron za mną :) Jestem baaardzo zmęczona tym czytaniem, ale i usatysfakcjonowana, bo Larsson stworzył kawał dobrego kryminału.
CZytałam różne opinie na temat trylogii i pozytywne i negatywne, wiele osób czuło rozczarowanie... a wszystko przez to że Millenium jest tak dobrze rozrekamowane. Sama byłam minimalnie rozczarowana po pierwszej części, bo spodziewałam się czegoś nadzwyczajnego, fajerwerków. a dostałam po prostu dobry kryminał. Podejrzewam, że gdyby nie ta cała otoczka wokół trylogii, nikt by nie narzekał, tylko z zachwytem wciągał każdą następną stronę. A tak wyjątkowo sława Millenium podziałała na jego niekorzyść.

Co do trzeciej części...
Podobała mi się najbardziej z wszystkich trzech. Były wprawdzie fragmenty, które nie przypadły mi do gustu, głównie opisy dotyczące wewnętrznych struktur Sapo i poszczególnych jej członków, troszkę nudnawe, ale całą reszta świetna. Cały czas się coś działo, wychodziły na jaw nowe fakty, a ostatnie 300 stron przeczytałam jednym tchem i z wypiekami na twarzy.

Z czystym sumieniem mogę polecić całą trylogię...
Ja sama z chęcią sięgnę po "Mężczyznę, który odszedł za wcześnie" o życiu Stiega Larssona :) z reguły nie lubię biografii, ale jego po prostu mnie intryguje :)

piątek, 8 października 2010

Stieg Larsson "Dziewczyna, która igrała z ogniem"


W kolejnej, po "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet", części trylogii Millennium główną bohaterką jest Lisbeth Salander. Seria dramatycznych wypadków wywołuje u Lisbeth wspomnienia mrocznej przeszłości, z którą raz na zawsze postanawia się rozprawić. Dwoje dziennikarzy, Dag i Mia, docierają do niezwykłych informacji na temat rozległej siatki przemycającej z Europy Wschodniej do Szwecji ludzi wykorzystywanych w branży seksualnej. Wiele zamieszanych w to osób piastuje odpowiedzialne funkcje w społeczeństwie. Kiedy Dag i Mia zostają brutalnie zamordowani, a podejrzenia zostają skierowane na Lisbeth Salander, Blomkvist postanawia przeprowadzić własne śledztwo. Wkrótce odkrywa związek między morderstwami i sprawą przemytu. Straszliwego Zalę, którego nazwisko wciąż pojawia się w trakcie śledztwa, łączy też coś z niejaką Lisbeth Salander...


Druga część Trylogii Larssona moim skromnym zdaniem jest zdecydowanie lepsza od pierwszej :) Czyta się szybciej, akcja jest bardziej wartka... no i kończy się tak, że nie sposób nie sięgnąć po kolejną część :)
w "Dziewczynie..." poznajemy przeszłość Lisbeth Salander, nieciekawą przeszłość, która ukształtowała trochę mroczny charakter Salander.
Skomplikowany splot wydarzeń, łączy ze sobą ponownie Mikaela i Lisbeth. Dziewczyna Zostaje oskarżona o poważne zbrodnie, którre wstrząsają całą szwecja. Po jej stronie twardo Stoi Blomkvist i próbuje na własną rękę rozwiązać zagadkę.

Co mi się nie podobało?

Reklama Ikei... na każdym kroku natykamy się w tej książce na nazwę tego sklepu.

Jedna z ostatnich scen... Kto czytał ten wie, kto nie czytał to się dopiero przekona... Była wręcz nieprawdopodobna, niemożliwa, nie do przeżycia :)

Mimo tych paru małych wad jest to jeden z lepszych kryminałów, jakie czytałam, więc z czystym sercem POLECAM :)

sobota, 2 października 2010

Stieg Larsson "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"


Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera - magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander - młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.

Tak się szczęśliwie złożyło, że pierwszy tom trylogii Millennium kupiłam w antykwariacie za 20 zł, a kolejne dwa dostałam w prezencie urodzinowym od przyjaciół (jak to dobrze, że wiedzą co lubię)
Dość długo zabierałam się za czytanie, ponieważ trochę odstraszał mnie rozmiar książki... ponad 600 stron oznaczało kilkanaście godzin czytania, a ja ostatnio jestem już lekko przemęczona. Ale w końcu, zachęcona kolejną pozytywną recenzję, wzięłam do ręki... i wsiąkłam ;)

Nie będę pisać o treści, żeby nic nie zdradzać przez przypadek, ale książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Znakomicie wykreowane są postacie Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista.
Lisbet nie jest tylko kobiecym dodatkiem współpracującym z Mikaelem, ale niezależną silną kobietą, biorącą sprawy w swoje ręce. Oprócz tego socjopatka, genialna hakerka i researcherka.
Mikael z kolei jest spokojny, wyciszony i uczciwy. Bardzo spostrzegawczy, czasami lekko "ciapowaty"
Tworzą razem ciekawy duet, zarówno w życiu jak i w pracy. Dobrze się czytało o dochodzeniu, które razem prowadzili, o poszczególnych etapach zagadki, którą rozwiązywali.

W kilku recenzjach wyczytałam, że można to wszystko było napisać krócej... ja uważam że ilość i jakość są w porządku. W innej formie książka straciłaby swój urok :)
Co do treści, nie zaskoczyła mnie tak jak myślałam, że mnie zaskoczy, aczkolwiek niektórymi faktami bardzo się zdziwiłam.

Jedyne co mi przeszkadzało to wstawki po angielsku. Dla osób, które nie znają języka są po prostu uciążliwe.

Ta książka to było to, czego ostatnio potrzebowałam. Teraz zrobię małą przerwę i sięgnę po kolejne tomy :) Polecam wszystkim wielbicielom dobrych kryminałów :)

Baner