Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo LIterackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo LIterackie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 czerwca 2014

Jennifer Worth "Zawołajcie położną"



Kursor zawzięcie miga... Już chyba czwarty raz usuwam pierwsze zdanie, bo każde wydaje mi się nieodpowiednie, a chciałabym już na wstępie jakoś oddać klimat i mój zachwyt nad książką. Jeżeli więc nie macie czasu na czytanie więcej niż wstępu, to ułatwię wam i  już teraz napiszę, że ta książka jest naprawdę świetna.

Jennifer Worth przez dwadzieścia lat pracowała jako położna w londyńskiej dzielnicy portowej. To właśnie jej wspomnienia znajdziemy w książce "Zawołajcie położną", która stanowi pierwowzór serialu "Z pamiętnika położnej", być może znanego już niektórym czytelnikom. 
Jennifer poznajemy w momencie, gdy o drugiej trzydzieści, czyli niemalże w środku nocy, zostaje wezwana do rodzącej Muriel. Pobudkę położna komentuje dosadnie...
"Po co ja się w ogóle w to wpakowałam?! Chyba oszalałam! Mogłam wybrać tyle innych bardziej interesujących i lepiej płatnych zawodów - modelka, stewardesa w liniach lotniczych albo na statku. Tylko idiotka postanowiłaby zostać pielęgniarką! A na dodatek położną..."
Kariera dziewczyny jako położnej rozpoczęła się, gdy mając już doświadczenie pielęgniarskie przekroczyła progi Domu Nonnatana. Miejsce specyficzne, prowadzone przez siostry zakonne trudniące się położnictwem i pielęgniarstwem. Mówimy o latach pięćdziesiątych, w ubogiej dzielnicy portowej, o czasach przed pigułką antykoncepcyjną. Można bez wahania powiedzieć, że siostrzyczki i ich podopieczne na brak pracy nie mogły narzekać. Poranne wizyty, popołudniowe wizyty, poradnia okołoporodowa i przede wszystkim porody, których w tamtym czasie było naprawdę wiele. Niezależnie od godziny wezwania wsiadały na rowery i pędziły do potrzebujących.
"Dlaczego położne nie są w oczach ludzi bohaterkami? Powinny być wychwalane przez wszystkich pod niebiosa. Nie sposób zmierzyć odpowiedzialności, jaka spoczywa na ich barkach, ich umiejętności i wiedza nie mają sobie równych."

Worth funduje nam też swoistą podróż w czasie... Niezwykle obrazowo opisuje londyński Est End, podkreślając zarówno jego piękno jak i brzydotę. Prości ludzie, stłoczeni na niewiarygodnie małych przestrzeniach, świat prostytutek, brutalności i nędzy. A do tego ten przytłaczający londyński klimat... wszechogarniający smród, brud i smog.

W swoich wspomnieniach autorka pokazuje nam wszystko w taki sposób, że często z przerażeniem przewracamy kolejne strony, no bo np. jak można urodzić dwadzieścioro pięcioro dzieci!?  Kompletnie niezrozumiałe i zatrważające sytuacje, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć, przez wzgląd na czasy w jakich żyjemy. Mimo to, często mamy też okazję do uśmiechu... Autorka równoważy dobro i zło. Bo opowieść położnej, to opowieść słodko-gorzka, która wciąga od pierwszej strony i czaruje plejadą barwnych postaci. Każda z siostrzyczek mogłaby być materiałem na osobną książkę, złota rączka Fred i jego interesy, czy też kucharka Pani B. to kolejni kandydaci godni dłuższej uwagi. Każde z nich otrzymało rozdział, jednak jest to zdecydowanie za mało!

"Zawołajcie położną" to barwna podróż w lata pięćdziesiąte, gdzie dzieci rodziło się mnóstwo, a poród domowy był czyś normalnym. Jennifer Worth w brawurowy sposób opisuje lata, w których antykoncepcja praktycznie nie istniała. Od pierwszej strony czujemy przytłaczający londyński klimat, który nie pozwala nam oderwać się od lektury.

Chcę więcej!

piątek, 31 stycznia 2014

Cormac McCarthy "To nie jest kraj dla starych ludzi"



Naprawdę ciężko było mi się zabrać za pisanie o tej książce. Dlatego, że była dobra. Ale nie w taki tradycyjny sposób, który z łatwością można uchwycić i przekazać dalej...
Na podstawie powieści "To nie jest kraj dla starych ludzi" słynni Bracia Coen nakręcili nagrodzony wieloma nagrodami film o tym samym tytule, z genialną rolą Javiera Bardema. Piszę o tym, dlatego że film nie zaistniałby, gdyby nie talent laureata nagrody Pulitzera. McCarthy stworzył powieść o niesamowitym klimacie, w której symbolicznie walczą ze sobą dobro i zło.

Granica Stanów Zjednoczonych i meksyku, rok 1980, narkotyki i zbrodnia. Polujący na antylopy Llewelyn Moss, po nieudanych łowach trafia na nietypowe znalezisko... Kilka trupów, jeden dogorywający i błagający o wodę żywy, bagażnik narkotyków i walizka z  prawie dwoma milionami dolarów... Moss staje przed dylematem... Zabrać i poprawić los swój i żony, czy też zostawić i żyć dalej w spokoju. Zdrowy rozsądek podpowiada to drugie, jednak Llawelyn podejmuje inną decyzję. Zabiera pieniądze i wraca do domu. Prawdopodobnie na tym by się skończyło, jednak bohater postanawia wrócić na miejsce zbrodni. Tam natyka się na tych którzy poszukują już zguby. Jednak to nie oni staną się jego największym wrogiem. Tym będzie Anton Chigurh, zabójca który sam tworzy zasady jakimi się kieruje i któremu w drogę można wejść tylko raz...
Narratorem całej opowieści jest szeryf Bell, lekko już znudzony życiem i zrezygnowany, jednak z bogatym doświadczeniem. Mądry facet, który niestety w tej walce nie ma szans na wygraną.

Zaletą tej powieści jest z pewnością jej lekko filmowy charakter. Nie męczą nas przydługie opisy, za to zaskakuje ich niezwykła precyzja, akcja toczy się w szybkim tempie w mrocznej atmosferze, a sceny zmieniają się jak w kalejdoskopie. Chigurh to demon zła, uosobienie wszystkiego co najgorsze. Bohaterowie tacy jak Moss, czy Bell podejmują walkę z tym złem. Każdy z nich ma swoje zasady, którymi się kieruje i które utrzymują przy życiu, jednak kto wyjdzie z tej ponurej gry żywy?

Myślę, że każdy czytelnik odnajdzie w tej z powieści, która tylko z pozoru jest thrillerem, jakieś drugie dno. Zachęcam więc tych, którzy nie mieli jeszcze do czynienia z ekranizacją czy książką do zapoznania się.
Wędrówka przez amerykańską "ziemię jałową", okraszona dobrymi dialogami i wartką akcją z pewnością zrobi wrażenie...

sobota, 1 czerwca 2013

Dorota Sumińska "Jak jeż Jerzy został tatą"


 
"Jak jeż Jerzy został tatą" to kontynuacja książki "Wierzę w jeże" autorstwa Doroty Sumińskiej. Z reguły nie sięgam po literaturę adresowaną do dzieci, ponieważ ciężko jest mi ją oceniać z racji braku doświadczeń z maluchami. Jednak dla autorki zawsze z chęcią czynię wyjątek, gdyż uwielbiam jej styl i podejście do świata zwierząt. A dzięki  książkom, które wychodzą spod jej pióra, dowiaduję się wielu ciekawych, nieznanych mi wcześniej rzeczy o świecie natury.

Jeż Jerzy, to przyjaciel Picucia, Polnej i Musi Bolimusi. Żyje w warunkach stworzonych przez człowieka w idealnej symbiozie z wszystkimi mieszkańcami woliery. Do jego historii wracamy w momencie, kiedy zaręcza się i żeni z Irenką. Naturalną tego konsekwencją jest pojawienie się nowych mieszkańców, dwóch córeczek i dwóch synków. Również Polna, pomieszkująca u Jerzego zostaje mamą pięciu mysiątek. Rezolutny jeż, z pomocą przyjaciół rozwija swoją wiedzę na temat rozmnażania, dojrzewania i zachowań różnych gatunków. Dorota Sumińska porusza poprzez zwierzęta trudne tematy, które zawsze przysparzają problemy rodzicom. Bo jak wytłumaczyć dziecku skąd się biorą dzieci, albo dlaczego krew jest czerwona? Nie jest to łatwe, zwłaszcza kiedy dziecko docieka i dopytuje. 

Lektura książek pani weterynarz, to jednak przede wszystkim pouczające spotkanie z naturą. Wiele z niego wyniosą zarówno dzieci jak i dorośli, którzy często zapominają o podstawowych prawach, jakimi rządzi się planeta ziemia.

 "Wszyscy mamy prawo do życia. Czy ludzie tego nie rozumieją? Czyżby jeszcze nie dorośli i dlatego zachowują się jak nieodpowiedzialne dzieci? Chyba tak, bo jak inaczej wytłumaczyć ich zachowanie?"

"- Jest jedno dane nam przez Matkę Naturę: prawo do życia. Takie samo jak twoje i wszystkich żywych istot. Zobacz jakie to podłe. My dajemy ludziom cień, dzięki nam mogą oddychać, dzięki nam żyje cała planeta. A oni? Wycinają nas bez litości".

"Jak jeż Jerzy został tatą" zilustrowany przez Janusza Wrzesińskiego, oddany w twardej oprawie i na grubym  papierze, to kolejna pozycja Wydawnictwa Literackiego, która zachwyca jakością wydania.


Polecam, jak zresztą każdą pozycję Pani Doroty, ponieważ to mądre i pouczające książki dla młodszego i starszego czytelnika.



wtorek, 30 października 2012

Agata Tuszyńska "Oskarżona: Wiera Gran"


Wiera Gran urodziła się w 1916 roku na terenie Rosji, w rodzinie żydowskiej, jako córka Eliasza i Luby. Wczesną młodość spędziła w Wołominie, żyjąc w raczej skromnych warunkach. Po przeprowadzce do Warszawy zaczęła uczęszczać do szkoły tańca Ireny Prusickiej, gdzie po raz pierwszy zetknęła się ze Stefanią Grodzieńską i Franciszką Mann. To właśnie znajomość z tą drugą stała się podstawą wielu oskarżeń, rzucanych na nią po wojnie. Mannówna znana była bowiem w czasie okupacji ze swych związków z gestapowcami.
Karierę taneczną zaprzepaścił tragiczny wypadek, jednak "umarła" Wiera tancerka, a narodziła się Wiera śpiewaczka, która szybko zaskarbiała sobie coraz szersze grono wielbicieli. Cieszyła się niemałą sławą i zarabiała też coraz większe pieniądze.

Wojenna zawierucha rzuciła Wierę do Lwowa, gdzie wyjechała wraz z mężem Kazimierzem Jezierskim. Jednak tęsknota za matką i siostrami spowodowała, że już w 1941 roku weszła do getta, aby być przy nich. Pracowała w Kawiarni Sztuka i to tam podobno wstawiła się za Władysławem Szpilmanem, wymyślając duet akompaniatorów Goldfeder - (W książce autorka wymienia imię Artur, w artykule w Wikipedii pojawia się jako Andrzej) - Szpilman. Pomagała też innym artystom wstawiając się za nimi.
Getto opuściła 2 sierpnia 1944 roku i ukryła się w Babicach pod Warszawą, gdzie jej mąż pracował jako lekarz. W 1944 roku urodziła syna, który po zaledwie trzech miesiącach życia zmarł z głodu. Doczekała końca wojny jako pani doktorowa, a kiedy koszmar się skończył, postanowiła udać się na Pragę, gdzie uruchomiono polskie radio, a jego najbardziej wpływową postacią był... Szpilman. Jednak już na wstępie usłyszała oskarżenia.
"-To ty żyjesz?!
Nie zapomni tego pytania.
- Ty żyjesz?!
Rozłożyła ręce.
- Żyję.
- Co Ty tu robisz?
- Przyszłam szukać pracy.
- Słyszałem że współpracowałaś z gestapo!"

Od tego zaczął się koszmar Wiery Gran... Oskarżenia o kolaborację, mimo późniejszych wyroków uniewinniających, ciągnęły się za nią przez całe życie. Dotykały jej w Izraelu, Polsce, Francji i wielu innych miejscach na świecie.

Tak w dużym skrócie prezentuje się życiorys sławnej śpiewaczki. Teraz czas na moją refleksję z lektury książki Agaty Tuszyńskiej "Oskarżona: Wiera Gran". A wierzcie mi, nie jest to lekka i przyjemna pozycja. W wielu miejscach budziła we mnie skrajne uczucia, które teraz, mnie samą dziwią. Ani przez moment nie zastanawiałam się nad winą Wiery, ponieważ ta kwestia chyba już nigdy nie zostanie rozstrzygnięta. Mamy tu typowy przykład słowa przeciwko słowu. Jedne zeznania z całą mocą obciążały kobietę, inne z kolei oczyszczały i przytaczały przykłady jej działalności społecznej. Ciężko po tylu latach po raz kolejny rozstrzygać kwestię. W moim odczuciu śpiewaczka była niewinna, a zawiść obudziła wyniosłość i duma, którymi emanowała.
"Wiem, że Wiera Gran ma dużo zalet, sądzę, że te pogłoski powstały raczej na tle stosunków osobistych, ze względu na jej przykre cechy - pychę i pewną dozę zarozumiałości." (Gerard Gadejski)
Wiera Gran wzbudziła we mnie mnóstwo emocji, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Obraz jaki prezentuje Tuszyńska, to trochę zdziwaczała staruszka z silną manią prześladowczą, która budzi chęć przytulenia i pocieszenia. Czujemy złość wobec niesprawiedliwości jaka spotkała Wierę. Jednak już po chwili wyłania się kolejna warstwa. I tym razem jest to dumna, wyniosła kobieta, która w zasadzie nie lubi nikogo i niczego. Lekko próżna, uwielbia swoją sławę i gratyfikacje dzięki niej płynące. Wiera śpiewaczka ani przez chwilę nie wzbudziła mojej sympatii. 
Owszem, przeżyła wojnę, niełatwy czas getta, śmierć dziecka. Przeżyła dzięki pomocy Kazimierza. Brakowało jednak w jej zachowaniu jakiejś pokory.
Dziwny był też jej związek z mężem (nie jest nigdzie udokumentowane, czy rzeczywiście ślub wzięli). Ocalił ją od zagłady, jednak nigdy mu za to nie podziękowała, co kilkukrotnie podkreśla autorka, często nazywała go za to tchórzem.
"Starał się przez lata. I nie udało mu się pokonać przezroczystej szklanej ściany, jaka między nimi wyrosła. Pozwalała widzieć, pozwalała na zachwyt i marzenia, ale nie umożliwiała kontaktu."
 Agata Tuszyńska spędziła z Wierą Gran kilka ostatnich lat jej życia i chyba emocjonalnie uzależniła się od swojej bohaterki. Powstała dzięki temu książka, w której często, w moim odczuciu, autorka próbuje usprawiedliwiać śpiewaczkę. Nie mogę tego nazwać brakiem obiektywizmu, który Tuszyńska mimo wszystko zachowała, ale chwilami aż za bardzo próbuje wtłoczyć w czytelniczą głowę wytłumaczenia dla zachowań Wiery, nie pozostawiając nam miejsca na interpretację. Pozwala nam za to wkroczyć w życie Gran, oglądać jej mieszkanie pełne pamiątek z przeszłości, przeżywać na powrót lata dawnej świetności o której coraz mniej osób pamięta.

Dodać muszę jeszcze mimochodem, że "Oskarżona: Wiera Gran" to także świetna lekcja historii muzyki, teatru, kabaretu. Na kartach książki pojawiają się wzmianki o całej plejadzie gwiazd, takich jak Adolf Dymsza, Eugeniusz Bodo, Nina Andrycz, Stefania Grodzieńska a nawet Hanka Bielicka i wielu innych, którzy powoli odchodzą w zapomnienie.

Polecam pozycję Agaty Tuszyńskiej, która budzi naprawdę wiele emocji. A Gran to piękny głęboki głos i silny charakter, który warto poznać. Dodatkowo książka okraszona jest masą zdjęć pochodzących ze zbiorów Wiery, oraz zrobionych ręką autorki i Elżbiety Lempp. Warto...


środa, 12 września 2012

Ellen Sussman "Lekcje francuskiego"



Uwielbiam czytać książki z klimatycznym Paryżem w tle. Do tej pory zadowolenie przynosiła mi lektura Anny Gavaldy, francuskiej pisarki, której książki obyczajowe po prostu pochłaniałam. Teraz dołączy do niej Ellen Sussman, która mimo iż jest Amerykanką, świetnie oddała klimat miasta miłości... "Lekcje francuskiego" były moim przerywnikiem od trudnej lektury "Czarnobylskiej modlitwy". Miało być lekko i żartobliwie, a okazało się refleksyjnie i smutno, co bynajmniej nie jest zarzutem!

Drażnią mnie trochę zapowiedzi i skrót zamieszczony z tyłu okładki, co nijak ma się do rzeczywistości opisanej na kartach książki.
Chantal, Nico i Philippe to młodzi korepetytorze języka francuskiego. Chantal i Philippe spotykają się już jakiś czas, jednak mężczyzna nie potrafi dochować partnerce wierności, o czym ta dobrze wie, z kolei Nico jest beznadziejnie zakochany w dziewczynie kolegi. Każde z nich, mimo iż na pozór są zadowoleni z życia, w środku zmaga się z masą dylematów i problemów. Zarówno ich poglądy jak i ich uczniów zmieniają nietypowe lekcje francuskiego. Lekcje, które odbywają się w plenerze, podczas spacerów po Paryżu, który poznajemy wraz z bohaterami. 
Nico spotyka się z amerykańską nauczycielką francuskiego - Josie. Kobiecie w niedalekiej przeszłości zmarł kochanek z czym pogrążona w rozpaczy nie może się pogodzić. Nico i Josie pomogą sobie wzajemnie w uświadomieniu jaką drogę w życiu powinni obrać. 
Philippe z kolei swoją lekcję odbywa z byłą bizneswomen, która czas spędza w domu z dziećmi, stale oddalając się od męża pracoholika. Riley przeżywa chwile namiętności ze swoim korepetytorem, co powoduje, że uświadamia sobie jak bardzo jest nieszczęśliwa i wywołuje w niej chęć zmiany . 
Chantal na swojej lekcji oprowadza po mieście Jeremiego, męża aktorki amerykańskiej, Dany. Mężczyzna jest zauroczony swoją młodą korepetytorką, i właśnie to niewinne uczucie pomaga mu uświadomić sobie uczucia do żony.

Spotkania zmieniają zarówno uczniów, jak i korepetytorów. Jeden dzień w Paryżu, sześć osób i sześć różnych historii. Każdy z bohaterów zmaga się ze swoimi problemami, ale jednocześnie na swój sposób stanowi podporę dla drugiej osoby. Sussman pokazała jak przypadkowe spotkania i w zasadzie obcy ludzie moga odmienić naszą codzienność i otworzyć umysły na inną rzeczywistość. I chociaż wydaje się to być naciągane, ja wierzę i kupuję taką opowieść, bo sama jestem przykładem na to jak obcy ludzie mogą zmienić stosunek do życia. 
Losy bohaterów splatają się na Pont des Arts, gdzie kręcona jest bardzo erotyczna scena koprodukcji francusko-amerykańskiej. Historie się urywają i tak naprawdę dalszy ich ciąg nie jest nam do końca znany, jednak zmiana jaka dokonała się w postaciach daje nam wiarę w to, że wrócą do codzienności i poukładają swoją rzeczywistość zgodnie ze swoimi pragnieniami.

Czy erotyczna i żartobliwa? Mam wątpliwości... Z pewnością wciągająca, klimatyczna i refleksyjna lektura, godna polecenia.



niedziela, 29 lipca 2012

Dorota Sumińska "Zwykłe niezwykłe życie

Dorota Sumińska należy do grona moich ulubionych polskich pisarek. Pokochałam ją za jamnika Bolka ze „Świata według psa” i z wielką radością sięgam po kolejne pozycje autorki. W „Zwykłym niezwykłym życiu” zaintrygowała mnie gęś na okładce, która zwiastowała, że i tym razem autorka oprócz ludzi, bohaterami uczyni nietypowe zwierzęta. Nie czytając żadnego opisu ani recenzji książki zabrałam się za lekturę i po prostu przepadłam.

Na pierwszych stronach powieści poznajemy Wacka, męża Anieli i ojca Wandy, komornika sądowego, który budzi się pewnego ranka z ogromnym kacem. Widok żony i córki rodzi wspomnienia, dzięki którym poznajemy zwyczajną niezwyczajną historię rodziny Struckich. Historię pełną ciepła, miłości do ludzi i zwierząt, ale nie pozbawioną też tych gorzkich chwil. Saga rodzinna, która jak każda pełna jest tajemnic i niesamowitych zawiłości losu.
Opowieść zaczyna się tuż przed wojną, kiedy to Wacek godzi się poślubić umierającą Anielę, pewny że ta wkrótce opuści ziemski padół. Jednak małżeństwo uskrzydla kobietę, która zdrowieje, a młody mąż uświadamia sobie, że resztę życia będzie musiał spędzić z kobietą której nie kocha. Gorycz łagodzi pojawienie się na świecie Wandy, jasnowłosego aniołka i ukochanej córeczki. Jednak i jej narodziny owiane są tajemnicą, a duży w tym udział ma Mania, dwunastolatka, która już do końca swych dni będzie towarzyszyć rodzinie. Z zapartym tchem śledzimy losy Struckich, których kolejne lata mijają leniwie w towarzystwie coraz to innych zwierząt. A wszystko zaczyna się od gęsi Kasi, która strzeże rodziny. I jak to w przypadku ludzi którzy zwierzęta kochają, na gęsi się nie kończy. Zdradzę, że w rodzinnym domu pojawi się nawet… niedźwiedź.

Dorota Sumińska stworzyła tak ciepłą i pełną wzruszeń historię, że nieraz przy jej lekturze zdarzało mi się uronić kilka łez. Zwierzęta, mimo że pełnią w książce teoretycznie role drugoplanowe, tak naprawdę mają ogromny wpływ na bohaterów, powodują że stają się oni bardziej bliscy sobie, rodzą się między z nimi silne więzi, które scalają całą rodzinę w świetnie działający organizm. Szczególnie wzrusza Wacek, którego poznajemy w niezbyt sprzyjających mu okolicznościach, jednak im dalej w las tym więcej wzruszeń nam pan komornik funduje. Jego wielkie serce, miłość do zwierząt i ogromna tolerancja powodują, że łezka w oku się kręci.
Zwyczajna niezwyczajna historia, która wzrusza, zachwyca, intryguje, a przede wszystkim nie pozwala się porzucić w trakcie lektury.

Polecam!

środa, 14 marca 2012

Agata Ziemnicka, Olga Kwiecińska-Kaplińska "Rewolucja na talerzu"


Czy można jeść to, na co ma się ochotę, będąc jednocześnie na diecie i marząc o szczupłej sylwetce? Okazuje się, że tak! Dzięki kolejnym odcinkom "Rewolucji na talerzu" emitowanym na TVN Style, poznajemy małe sekreciki, powodujące, że np. nasz kebab nie ma 1200 kcal, a jedynie połowę. Teraz, wiele przepisów otrzymujemy w świetnie wydanej książce o tytule takim samym jak program telewizyjny.

Po pierwszym przejrzeniu pozycji moje wrażenie nie było pozytywne. Przepisy wydawały mi się skomplikowane, a produkty do nich użyte trudno dostępne. Jednak po dokładniejszym przeanalizowaniu receptur, doszłam do prostego wniosku... To nie przepisy są wymyślne, tylko ja przyzwyczajona jestem do szybkiego gotowania z tego co akurat mam pod ręką. A wystarczy rozejrzeć się dokładnie po sklepowych półkach, aby odkryć bogactwo nowych, o wiele zdrowszych smaków. Autorki pokazują nie tylko jak stworzyć pełnowartościowe i smakowite potrawy, ale raczą nas również wieloma cennymi informacjami. Jak rozpoznać świeżą rybę, które mięso jest najzdrowsze, jak poszczególne zioła wpływają na nasz organizm? To tylko niektóre z pytań, na jakie znajdziemy odpowiedź na kartach książki.

Jako że lubię łasuchować, postanowiłam wypróbować któryś z przepisów. Padło oczywiście na wspomniany wyżej kebab. Przyznaję niestety, że jestem wielką miłośniczką fast foodów. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo są niezdrowe i kaloryczne. A świadoma tego, muszę sobie odmawiać. Ale nie tym razem! Przepis prosty, mimo to z powodu braku jednego z istotnych elementów wyposażenia kuchni, musiałam go nieco zmodyfikować. Tak więc, zamiast kebaba w cieście, był kebab na talerzu. Danie szybkie, pożywne, nie zapycha i nie powoduje uczucia ciężkości, jakiego doświadcza się często po zjedzeniu kebaba barowego. A smak... o niebo lepszy!
Wyglądał mniej więcej tak... Za jakość przepraszam, niestety pod ręką miałam tylko komórkę. Sos oczywiście również był, niestety nie załapał się do zdjęcia.

Rozochocona upatrzyłam już kilka kolejnych przepisów... Krokiety z grillowanymi warzywami, pizza, faszerowana pierś z kurczaka, kurczak z woka... mmm... Oczywiście duża część potraw zaprezentowana jest na zdjęciach, co ułatwia niejako ich przyrządzenie.

Wracając na ziemię... "Rewolucję na talerzu" gorąco wszystkim polecam! Ja z pewnością jeszcze nie raz skorzystam z porad i upichcę pyszności, które będę mogła zjeść bez wyrzutów sumienia.

piątek, 9 grudnia 2011

Christa Maerker "Marilyn Monroe & Arthur Miller"


Od momentu, kiedy w moje ręce trafiły "Fragmenty" Marilyn Monroe, zmieniłam zupełnie sposób postrzegania, tej niewątpliwie jednej z największych legend kina. Wcześniej z powodu braku wiedzy, myślałam o niej raczej stereotypowo. Dlatego z wielką ciekawością sięgnęłam po niewielką objętościowo pozycję Christy Maerker, zajmującą się związkiem gwiazdy z dramaturgiem Arthurem Millerem, autorem m.in. "Czarownic z Salem" czy "Śmierci komiwojażera".

Autorka podzieliła książkę na cztery części. Zaczyna od pierwszych spotkań pary, kiedy to Marylin związana była z reżyserem Elią Kazanem, a Arthur żonaty był z Mary Grace Slattery. Christa Maerker przedstawia powody dla których początkowa fascynacja nie przerodziła się od razu w coś więcej, po czym przechodzi do opisania biografii obojga swoich bohaterów. Poznajemy więc najpierw historię Arthura od urodzenia, poprzez dzieciństwo i pierwsze sukcesy. Analogicznie autorka przedstawia biografię Monroe, od momentu narodzin Normy Jeane Mortenson, przez nieszczęśliwe lata młodości, pracę modelki i pierwsze role filmowe.
Na koniec otrzymujemy rozdział poświęcony prawie pięcioletniemu związkowi bogini i jajogłowego. Widzimy więc, jak małżeństwo przeżywa kolejne kryzysy, które nieubłaganie prowadzą do rozstania.

Christa Maerker nie uniknęła niestety, przynajmniej w moim odczuciu, oceniania bohaterów i narzucania czytelnikowi co ma myśleć i jak postrzegać różne sytuacje. Chwilami w mojej głowie pojawiał się niezgodny z rzeczywistością obraz gwiazdy, naiwnej, romansującej, nadużywającej leków i alkoholu - niezwykle spłycony obraz. Ginie w tym wszystkim Marilyn - wrażliwa, nieszczęśliwa, pragnąca uczucia, niepewna siebie, mimo iż autorka o tych wszystkich problemach pisze.
Po lekturze "Marilyn Monroe & Arthura Millera" pozostał we mnie niedosyt. Jeżeli odliczyć rozdziały poświęcone biografiom bohaterów, o związku tych dwojga pozostaje naprawdę niewiele treści. Poza tym mam wrażenie, że w to wszystko wkradł się lekki chaos, a konstrukcja książki niekoniecznie jest trafiona.
Całość okraszona jest kilkunastoma archiwalnymi zdjęciami z życia Marilyn i Arthura, filmografią aktorki i bibliografią utworów pisarza.

Pozycja na pewno stanowi świetne uzupełnienie wielu biografii Marilyn Monroe i jako takie dopełnienie właśnie ją polecam.

"Sądzę że zawsze
głęboko przerażała mnie myśl o byciu czyjąś
żoną
bo nauczyłam się od życia
że nie można kochać drugiego,
nigdy, naprawdę" (Marilyn Monroe "Fragmenty")


Wydawnictwo Literackie Stron: 186

środa, 16 listopada 2011

Tahir Shah "Dom Kalifa. Rok w Casablance"


Maroko to przepiękna, barwna kraina, która przyciąga niczym najpiękniejszy kwiat. Kiedy jednak przyjrzymy się jej bliżej i zostaniemy wciągnięci w wir codziennego życia w tym afrykańskim kraju, odkryjemy jak bardzo kultura i zwyczaje różnią się od europejskich, mimo że stary kontynent jest o przysłowiowy rzut kamieniem.

O tym, jak trudna jest codzienność przekonuje się Tahir, który pragnąc podążać za marzeniami kupuje dom w Casablance. Droga do znalezienia tego właściwego miejsca, gdzie mógłby się przenieść wraz z rodziną, jest długa i usłana wieloma chwilami zwątpienia. Po kilku miesiącach trafia w końcu na "Dom Kalifa", który w szybkim czasie staje się jego własnością. Przeprowadzka z pochmurnej Anglii, do słonecznej Casablanki z wielkiej życiowej przygody szybko przeradza się w koszmar. Już pierwszego dnia w nowym miejscu, dozorcy informują właściciela, że w willi mieszkają... dżinny. Aby się ich pozbyć, Tahir powinien zabić niemal stado owiec, po jednej do każdego pokoju.

Początki dla Tahira są niezwykle trudne. Musi znaleźć ludzi do pracy, ekipę remontową, zmagać się z dozorcami, którzy nijak nie chcą współpracować i wszystko robią po swojemu, a to wszystko jest dopiero początkiem... Oczywiście najęty architekt i ekipa remontowa doprowadzają dom do ruiny i nie spieszą się z przywróceniem go do świetności... Niemal każdego dnia, na bohatera spada nawałnica problemów, które wydają się nierozwiązywalne. Na szczęście z czasem Tahir poznaje coraz lepiej kulturę i zwyczaje, dostosowuje się do otoczenia, zaczyna czuć specyfikę Maroka.

"Dom Kalifa" to historia całkowicie autentyczna, powstała z doświadczeń autora. Tahir Shah, oprócz szczegółów architektonicznych i spraw związanych z remontem domu, serwuje nam mnóstwo szczegółów dotyczących codziennego życia w Maroku, zwyczajów i wierzeń. Duża część książki poświęcona jest wypędzaniu z domu Dzinnów, w które wierzy niemal każdy mieszkaniec afrykańskiego kraju, i w które w szybkim czasie zaczyna wierzyć także właściciel domu. A pozbycie się ich, to prawdziwa parada atrakcji i problemów.

"Dom Kalifa" to magiczna, ciepła i często zabawna historia. Tahir dojrzewa do życia w innym kraju, dostosowuje się wraz z żoną do otoczenia. Opowieść ta uczy, że na wszystko trzeba czasu i wytrwałości i często trzeba zajrzeć w głąb samego siebie, żeby odnaleźć rozwiązania dla mniejszych, bądź większych problemów.

Polecam gorąco, "Dom Kalifa" z pewnością nie zawiedzie...

Wydawnictwo Literackie Stron: 461

piątek, 30 września 2011

Ignacy Karpowicz "Balladyny i romanse"


"Balladyny i romanse" już od dłuższego czasu stały na półce i puszczały do mnie oko, ale dopiero przejscie do finałowej siódemki nagrody Nike zmobilizowało mnie do przeczytania. I wpadłam po uszy... Karpowicz stworzył książkę, którą można rozpatrywać na wielu płaszczyznach, interpretować na różne sposoby.

W pierwszej części poznajemy ziemskich bohaterów, a za pomocą krótkich scenach widzimy ich codzienność, problemy i uczucia z jakimi się borykają - miłość, nienawiść, zdrada, czy samotność.

Olga - to kobieta po pięćdziesiątce, mieszkająca w małej kawalerce i pracująca w spożywczaku. Każdy jej dzień wygląda tak samo - praca, dom, telewizor, romans Danielle Steel.
Janek, młody chłopak przed maturą, którego głównym zajęciem jest chuligaństwo i życie chwilą. Pije, ćpa, przeklina, rozrabia i to jest jego życiowa filozofia.
Anka, bratanica Olgi, studentka uzależniona od szybkiego seksu z kim popadnie.
Kama to kuzynka Anki, poukładana farmaceutka w ciąży, planująca ślub.
Artur jest narzeczonym Kamy, równie poukładanym jak ona. Podczas rodzinnej imprezy zdradza ją z Anką.
Maciek jest przyjacielem Kamy, żyjącym w związku z Pawłem - przyjacielem Artura.
Bartek to przypadkowo poznany w klubie przez Maćka mężczyzna, który udziela mu schronienia w swoim domu.
Rafał jest z kolei przyjacielem Bartka, który samotny urlop spędza na oglądaniu filmów porno.

Każda z tych osób, ma na swój sposób poukładane życie, które w pewnym momencie się komplikuje. Kiedy ze sklepów i domów znikają żelazka i kawa, Olga zakochuje się w Janku, którego kocha również Anka, ten z kolei z chuligana przemienia się w porządnego chłopca, Artur traci pamięć i myśli, że ma 12 lat, Kama o mały włos nie rozbija się samochodem i traci wiarę, Paweł zdradza Maćka, Bartek rzuca posadę wykładowcy statystyki, ponieważ przestaje w nią wierzyć. Wszystkie te wydarzenia mają związek z decyzją bogów, którzy postanawiają zstąpić na ziemię wśród ludzi.

Karpowicz reinterpretuje mity i religie, dopisuje nowe historie. Łączy w erotyczny związek Jezusa z Nike, czy Afrodytę z Lucyferem. Niektóre jego pomysły mogą wręcz gorszyć ortodoksyjnych katolików. Bogowie Karpowicza, są odświeżeni i dostosowani do naszych czasów. Pełnią status raczej gwiazd, łatwo wtapiają się w tłum, wyróżniają się jedynie imionami. Ich zejście na ziemię i bratanie się z ludźmi, powoduje wiele nieprzewidzianych wydarzeń, które przerastają czytelniczą wyobraźnię.

Autor świetnie, z dużą dozą ironii, nie ukrywając narodowych kompleksów, ukazuje kraj z promocji, który wybierają na swoją zsyłkę nieśmiertelni.

(...) tolerancja w zaniku od XVII wieku, są muzykalni, mieszczą się w pięciolinii, literatura skupiona na narodowych kompleksach, trudno przetłumaczalna, z kawalerią na czołgi kanałami (...) Wydobywają sporo węgla, sieją rzepak, chętnie jedzą grzyby w ślinie oraz zepsute ogórki. (...) Stosunek seksualny trwa zwykle poniżej kwadransa, wliczając w to grę wstępną. Orgazm właściwie nie występuje. Przemoc w rodzinie ma się dobrze. Płodność nieszczególnie. (str. 258)
Jak pisałam we wstępie "Balladyny i romanse" interpretować można na wiele sposobów. Prawdopodobnie każdy ujrzy w tej książce jakieś inne "drugie dno". Karpowicz zaszalał, przelał na papier niesamowite wytwory wyobraźni, tworząc oryginalną i świeżą prozę nasyconą erotyką, ale nią nie emanującą, okraszoną dużą dawką humoru i ironii. Ludzkie problemy, od samotności, po brak akceptacji własnej, nietolerancję, nastawienie na materializm, to tylko niektóre poruszane przez Karpowicza kwestie.

Autor uświadamia, jak bardzo zmieniły się niektóre pojęcia na przestrzeni lat. Bóg nie jest już bogiem, jest raczej zanikającym przyzwyczajeniem, albo produktem popkultury. Ta z pozoru zabawna i ironiczna książka, uświadamia jak zmienia się społeczne myślenie i jakie wartości tak naprawdę wielbimy i dla których potrafimy sprzeniewierzyć własną duszę.

W moim odczuciu całkowicie zasłużony Paszport Polityki i nominacja do Nike. Życzę powodzenia Ignacemu Karpowiczowi, a "Balladyny i romanse" oczywiście polecam!

Wydawnictwo Literackie Stron: 575

poniedziałek, 4 lipca 2011

Katarzyna Michalak "Lato w Jagódce"


Kasia Michalak, to jedyna pisarka, która na swój sposób, przywraca mi wiarę w to, że marzenia, czasami się jednak spełniają. Dlatego zawsze chętnie sięgam po książki i wierna jej będę po grób. Moja umiłowanie zaczęło się od serii poczekajkowej, później była fantastyczna "Gra o Ferrin" a teraz przyszła pora na serię owocową. O poziomce pisałam już jakiś czas temu, sympatyczna, pogoda i wciągająca lektura. Ci którzy czytali, pewnie kojarzą Gabrysię Szczęśliwą, która przez moment "mignęła" w "Roku w Poziomce"...

Gabrysia, mimo iż życie nie zawsze było dla niej łaskawe, jest osobą bardzo pogodną i w pełni docenia wartość tego co posiada. Kocha bardzo swoją opiekunkę, Stefanię, która przygarnęła ją, kiedy biologiczni rodzice postanowili ja porzucić. Szczęśliwie otrzymuje wymarzoną pracę w stajni Marty, dla której nie ma znaczenia, drobna wada Gabrysi (a właśnie! Bo dziewczyna ma krótszą nogę i do tego narkolepsję). Może w końcu porzucić pracę na kasie w hipermarkecie. Oprócz tego w piątki pracuje w ogrodzie zoologicznym, dzięki czemu możemy wraz z nią przeżyć kilka ciekawych przygód (cukierki na odrobaczanie mnie rozbroiły!). Oczywiście w życiu Gabrysi pojawią się dwaj konkurenci, nieznana siostra i całkiem przypadkiem, możliwość uczestnictwa w programie "Z bestii w piękność"... i to tylko kilka z czekających nas atrakcji.

Katarzyna Michalak, to pisarka, która zaraża optymizmem i wiarą w niemożliwe. I chociaż nie należę do romantycznych dusz, jej książkom nie potrafię się oprzeć. Są ciepłe i emanują pozytywną energią, która udziela się czytelnikowi i wprawia w dobry nastrój. Wbrew utartym przekonaniom, nie są tak błahe jak się wydaje, kto poszuka drugiego dna, na pewno znajdzie głębsze przesłanie. Mnie bardzo podobała się postać Marty, która udowadnia, że można mieć bardzo zdrowy stosunek do osób niepełnosprawnych i traktować jak normalnych ludzi, a nie dziwadła (co niestety w naszym społeczeństwie często się zdarza).

Jeżeli macie ochotę na książkę, która poprawi Wam humor i umili czas (szczególnie przy tej brzydkiej pogodzie za oknem), to polecam "Lato w Jagódce", pogodną historię o Gabrysi Szczęśliwej.

piątek, 1 lipca 2011

Mikołaj Łoziński "Książka"


Długo kazał nam czekać Mikołaj Łoziński na kolejną książkę, bo aż pięć lat. Po świetnym debiucie, jakim było Reisefieber, oczekiwania były bardzo duże i myślę, że Łoziński im sprostał, bo stworzył po raz kolejny coś oryginalnego w formie i przekazie.

"Książka" to opowieść inspirowana historią rodziny autora, przedstawiona przez pryzmat różnych przedmiotów. Szuflada, telefon, maszynka do włosów, ekspres, zeszyt, obrączka, klucze, znak, okulary, paczki, fifka - to rzeczy stanowiące tytuły kolejnych rozdziałów, wpływające i determinujące ich treść. Rodzinna historia Mikołaja jest niezwykle burzliwa: rozwody, zdrady, śmierć, a za pomocą tych z pozoru małych wydarzeń, mamy okazję poznać także tło, jakim jest wojna, komunizm i stan wojenny.
"Książka" podzielona jest na warstwę współczesną, składającą się z zaleceń rodziny, czego Mikołaj ma nie umieszczać, a co stanowi sygnał i informację dla czytelnika, że treść jest mocno selektywna, oraz 11 rozdziałów, które są różnymi migawkami z przeszłości, nie zawsze chronologicznie ułożonymi, ale na pewno niezwykle wciągającymi.

Jestem pełna podziwu dla autora, że mimo wielu cięć w tekście, zmian, poprawek, o których wspominał w wywiadzie dla "Bluszcza", udało się zachować tak świetną kompozycję i formę. Każde słowo jest przemyślane i znajduje się tam gdzie powinno. Sprawnie połączona część współczesna z przeszłością daje świetną, a przede wszystkim interesującą całość.

Łoziński to pisarz, który zachwyca swoją oryginalnością i nie zawodzi. Po raz kolejny stworzył coś, co stanowi odskocznię od nijakości zalewającej czytelniczy rynek. Słyszałam wprawdzie wiele głosów, że "Książka" nie dorównuje "Reisefieber", ale mnie podobała się chyba bardziej i mam nadzieję, że następna pozycja powstanie szybciej niż poprzednia.

czwartek, 2 czerwca 2011

Julia Child "Gotuj z Julią"

Dawno, dawno temu, przyjaciółka poleciła mi film "Julie & Julia" z genialną Meryl Streep i Amy Adams w rolach głównych. Bardzo przypadł mi do gustu, więc zainteresowałam się osobą Julii Child. W celu poszerzenia wiedzy na jej temat przeczytałam książkę "Moje życie we Francji" i przepadłam... Podziwiam, że tak szybko nauczyła się języka francuskiego, podziwiam jej fascynację kuchnią francuską i przede wszystkim, darzę ją wielkim szacunkiem za to, że potrafiła zarazić entuzjazmem i tą miłością do gotowania Amerykanów!

Uwielbiam Julię, więc strasznie się ucieszyłam, kiedy Wydawnictwo Literackie postanowiło wydać jej książkę kucharską. Pierwsze co mnie totalnie zauroczyło, to okładka w stylu retro. Bardzo stylowa! Jako, że nie zawsze jestem miłośniczką nowoczesnych form, lubię książki kucharskie... bez zdjęć. Mogę wtedy pobudzić wyobraźnię i nadać potrawie własny styl i wygląd, a nie usilnie starać się, aby stworzyć coś identycznego ze zdjęciem. "Gotuj z Julią" zawiera jedynie kilka ilustracji, co mi bardzo odpowiada.

Książka stanowi zbiór wielu przepisów i cennych porad. Szczególnie te wskazówki, często proste i wydawać by się mogło oczywiste, zachwycają niezwykła skutecznością. A Julia cennych rad daje nam w tej pozycji sporo!
Przepisy są zróżnicowane, od prostych np. sałatka z tartych buraków, po skomplikowane takie jak np. Boeuf bourguignon (wołowina w sosie z czerwonego wina). Książką oczywiście podzielona jest na rozdziały tematyczne, zupy, sałatki i dressingi, dania z jaj, mięso, drób i ryby itd.

Myślę, że każda miłośniczka gotowania znajdzie w tej książce coś dla siebie, dlatego zachęcam do zapoznania się z tym niezbędnikiem każdej gospodyni domowej :)

Bon Appétit!


JAK ROZŁOŻYĆ TUSZKĘ DROBIOWĄ
Położyć kurczaka na brzuchu i nożycami wyciąć kręgosłup. Rozłożyć, usunąć kość z mostka i obrócić kurczaka skórą do góry, a następnie uderzyć pięścią parę razy. Założyć skrzydełka, przeciąć skórę w dolnej części brzucha z obydwu stron tuszki i włożyć nogi w nacięcia. Włączyć funkcję pieczenia od góry w wysokiej temperaturze. Posmarować tuszkę z kurczaka dokładnie masłem i olejem, a następnie rozłożyć ją płasko skórą do dołu na płytkiej brytfance. Ustawić go tuż pod spiralą grzejną, tak aby kurczak znajdował się ok. 15 cm od źródła ciepła. Opiekać przez około 5 minut; podlać szybko masłem i olejem i piec następne 5 minut. Kurczak powinien z wierzchu ładnie się zrumienić. Jeśli tak się nie dzieje, zwiększyć temperaturę albo przybliżyć kurczaka jeszcze bardziej do źródła ciepła. Ponownie podlać, tym razem sokami, które zebrały się na brytfance, i opiekać przez kolejnych 5 minut. Doprawić solą i pieprzem, obrócić skórką do góry i znowu doprawić z drugiej strony. Co pięć minut podlewać sokami z brytfanki. Opiekać jeszcze przez 10–15 minut. Przełożyć kurczaka na deskę do krojenia i odstawić na 5 minut. W tym czasie przygotować sos: najpierw usunąć łyżeczką tłuszcz z brytfanki, następnie wrzucić na nią szalotkę i dusić na przez ok. minutę, aż soki uzyskają konsystencję gęstego syropu. Dodać odrobinę masła, polać tak przygotowanym sosem kurczaka i podawać.



A na koniec fragment programu Julii, odcinek o omlecie




Julia Child (1912-2004) – autorka pierwszego w Stanach Zjednoczonych telewizyjnego programu kulinarnego Francuski Szef Kuchni oraz słynnej książki kucharskiej Francuska sztuka gotowania. Jedzenie i gotowanie pokochała podczas pobytu nad Loarą. Pierwszy posiłek w Paryżu (ostrygi, solę meuniere ze zrumienionym masłem, dobre wino) zjadła w słynnej restauracji La Cauronne i właśnie wtedy postanowiła poznać tajniki sztuki kulinarnej. W legendarnej paryskiej szkole Le Cordon Bleu wzbudziła nie lada poruszenie – swoim temperamentem, wzrostem (188 cm!) oraz niesłychanie wysokim, piskliwym głosem, który kilkanaście lat później pokochały tysiące Amerykanów. Za swoje show w 1966 roku Julia Child otrzymała nagrodę Emmy. Zmarła na dwa dni przed swoimi 92 urodzinami.

czwartek, 19 maja 2011

Spotkanie z Marleną de Blasi


Marlena de Blasi, autorka między innymi "Tysiąca dni w Toskanii" odwiedziła wczoraj katowicki salon empik. Z autorka miałam okazję spotkać się już przy okazji Krakowskich Targów książki i już wtedy zwróciłam uwagę na dużą sympatię z jaką Pani Marlena odnosi się do każdego czytelnika. Z wszystkimi zamieniła kilka słów, pytała o samopoczucie. Pozytywnie.
Ponieważ przyjechała promować swoja najnowszą książkę "Smaki północnej Italii", głównym tematem było jedzenie. Odpowiadała na pytania o inspiracje kulinarne, ulubione przedmioty w kuchni, zielarstwo, kuchnię polską... Chyba zacznę nosić dyktafon, bo nigdy nie jestem w stanie spamiętać wszystkiego o czym rozmawiano... :)
Na spotkaniu zebrał się niemały tłumek, co było dla mnie zaskoczeniem, bo z reguły osób przychodzi niewiele. No i książki jak świeże bułeczki schodziły, nawet moja przyjaciółka się skusiła :)







czwartek, 14 kwietnia 2011

Marilyn Monroe "Fragmenty"

Za Marilyn Monroe nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam, więc też moje zainteresowanie jej osobą było niewielkie. Wiedziałam w jakich filmach zagrała, słyszałam słynne "Happy Birthday" dla Johna F. Kennedy'ego, oglądałam wiele zdjęć aktorki, i postrzegałam ją raczej stereotypowo. Mój pogląd na jej osobę, zmienił się po przeczytaniu "Fragmentów", gdzie głos zabrała ona sama, poprzez swoje notatki, wiersze i listy.

Marilyn jawi się nam, w swoich najintymniejszych zapiskach, jako osoba nieszczęśliwa, samotna, często cierpiąca z powodu depresji.

"Sama!!!!!
Jestem sama - zawsze jestem
sama
cokolwiek by się działo"
Aktorka, postrzegana tylko przez pryzmat urody, a nie wewnętrzną wrażliwość, nie czuła się dobrze wśród ludzi. Świetnie określił ją Arthur Miller słowami:
"Żeby przeżyć, musiałaby być bardziej cyniczna lub przynajmniej bliższa rzeczywistości. Ona tymczasem była poetką, która na rogu ulicy próbuje recytować tłumowi wiersze, ten zaś zdziera z niej ubranie"
Problemy Marilyn zaczęły się już we wczesnym dzieciństwie. Wychowywała się w rodzinach zastępczych i sierocińcu. Szybko, bo gdy tylko było to możliwe, czyli w wieku 16 lat wyszła za mąż za 5 lat starszego od siebie Jamesa Daugherty'ego. Już na pierwszych strona książki, możemy przeczytać jakim rozczarowaniem dla niej był ten związek i zdrada małżonka. Osobiste zapiski są pełne dojrzałości, mimo iż są dziełem zaledwie 18-letniej dziewczyny.

W pozycji znajdujemy mnóstwo wierszy pełnych nostalgii, smutku, nieszczęścia czy strachu.
"Sądzę że zawsze
głęboko przerażała mnie myśl o byciu czyjąś
żoną
bo nauczyłam się od życia
że nie można kochać drugiego,
nigdy, naprawdę"
Z zapisków, możemy sobie stworzyć obraz związku Marilyn z Arthurem Millerem. Na początku wielkie uczucie, stopniowo gasło, aż do całkowitego wypalenia.
"Moim zmartwieniem jest ochronić Arthura kocham go - to jedyna osoba - jedyny człowiek jakiego znam którego mogłabym kochać nie tylko jako mężczyznę pociągającego mnie tak że aż tracę zmysły - ale jest jedyną osobą - jako druga istota ludzka - której ufam tak jak sobie - bo kiedy ufam sobie (w pewnych sprawach), to całkowicie, a z nim tak właśnie jest..."
Oprócz wierszy i zapisków, możemy przeczytać również listy. Szczególnie zwraca uwagę ten, napisany w czasie pobytu aktorki w klinice psychiatrycznej.
W zasadzie cała książka, to takie wołanie o pomoc, wołanie po czasie, nieusłyszane przez nikogo w odpowiednim momencie...

W jednym z listów znalazłam fragment:
"jakkolwiek nie jestem przekonana o słuszności publikowania czyichkolwiek listów miłosnych"
Mam wrażenie, że Marilyn nie chciałaby, aby to co najintymniejsze w jej życiu ujrzało światło dzienne i było czytane przez tylu ludzi, więc w kwestii ukazania się tej pozycji, mam chyba jednak mieszane uczucia. A jakie jest Wasze zdanie, na temat publikacji, po śmierci zainteresowanego, tak osobistych notatek?

Nie mogę na koniec nie wspomnieć o imponującej biblioteczce aktorki, liczącej ponad 400 pozycji, wśród których znaleźlibyśmy takich autorów jak Dostojewski, Milton, Hemingway czy Beckett. Bardzo dużo czytała i lubiła być fotografowana z książką.

Wielki plus, dla Wydawnictwa Literackiego za wydanie. Jest przepiękne i wygląda jak album. Gruby papier, mnóstwo fotografii, świetna szata graficzna, aż żal , że mój egzemplarz jest pożyczony.

Polecam, szczególnie tym, którzy postrzegają legendę kina bardzo stereotypowo, jako piękne ciało i nic poza tym...

czwartek, 7 kwietnia 2011

Peter Pezzelli "Villa Mirabella"

Potrzebowałam czegoś łatwego, lekkiego, najlepiej o miłości, - sięgnęłam po Villę... Miałam duże oczekiwania wobec tej książki, ponieważ wcześniej czytałam wiele pozytywnych recenzji dotyczących zarówno tej, jak i innych pozycji tego autora. Niestety, Pezzelli nie sprostał moim oczekiwaniom, czuję wręcz wielki zawód.

Jason Mirabella, to młody i ambitny specjalista do spraw marketingu. Życie układa mu się bardzo pomyślnie, ma pieniądze, piękną narzeczoną i świetną pracę. Niestety popełnia błąd, za który musi zapłacić wysoką cenę. Pieniądze i oszczędności znikają w zastraszającym tempie, narzeczona odchodzi... Jason zostaje z niczym. Ledwo starcza mu na bilet powrotny na Rhode Island, gdzie jego ojciec wraz z dwojgiem rodzeństwa prowadzi pensjonat. Bohater, niczym syn marnotrawny powraca na łono rodziny, aby wylizać rany i odkryć, co w życiu jest najważniejsze...

Swego czasu, bardzo lubiłam takie historie i wręcz je pochłaniałam, ale ta rozczarowała mnie bardzo. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to wymagająca lektura, ot czytadło do poduszki, ale czy musi być przy tym aż do bólu przewidywalne? Autor wykorzystał utarty już schemat, więc bez problemu mogłabym siąść nad szklaną kulą i przewidzieć, co wydarzy się na kolejnej stronie, albo w kolejnym rozdziale.
Na plus oceniłabym niektórych bohaterów. Szybko dają się polubić, tylko liczyłam na trochę więcej z życia pensjonatu i pracy w nim.

Krytyka wobec książki, wynika też z faktu, że spodziewałam się czegoś bardziej klimatycznego, czy też poruszającego, bo dałam się zwieść przepięknej okładce. A powiało wielką, przewidywalną nudą. Nie sprostała moim wymaganiom i nie wiem czy to wynika z tego, że już się nie nadaję do czytania takich książek, czy też dlatego że z tą książką jest po prostu coś nie tak (czytałam również pozytywne recenzje jak pisałam wyżej, więc chyba to pierwsze jednak)

Jestem na nie, ale nie przekreślałabym tej pozycji, bo zdaję sobie sprawę z tego, że znajdzie ona wielu zwolenników.

poniedziałek, 14 marca 2011

Zapowiedź książki Julii Child

Z reguły nie piszę o zapowiedziach, ale kiedy dziś weszłam na stronę Wydawnictwa Literackiego i zobaczyłam w zapowiedziach "Gotuj z Julią" osiągnęłam prawie stadium ekstazy!
Uwielbiam Julię Child i nie mogę, nie napisać o tej nie lada gratce, dla każdej szanującej się kucharki ;) Premiera książki 5 Maja!



Julia Child (1912-2004) – autorka pierwszego w Stanach Zjednoczonych telewizyjnego programu kulinarnego Francuski Szef Kuchni oraz słynnej książki kucharskiej Francuska sztuka gotowania. Jedzenie i gotowanie pokochała podczas pobytu nad Loarą. Pierwszy posiłek w Paryżu (ostrygi, solę meuniere ze zrumienionym masłem, dobre wino) zjadła w słynnej restauracji La Cauronne i właśnie wtedy postanowiła poznać tajniki sztuki kulinarnej. W legendarnej paryskiej szkole Le Cordon Bleu wzbudziła nie lada poruszenie – swoim temperamentem, wzrostem (188 cm!) oraz niesłychanie wysokim, piskliwym głosem, który kilkanaście lat później pokochały tysiące Amerykanów. Za swoje show w 1966 roku Julia Child otrzymała nagrodę Emmy. Zmarła na dwa dni przed swoimi 92 urodzinami.


piątek, 25 lutego 2011

Rolf Bauerdick "Jak Matka Boska trafiła na Księżyc"

Ta książka zauroczyłam mnie niemal od pierwszej strony. Zresztą wystarczy jedno spojrzenie na okładkę...

Akcja toczy się w małej, odciętej od świata miejscowości Baia Luna. Już sama nazwa tej miejscowości, ma w sobie coś niesamowicie magicznego. Mieszkańcy wioski żyją z dala od zgiełku wielkiego świata. Życie toczy się wokół szynku Ilji Boteva, który służy też jako sklep. Narratorem jest Pavel Botev, jego wnuk, który wspomina wydarzenia, jakie miały miejsce od 1957 roku.

Ilia wraz z Cyganem Dimitru postanawiają odnaleźć Matkę Boską, która wraz z ciałem została wzięta do nieba. Ich obsesja rozpoczyna się w dniu, kiedy słyszą o locie radzieckiego sputnika. Mają obawy kto pierwszy, czy Rosjanie czy Amerykanie odnajdzie w kosmosie Maryję i sprowadzi ją na ziemię. Przyjaciele podporządkowują swoje życie badaniom nad losami Matki wziętej do nieba.

Chociaż jest to jeden z głównych wątków książki, nie brakuje w niej innych, takich jak morderstwo, samobójstwo, polityka rumuńska i miłość.

Troszkę obawiałam się lektury, ze względu na pięćdziesięcioletnią historię Rumunii i jej politykę (mimo, że fikcyjną). I tutaj wielkie brawa dla autora, który wplótł historię w sposób prawie niezauważalny dla czytelnika, a zarazem pozwalający się z nią doskonale zapoznać. I o ile normalnie polityka mnie męczy, tutaj była podana w wyjątkowo przystępny sposób.

Książka, jak pisałam już wyżej, niemal od pierwszej strony wprowadza czytelnika w trans i nie sposób się od niej oderwać. Mimo iż chwilami cała historia wydaje się wręcz absurdalna, a pomysły przyjaciół, którymi nas raczą , wydają się być pomysłami dwóch wariatów, to wszystko jest podane w taki sposób, że ja sama zaczęłam wierzyć, że Matka Boska zamieszkała na księżycu.

Liczyłam na trochę więcej cygańskiego życia, ponieważ autor podczas swojego pobytu w Rumunii dokumentował ich życie. Niestety w tej książce zwyczajów i przyzwyczajeń cygańskich jak na lekarstwo i trochę nad tym ubolewam. Ale to jedyne rozczarowanie jakie mnie spotkało podczas całej lektury.

Myślę że porównanie do prozy Marqueza jest jak najbardziej trafne. Ta książka pełna jest realizmu magicznego, przenosi nas do sennej zapomnianej przez świat wioski w Karpatach i na kilka godzin możemy oderwać się od trudów dnia codziennego.


Krótko pisząc... Jestem zachwycona... na ponad 500 stron trafiłam do innego świata i niechętnie powróciłam do rzeczywistości... mogłam się pośmiać i wzruszyć, wraz z Pavlem rozwiązywać kryminalną zagadkę i pomścić znękaną kobietę. A autor nawet na ostatniej stronie potrafił mnie zaskoczyć...

Polecam z czystym sumieniem!

Premiera 3 marca!

sobota, 4 grudnia 2010

Dorota Sumińska "Świat według psa"


Wzruszająca historia psa, który „miał nosa” do ludzi.

Jak wyglądałby człowiek w oczach psa, gdyby pies mógł podzielić się swoimi refleksjami?

Najprawdopodobniej tak, jak widzi to jamnik Bolek, który po dziesięciu latach wspólnego życia został wyrzucony z domu przez swoich opiekunów. Zrozpaczony pies nie wie jeszcze, że czeka na niego nowa, kochająca pani i nowy rozdział życia…






Zacznę od tego, że jamniki uwielbiam i sama posiadam (wprawdzie podróbka, bo mieszanka jamnika z czymś podobnym do goldena, ale jednak jamnik :)) A książkę czytałam pod kołderką z wtuloną w moje nogi psią mordką:)

Narratorem jest jamnik Bolek, niezwykle mądry i spostrzegawczy piesek, który po prostu zna się na ludziach. Nie ma łatwego życie, bo z pierwszego domu został oddany. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo trafia do Pani Irminy. Niezwykłej kobiety, która zwierzęta kocha całym sercem i traktuje jak równe ludziom.
Dzięki rozmowom Bolka i pani Irminy, poznajemy jej niezwykle ciekawe życie. Kobieta w czasie wojny była łączniczką i tak poznała swojego ukochanego męża Władka. Na kartach książki poznajemy jej losy aż do później starości.

Pani Dorota pokazuje w niezwykły sposób jak powinniśmy niektóre psie zachowania interpretować. Czytając zdajemy sobie sprawę jak często nie rozumiemy o co naszemu czworonogowi chodzi, a przecież dla tych zwierząt to takie oczywiste.

Bolek to jamnik niezwykle przenikliwy, patrzy na świat z niezwykłą prostą, która nie pozwala mu zrozumieć niektórych ludzkich zachowań. Ludzi utrudniają sobie życie, nie potrafią się cieszyć chwilą.
Pani Sumińska za sprawą jamnika pokazuje nam jak wiele zwierze rozumie, jak cierpi, jak potrafi kochać. Ludzie skazują zwierzęta na cierpienie, traktują jak niepotrzebne przedmioty, a kiedy się nudzą wyrzucają jak starą zabawkę. Tę prawdę autorka pokazuje nam prezentując losy kulawego i ślepego psa Poldka i kota o trzech łapach i bez ogona - Szymona, zwierząt które Irmina zabrała ze schroniska i przygarnęła.

Świat według psa nie jest jednak książką smutną, chociaż było wiele momentów kiedy płakałam. Ze stron książki po prostu wyziera miłość do zwierząt, czuć ją na każdej stronie za sprawą cudownej Pani Irminy. i ta postać daje nadzieję, że jednak nie wszyscy są źli, że są tacy, którzy kochają i zasługują na zwierzęce uczucie.

To było moje pierwsze spotkanie z Panią Dorotą i już wiem, że na zawsze pozostanę jej fanką i jak najszybciej zaopatrzę się w pozostałe książki.

Polecam gorąco, szczególnie miłośnikom zwierząt:)

A oto i moja Zojka (lubi siadać na tylnych łapkach i udawać surykatkę) :)






poniedziałek, 22 listopada 2010

Katarzyna Michalak "Rok w Poziomce" + konkurs :)


Historia Ewy – trzydziestokilkuletniej kobiety po przejściach, która postanawia spełnić wreszcie swoje marzenie i zamieszkać w ukochanym domu. Ale jak wszystko w życiu to marzenie ma również swoją cenę: Ewa, chcąc zarobić na kupno wymarzonego domku po lasem podejmuje pracę w wydawnictwie przyjaciela (skądinąd bardzo atrakcyjnego) i ma za zadanie znaleźć prawdziwy bestseller…

I tu zaczynają się przygody…

Urzekająca historia ludzi, do których szczęście przyszło wtedy, gdy już przestawali w nie wierzyć. Sympatyczni bohaterowie, którzy przekonali się, że podarowane dobro – powraca podwójnie.

Wzruszająca, pełna ciepła opowieść o tym, że marzenia się spełniają. Zawsze - jeśli w to wierzysz.

O książce pisałam już tutaj ;), ale skrobię jeszcze raz, bo już za dwa dni premiera i będzie ją można nabyć w księgarni ;)

Ja dziękuje autorce za możliwość przeczytania jej już ponad miesiąc temu :)

A dla Was mam niespodziewajkę ;) Rozlosuję mój egzemplarz wśród chętnych, którzy zgłoszą zainteresowanie w komentarzu (anonimowych proszę o podanie imienia i maila). Możecie napisać w kilku zdaniach jak wygląda Wasz wymarzony dom (opcjonalnie mieszkanie;))
Czas do 24.11.2010 do godz. 15.00 :)

A na koniec wywiad z autorką :)

Baner