wtorek, 3 maja 2011

mini stosik na poprawę humoru :)


Za oknem jaka pogoda, każdy widzi... u mnie śnieg z deszczem, albo deszcz ze śniegiem... jak kto woli ;) Trzeba więc sobie humor poprawić, a najlepszy na to będzie stosik ;)

1. Olga i Piotr Morawscy "Od początku do końca"
Po przeczytaniu książki "Góry na opak" musiałam się zaopatrzyć również w tę pozycję ;)
2. Julia Child "Gotuj z Julią"
Długo wyczekiwana! Dziękuję za nią Wydawnictwu Literackiemu :)
3. Andrzej Stasiuk "Dojczland"
Postanowiłam, że nadszedł czas na przygodę ze Stasiukiem, a to za sprawą Klaudyny :D
4. Mariusz Szczygieł "Gottland"
5. Petra Prochazkova "Friszta"
te dwie pozycje pożyczyła mi "dobra dusza" :)
6. Agnieszka Podolecka "Za głosem Sajgomy"
Spotkanie z Panią Agnieszką odbędzie się o godz 17:30, 13 maja w katowickim empiku.
7. John Steinbeck "Tortilla Flat"
znalezione w szafie
8. John Grisham "Uciec przed świętami"
przyjdzie jej poczekać... do świąt ;)
9. Anna Piwkowska "Ślad łyżwy"
do zaopatrzenia się zachęciła mnie recenzja u Kali

Monika Feth "Malarz młodych dziewcząt"


Zacznę może od tego, że najlepiej po "Malarza młodych dziewcząt" sięgnąć przeczytawszy najpierw "Zbieracza truskawek", gdyż postacie pojawiające się w malarzu nawiązują do poprzedniej książki Pani Feth.

Ilka to dziewczyna z przeszłością, nie mówi o sobie wiele. Jej chłopak Mike, mimo że bardzo ją kocha nie potrafi wydobyć z niej informacji dotyczących jej przeszłości. Ilka z pozoru wiedzie normalne życie, chodzi do psychoterapeutki, mieszka z kochaną ciocią i stara się być szczęśliwa. Pewnego dnia dziewczyna znika bez śladu. Mike wraz ze swoimi współlokatorkami Merle i Jette rozpoczynają śledztwo na własną rękę...

W pierwszych scenach, poznajemy także Rubena, ekscentrycznego malarza, który ma obsesję na punkcie Ilke.

Narracja prowadzona jest przez kilka postaci, co zdecydowanie przybliża nam bohaterów i ich przemyślenie. Autorka często stosuje zabieg retrospekcji, dzięki czemu dowiadujemy się co wydarzyło się w przeszłości Ilke i Rubena.

Muszę niestety napisać, że mi się po prostu nie podobało... Wszystko zostało podane na tacy, nie wymagało od czytelnika żadnej inwencji, a zakończenie po prostu mnie rozczarowało... było nijakie, szybkie, wymuszone, przewidywalne.
Autorka rozwija wszystkie wątki, tak że mam wgląd w całość. Nie jest dla nas tajemnicą, kto porwał Ilke, ani co się z nią dzieje. Książka jest oczywiście wciągająca i dobrze się czyta, ale jak dla mnie zbyt oczywista, lubię być zaskakiwana, lubię nieoczekiwane zwroty akcji... tutaj tego nie otrzymałam. Czy jest to dobry thriller psychologiczny? Kwestia gustu... Postacie są dobrze wykreowane, i bardzo charakterystyczne, ale całości czegoś brakuje.
Nie podobało mi się niestety, spodziewałam się czegoś lepszego, ale słyszałam też kilka pozytywnych opinii na jej temat... więc musicie sami sprawdzić.

poniedziałek, 2 maja 2011

Olga Rudnicka "Natalii 5"

Otworzyłam książkę wczoraj, ok godz. 22, z zamiarem przeczytania kilku stron... skończyłam o 7 rano, z mięśniami brzucha obolałymi ze śmiechu. Ilekroć próbowałam ją odłożyć i najzwyczajniej w świecie położyć spać, jakaś siła mi na to nie pozwalała. Po prostu... nie mogłam się oderwać!

Adrian Potocki i Marcin Kumorek otrzymują zgłoszenie o samobójstwie Jarosława Sucharskiego. Sprawa z pozoru wydaje się prosta... pokój zamknięty od środka, list pożegnalny zdeponowany u notariusza, broń z której wystrzelono tylko jeden pocisk, znajdujący się w głowie denata... wszystko to wskazuje na zaplanowaną w każdym calu własną śmierć. Policjantom jednak coś nie daje spokoju...

Kilka dni po śmierci Sucharskiego u notariusza spotyka się pięć kobiet.
Wszystkie nazywają się Natalia Sucharska, ojcem wszystkich jest Jarosław Sucharski, żadna z kobiet nie znała się wcześniej, wszystkie są przyrodnimi siostrami. Ojciec każdej z nich przed śmiercią przelał równy milion złotych, a wszystkim zostawił ogromny dom.
Kobiety, roboczo nazwane: Anna, Natalia, Nata, Magda i Natka zamieszkują w nim razem i od tego momentu zaczyna im się przytrafiać seria niewytłumaczalnych zdarzeń. Siostry, mimo iż każda ma swoje za uszami, próbują się dogadać i razem rozwiązać zagadki, które pojawiają się w ich życiu.

Rudnicka stylem przypomina mi trochę Joannę Chmielewską którą uwielbiam. Wiele pozornie niepołączonych ze sobą wątków, absurdalne chwilami rozwiązania, a to wszystko okraszone genialnym poczuciem humoru. Nie było w książce momentu, który mogłabym uznać za słabszy, kiedy się znudziłam, mimo prawie 600 stron, czytałam ją z wypiekami na twarzy od początku do końca. Jest to niezwykle równa powieść, gdzie czytelnik nie ma chwili na wytchnienie, a humor zasypuje go niemal z każdej strony.

"Natalii 5" to kryminał w krzywym zwierciadle, gdzie wątek kryminalny przyćmiony jest przez przeróżne gagi. Bohaterki, to zwariowane, rozwrzeszczane indywidualności, z którymi nawet policjanci nie potrafią dać sobie rady. Nie sugerowałabym się za bardzo opisem na okładce "Pięć kobiet, pięć motywów, jeden spadek"... prawie od początku, mimo wzajemnej nieufności, Natalie potrafią zewrzeć szyki i razem stawić czoła "przeciwnościom".

Świetny pomysł, świetnie zrealizowany, duże więc brawa należą się Oldze Rudnickiej za to, że wnosi jakąś świeżość do gatunku. I nie boje się stwierdzenia, że jest tak samo dobra, jak nie lepsza, niż Pani Chmielewska, która do tej pory w tej kategorii była moim guru.

Nie mogę zrobić nic innego jak polecić. A o tym, że ta powieść jest rewelacyjna, niech świadczy fakt, że:
  • Zarwałam noc
  • Miała być recenzja "Malarza młodych dziewcząt" ale nie byłam wstanie nic o nim napisać po przeczytaniu "Natalii 5"
  • boli mnie brzuch do teraz, co więcej za kilka dni na pewno wrócę do tej książki... na poprawę humoru!

Polecam!! Bardzo, bardzo, bardzo!

niedziela, 1 maja 2011

Ann Mah "Miłość w pięciu smakach"


Podchodziłam do książki nastawiona bardzo negatywnie, przez niskie oceny na portalu Lubimy Czytać. Spodziewałam się marnego czytadła i o dziwo... mile się rozczarowałam.
Tzw. literatura kobieca ostatnio mnie drażni. Mam wrażenie, że wszystkie książki są odbite przez kalki, napisane wg. tego samego schematu. Brak mi jakiejś świeżości... "Miłość w pięciu smakach" spełniła moje oczekiwania, dostałam coś trochę innego.

Isabelle, Amerykanka chińskiego pochodzenia traci pracę i chłopaka. (wiem, to jest schematyczne, ale dalszy ciąg już troszkę mniej...) Ponieważ nic nie trzyma jej w domu, postanawia wyjechać do swojej starszej siostry Claire, która mieszka w Pekinie i jest bardzo znaną prawniczką. W Chinach znajduje pracę w gazecie "Beijing NOW", gdzie zajmuje się m. in. ocenianiem restauracji.
Oczywiście oprócz pracy, w życiu bohaterki pojawiają się też mężczyźni: zwariowany muzyk Jeff i Stateczny ambasador Charllie.
Isabelle przeżywa w Chinach wiele zabawnych przygód, przy których buzia może się uśmiechnąć... a jak skończą się jej perypetie? Koniecznie musicie sprawdzić.

Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, bo po prostu się przy niej odprężyłam, wyłączyłam myślenie na kilka chwil i mogłam odpocząć. Podobały mi się strasznie sugestywne opisy jedzenia, a że uwielbiam chińską kuchnię (no może pomijając niektóre co "oryginalniejsze" potrawy), to często słyszałam burczenie w brzuchu. Dodatkowo na końcu książki znajdziemy kilka ciekawych przepisów Ann Mah, m. in. na sałatkę z krewetek z solą i pieprzem.

"...tylko w Chinach, a przez długi czas jedynie w Pekinie, przyrządzano szczególną potrawę znaną jako beijing Kaoya (po chińsku), Peking duck (po angielsku) i canard lacque (po francusku), czyli kaczkę po pekińsku. [...] przyrządzony drób ma lśniącą, złocistą i przyjemnie chrupką skórkę oraz wilgotne soczyste mięso, a całość zniewalająco pachnie i pozbawiona jest zbędnego tłuszczu."

"Uliczni sprzedawcy w Pekinie oferują wiele potraw, takich jak bułeczki na parze, między innymi faszerowane mięsem, pieczone ciasteczka sezamowe, tłuste ciasteczka z cebulką, smażone tofu, pieczone słodkie ziemniaki, które największą popularnością ciesza sie w zimie [...]. Trzeba wstać naprawdę wcześnie, inaczej zanim dotrze się na miejsce, zostaną wyprzedane."
Z pozoru banalna historia, ma swoją głębszą treść, bo Isabelle z wierzchniej powłoki Chinka, wewnętrznie czuje się i jest Amerykanką. Nie zna dobrze języka Chińskiego, dlatego też w Pekinie czuje się jak dziwoląg, o mylącej powierzchowności. W Ameryce jest oceniana przez pryzmat wyglądu i zwyczajów panujących w jej rodzinnym domu, a w Chinach nie jest akceptowana przez to, że jest Amerykanką. W każdym miejscu czuje się trochę wyobcowana. Jest to więc historia o poszukiwaniu samego siebie i swojego miejsca na ziemi.

Podsumowując: smakowite jedzenie, zabawne epizody, ciekawe perypetie uczuciowe... Polecam każdemu, kto pragnie chwili odprężenia, przy pysznej historii!

Baner