
Chociaż raczej nie gustuję w tego typu powieściach, przyznaję, że "Duchy przeszłości" wciągnęły mnie niemal od pierwszej strony i dostarczyły dużo czytelniczej rozrywki.
Hallie niespodziewanie dostaje list od matki, którą uważa za zmarłą. Ojciec przez wiele lat karmił ją historią o pożarze w którym rzekomo zginęła Madlyn. Staruszek nie może jednak wyjaśnić córce, dlaczego kłamał, ponieważ kilka dni później umiera. Dziewczyna, która ponad wszystko kochała ojca, postanawia odnaleźć klucz do historii i poznać prawdę. W tym celu wybiera się na wyspę na której mieszkała matka. Okazuje się, że ta zapisała jej w spadku spory majątek, wraz z pięknym wiktoriańskim dworem. Na wyspie Hallie zostaje przyjęta bardzo chłodno, w końcu mieszkańcy myśleli, że ponad trzydzieści lat wcześniej utonęła wraz z ojcem w jeziorze. Okazuje się również, że rodzic podejrzany był o zabójstwo małej dziewczynki... Bohaterka musi zmierzyć się ze swoją przeszłością i przeznaczeniem, oraz odkryć mroczną historię domu i tragicznie zmarłych trojaczków. Pomaga jej w tym prawnik i wykonawca testamentu - Will Archer i jak łatwo się domyślić, między tą dwójką szybko rodzi się nić porozumienia...
"Duchy przeszłości" to świetne, trzymające w napięciu czytadło na długie wieczory. Autorka stworzyła niepowtarzalny klimat, gdzie czarownice, magia i duchy są na porządku dziennym. Do tego interesująca historia miłosna, rodzinna tajemnica i obowiązkowo wiktoriański dwór... Dla każdego coś dobrego, do tego stopnia, że nie można się oderwać od lektury.
Polecam więc, na dłuuuugie zimowe wieczory ;-)

