sobota, 16 kwietnia 2011

Z okazji Tygodnia Książki spotkania...

Empik z okazji Światowego Tygodnia Książki zorganizował wiele spotkań z autorami.
W dniu dzisiejszym uczestniczyłam w dwóch:

1. Pan Andrzej Ziemiański, autor m.in. trzech tomów Achaji, okazał się niezwykle pogodnym człowiekiem z dużym poczuciem humoru. Jak sam mówi za pisarza się nie uważa (więc skąd tyle książek na koncie? :P)... pisze z potrzeby, dla zabawy, a każda sprzedana książka to nagroda od losu.
Na spotkanie przyszłam dla towarzystwa, z zamiarem posłuchania co autor ma do powiedzenia i spodobało mi się na tyle, że stałam się bogatsza o pierwszy tom Achaji (tu muszę podziękować pewnej osobie).




2. Mieczysław Bieniek, zamieszkały w Katowicach były górnik, pewnego dnia wyszedł z domu i udał się do... Dalajlamy.
Spotkanie trwało prawie dwie godziny, a Pan Mietek opowiadał i opowiadał i opowiadał i pewnie dalej by opowiadał gdyby nie ograniczenie czasowe. A mówił o rzeczach ciekawych i zabawnych, których naprawdę z przyjemnością się słuchało.
Zdjęć niestety nie posiadam, gdyż aparat odjechał wraz ze szwagrem do domu... więc tylko okładka książki.



Odsyłam do strony empiku, gdzie znajdują się informacje dotyczące wszystkich spotkań. Klikając TUTAJ znajdziecie listę z empika katowickiego, a TUTAJ we wszystkich miastach.


A na koniec mała prośba... zagłosujcie na przedszkole nr 10, grupę Kaczuszki. Wystarczy kliknąć TUTAJ aby oddać głos. Dziękuję :)

piątek, 15 kwietnia 2011

Khaled Hosseini "Tysiąc wspaniałych słońc"

Odkąd pamiętam jak ognia unikałam książek, w których przeczytać można było o kulturach, gdzie kobieta jest jak przedmiot... nie ma praw i traktowana jest często gorzej niż zwierzę. Nie potrafiłam wczuć się w takie pozycje, dlatego też bardzo rzadko coś wpada w moje ręce. I niestety muszę przyznać po przeczytaniu "Tysiąca wspaniałych słońc", że żałuję takiej postawy i chyba w końcu dojrzałam do takich pozycji.

Khaled Hosseini urodził się w Kabulu, ale od 1980 roku mieszka w USA. Od kilku lat jest "wysłannikiem dobrej woli" w Biurze Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców. Napisał dwie powieści. Pierwsza "Chłopiec z latawcem przyniosła mu międzynarodową sławę, a kolejna, o której mowa w tym poście również dostała się na listy bestsellerów i została przetłumaczona na kilkanaście języków.

Akcja książki dzieje się na przestrzeni ponad 30 lat i skupia na historii dwóch kobiet.

Mariam, jest nieślubnym dzieckiem bogatego mężczyzny i służącej. Żyje w ubogiej wiosce z despotyczną matką, a największą jej radością są cotygodniowe spotkania z ojcem. Pewnego dnia nieposłuszna matce ucieka do miasta w poszukiwaniu Dżalila, swojego taty, ten jednak odtrąca ją. Na nieszczęście dziewczyny, matka popełnia w tym czasie samobójstwo. Mariam trafia do domu ojca i jego trzech żon, jednak nie zabawia tam długo, ponieważ zostaje podjęta decyzja o jej zamążpójściu. W wieku piętnastu lat poślubia Pusztuna Raszida. Na początku małżeństwo nie wydaje jej się niczym strasznym, jednak kiedy mąż odkrywa, że nie da mu nigdy dziecka zmienia się w despotycznego i zimnego człowieka. Rani zarówno duszę jak i ciało Mariam...

Lajla przychodzi na świat w dzień rosyjskiej inwazji na Afganistan. Nie ma łatwego życia rodzinnego. Bracia giną na wojnie a matka popada w rozpacz, zupełnie nie zauważając córeczki. Całym życiem dziewczynki jest ojciec Babi. Dorasta w towarzystwie najlepszego przyjaciela Tarigha, w którym szybko się zakochuje. Jednak wszystko zmienia się, kiedy bomba zabija jej rodziców i trafia pod opiekę Mariam i Raszida, a ten postanawia pojąć ją za żonę w nadziei że da mu upragnionego syna...

Kiedy Lajla trafia do Mariam, ta jest już dojrzałą kobietą, która w domu Raszida wyrobiła sobie jakąś pozycję. Pojawienie się czternastoletniej Lajli burzy jej monotonię i powoduje, że czuje się zagrożona. Ich wspólne życie z początku pełne wzajemnego dystansu i wręcz nienawiści ze strony Mariam zmienia się odrobinę, kiedy na świecie pojawia się Aziza, córka Lajli. Z czasem zaczyna łączyć je coraz większa zażyłość i głębsze uczucie. Wspólnie przeżywają krzywdy jakie wyrządza im Raszid.

"Tysiąc wspaniałych słońc" to historia wspaniałej przyjaźni między dwoma żonami, jednego mężczyzny oraz trudnej miłości, niemożliwej do realizacji w obliczu wojny.
Hosseini porusza temat, kobiety pozbawionej jakichkolwiek praw, a robi to jak na mężczyznę w sposób niezwykle sugestywny i wiarygodny. Z powodzeniem potrafi oddać emocje towarzyszące bezsilności wobec prawa tworzonego przez mężczyzn, wobec ich brutalności i niezrozumienia.

Pozycja ta zawiera również ponad 30 lat z historii Afganistanu. Tłem dla życia bohaterów staje się więc wojna która trwa od 1978 do 1989 roku między wojskami ZSRR a oddziałami islamskich bojowników pod wodzą Ahmada szacha Masuda. Kilkanaście lat walki zakończonych wycofaniem się wojsk radzieckich, doprowadziło do ogromnych zniszczeń i pociągnęło za sobą wiele śmierci .
W 1994 roku pojawili się z kolei Talibowie, a wraz z nimi ograniczono ponownie prawa kobietom. Nie mogły chodzić po ulicy bez mężczyzny, nie otrzymywały odpowiedniej pomocy medycznej, nie mogły pracować, uczyć się, a tych "NIE" można by wymieniać jeszcze bardzo długo.
Rządy Talibów doprowadziły do wydarzeń z 11 września, a dalszej historii chyba nie muszę już dłużej prezentować.

Hosseini ma niezwykły dar opowiadania, a jego książkę czyta się jednym tchem, więc jeżeli jeszcze nie mieliście okazji, to ja polecam z całego serca. Naprawdę warto.


czwartek, 14 kwietnia 2011

Marilyn Monroe "Fragmenty"

Za Marilyn Monroe nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam, więc też moje zainteresowanie jej osobą było niewielkie. Wiedziałam w jakich filmach zagrała, słyszałam słynne "Happy Birthday" dla Johna F. Kennedy'ego, oglądałam wiele zdjęć aktorki, i postrzegałam ją raczej stereotypowo. Mój pogląd na jej osobę, zmienił się po przeczytaniu "Fragmentów", gdzie głos zabrała ona sama, poprzez swoje notatki, wiersze i listy.

Marilyn jawi się nam, w swoich najintymniejszych zapiskach, jako osoba nieszczęśliwa, samotna, często cierpiąca z powodu depresji.

"Sama!!!!!
Jestem sama - zawsze jestem
sama
cokolwiek by się działo"
Aktorka, postrzegana tylko przez pryzmat urody, a nie wewnętrzną wrażliwość, nie czuła się dobrze wśród ludzi. Świetnie określił ją Arthur Miller słowami:
"Żeby przeżyć, musiałaby być bardziej cyniczna lub przynajmniej bliższa rzeczywistości. Ona tymczasem była poetką, która na rogu ulicy próbuje recytować tłumowi wiersze, ten zaś zdziera z niej ubranie"
Problemy Marilyn zaczęły się już we wczesnym dzieciństwie. Wychowywała się w rodzinach zastępczych i sierocińcu. Szybko, bo gdy tylko było to możliwe, czyli w wieku 16 lat wyszła za mąż za 5 lat starszego od siebie Jamesa Daugherty'ego. Już na pierwszych strona książki, możemy przeczytać jakim rozczarowaniem dla niej był ten związek i zdrada małżonka. Osobiste zapiski są pełne dojrzałości, mimo iż są dziełem zaledwie 18-letniej dziewczyny.

W pozycji znajdujemy mnóstwo wierszy pełnych nostalgii, smutku, nieszczęścia czy strachu.
"Sądzę że zawsze
głęboko przerażała mnie myśl o byciu czyjąś
żoną
bo nauczyłam się od życia
że nie można kochać drugiego,
nigdy, naprawdę"
Z zapisków, możemy sobie stworzyć obraz związku Marilyn z Arthurem Millerem. Na początku wielkie uczucie, stopniowo gasło, aż do całkowitego wypalenia.
"Moim zmartwieniem jest ochronić Arthura kocham go - to jedyna osoba - jedyny człowiek jakiego znam którego mogłabym kochać nie tylko jako mężczyznę pociągającego mnie tak że aż tracę zmysły - ale jest jedyną osobą - jako druga istota ludzka - której ufam tak jak sobie - bo kiedy ufam sobie (w pewnych sprawach), to całkowicie, a z nim tak właśnie jest..."
Oprócz wierszy i zapisków, możemy przeczytać również listy. Szczególnie zwraca uwagę ten, napisany w czasie pobytu aktorki w klinice psychiatrycznej.
W zasadzie cała książka, to takie wołanie o pomoc, wołanie po czasie, nieusłyszane przez nikogo w odpowiednim momencie...

W jednym z listów znalazłam fragment:
"jakkolwiek nie jestem przekonana o słuszności publikowania czyichkolwiek listów miłosnych"
Mam wrażenie, że Marilyn nie chciałaby, aby to co najintymniejsze w jej życiu ujrzało światło dzienne i było czytane przez tylu ludzi, więc w kwestii ukazania się tej pozycji, mam chyba jednak mieszane uczucia. A jakie jest Wasze zdanie, na temat publikacji, po śmierci zainteresowanego, tak osobistych notatek?

Nie mogę na koniec nie wspomnieć o imponującej biblioteczce aktorki, liczącej ponad 400 pozycji, wśród których znaleźlibyśmy takich autorów jak Dostojewski, Milton, Hemingway czy Beckett. Bardzo dużo czytała i lubiła być fotografowana z książką.

Wielki plus, dla Wydawnictwa Literackiego za wydanie. Jest przepiękne i wygląda jak album. Gruby papier, mnóstwo fotografii, świetna szata graficzna, aż żal , że mój egzemplarz jest pożyczony.

Polecam, szczególnie tym, którzy postrzegają legendę kina bardzo stereotypowo, jako piękne ciało i nic poza tym...

środa, 13 kwietnia 2011

Relacja ze spotkania z Wojciechem Kuczokiem

Spotkanie z autorem odbyło się dziś w Chorzowskim Centrum Kultury. Autor promował swoją najnowszą książkę "Spiski". Co ciekawe, Wojciech Kuczok mimo iż rodowity Chorzowianin, tworzący od 15 lat, miał dopiero pierwsze spotkanie w swoim mieście!
Pan Kuczok to niezwykle interesująca osoba, przemówił do mnie tym, że mimo iż Ślązak, to jednak wielki sentyment do gór czuje. Ponieważ "Spiski" jeszcze przede mną, byłam ciekawa, czy zachęci mnie tym spotkaniem do ich przeczytania. Udało mu się i wręcz nie mogę się doczekać lektury. Spodziewajcie się więc recenzji niebawem. Minus tego spotkania... Osoba Pana prowadzącego (musi mi to wybaczyć, ale napisać...). Miałam wrażenie, obserwując poczynania tego Pana, że po a... nie ma co z nogami zrobić, po b... nie potrafi skupić wzroku w jednym miejscu, więc musi obejrzeć wszystkie elementy sali, po c... c zostawię dla siebie...
Reasumując, spotkanie niezwykle udane, niestety straciłam długopis (Czy Wy wiecie, że niektórzy pisarze bez długopisów chodzą! To prawie jak szewc bez butów :)) Pan Kuczok będzie mieć po mnie pamiątkę...








Wojciech Kuczok czyta fragment książki pt. "Spiski":

Baner