środa, 14 marca 2012

Agata Ziemnicka, Olga Kwiecińska-Kaplińska "Rewolucja na talerzu"


Czy można jeść to, na co ma się ochotę, będąc jednocześnie na diecie i marząc o szczupłej sylwetce? Okazuje się, że tak! Dzięki kolejnym odcinkom "Rewolucji na talerzu" emitowanym na TVN Style, poznajemy małe sekreciki, powodujące, że np. nasz kebab nie ma 1200 kcal, a jedynie połowę. Teraz, wiele przepisów otrzymujemy w świetnie wydanej książce o tytule takim samym jak program telewizyjny.

Po pierwszym przejrzeniu pozycji moje wrażenie nie było pozytywne. Przepisy wydawały mi się skomplikowane, a produkty do nich użyte trudno dostępne. Jednak po dokładniejszym przeanalizowaniu receptur, doszłam do prostego wniosku... To nie przepisy są wymyślne, tylko ja przyzwyczajona jestem do szybkiego gotowania z tego co akurat mam pod ręką. A wystarczy rozejrzeć się dokładnie po sklepowych półkach, aby odkryć bogactwo nowych, o wiele zdrowszych smaków. Autorki pokazują nie tylko jak stworzyć pełnowartościowe i smakowite potrawy, ale raczą nas również wieloma cennymi informacjami. Jak rozpoznać świeżą rybę, które mięso jest najzdrowsze, jak poszczególne zioła wpływają na nasz organizm? To tylko niektóre z pytań, na jakie znajdziemy odpowiedź na kartach książki.

Jako że lubię łasuchować, postanowiłam wypróbować któryś z przepisów. Padło oczywiście na wspomniany wyżej kebab. Przyznaję niestety, że jestem wielką miłośniczką fast foodów. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo są niezdrowe i kaloryczne. A świadoma tego, muszę sobie odmawiać. Ale nie tym razem! Przepis prosty, mimo to z powodu braku jednego z istotnych elementów wyposażenia kuchni, musiałam go nieco zmodyfikować. Tak więc, zamiast kebaba w cieście, był kebab na talerzu. Danie szybkie, pożywne, nie zapycha i nie powoduje uczucia ciężkości, jakiego doświadcza się często po zjedzeniu kebaba barowego. A smak... o niebo lepszy!
Wyglądał mniej więcej tak... Za jakość przepraszam, niestety pod ręką miałam tylko komórkę. Sos oczywiście również był, niestety nie załapał się do zdjęcia.

Rozochocona upatrzyłam już kilka kolejnych przepisów... Krokiety z grillowanymi warzywami, pizza, faszerowana pierś z kurczaka, kurczak z woka... mmm... Oczywiście duża część potraw zaprezentowana jest na zdjęciach, co ułatwia niejako ich przyrządzenie.

Wracając na ziemię... "Rewolucję na talerzu" gorąco wszystkim polecam! Ja z pewnością jeszcze nie raz skorzystam z porad i upichcę pyszności, które będę mogła zjeść bez wyrzutów sumienia.

piątek, 9 marca 2012

Hanan Asz-Szajch "Szarańcza i ptak"


Długi czas minął, zanim Hanan Asz-Szajch przełamała się i spisała historię swojej matki Kamili. Autorka czuła żal do kobiety, która postanowiła niemalże zrezygnować z dzieci, tylko po to, aby walczyć o miłość. Hanan długo nie potrafiła zrozumieć postępowania matki, wczuć się w jej życie i zaakceptować decyzji jakie ta podejmowała. Historia "Szarańczy i ptaka" pomogła obu kobietom we wzajemnym zrozumieniu, a jednocześnie pokazała jak trudne jest życie w świecie zdominowanym przez mężczyzn, gdzie płeć piękna nie ma nic do powiedzenia.

Kamila szybko odkryła, że życie jest okrutne. Już jako dziecko zaznała głodu, po tym jak rodzinę opuścił ojciec, po to aby zamieszkać z nową żonę. Mężczyzna zostawił żonę bez środków do życia, co zmusiło ją do powrotu do Bejrutu i zamieszkania u dzieci z pierwszego małżeństwa. Kamila kiepsko czuła się wśród przyrodniego rodzeństwa, które nie traktowało nowo przybyłych członków rodziny jak równych sobie. Dziewczynka zamiast się uczyć zmuszona została do pracy. Świat Kamili zmienia się, kiedy poznaje Muhammada, w którym zakochuje się ze wzajemnością pierwszą niewinną młodzieńczą miłością. Jednak nie dane jest jej zaznać szczęścia z wybrankiem serca. Rodzina zmusza ją do poślubienia dużo od niej starszego szwagra (męża zmarłej siostry) Abu Husajna. Dziewczynka, wówczas czternastoletnia, nie przestaje jednak marzyć. Rodzi dwie córki Hanan i Fatimę i dalej spotyka się z kochankiem. W końcu naciskana przez ukochanego i otoczenie decyduje się na rozwód, co jest wielką odwagą i ślub z Muhammadem. Jak potoczyło się jej życie i czy zaznała w końcu szczęścia? Warto sprawdzić.

Hanan Asz-Szajch stworzyła barwną i wciągająca historię opartą na życiu własnej matki, z którą nigdy nie łączyła jej dobra relacja. Problemem Kamili było nie tylko trudne i usłane nieszczęściami życie, ale przede wszystkim charakter. Czytając książkę, miałam wrażenie że kobiecie nie pozwolono dorosnąć i już na zawsze pozostała gdzieś na etapie nastoletnim. Wiele jej zachowań i decyzji już jako dorosłej kobiety trąciło dziecinnością i chęcią "dobrej zabawy". I nie jest to w żadnym wypadku zarzut wobec bohaterki "Szarańczy i ptaka". To jak się zachowywała było przede wszystkim winą otoczenia, które nie potrafiło odpowiednio zając się dzieckiem i skazało je na życie, na które psychicznie jeszcze nie było gotowe.
Historia Kamili jest smutna i poruszająca, ale daje też nadzieję na to, że mimo przeciwności losu można przestać płynąć z nurtem narzuconym przez świat w jakim się żyje i wybrać własną drogę, nawet jeśli okupiona jest trudnymi i kontrowersyjnymi decyzjami.

Polecam, warto poznać życie libańskiej dziewczynki!

czwartek, 8 marca 2012

O trzech filmach, które warto zobaczyć...

Jak pewnie niektórzy zauważyli, blog ostatnio zaniedbałam bardzo. Urlopowanie w Bieszczadach skończyło się zapaleniem oskrzeli i dopiero teraz jakoś dochodzę do siebie. Czytać nie mam siły, pisać tym bardziej, ale mam nadzieję, że w końcu jakoś zbiorę się w sobie i wrócę na dawne tory.

Za to w czasie tych kilku tygodni nieczytania obejrzałam trzy bardzo dobre filmy, o których postanowiłam naskrobać kilka słów i które chcę polecić Wam gorąco. Podkreślę od razu, że pisać o filmach nie potrafię, musicie mi więc wybaczyć niedociągnięcia, mam nadzieję że uda mi się mimo to przekonać Was do prezentowanych obrazów :)

Zacznę od "Róży" Wojtka Smarzowskiego, którą uznaję za dzieło niemalże wybitne. Nie oglądam może zbyt wielu filmów i nie mam za bardzo z czym porównywać, ale ten zrobił na mnie niesamowite wrażenie i mimo, że od seansu minęło już kilka tygodni, ciągle siedzi mi w głowie. Nie jestem w stanie przestać o nim myśleć. Powraca do mnie nawet w snach! Ta brutalna, ale przede wszystkim niezwykle prawdziwa historia wwierca się w mózg i zmusza do refleksji. Wszystko co w "Róży" zostało przedstawione, czyli radziecka "szarańcza", która niszczyła i gwałciła wszystko co napotkała na swej drodze, czy problemy mniejszości (w tym przypadku Mazurów), znane mi było wcześniej, ale dopiero film Smarzowskiego "otworzył mi oczy", pozwolił zrozumieć... Przy całej brutalności, nienawiści przebrzmiewa przez poszczególne sceny jakaś poetyckość, i mimo brudu i powojennej pożogi udało się twórcom uchwycić piękno mazurskiego krajobrazu. Nie sposób, nie wspomnieć też o wybitnych kreacjach aktorskich. Marcin Dorociński i Agata Kulesza zagrali po prostu koncertowo. Jacek Braciak i Kinga Preis z kolei tchnęli w film odrobinę humoru.
Jedyne, co nie do końca do mnie przemówiło to samo zakończenie, trochę inaczej "widzę" finał historii Tadeusza.

Podsumowując... "Różę" trzeba po prostu zobaczyć!
"Lato 1945 roku, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Tadeusz, polski żołnierz, któremu wojna zabrała wszystko i niczego nie oszczędziła, dociera na Mazury, na ziemie, które przed wojną należały do Niemiec, a po wojnie zostały przyznane Polsce. Odnajduje wdowę po niemieckim żołnierzu, którego śmierci był świadkiem. Mieszkająca sama w dużym gospodarstwie Róża przyjmuje Tadeusza chłodno, pozwala przenocować. Tadeusz odwdzięcza się za gościnę pomocą w obejściu. Róża, choć się do tego nie przyznaje, potrzebuje czegoś więcej - przede wszystkim ochrony przed szabrownikami, którzy nachodzą jej gospodarstwo. Stopniowo Tadeusz poznaje przyczyny jej samotności... Na tle krajobrazu wyniszczonego przez wojnę, gdzie nadzieja stała się narzędziem propagandy, między dwojgiem ludzi z odległych światów rodzi się miłość... niemożliwa"*


Drugi film opiszę na "świeżo", ponieważ kino odwiedziłam wczoraj (mam to szczęście, że w moim Bytomskim Centrum Kultury, bilet kosztuje 11 zł, a filmy puszczane są niemal te same co w dużych multipleksach, może jedynie z lekkim poślizgiem)

"Rzeź" Romana Polańskiego to taka tragikomedia, przy której z pewnością wielokrotnie się uśmiechniemy, ale która zmusi nas też do głębszej refleksji. Dwa małżeństwa zamknięte w jednym mieszkaniu, rozwiązują problem jakim jest bójka między dziećmi. Jednak kilka niepotrzebnych słów i alkohol szybko odsłaniają maski jakie bohaterowie nałożyli sobie przed spotkaniem. Wychodzą prawdziwe charaktery, a mistrzowska gra aktorska, może w sposób lekko przerysowany, ale tym bardziej prawdziwy, pokazuje jak często zmuszeni jesteśmy do udawania kogoś innego, trwania w ramach narzuconych przez otoczenie i bliskie nam osoby.
Film został nakręcony na postawie sztuki teatralnej Yasminy Reza "Bóg mordu". Akcja toczy się w jednym pomieszczeniu i opiera się głównie na dialogach, z którymi świetnie poradzili sobie Christoph Waltz (Uwielbiany przeze mnie od czasów "Bękartów wojny"), Kate Winslet, Jadie Foster i John C. Reilly.
Gorąco polecam!

"Dwie nowojorskie pary: Alan (Christoph Waltz) i Nancy (Kate Winslet) oraz Michael (John C. Reilly) i Penelope (Jodie Foster). Zdawałoby się, że wszystko je łączy. Nienaganne maniery, wysoki standard życia i satysfakcja z uczących się w najlepszych szkołach dzieci. Wszyscy czworo mogą uważać się za elitę amerykańskiej socjety. Kiedy ich dzieci wszczynają bójkę, na pozór niewinne spotkanie rodziców, zorganizowane celem wyjaśnienia sprawy, przerodzi się w lawinę potyczek i wzajemnych złośliwości. W tym piekielnie zabawnym pojedynku stawką będzie dobre imię i status każdego z uczestników. Nic zatem dziwnego, że wytrawni przeciwnicy dopuszczą się ciosów poniżej pasa. Wkrótce wyjdą na jaw głęboko skrywane tajemnice, a gdy więzy małżeńskie ulegną zaskakującemu rozluźnieniu, okaże się, że w nowoczesnym związku wszystkie chwyty są dozwolone..."*


Film numer trzy, czyli "Dziewczyna z tatuażem" Davida Finchera z genialną Rooney Marą w roli Lisbeth Salander (dokładnie tak ją sobie wyobrażałam czytając książkę Stiega Larssona). Wydaje mi się, że film przypadnie do gustu osobom, które zaczytywały się w trylogii Larssona. Jest skondensowanym obrazem dzieła szwedzkiego pisarza, pomijającym przydługie opisy, które w książce mogły męczyć. Świetnie zrealizowany, bez "bondowskich" nierealnych scen. Jedyne co mi się nie podobało, to Daniel Craig. I nie chodzi o to, że grał źle, czy sobie z czymś nie radził, po prostu inaczej wyobrażałam sobie Mikaela Blomkvista i nie potrafiłam się przestawić. Nie mam niestety porównania ze skandynawską produkcją... Powinnam nadrabiać zaległości?

Mikael Blomkvist, znany dziennikarz oskarżony o zniesławienie, otrzymuje nietypowe zlecenie od właściciela koncernu przemysłowego, Henrika Vangera. Ma zbadać sprawę tajemniczego zaginięcia 16-letniej Harriet Vanger, które miało miejsce w latach 60-tych. Blomkvist nie wie, że każdy jego krok jest śledzony przez niezwykle inteligentną hakerkę, Lisbeth Salander, która wykonuje to na prośbę Vangera. Śledztwo z czasem zaczyna odkrywać krwawą i niebezpieczną historię rodziny Vanger.*




* Opisy pochodzą ze strony http://www.filmweb.pl/

piątek, 17 lutego 2012

Stosik lutowy

W końcu mam swój wymarzony urlop. Jutro wyjeżdżam w Bieszczady, znikam więc na moment z blogowego życia... Zostawiam Was z nowymi nabytkami, jakie nazbierały się w przeciągu ostatniego miesiąca :)


Od dołu:

1. Janusz L. Wiśniewski "Na fejsie z moim synem" - od wydawnictwa Wielka Litera

2. Ana Veloso "Woal"
3. Tony Fitzjohn "Tańczący z lwami"
4. "Urodziłam się dziewczynką"
Od wortalu Granice.pl

5. Hanan Asz-Szajch "Szarańcza i ptak"
6. Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Serenada. Moje życie niecodzienne"
7. Dr Pierre Dukan "Mężczyźni wolą krągłości"
Od wydawnictwa Nasza Księgarnia

Oraz zakupy własne:
8. Andrzej Stasiuk "Mury Hebronu"
9. Jean Hatzfeld "Sezon maczet"
10. Lidia Ostałowska "Farby wodne"
11. Thierry Jonquet "Tarantula"
12. Andrzej Satsiuk "Taksim"
13. Chimamanda Ngozi Adichie "Fioletowy hibiskus"
14. Dennis Bock "Córka komunisty"

Baner